Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.12.2025 w Odpowiedzi
-
spłachetki pastelowych dywanów w ciasnym szeregu pachną grudniową wilgocią krucze staccato szarość nieba dzieli na czworo i mrozi do szpiku kości w zaułkach miasta gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda wiatr kołysze kartony święty ogień pośród gwiazd jak baśń pełna niczego nie daje nam spać w oparach miejskiego wermutu ława przysięgłych szczurów wydaje najwyższe wyroki9 punktów
-
8 punktów
-
dla pani doktor D. chodzi normalnie o Dominikę. W poczekalni pachnie lękiem, kawą i lekko zwietrzałą rzeczywistością, którą ktoś chyba rozpuścił w kubku z melisą, żeby pacjenci łatwiej zapomnieli, kim są. Powietrze jest tak ciężkie, że gdybym wziął głębszy oddech, pewnie musiałbym prosić o pozwolenie budowlane. Ciężkie tak, że gdybym kichnął, pewnie dostałbym mandat za naruszenie konstrukcji nośnej rzeczywistości. Siadam na krześle, które skrzypi jak sumienie po długiej nocy. Nad głową plakat: “Twoje myśli – nasza pasja.” Brzmi jak motto piekarni, która wypieka sny na twardo. Wreszcie wchodzi ona, cała złożona z elegancji i chemii mózgowej, z taką kobiecą pewnością ruchu, jakby weszła tu tylko po to, żeby ustawić Wszechświat pod odpowiednim kątem światła. Szpilki w kolorze ust. Usta w kolorze milości. Miłość w kolorze błękitu. Psychiatra. Czarny pas z rozmów trudnych, pół-bogini neuronów, pół-urzędniczka emocji, człowiek, który nawet cień potrafi zdiagnozować. Patrzy na mnie tak uważnie, jakby próbowała wyłowić moje myśli siatką na motyle, ale taką do połowu gigantycznych, świecących mutantów. - Proszę usiąść, mówi łagodnie, tak łagodnie, że mam ochotę od razu powiedzieć wszystko, łącznie z tym, że w 2004 ukradłem bratu jogurt i do dziś mnie to męczy jak filozof po nieudanym haiku. I spogląda na mnie zmysłowymi oczami, jakby właśnie otwierała książkę, którą kiedyś napisałem w dzieciństwie, ale zapomniałem ją opublikować. - Co pana sprowadza? Ton jak u egzorcystki, który już wie, że w środku siedzi demon, pije kakao i udaje krzesło. Zaczynam mówić. Słowa wysypują się ze mnie jak klocki Lego, które mają osobny dział w piekle dla dorosłych. Psychiatra notuje. Notuje tak szybko, jakby rysowała mapę mojego kosmosu, ale coraz bardziej jej wychodzi plan ewakuacji. - Widzi pan, mówi po chwili, tu jest lęk uogólniony, tu poczucie winy, tu myśli natrętne, a to… - wskazuje na mój opis życia jak badacz na dziwne znalezisko w lesie - …to wygląda jak opuszczony plac zabaw. Nagle jej oczy błyszczą. Tak błyszczą, jak oczy dentysty, który właśnie znalazł kanał do UNESCO. - Proszę pana… to, co pan ma w tym swoim umyśle, to jest…fenomen! Nachyla się nade mną jak muzealniczka nad wypchanym mamutem. - Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pana lęki byłyby świętymi relikwiami. To jest sztuka! Neuronalny barok! Gotyk rozpaczy! Polifonia paniki ! Ja czuję, że zaraz rozpłaczę się śmiechem albo śmiech rozleje się we mnie jak depresja na promocji. -Musimy zrobić porządek, mówi nagle. Ton jak chirurg, który zaraz wytnie z ciebie cały średniowieczny teatr moralitetów. Wyciąga receptę. Kartkę, która wygląda jak bilet wstępu do lepszego świata, ale bez miejsc siedzących. - Przepiszę panu coś, co przytuli pana od środka. Serotonina w tabletkach, takie czułe aniołki dla mózgu. Pisze, pisze, pisze, jakby przepowiadała mi los. Jakby wróżyła z farmakologicznej kuli. W końcu patrzy na mnie z uśmiechem, który mógłaby uleczyć pół miasta albo wywołać panikę w drugiej połowie. - Proszę przyjść za miesiąc. Zobaczymy, czy pańska dusza wróciła na swoje miejsce, czy nadal próbuje wynająć mieszkanie gdzieś indziej. Moje myśli... Myśli zaczęły mi się plątać tak dziko, jakby w mojej głowie odbywał się maraton chomików po energetykach, każdy z nich z dyplomem z filozofii i kryzysem egzystencjalnym w łapce. Wychodzę. Korytarz faluje jakby rzeczywistość była dmuchanym materacem nadmuchanym przez poetę z astmą. A ja kołyszę się lekko, jakby sam Wszechświat też brał udział w terapii i dopiero próbował zdecydować, kim chce zostać w przyszłym tygodniu. Zamykają się za mną drzwi gabinetu, a ona już wita następnego pacjenta - z tą samą uwagą i czułością, jak kolekcjoner motyli, który wie, że zaraz zobaczy kolejny piękny, drżący, trochę zniszczony, ale absolutnie niepowtarzalny egzemplarz. Idę dalej korytarzem i czuję, że coś we mnie ucichło - nie zniknęło, ale zmieniło kształt, jakby w środku zgasły ekrany zapowiadające mój prywatny Armagedon.8 punktów
-
ma serce łatwopalne uważaj na słowa-iskry jej nie narażaj bo potem sama z ogniem zostaje odchodzisz ona nie wie co dalej i łzami gasi krwiste płomienie nie poznasz z jakim żyje cierpieniem nim wzniecisz pożar, który ją strawi zastanów się czy chcesz się tak bawić.8 punktów
-
Zawisł jak prawda w pryzmacie niedoskonałego nieba. Był impuls dna butelki, odbity w soczewce duszy. I wrony przysiadły na parapecie — w pętli sznura zadzierzgniętego w otchłań ciała, gdy jękiem oddechu ostatni raz podrażnił puste struny już bezskrzydłej duszy i opar śmierci napręży je bezwładnością. Wykreślony z kartoteki żywych przez zgrzyt systemu, i martwy pocałunek na dobranoc lepkiej ziemi, słucha zaklęć w sosnowej arce płynącej donikąd. Z czasu rozdrobnionego na piasek zostało tyle, co niedopitej wódki w przejrzystej jak ciemność duszy.8 punktów
-
na wiadukcie palił papierosa kółka z dymu się układały w ostentacyjne nie będę żył jak każdy powiedział żebyśmy zrobili coś głupiego wsunął ręce pod mój płaszcz i nazwał to poezją a pociąg rozciął noc jak zdanie bez podmiotu które zostaje w teorii nic nieznaczące potrzebowaliśmy krwi nie sensu bliskości nie zrozumienia oskarżenia i epitafium w jednym dotknął mojego policzka jakby sprawdzał czy jestem prawdziwa zaszczekał pies światło mrugnęło na peronie wszyscy wyglądali na spóźnionych7 punktów
-
brakuje mi tak niewiele... z utkanej prozy wycinam sylwetki bogów, dłonią przemierzam lapidarne szczęście, w tysiące wielokropków biegnę, przez zaspy marzeń przedzieram się, wśród spęczniałych myśli z frywolnym chichotem bezpańskiego losu idę - ręka w rękę6 punktów
-
Nową wyspę odkryto! Z odległych krain przypłynęli złotoręcy, złotoocy — co na tubylców zarzucając sieci, wołali — ze zgrozą w pierwotnej mocy — to analfabeci! Dziękuję za przeczytanie! Pytanie dodatkowe: czasem zdaje mi się, że każdy mój utwór jest zupełnie różny od poprzedniego — i następnego. Jak sądzicie: taka rozbieżność jest u artysty rzeczą dobrą — czy może wręcz przeciwnie?5 punktów
-
Szeregowa Berenika97, do mnie! Na przepustkę się zapisaliście, A butów nie umiecie wypastować. Odmowa, w ramach wyróżnienia czeka Was mycie garów na stołówce. Szeregowy Migrena, apel poranny To nie dyskoteka, co wy mi tu podskakujecie? Marsz po miotłę, na rejonie zewnętrznym Zatańczycie sobie z gwiazdami. Kapral Violetta was dopilnuje. Huzarc, wystąp! opowiedz kolegom I koleżankom, jak to było na samowolce. No śmiało – plutonowa Nata_Kruk Odprowadzi was w kajdanach do aresztu. No proszę, jak zwykle nieogolony Waldemar_Talar_Talar, co wy mi tu Za zbójnika robicie? do umywalni galopem! Czas: dwie minuty, buźka jak dupa niemowlaka! Alicja_Wysocka! „jestem”, zgodnie z rozkazem Dowódcy, zostajecie wyznaczona Na starszą sali numer 219, ma być ład I porządek, zrozumiano? „tak jest!” Infelia, zakało pułkowa, list do was przyszedł. Co mi tu wyciągacie rękę... padnij! Dziesięć pompek, ćwicz! odliczamy. A teraz szef kompanii zapewni wam rozrywkę. Pluton, baczność! w prawo zwrot! do strugania Kartofli biegiem marsz! tup, tup, tup... @infelia Z przymrużeniem oka...4 punkty
-
Już przy pierwszej literze tego tekstu, czyli już przy J, dostrzegam, że jestem już zmęczony. Pisanie, cóż, klasyka taka, zdaje się mnie zmogło i to na wylot i na przestrzał. Inna sprawa, że i tak nigdy nie trafiłem słowami i nie uczynię tego w przyszłości. O to akurat powinienem być najbardziej spokojny. To kolejny z paradoksów, ale chyba pisane słowa i tak nie nadają się na naboje, ani strzały, ani rzutki. Najważniejsza sentencja życiowa i tak umknęła przede mną i jutro też ucieknie. Chrzanię zatem podwójnie, bo po pierwsze ten tekst to bzdura, a po drugie właśnie niniejszym postanawiam go zupełnie nie dokończyć. Coraz lepiej dostrzegam, że największą życiową wartość niosą za sobą listy nigdy nie napisane. Warszawa – Stegny, 02.12.2025r.4 punkty
-
ostatnio codziennie w telewizji oglądam śmierć widać wyraźnie jak w jednej chwili jest w wielu miejscach na raz śmierć w Ukrainie śmierć w Afryce śmierć w strefie Gazy można się przyjrzeć z bliska śmierć od kuli śmierć od bomby śmierć od zasad obojętnych na życie prędkość zasięg miejsce wszystko jest określone nie wiadomo jeszcze kto zmieni się w statystykę często wyłączam mówią telewizja kłamie chciałbym w to uwierzyć niestety śmierć nie jest kwestią wiary4 punkty
-
znikasz w połowie myśli, twoje imię gaśnie powoli, jak iskra bez powietrza. wracasz echem, słowa dryfują między "kiedyś" a ciszą, próbuję zamknąć cię w wersie, złapać jak zgubiony rytm, lecz brzmienie przecieka mi przez palce. a ty - sylaba po sylabie- wycofujesz się w głąb siebie. otwieram dłoń - mieściła naszą pewność - został tylko popiół.3 punkty
-
nie spotykają się łatwo umysł taki rozległy... co było a będzie co pamięć a wymysł zmysły jednoczą się w punkcie tylko teraz! w dodatku umysł błądzi a zmysły zawodzą nie pamiętam dokładnie pamiętam wybiórczo snuję zaś coś co niekoniecznie się wydarzy postrzegam i czuję tylko w pewnym zakresie bo pies z kotem już inaczej a też przecież mają prawo do tego świata więc cała ta niedokładność zamazanie i sprzeczność tkwi w tobie człowieku ty paradoksie3 punkty
-
dzisiejsza noc była smutna bez gwiazd i księżyca drzewa nie szumiały milczał wilk i echo sny się wałęsały - mysz i szczur mocno rządziły ciemność im pomagała pijany kumpla szukał strach się czaił myśl bała się myśleć na cmentarzu umarli o coś się kłócili dzisiejsza noc była sobą nic a nic nie kłamała można nawet rzec że prawdziwa była3 punkty
-
czy trzeba coś więcej jesteś chciałbym cię wiedzieć zawsze taką jak wtedy gdy twój dzień był moim dniem byłaś… jak sen użyźniający ziemię 12.2025 andrew3 punkty
-
@KOBIETA niech Cię pani Doktor Dominiko szczęście nieziemskie na anielskich skrzydłach przez nasz zwariowany świat niesie:)))))) Dominiko. wzruszony - dziękuję:))))))) @Leszczym dziękuję Michał:))) powodzenia:) @violetta seria? no tak. z takiego na przykład Browninga M2 walono seriami w nacierających żołnierzy. zawsze na wysokości ich brzuchów. dzięki piękne:))) @Christine Christi. jeżeli kiedykolwiek będziesz "tam"szła, daj znać. pójdę z Tobą. na wypadek jakby z lekarzem trzeba było pogadać inaczej. pójdę jako Twój bodyguard. dziękuję że jesteś:)))) dziękuję za koment:)))) @huzarc z pola walki lekarza z pacjentem. to coś takiego jak nasi z krzyżakami pod Grunwaldem tylko na mniejszej przestrzeni!!! @Rafael Marius prosto z mojej mrocznej łepetyny:) dziękuję:)))3 punkty
-
Od lat noszę w sobie ból. Nocą, czasami próbuję płakać, by rankiem znów być tym, kim mnie znają. Chcę płakać. I wiem, że potrafię, lecz płacz ten jest głęboko we mnie – zakurzony w warstwach dawnych spraw, w myślach, których nie chciałem poznać. Przez lata milczałem o nim przed światem, a najczęściej – przed samym sobą. Teraz tkwi pod skórą jak blizna, która nie boli, dopóki nie dotkniesz. Gdy łzy w końcu znajdą drogę, będą jak listy – nieczytelne, pełne śladów miłości, radości i bólu – gości nieproszonych. Spłyną ciężkie – jakby każda niosła w sobie cały bukiet: empatii, żalu i masochizmu, którymi uczyłem się kochać. A potem? Może przyjdzie spokój. Może nie. Ale płacz – jeśli wreszcie nadejdzie – nauczy mnie na nowo żyć.3 punkty
-
Dopiero trzeciej nocy pozwolono nam odstąpić od dział. Przybyły nasze okręty i szczelnym półkolem otoczyły port. Jak urzeczony podziwiałem ich sylwetki. Ukryty w koronie drzewa, uczepiony chropowatego pnia. Szybko wypatrzyłem największy z nich. Trzymasztowy galeon ze strymowanymi na wiatr żaglami. Na topie grotmasztu miał wywieszoną flagę nasza i admiralską. Na nim przypłynął prawdziwy bohater. Pierwszy morski lord. Liczyłem rozbłyski prochu z armat jego. Kule tłukły w zacumowane brygi i fregaty. A ściany domostw nabrzeżnych, odbijały odgłos dudnienia Z haubic, hakownic, kartaun i muszkietów. Leje się tylko śmierć i pożoga. Bóg ani miłosierdzie w tych lufach nie mieszka. Fleuty okaleczone, toną przy nabrzeżu. Ich drzazgi z burt, rozrzucone po falach jak ludzkie trzewia. Giną pod wodą ładownie, pełne zamorskiego towaru. W porcie już pierwsze domy płoną. W tawerny oknach ciemności. Nikt dziś nie zagląda do kieliszka. Działa obrońców, dymią jeszcze w zgliszczach niedawnych stanowisk i redut. Martwi, nie będą już stawiać oporu. Tyś zapach prochu i smak rumu. Bardziej niż murwy i dziewki ukochał. Zielone fale i dębowy pokład, droższe Ci od stabilnej ziemi. Teraz już tylko mordy kaprawe a nie serca niewieście, będziesz rozbrajał. Zawsze w ogniu wojny. Gdzieś pomiędzy admiralskimi flagami a pirackimi banderami.3 punkty
-
Za szklaną ścianą zimowa pogoda: ciemność, zamieć, a w niej latarnia betonowa, tak samo zimna w swym wyglądzie jak krajobraz dookoła. Jednak nie mrokiem, a światłem operuje, ciepłym niczym fale słońca o wschodzie. Jest punktem odniesienia, przecina mrok i rozjaśnia niedopowiedzenia. Nie szachuje umysłu, a rozwiewa wątpliwości. Ukazuje to, co wśród mroku może obrastać w skrajności. Jest czymś, czego trzeba każdemu po zmroku, czymś, co nie podsyca niepokoju, a pozwala zaznać spokoju jak wygodne łóżko po długiej podróży. Dzięki niej każdy ze spokojem oczy zmruży. Jednak jest w niej rzecz pewna, może i niepokojąca, bo pokazuje świat wybiórczo, w przeciwieństwie do słońca.3 punkty
-
Wchodzę do Urzędu Skarbowego a powietrze stoi tu gęste, ciężkie, podsłuchujące, jak bigos po świętach, który ktoś próbował reanimować defibrylatorem - jak mgławica, która wciąga petentów niczym komety, mieli ich w czarnych księgach i wypluwa w postaci oświadczeń, jakby każda jego cząsteczka chciała mnie rozliczyć z własnego oddechu, wirując we własnej galaktyce czarnych dziur absurdów. Krzesła stoją rzędem, jak pluton meblościańskich egzekutorów, którym już na niczym nie zależy, nawet na własnym lakierze. Przy recepcji kobieta w okularach tak grubych, że NASA mogłaby przez nie badać słońce i jeszcze dostać premię za szczegółowość. Patrzy na mnie, jakby sprawdzała, czy jestem człowiekiem, czy tylko błędem w systemie. Patrzy tak przenikliwie, jakby miała w oczach rentgen, który potrafi rozpoznać grzechy podatkowe jeszcze z czasów, gdy byłem plemnikiem. - Numer, mówi głosem, który trzeszczy jak TERMINATOR 5000 przepychający historię podatkową narodu. Dostaję 666/B. numer jak sygnet diabła w księgach, który pieczętuje każdą myśl podatnika. „B” jak „Będzie bolać”. Siadam. Obok mnie mężczyzna w garniturze z PRL-u, tak sztywnym, że chyba jest zbudowany z rozporządzeń Jaruzela wprowadzonych w życie na zawsze. - Czekam trzeci rok, szepcze. - Okienka są czynne, mówię. - Są. Ale nieczyniące. Wyświetlacz miga jak alarm w elektrowni jądrowej, który wszyscy nauczyli się ignorować, taki alarm, przy którym nawet reaktor westchnąłby: dobra, jak nikt i tak nie przyjdzie Idę do okienka. Pięć kroków - a czuję się, jakbym szedł na pogrzeb własnego konta bankowego, w asyście komorniczej orkiestry dętej. Urzędnik siedzi jak kapłan, który połknął cały Dziennik Ustaw i teraz medytuje nad moim losem. Jego brwi mogłyby służyć bocianom za sezonowe gniazdo. - Dokumenty, komenderuje. Rozkłada je z precyzją chirurga operującego bez znieczulenia, bo znieczulenie nie jest kosztem uzyskania przychodu. Przegląda moje liczby jakby były księgą upadku cywilizacji. Nagle zamiera. Jakby w tych papierach zobaczył liczbę, której nawet kalkulator nie chce liczyć, tylko prosi o ostatnie namaszczenie. Jak człowiek, który wyczuł trzęsienie tych zimnych fal absurdów, co wyrywają dusze z orbit. - No… to mamy problem. Wstaje. Zdejmuje okulary. Urząd zamiera - Wygląda teraz jak arcykapłan biurokracji, który za chwilę otworzy kamienną tablicę z moim losem - tak ciężką, że nawet grawitacja zwalnia z szacunku. Drukarki wstrzymują wydruk, kserokopiarki zamykają paszcze. - Po analizie… - Z uwzględnieniem… - I po przeliczeniu współczynnika… Wręcza kartkę jak wyrok z zakurzonej wersji Hammurabiego. - Musi pan zapłacić, w ciągu czternastu dni… Pochyla się. Patrzy mi w oczy. Czuje oddech paragrafów. - trzydzieści siedem tysięcy… czterysta dziewięćdziesiąt trzy złote… i trzy grosze. Jakby moje życie zostało sprasowane w zakurzonej prasie prawa i wciśnięte w banknot, który nigdy nie dotrze do portfela, a tylko odbija się od ścian bezlitosnego świata. - Skąd taka kwota?! - Z pana życia... Z pana życia, proszę pana. Krzesło obok mdleje. Nie mam do niego żalu. W broszurze - zajęcie konta, - zajęcie mieszkania, - zajęcie marzeń. Punkt trzeci wytłuszczony. Wychodzę. Świat wydaje się lżejszy. Albo ja cięższy o trzydzieści siedem tysięcy i trzy grosze, które są jak śmiech losu odbijający się od szyby. Drzwi zamykają się za mną jak stalowe powieki olbrzyma, który śni o podatkach i połyka w snach tych, którzy próbują uciec. Jak paszcza rekina pożerającego ostatni kawałek wolności, mrucząc: „Do zobaczenia. Nawet jeśli tego nie chcesz.”2 punkty
-
2 punkty
-
Już nie płynę choć się boję teraz idę na spotkanie z lękiem sklejam strzępy odwagi mojej choć strach obcym mi jest boję się lecz nie siebie czy ciebie nawet tego co nieznane ale strachu co się stanie gdy bojąc się bać się przestanę każdy lęk rozwieję choć duszą rozumiem czego nie powinienem a wiem bojaznym sercem boję się czy kiedyś przestanę? Ty wiesz ja wiem oni wiedzą dlaczego nie błądzę? wszyscy się boją Więc i Ja boję się2 punkty
-
trudno iść dalej gdy droga się kończy marzyć nie widząc uśmiechów trudno być sobą gdy cień kłamie - nie dumać widząc mogiły trudno jest żyć gdy za drzwiami niewiadoma nie ma sensu trudy są trudne ale to one uczą nas przyszłości mimo że bolą2 punkty
-
Ojciec pyta, kiedy w końcu zostanie dziadkiem. Ja się pytam, czy zrobił coś w tym kierunku. Mówi, że tak, że zrobił, syna. Trochę mało - odpowiadam. Córce łatwiej by było rozkochać jakiegoś bogacza, a ten zapewniłby wnukowi przyszłość. Ja z trudem swoją próbuję zapewnić, a nie za wiele jej już zostało. Jury konkursu oświadczyło, że preferuje wiersze o miłości nad tymi o życiu. Potem przy sobocie płaczą nad winem, że rock umarł, a Narodowy wypełniają rymy i refreny pod nóżkę. Ja płaczę, że psychodeliczny Artur chałturzy z biesiadnym Dawidem, i za chwilę jego spuścizną będzie hit na wesela. A może zamiast moim, to trzeba było zostać ojcem jednego z nich, to wnuków by pewnie było więcej, niż aktualnych problemów. Ojciec staram się, ale na razie tylko śpię i pracuję. Na robienie wnuków sił i tygodnia mi już nie starcza. A w weekendy próbuje pisać wiersze o miłości dla szanownego Jury.2 punkty
-
@Tectosmith bardzo dziękuję 😊 Ja to całe życie lewituję między różnymi światami. Pozdrawiam jak zawsze:) @violetta można tak powiedzieć:) Pozdrawiam jesiennie :) @Waldemar_Talar_Talar bardzo dziękuję 😊 Pozdrawiam także z uśmiechem i niezmienną sympatią:)2 punkty
-
Dziękuję Ci za wersy, których inni nie słyszą, za chlust mrozu w policzki na plaży, kiedy wystukuję ścieżkę niewydeptaną ku czerwieni, którą podzieliłeś się ze mną i zmierzchem tuż za mymi plecami. Za ból, który przyniósł wytchnienie, za miłość do innych, która obróciła się w miłość do siebie, za koncert wrzasków zmieniający się w ambientową ciszę, w której uśmiechamy się wzajemnie, bez wykrzywiania ust, odrzucając wszystkie wesela i pogrzeby, nazwy i spotkania, o których myślisz, rozmawiasz i śnisz, a których trucizna Nas od siebie oddala Dziękuję za to, że najważniejsi jesteśmy My, Nie ona lub one, lecz ja i Ty2 punkty
-
że dziś albo jutro zresztą nie ważne aby lepiej było by chciał wiatr wiać który ciepłem częstuję żeby drzewo szumiało a nocą świerszcz upiększał sny by miłość nie kłamała by była szczera jak echo a prawda zawsze była prawdą by nie płakała by życie cieszyło nie było cieniem trudnych chwil może dziś albo jutro zresztą nie ważne ważne by być widzieć zachody czuć zapach ziemi umieć kolorowo śnić2 punkty
-
2 punkty
-
@Marek.zak1 W czasach Nelsona nie używano już fluit i geleonów. Zastąpiły je brygantyny i okręty liniowe. W wierszu moglibyśmy przyjąć połowę XVII wieku bo w treści pojawiają się fregaty które zaczęto wprowadzać wtedy do służby. @Berenika97 Całkowicie zapomniałem że w ogóle napisałem ten wiersz. Musiałem go odkopać z niebytu. @Christine Dlatego wielu określa mnie jako ostatni głos dawnego świata. I w zasadzie chyba nikt kogo znam nie byłby tak mocno zespolony z przeszłością jak ja. Bardzo utrudnia to życie w dzisiejszych czasach.2 punkty
-
@Christine Napiszę o tym tekst stoi pan frustro i zerka w lustro, a tam za plecami już całe mnóstwo :)) @Omagamoga @Christine A ja z kolei nie rozumiem :)2 punkty
-
@A.BetweenTak, bardzo smutny. Dziękuję! @truesirexBardzo dziękuję! Ale jest próba, może nieudana - czasami dużo może też zależeć od drugiej strony, by się powiodła. @Rafael MariusMoże masz rację, czasami rzeczywiście nie potrafią poradzić sobie z emocjami. :) @KwiatuszekBardzo dziękuję!2 punkty
-
Witaj - dziękuje za to że ładnie napisane - Pzdr. Witaj - też się cieszę z każdego przychylnego nowego dnia - dzięki - Pzdr. @Rafael Marius - @huzarc - @Berenika97 - @Leszczym - dziękuje -2 punkty
-
@Migrena zważywszy, że to kolejny wiersz pisany "na kolanie" (chyba powstanie cykl "na kolanie" 🙂), jest mi bardzo milo i bardzo dziekuję za przychylność i dobre słowa. Cenię sobie Twoje zdanie @Robert Witold Gorzkowski bardzo się cieszę i dziekuję za Twoją obecność. @W_ita_M. dziękuję uprzejmie. @Wiechu J. K. można, jak najbardziej. Ale każdy ma inną wrażliwość więc to co na jednym nie robi wrażenia, kogoś innego może " pozamiatać". Potrzeba uważności. Dzięki i pozdrawiam.2 punkty
-
2 punkty
-
powrócił by odnaleźć wspomnienia szczególnie jedno zdążył sprawdzić że w tym miejscu co kiedyś już ich nie ma żywi nadzieję kęsami wiary że znajdzie w jakimś innym nacieszy uszy niepowtarzalną barwą dźwięków umysł nostalgicznym widokiem możliwe że nie w tym samym miejscu lecz chociaż podobnym budzącym chcianą przeszłość gdzie przyszedł na świat spędził dzieciństwo zgubił trójkołowiec jadł kwiaty akacji okrwawił kolana potykając stopy o nierówności niektóre domy poznaje elewacje wyglądają prawie tak samo w przeciwieństwie do niego tylko rodzinnego domu już nie ma jest za to dużo większy market mógłby pomieścić wiele rodzin łącznie z wyżywieniem znowu pyta przypadkowego przechodnia tym razem uczynny człowiek służy pomocą patrząc na przybysza jakby chciał o coś zapytać lub zadzwonić jednak po chwili wskazuje kierunek. z radosną duszą na ramieniu idzie pospiesznie od pewnego czasu słysząc przed sobą znajome odgłosy miękko twarde rytmicznie skaczące echa w zapomnianym zakątku między szpalerem pustych wierzb w poświacie zachodzącego słońca dostrzega kawałek podłużnej powierzchni choć zwyczajnie szara chaotycznie nierówna zaprasza go migotliwym lśnieniem spełnienia tęsknoty w wiosennym ciepłym deszczu który spełnia życzenia los dzięki temu który wskazał drogę pozwolił mu odnaleźć by mógł poprzez łzy wzruszenia zobaczyć oraz dotykalnie doświadczyć być może u schyłku życia ukochane kocie łby1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Migrena Ten wiersz jest pełen humoru, Twoje absurdalne metafory są świetne i trafne. Świat staje się teatralny, komicznie przerysowany, a jednocześnie prawdziwy. Psychiatra – ona jest świetna. Jest kimś pomiędzy profesjonalistką, która widzi w cierpieniu „neuronalny barok", ale jednocześnie jawi się tu jako postać prawie mityczna – łącząca naukę, magię i urzędniczą rutynę – co oddaje ambiwalencję wizyty - strach miesza się z nadzieją, dystans z chęcią odsłonięcia się. A na koniec - wychodzisz lekko oszołomiony, ale „coś ucichło" - nie ma tu cudu. I to jest, według mnie, bardzo przekonywujące. Świetny wiersz! Pozdrawiam. A teraz prywata! Dominiko, pani doktor, jak będę w potrzebie, zwrócę się do pani po pomoc. A takiej pomocy będę potrzebować na pewno, jak tylko wrócę do pracy zawodowej. Pozdrawiam.1 punkt
-
@viola arvensis Wiesz Viola, ja mam wrażenie wróżenia z fusów. Po prostu z początku wróżysz w ten sposób i albo coś wyjdzie albo nie. Wiele spraw jest zupełnie nie do przewidzenia. Jest mnóstwo teorii na temat. Jest taka która zakłada że i kobieta i mężczyzna do stworzenia dojrzałej relacji i budującej potrzebuje najpierw kilka ich nieudanych. Lekcji potrzebuje i doświadczenia i błędów wręcz. Ale tę lekcję i doświadczenie można zdobyć jedynie na płaszczyźnie dania młodzieżowej i młodzieńczej i wczesno dorosłej zgody na pewnego rodzaju zabawę, grę nawet. Obojętnie jak to nazwiemy, ale potrzebne są kategorie swobody, luzu i odwagi również :)) I pewnie jak najbardziej też uwagi, oczywiście że tak. Tak bym to widział w teorii i nie odbieraj proszę tego komentarza za jakikolwiek atak, bo może się mylę, ale ja akurat będę jednym z ostatnich, którzy kiedykolwiek przepuszczą na ciebie "atak" ;))1 punkt
-
@A.Between Bardzo smutny. W stłumionych emocjach miesza się wszystko naraz. To cena, jaką płacimy za wypieranie bólu.1 punkt
-
@MigrenaZ pocztą tylko tak zażartowałam. :))) Ale rzeczywiście dwa razy nie dostarczyła awizo z US, chociaż czekałam na pewien dokument i cały czas byłam w domu. Aż kobieta z US zadzwoniła do mnie z pytaniem, dlaczego nie odbieram tego zaświadczenia, skoro sama o nie prosiłam. I to, co wysłała, wróciło do urzędu. Gdy wyjaśniłam - ona na to z westchnieniem -znowu ta poczta! Odebrałam osobiście w US. Taką to miałam przygodę z pocztą. :)))1 punkt
-
Chcę śnić o naszych maleńkich prawdach, o statkach spadających z nieba, o wszystkim, co nigdy nie spełni się, o Tobie, o sobie i o nas też.1 punkt
-
@Marek.zak1 Wiesz, może ona nie chciała wyjechać . A jak kobieta czegoś naprawdę nie chce to nie ma zmiłuj się;) Również zdrówka1 punkt
-
Nawet próba zapamiętania tej osoby w wersie kończy się fiaskiem, jakby nie dało jej się w całości uchwycić i zatrzymać dla siebie . Piękny wiersz, Pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
Dawni obserwatorzy przyrody zauważyli, że intensywnie czerwone niebo o zmierzchu często poprzedzało załamanie pogody. Uważano, że ognista czerwień zwiastuje deszcz, silny wiatr lub nawet burzę. Wierzono, że: Krwistoczerwony zachód słońca oznacza nadchodzący deszcz i wichury. Ludowe przysłowia przestrzegały, że im bardziej intensywna czerwień, tym gwałtowniejsze będą nadchodzące zmiany. Blady, żółtawy zachód słońca zapowiadał spokojną noc, ale zmienną aurę kolejnego dnia. Jeśli słońce zachodziło wśród gęstych, czerwonych chmur, spodziewano się długotrwałej niepogody. Czerwony zachód słońca był zwiastunem zmian w życiu: wierzono, że tak jak aura ulega przeobrażeniom, tak i życie człowieka może się odmienić. "Czerwony zachód miał być zapowiedzią istotnych wydarzeń – zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Dla niektórych oznaczał nadchodzący przełom, nową drogę, nieoczekiwane spotkanie lub koniec pewnego etapu. Ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem: w wielu miejscach uznawano, że krwawe niebo może być złowieszczym znakiem. Czasami kojarzono je z nadciągającą wojną, zarazą lub śmiercią. Ostrzeżenie przed konfliktami: w niektórych wierzeniach ludowych intensywnie czerwone niebo o zachodzie słońca było postrzegane jako zwiastun nadchodzących kłótni lub sporów w domu. Mityczna walka światła i ciemności: w niektórych wierzeniach czerwone niebo było symbolem walki między dobrem a złem (np. w starożytnym Egipcie czerwony kolor nieba symbolizował walkę Ra z siłami ciemności). Zachód słońca, tonący w purpurze i pomarańczach, miał oznaczać koniec jednego cyklu i początek nowego. Według niektórych wierzeń ludów Syberii i Mongolii gdy zachód słońca przybiera krwistą barwę, oznacza to spór między bogiem słońca a bogiem wiatru. Według szamanistycznych przekazów to północny wiatr kłóci się z południowym słońcem, co prowadzi do dramatycznego zachodu o złowieszczym odcieniu. Niektóre jeszcze mroczniejsze interpretacje sugerowały, że krwawy zachód słońca oznacza, iż ziemia jest wypełniona ludzką krwią. Wiatr „rozumie” ten znak i przekazuje tę informację słońcu podczas krwawego zachodu." - Skopiowane z Facebooka zamieszczone przez Joanna Laprus.1 punkt
-
@Ewelina Piękna, symboliczna miniatura. Podoba mi się odwrócenie kierunków - to wspinanie się w dół i orle skrzydła prowadzące w niedostępne niebiosa. Subtelny, spokojny obraz wewnętrznego spadania. Bardzo dobry wiersz. Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Miałem być poetą Ale nie uronię ironii jak trzeba Więc muszę być niemy Nie uronię nawet łzy Choć nie czule oczy tak je lubią Zostanę sobą ze sobą Znacie mnie niestety Ja wolę złapać anioła rozerwać go i wycisnąć jak chmurę namalować nim apokalipsę Ja po prostu to lubię Za stary na swe czasy1 punkt
-
luty i pierwszy telefon po którym dziury w głowie rozszerzają się niczym kosmos czarne ciągle nieodgadnione myśli krążą wokół niskich rejestrów z nadzieją na moment rozjaśnienia być może przyniosą policzek lepsze to niż sposób w jaki podchodzisz do rzeczy udając kogoś kim nie jesteś zmieniasz miejsca to za mało na zmyślony romans chciałabym ujrzeć cię w innym świetle bliższym prawdy o kolejnych podróżach gdzie mimo woli jestem głęboką rzeką pełną niebezpiecznych korytarzy na którą można tylko popatrzeć i spłynąć1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne