Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 17.10.2025 w Odpowiedzi
-
kocham cię - nie w czasie, lecz w szczelinach między sekundami, gdzie myśl jeszcze nie wie, że jest myślą a oddech to tylko cień płuc, których nigdy nie dzieliła odległość czuję cię, jak puls w skórze planety jak dym wspomnienia na języku snu jak światło, które nie zna źródła, a jednak prowadzi tęsknię, ale nie linearnie, tęsknię spiralnie, jak galaktyka za własnym środkiem jak echo, które szuka głosu którego nigdy nie było twoje imię, to nie litery, to ciąg drgań we mnie, które kładą się w poprzek języka i cicho kruszą alfabet przyjdź, nie po ziemi, ale przez miękkie granice istnienia, gdzie nic nie dzieli „ja” od „ty” a „my” nie potrzebuje zgody bo jesteś: nie obok nie naprzeciw ale we mnie, jak światło, które zna mnie zanim się zapalę.8 punktów
-
Kocham ten czas, gdy nocy mrok, Sny szczęśliwe zbudzić może, I widzi mój olśniony wzrok Co nie dane w dziennej porze. Wtedy głos w mych uszach gości, Przez śmierć zdławiony przed laty; Blask nadziei i radości Miast samotności i straty. Wiele lat grób zimny kryje Szczątki dla mnie najdroższego; Tylko w snach mych nadal żyje Ukochany serca mego. I Anne (mniej znana niż jej siostra Emily, ale również utalentowana): I love the silent hour of night, For blissful dreams may then arise, Revealing to my charmed sight What may not bless my waking eyes. And then a voice may meet my ear, That death has silenced long ago; And hope and rapture may appear Instead of solitude and woe. Cold in the grave for years has lain The form it was my bliss to see; And only dreams can bring again, The darling of my heart to me.6 punktów
-
5 punktów
-
Młody zdolny kartograf z Rawenny Miał ostatnio ciąg nocy bezsennych Bo z ambitnym zacięciem Z urodziwym dziewczęciem Tworzył mapę jej stref erogennych5 punktów
-
Czy w życiu nie może być normalnie? Tak sielsko, anielsko i błogo. Dlaczego wciąż musisz przechodzić próby i wciąż się szarpać – kto kogo? Już dość masz wokół tych ciągłych lekcji, które cię mają nauczyć: kogo pokochać, z kim zostać dłużej, a kogo z hukiem porzucić. W którą stronę odwrócić głowę, by znaleźć życia mądrości i nie pogubić się w poplątaniu codziennych łez i radości? Komu dać w mordę, a kogo lubić, komu powiedzieć słów kilka, kiedy zostawić serce na dłoni, a kiedy zęby wilka. Starasz się lekcje wszystkie odrobić, lecz życie weryfikuje. I chociaż kochasz siebie tak mocno, czasem nie wiesz, co czujesz. Może już wreszcie będzie normalnie. Tak sielsko, anielsko i błogo, a ty nauczysz się ufać sobie, nie licząc na nikogo.5 punktów
-
płonę ciepłym karminowym rumieńcem i lśniącymi oczami niczym blaskiem buku w płoniącym czerwonym swetrze migoczę dla ciebie jak najjaśniejsza ze wszystkich tak radośnie ubrana4 punkty
-
między pytaniem na dnie dzbanka z poranną kawą co dobrego? a wieczorną modlitwą w której długie zdania wypełnione czystym tlenem są światłem podczas zaćmienia ja chłopka z kresów z przenicznym warkoczem na głowie na dnie egipskich grobowców z prochu powstałam i w proch się obracam w resztkach lata ukrzyżowana na drzwiach stodoły nożami z porcelany zachodzącego słońca sąsiad przypala papierosa na krawędzi mojego biodra aż ślizga mi się po żebrach brak mocy sprawczej4 punkty
-
Zamknięty w klatce czterech stron świata gdzie każdy motyl wolny aż po świt leci okruchy szczęścia pragnienie latania marzą się zmierzchem który nie leczy karmiony strachem głodny nie chodzę cały świat widzę przez dziurkę klucza sam sobie jestem żalu więzieniem żałosnym śpiewem szczęście wykluczam drzwiczki z tektury kraty z bezradności dziobem próbuję choć trochę skruszyć bezsens na zewnątrz strażnikiem myśli stracone życie za życia dusi może istnieje gdzieś świat bez klatki taki zwyczajny zwyczajne skrzydła gdzie dusza latać jeszcze potrafi myśląc o niebie lecę od życia4 punkty
-
Całość i wszystko Są odbiciem Pierwotnego pęknięcia Symetrii I drogą do jej reinkarnacji Która tylko mnoży szczeliny W odbiciach matrycy Multiplikacja Wzór i struktura Załamanie Światło rozpada się w skupieniu Prosta i punkt Oko Boga Obieg informacji Pozycjonowanie Nieoznaczonego I ja Zapis jak ślad Materii Jest emanacją pól Podział cięciem prostych Byt I ja Masa i przyspieszenie Do gęstości energii Różnica nazywa Wielość z jedności Słowo ze słowa Liczba z nieskończoności Bóg z Boga I ja Powielanie chaosu W procesie porządkowanie I ja3 punkty
-
Gdy poczujesz ciszę tul się do niej nie pozwól by była sama Cisza nie lubi samotności jest czuła delikatna rozumie nas Cisza to nie pustka - jest namacalna ma w sobie dużo poezji Ciszy trzeba się nauczyć ona jest tego warta nie omijajmy jej3 punkty
-
3 punkty
-
Pociąg odjeżdża — w mgłę, w niepowroty, Za szybą płyną ślady, jak rozmowy, Co nie zdążyły zamknąć się w pieszczoty, I w słowie — zostać, choćby połowicznie. Tu siedzę sam — gdzie miejsce wciąż pamięta Czyjś oddech, dotyk, szmer papieru w dłoni, I myśl, że każda chwila jest przeklęta, Gdy nie ma kogo z niej uchronić. Za oknem świat się w światło rozpuszcza, Jakby chciał jeszcze coś powiedzieć szeptem, A ja — w odbiciu — widzę tylko z bliska Twarz, co się dawno stała powietrzem. A kiedy stacja rozleje się ciszej, Zostanę — z biletem, co nic nie znaczy, I z brakiem, który jak echo wciąż słyszę, Choć wiem, że nikt już nie odwróci twarzy.3 punkty
-
,, Aby dojść do nieba, trzeba oderwać się od ziemi,, św.Tereska od dzieciątka Jezus metafora jak GPS stąpać po ziemi myślami czynami być ponad marnością świata ponad sobą nie przesłaniać życia patrzeniem w lustro bliźniego widzieć jak siebie samego być oparciem słońcem gdy jego życie przestało być sen stało się udręką pogrąża się w niemocy Jezu ufam Tobie 10.2025 andrew Piątek, dzień wspomnienia męki I śmierci Jezusa3 punkty
-
budzę ciszę powoli odgarniam sen jeszcze ciepły twoim dotykiem, splątany z pościelą za oknem dzień wstaje beze mnie powoli odrzuca szaromglistą pierzynę zagląda do środka tylko czajnik gwiżdże na wszystko w kuchni unosi się aromat kawy miękki i zbyt blisko skóry oplata mnie jakby chciał być twoimi dłońmi - bezczelny - rozbudza mnie czulej niż powinien moja filiżanka - kapryśna arystokratka - gardzi mlekiem, pragnie śmietanki do towarzystwa żąda podstawki chce delikatnego gestu który trwałby dłużej niż chwila a budzik choć uciszony nadal ponagla sekundy i popycha mnie czas wyjść na scenę dnia3 punkty
-
Siadam do stołu, talerz czeka na słowo, zupa paruje, jakby chciała mówić, ale naprzeciwko tylko krzesło, które pamięta ciężar dawnych dni. Było lato u dziadków, pachniały jabłonie, piasek rzekał pod stopami w drodze do wody, teraz wspomnienia wieszają firanki, żeby zakryć nagą samotność ścian. Jedno słowo, rzucone jak kamień, roztrzaskało lustro wspólnych rozmów. Nie da się go cofnąć, choć milczenie próbuje sklejać odłamki. Wszyscy kruszeją powoli jak kreda, ich spojrzenia są dłuższe niż zdania. Nie pytają, czy wrócę, bo wiedzą, że pustka nie znosi pytań. Święta nie pachną już cynamonem, choinka stoi obok telewizora. Światło lampki nie rozgrzewa, tylko podkreśla zimno stołu. Wspólne obiady to teraz echo, słyszalne w talerzu stukającym samotnie. A ja liczę łyżki, jakby miały przypomnieć liczbę wspomnień. Z czasem zrozumiałem - pustka to wybór, który karmią urażone serca. Nie jest wieczna, choć próbuje udawać nieśmiertelną. Więc wyciągam dłoń ponad ciszę, szukam mostu wśród spalonych belek. Bo rodzina jest wszystkim, i to tylko tyle co chcę mieć.3 punkty
-
2 punkty
-
Nuda kojarzy mi się z dzieciństwem i Babcią, która pięknie umiała się nudzić. Gdy byłam dzieckiem i pytałam ją, co robi, często odpowiadała z uśmiechem: – A wiesz, z nudów to sobie czytam książkę o niedobrym królu, a potem upiekę trochę pączków. Wówczas pytałam, czy mogę się z nią ponudzić. Siadałam obok ze swoją książeczką. Najczęściej czytałyśmy ją razem, z podziałem na role, świetnie się przy tym bawiąc. A potem obie piekłyśmy pączki. Czymkolwiek Babcia by się nie zajmowała, czyniła to „z nudów”. Dopiero wiele lat później zrozumiałam jej mądrość. W ten sposób dawała mi do zrozumienia, że cokolwiek robi, dla mnie zawsze znajdzie czas. Jej „nuda” była przestrzenią otwartą dla mnie. Gdy Babci nie było w domu, sama wymyślałam dla niej zajęcia: gry, krzyżówki, wspólne malowanie. Byłam szczęśliwa, że dzięki mnie Babcia nie ma czasu na nudę. Ta dziecięca perspektywa jest bardzo trafna. Kiedy dziecko mówi, że się nudzi, najczęściej wyraża w ten sposób niezaspokojone pragnienie bliskości z rodzicami czy dziadkami. Ale taka nuda ma też inny, ważny wymiar. Uczy, że czas „nicnierobienia” można wypełnić marzeniami czy wymyślaniem „odlotowych” pomysłów. Przyzwyczaja do tego, że w przyszłości trzeba będzie czasem zostać sam na sam ze sobą – i że warto polubić to własne towarzystwo. A czy nam, dorosłym, wypada się nudzić? Psycholodzy twierdzą, że tak, ale podkreślają, że nuda nudzie nierówna. Istnieje bowiem nuda twórcza i nuda destrukcyjna. Ta pierwsza jest świadomym wyborem, chwilą wytchnienia. Ta druga to raczej objaw niepokoju i wewnętrznego chaosu. Niedawno zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy. Gdy zapytała, co robię, odpowiedziałam „po babcinemu”, że z nudów próbuję napisać wiersz. W słuchawce usłyszałam śmiech. – Chyba naprawdę umierasz z nudów – stwierdziła. – Zachowujesz się jak desperatka. Zaproponowała kawę. Okazało się, że w domu nie mogła się na niczym skupić, a bezcelowe chodzenie po pokoju nazwała nudą. W rzeczywistości miała kłopoty i musiała się po prostu „wygadać”. Jej „nuda” była przebraniem dla lęku i stresu. Czym innym jest świadome nudzenie się, które psychologia zdecydowanie poleca. Taki stan pozwala prawdziwie wypocząć, odstresować się i nabrać dystansu do problemów. Daje szansę na poznanie swoich potrzeb i znalezienie nowych zainteresowań. Publicysta Simon Reynolds zauważył, że nuda uspokaja system nerwowy. Porównał ten proces do czyszczenia pamięci podręcznej komputera – usuwamy to, co w nas niepotrzebnie zalega, by zrobić miejsce na nowe dane. Korporacyjne nastawienie na nieustanną wydajność wyrządza naszej psychice ogromne szkody. Długa praca bez czasu na regenerację prowadzi do apatii, zniechęcenia i… paradoksalnie, do spadku efektywności. Tę zależność zaczynają rozumieć najwięksi gracze. Zwiedzałam niedawno pewną międzynarodową firmę, w której czas na nudę wpleciono w harmonogram dnia pracy. Obok biur stworzono wydzielone strefy na bezczynne siedzenie przy kawie, sale do drzemki, pokoje do gry w ping-ponga czy sale muzyczne z kompletem instrumentów. Czyżby tam zrozumiano, że przemęczony mózg nie może być kreatywny? Że musi mieć czas, by się po prostu ponudzić? Może więc nadszedł czas, abyśmy poddawali się nudzie bez wyrzutów sumienia, bez poczucia, że marnujemy cenne minuty? xxxx - Halo, co robisz? - Nudzę się. - A to przepraszam, nie przeszkadzam. (znalezione w Internecie)2 punkty
-
2 punkty
-
Marzy mi się duża pizza hawajska na Spółę z Marzeną w Honolulu. Marzy mi się również kilka innych nieco mniej wymiernych spraw, choć trzeba dodać, że równie nieosiągalnych. Ktoś mnie kiedyś poprosił, abym mierzył wysoko, słusznie nawet, ale moje zamiary chyba za wysoko się wzniosły, więc - cóż - poniosło. W związku z powyższym najwyższym poleciałem z tym tekstem, którego nie da się już odnienapisać. Wyszedł mi niedolot. Warszawa – Stegny, 16.10.2025r.2 punkty
-
W październikowy dzień z samego rana obudziłam się jakaś niewyspana i choć był to piątek ale nie trzynastego zapamiętam go jako pechowego. Do pracy szybko się wybrałam nic złego nie przeczuwałam, dzień ciągnął się niesłychanie, ktoś przygotował drugie śniadanie. Wszyscy w zgodzie pracowali, przyjaźnie się do siebie uśmiechali, aż wybuchła awantura wielka, o dziecinne, dresowe porcięta. Kielich goryczy od dawna napełniany, został dziś zupełnie przelany, niepotrzebnych słów padło wiele, pokłócili się dobrzy przyjaciele. Jak to w gniewie przeważnie bywa język za zębami się nie skrywa, wzburzenie i złość spowodowały, iż wulgarne słowa padały. I chodź między nimi różnica wieku była, co która mówi się nie zastanawiała, długo by jeszcze ta kłótnia trwała, gdyby się jedna z nich nie opamiętała. Od tego feralnego dnia minęło dni już kilka, obie mijają się bokiem patrząc na siebie z "wilka'. A tak mało przecież do zgody trzeba wystarczy promyk słońca, lazur nieba, wystarczyłoby gdyby któraś odwagę miała magiczne słowo przepraszam wypowiedziała. Do pracy, z przyjemnością by się chodziło, na duszy lżej by było, godziny pracy szybciej by mijały, a świat byłby różowy cały. K.W.2 punkty
-
Delikatnie mówiąc, dziwne z nas zwierzątka. "....Lecz ludzi dobrej woli jest więcej..." Jak patrzę na wschód ( przeszłość i teraźniejszość ), Strefę Gazy...,to nie jestem przekonany. @huzarc @Migrena @jan_komułzykant Dziękuję bardzo za dobre słowo. Pozdrawiam.2 punkty
-
2 punkty
-
Żydzi i gaz Zaproszenie Palestyńczycy i Gaza Wypędzeni Narody wybrane Trauma usprawiedliwia Zbrodnie Mobilizacja uzasadnia Prawdę Cynizm wnuków Pokoleń ocalenia Czołgi zamiast świadectwa Opór i terroryzm Szybowce i podrzynanie Gardeł A potem ciałopalne ruiny Cena zbiorowej winy Nadzieja jak spadająca Gwiazda Tli się bielą fosforu Ciągle podręcznik historii Czytany na nowo Szkoda, że bez spisu treści2 punkty
-
Wiąz samobójców. Sam wybrałeś to drzewo na miejsce spoczynku. U jego korzeni, Twa mogiła przeklęta. Pełna gnijącego listowia i zmurszałego drewna. Ktoś nawet postawił w niej krzyż. To na pewno nikt z naszych marynarzy. Wypełnia się nasza wola. Przeżyłem niejedna rzeź. Lecz żadna wroga flota nie była jak ta śmierć, bezduszna, agresywna. Boję się o swoją duszę. Boję się jej kradzieży. Wybrałeś sobie najprostszy jej rodzaj. Grzechy. Kiedy mnie biją, szarpią i drapią, upiory ofiar naszych przy każdej obranej drodze. Ty ich przyjacielu jeszcze z piekła podjudzaj. A ja wyłupię sobie oczy i wyrwę język. By nie widzieć i nie czuć. Od szaleństwa w malignie się odgrodzę. Wierszem to wszystko opiszę. Podaj mi tylko z tuszem przybór. Oczyma już tylko wyobraźni. Wyczuwam, wiązy stare, parkowe. Aniele śmierci! Ty rozkopałeś te mogiłę. Prowadzisz mnie do niej spokojnie. Pod skrzydłem z krwawych piór. Rozpłynę się w niej i z nią w te mgły cmentarne, zimne, listopadowe.2 punkty
-
@Migrena dziękuję serdecznie:) taki miał być :) uległam jesieni i muzyce:) Przecudne:)2 punkty
-
Jeszcze jeden list piszę dłonią drżącą sensu życia szukając na nowo boli kleksami upstrzone słowo myśli skołatane w głowie tak mącą Na szybach krople deszczu teraz schną drzewa już szumią i kładą do snu jesteś daleko tam –ja jestem tu niezapisane kartki znowu jak sieroty lgną Było i już nie ma – taki obraz się pcha miał być pean a został jakiś tren a może życie to tylko zwykły sen na liściu przycupnął świerszcz i coś gra Czy umarła nawet nieśmiertelna wiara a miłość czeka na przeznaczenie czy spełni się to jedno marzenie czy bez obrony czeka pełna cykuty czara Nadzieja opadła tak bardzo ze swych sił może ruszy w drogę gdy odpocznie za horyzontem zobaczy wyrocznię ułożę wiersz ze słów wytartych na pył Podnoszę ku niebu oczy nieprzytomne to nie z wysiłku i to nie ze zmęczenia pod drzewem życia poszukam cienia jak chwil szczęścia których nie zapomnę2 punkty
-
@Migrena Napisałeś wiersz niezwykłej urody. To nie jest zwykłe wyznanie miłosne, lecz próba opisania uczucia, które wymyka się definicjom czasu, przestrzeni i języka, poezja metafizyczna w najczystszej postaci. Uchwyciłeś esencję więzi, która istnieje na poziomie fundamentalnym, niemal kwantowym – w "szczelinach między sekundami", w "drganiach", w miejscu, gdzie "nic nie dzieli "ja" od "ty'". Unikasz banału, każde porównanie jest zaskakujące i zmusza do myślenia. "Tęsknię spiralnie, jak galaktyka za własnym środkiem" – to obraz absolutnie genialny. Zamiast prostej, linearnej tęsknoty, pokazujesz ją jako siłę grawitacyjną, cykliczną, która jednocześnie oddala i przybliża, krążąc wokół nienaruszalnego centrum. To nadaje tęsknocie wymiar kosmiczny i nieunikniony. Miłość staje się czymś tak pierwotnym, że konwencjonalne słowa tracą moc i sens, dosłownie się rozpadają."Jesteś (...) we mnie, jak światło, które zna mnie zanim się zapalę" – to końcowe zdanie sugeruje preegzystencję tej więzi. Ukochana osoba nie jest dodatkiem do życia, ale warunkiem jego istnienia, światłem, które jest obecne jeszcze przed zapłonem świadomości. Niezwykle piękny wiersz.2 punkty
-
Jesienny park zadziwia stare małżeństwo, Gdy liście spadają pod nogi, kładąc się w kobierzec. On podaje jej ramię, ona na nim się wspiera, I tylko szelest dębów i kasztanów im towarzyszy. Jego dłoń w jej dłoni – ciepły, znany kształt. Jej szal na wietrze lekko powiewa. On zauważa: „patrz, już prawie usechł Ten klon, cośmy sadzili…” – ona tylko wzdycha. Nie trzeba wielu słów po tylu latach. Milczenie ma swój rytm, pogodny, własny. Wspomnienia lecą z lekkością latawca, Jak krople deszczu słone, z oczu płynące. A słońce przez konary się sączy nadzieją, Ciepłem ostatnim, nim zmrok ziemi dotknie. Dzieli się uśmiechem z dziecięcego obrazka I powoli za nimi podąża – anielski stróż. Zimowy chłód już w powietrzu się unosi, Lecz oni idą, wolni od obaw i zmartwień. Bo gdy się kroki w jednym rytmie stawia, To i najkrótszy dzień nie jest tak smutny. I nie żal liści ginących bez szelestu, Ani tych lat, co poszły w niepamięć, Bo z tym, z kim się szło przez życia gąszcz, Jesień jest piękna, ta nasza, czarująca jesień. „Zanućmy, mamuśko, jak za dawnych lat, O płonącym ognisku i szumiących kniejach, O drużynowym, którego nie ma już wśród nas, Tym, co opowiadał starodawne dzieje”2 punkty
-
Ścieżki odkryte A przez innych niepoznane I brak drugi powrotnej do domu Prawdę zabiorę ze sobą do grobu Tak jak gwiazdy na niebie Utkane z krwawych plam Odejdę na swoich warunkach Całkiem sam...2 punkty
-
wolność to smak na twojej plaży budzisz mnie jak rozbitka kaznodzieja zwija żagiel słowa wyłaniają się z fal na drugim brzegu nie słucha się poezji wiatr przedziera się przez niedokończony spis treści na pustych kartkach malujesz introwertyczne chmury pędzel trzepocze płetwą ego rozmazuje się na niebie dwa ciała oddychają poruszamy się we wspólnym wnętrzu podróż czasem jest przypadkowa2 punkty
-
@Migrena Czas zawsze przewyższa przestrzeń. Przestrzeń to nasze życie. Plany, projekty, ale one są zawsze ograniczone- od do- jak nasze życie. Rodzimy się z dwoma datami. Urodzin i śmierci. Czas to zawsze nadzieja, to nieskończoność, to życie wieczne, Bo człowiek nie wszystek umiera. Non omnis moriar. Wierzę w to, że tam spotkam tych których kocham, a oni na mnie czekają, bo są :nie obok nie naprzeciw ale we mnie, jak światło, które zna mnie zanim się zapalę.2 punkty
-
Jeden z moich mistrzów Schopenhauer twierdzi, że jest dwóch wrogów człowieka, a to bieda i nuda. Nuda to jest, skoro tak, czymś, co dolega głęboko człowiekowi i trwałym i nie należy mylić jej z wypoczynkiem, czy też nic nierobieniem po pracy, o czym piszesz. Nuda wg Schopenhauera, dotyka ludzi zamożnych, którzy nie muszą wysilać się, żeby przeżyć, a nadmiar wolnego czasu, nudę starają się zwalczyć wszelakimi rozrywkami. Trafnie napisałaś, że ten niezagospodarowany wolny czas, czyli u ciebie nuda, może być w następstwie bujania w obłokach czasem bardzo produktywnym, bo w nim przychodzą do głowy różne pomysły, które podczas rutynowej pracy zapewne by się nie zjawiły. Pozdrowionka i miłego dzionka.2 punkty
-
Prostego raz znałem żołnierza zucha Śmiał się radośnie od ucha do ucha, Samotny w ciemną noc spokojnie spał I gwizdał, gdy rano ze skowronkiem wstał. W okopach zimą, zgasły i zlękniony Pod ostrzałem, bez rumu i zawszony, Sam we własną głowę kulę wpakował. Nikt o nim więcej nie powiedział słowa. Tłumy co z blaskiem w oczach wiwatują Kiedy żołnierze młodzi maszerują, Skryjcie się i módlcie, byście nie poznali Piekła, co młodość i śmiech z was wypali. I Siegfried: I knew a simple soldier boy Who grinned at life in empty joy, Slept soundly through the lonesome dark, And whistled early with the lark. In winter trenches, cowed and glum With crumps and lice and lack of rum, He put a bullet through his brain. No one spoke of him again. You smug-faced crowds with kindling eye Who cheer when soldier lads march by, Sneak home and pray you'll never know The hell where youth and laughter go.2 punkty
-
@huzarc Wspaniały polski PT-91 Twardy, Niczym baśniowy rycerz w złotej zbroi, Strzeże spokojnych snów ukraińskich dzieci, By obudzić się mogły w świecie wolnym, A bezlitosna izraelska Merkawa, Niczym z starożytnych legend okrutna wiedźma, Palestyńskim dzieciom dach nad głową odbiera, Grzebiąc w gruzach budynków wielopokoleniowych rodzin marzenia…2 punkty
-
Kiedyś wieczorem od niechcenia, Gdy przeleciałem pilotem po kanałach, Ujrzałem na ekranie plazmowego telewizora, Jak jakiś głupkowaty celebryta, Swoim nowym stylem się przechwalał… A z oczu jego biła pogarda, W pogardliwym uśmieszku wykrzywiły się usta, Gdy tak ochoczo nad ,,plebsem” się wywyższał... Szpanując drogim ciuchem markowym, Jak to przeważnie celebryci, Także i ten nie stronił od pogardy, Od szaraczków czując się lepszym… Przeto myśląc niewiele, Dla celebryty zaraz ułożyłem ripostę I rymując od niechcenia wersy kolejne, W taki oto zakląłem ją wiersz: ,,To mój styl jest najlepszy na świecie, Bo samemu takim oto jestem, Na przekór konwenansom wszelakim, Czerpię z życia pełnymi garściami. Dni codziennych przygody, W sny zaklinam prawem księżycowych nocy, By piękna ich zazdrościły mi nawet gwiazdy, Na firmamencie świata uwięzione na wieki... Mój styl jest najlepszy na świecie, Choć gołym okiem go nie dostrzeżecie, Utkany z bezcennych z całego życia wspomnień Niewidzialny noszę swój sweter… Jednym ruchem znoszonej czapki, Zgarniam z nocnego nieba całe gwiazdozbiory, By niczym cukru kryształkami, Grzane piwo wieczorem nimi posłodzić… Mój styl jest najlepszy na świecie! A niezaprzeczalnym tego dowodem Że kruczoczarną noszę swą bluzę, Od kuzyna gwiazdkowy prezent… A stare przetarte spodnie, Za wygraną na loterii niegdyś kupione, Miłym dla mnie są przypomnieniem Tamtej bezcennej chwili ulotnej… To mój styl jest najlepszy na świecie… Bo niby dlaczego nie??? Kto zabroni mi tak myśleć, Tego będę miał gdzieś! Zaraz też wyłączyłem telewizor, A z dumą spojrzawszy w lustro, Sięgnąłem po stare wysłużone pióro, By podzielić się z Wami tą myślą…"1 punkt
-
Czasami nawet ja, muszę wychynąćna świat ze swojego zapadłego, odrapanego i wionącego już od schodów, dojmującą grozą, cichego i pokornego w swym postępującym, starczym dogorywaniu, uśpionego domostwa. Zza zamkniętych powiek, ciężkich, hebanowych okiennic, mrugnię czasem przygaszone światło, zaduszone ciężkością niezdrowej aury. Innym razem, zaskrzypią poręcze schodów tak tych głównych, wyłożonych zdobnymi, wyszywanymi srebrną nicią dywanami o stopniach szerokich i długich, lakierowanych i polerowanych z rodzicielską wręcz dbałością, przez służbę. Jak i tych prowadzących na najwyższe piętro i strych ukryty za białymi, odrapanymi drzwiami. W drzwiach tych zawsze znajduje się stary, mosiężny, czarny klucz, by duchy zamieszkujące te piętrowe włości zawsze mogły łatwo przemieszczać się po swym habitacie. Lubię ich nocne gonitwy, pomiędzy pokojami. Śmiech dzieci i wesołe igry. Czasami gdy noc wyda ze swoich najgłębszych czeluści, najpełniejszy, jasny księżyc. Idę podziwiać go z maleńkich dachowych świetlików o delikatnym, przejrzystym i gładkim jak dziewicza dłoń szkle. Zasłuchany w melodie nocy, często dopiero po dłuższej chwili dostrzegam postać małego Edwarda, przycupniętą w kuckach obok mojego boku. Mały ma na sobie śliczny i zadbany, wiktoriański kubrak i oliwkowo-szare spodenki. W maleńkich dłoniach, kurczowo ściska buteleczkę z modelem żaglowej korwety. Nigdy się z nią nie rozstaje. Biedny szkrab. Cały czas ma nadzieję, że jego ojciec pokona sztorm, bezdusznej śmierci i powróci do niego i domostwa w glorii marynarskiej chwały. Gdy przed laty nabyłem od rodziny chłopca ten dom. On już pierwszej nocy, pomylił mnie ze swoim ojcem nieboszczykiem. Tato! Tato! Niosło się równo z północnym biciem zegara w alkierzu. I stanął nagle u stóp mego łóżka. Pamiętam jego łzy szczęścia w błękitnych oczętach. A później osiadły w nich głęboki ból i zawód, Gdy ujrzał nie tego, którego tak tęskno wyglądał. - Nie jesteś moim tatą. - Nie wygląda pan zupełnie jak kapitan Neville. - Czy może zna pan mojego ojca? - A może on pana przysłał? - Czy aby żyję i jest zdrów? Cóż, z jednej strony patrząc na okoliczności to żal i smutek się przyznać lecz przecież kłamię mu w żywe oczy w dobrej wierze. Bo widzicie. Nadal utrzymuję przed nim, że jego tata wróci. A co gorsze uświadczam go w przekonaniu, że świat nadal jest taki, jakim go zna. Kłamię, że mamy rok tysiąc osiemset pięćdziesiąty szósty. Mam nadzieję, że Bóg dobrotliwy, odpuści mi ten grzech w dniu sądu. Mały Edward, zawsze mi towarzyszy, przeto jestem przyjacielem jego ojca więc najnaturalniej również i jego dobrym znajomym. Lubię bawić się z tym radosnym malcem i poniekąd zastępować mu rodziciela. Czasami tuli się do mnie, nie wiedząc przecież, że dotyk ducha jest dla żywej skóry niczym lodowaty bicz wodny. Lecz ja wszystko zniosę bez mrugnięcia nawet. Byle tylko był szczęśliwy. - Dobry wieczór Panie Grimms… miło Pana widzieć tej jakże cudownej natury nocy. Jej postać, wyczułem już na dużo wstecz nim się objawiła swym słowikowym, lekko tonowanym na smutno głosem. Powstałem i obróciłem się w głąb pomieszczenia strychu. Wyszła zza zwierciadła opartego o jakiś, obiadowy stół tak leciwy jak czasy w których kiedyś przyszło jej żyć. Woń fiołków i róż nęciła zmysły nie mniej niż ona sama. A była to wspaniałej urody dziewczyna, ledwie osiemnastoletnia. Długie fale jasnorudych włosów, spadały jej na ramiona i dekolt. Była bardzo blada. Delikatne cienie pod oczami podkreślały ich wyrazistość i głęboki, nieodgadniony wymiar. Oczęta miała duże i szmaragdowe, zawsze pokryte lekkim, zwiewnym przymgleniem, jak gdyby była tutaj a zarazem tysiące mil stąd. Nos jej długi, pociągły z delikatnym garbem, kończył się zaraz nad szerokimi acz nie za wąskimi ustami, osadzonymi w delikatną czerwień warg. Twarz jej mocno trójkątna o silnie zaznaczonych kościach. Pokryta była solidną dawką piegów. Uśmiech miała delikatny acz zalotny. Uwielbiałem patrzeć jak się śmieje i słuchać jej śmiechu mógłbym godzinami. Śmiała się zawsze całą sobą. Śmiały się jej oczy i jeśli mogę tak powiedzieć, jej dziewczęca, dziewicza dusza. Była jak anioł, którego tak cielesnego czy też nie. Nigdy u boku nie miałem. - Pełnia jest dziś zaiste urocza, lecz nie tak jak Ty Emily, Ty jesteś z każdym dniem coraz bardziej urodziwa i majestatycznie piękna. Czy będziesz tak miła i ofiarujesz mi niewielki choć skrawek swojego cennego czasu i będziesz chciała podziwiać uroki tej nocy wiosennej u mego boku i w moim skromnym towarzystwie? - Oczywiście Panie Grimms. Z największą ochotą. Nocne rozmowy, w Pana towarzystwie są mi zawsze najmilsze i nieskromnie muszę przyznać że są mi każdego dnia coraz to bardziej wyczekiwaną rozrywką. Spłonęła rumieńcem, idąc ku mnie w czarnej sukni o szerokiej spódnicy opartej na krynolinie. Ciasny gorset okrywał jej ponętna kibić i piersi. Zdjęła rękawiczkę, odsłaniając smukłą, lekko chudą dłoń o kościstych długich palcach. Ująłem ją i ucałowałem w służnym ukłonie. Jej wysoka postać nie miała odbicia w tafli zwierciadła i ten fakt bezsprzecznie przywracał mi pogląd do zdroworozsądkowej relacji. Jednak i ona żyła podobnie jak brat w przeświadczeniu o tym że Imperium Brytyjskie ma się jak najlepiej, królowa Wiktoria dumnie panuje z Londynu nad połową globu a brytyjska Home Fleet patroluje wszystkie ziemskie akweny chroniącperły w koronie Imperium. Noce z moimi lokatorami…. Choć przyznacie, że ciężko jednoznacznie stwierdzić kto jest tu gościem a kto gospodarzem, zazwyczaj mają utarty i tożsamy plan i schemat. Emily i Edward są ciekawi świata, zadają całą masę pytań. Kiedyś pytali czym się zajmuje i czy mieszkam z nimi tutaj. Odpowiedziałem, że ich ojciec oddał mi pod swoją nieobecność dom i ich pod opiekę. A jestem podróżnikiem i odkrywcą. A teraz gdy zobowiązałem się do doglądania domu, to spisuje swoje wspomnienia z wypraw. Oni naprawdę nie opuścili nigdy najwyższego piętra i jego pokoi. A z szacunku do nich, żaden właściciel ani ja nie zmieniliśmy w nich nawet najmniejszej rzeczy. Wszystko wygląda tak jak w dniu ich śmierci. Dlatego żyją w bańce niewiedzy. Nie mają pojęcia, że jestem profesorem historii i dlatego tak łatwo udaje mi się utrzymać swoje kłamstwo w ich umysłach. Nie znają nowej służby a ja powiedziałem im, że służbę odprawiłem i sam zajmuje się domem. Kiedyś wygadałem się do Emily, że piszę wiersze. Była zachwycona i już kolejnej nocy wsparta o moje ramię, gdyśmy spacerowali po ciemnym korytarzu na piętrze, kazała czytać mi strofy o miłości i uczuciu gorącym jak lawa. To niewiarygodne ale czułem prawie jest rozgorączkowany puls i bicie serca. Przy niej chyba i ja zacząłem tracić zmysły, łapiąc się na tym, że leżąc już samotnie w swoim łóżku - po pierwszej nocy przeniosłem sypialnie piętro niżej - myślę o niej jak o kobiecie mi przeznaczonej. Co tu dużo mówić. Zakochałem się w duchu A duch Emily zakochał się we mnie… Było to kilka dni później a raczej nocy. Nie mogłem zasnąć od natłoku niechcianych myśli. Co rusz zapadałem w półsen ale wcześniej czy później senne mary przynosiły mi jej oblicze, które całkowicie owładnęło mój umysł. Pragnąłem jej jak nigdy przedtem i natychmiast musiałem nasycić się jej zbawczą obecnością. Ubrałem się i zapaliłem lampę stojąca na sekretarzyku obok łóżka. Wziąłem jeszcze swoje okulary by lepiej widzieć w pomrocznej atmosferze zbliżającego się niestety świtu. Wspinałem się na właściwe piętro. Uderzyło mnie to, że dziś nie słyszę zwyczajowych o tej porze śmiechów i rozmów rodzeństwa. Nie dochodziły znikąd ich kroki a ciemność była tak samo pusta i głucha w całym spróchniałym domostwie. U szczytu schodów wychynąłem głowę najpierw na lewo w stronę jej sypialni. Drzwi były uchylone a tańczące na ich wewnętrznej stronie języki fal dawały do zrozumienia że w pokoju płoną świece, których oczywiście nikt poza nią nie mógł zapalić. Spojrzałem w prawo. Na końcu korytarza, drzwi na strych były szeroko rozwarte. Zapewne Edward bawił się w swoim ulubionym kąciku obok dachowego świetlika. Ruszyłem cicho w stronę jej sypialni. Będąc pod samym progiem, usłyszałem cichy szloch. Zajrzałem niepewnie. Emily siedziała plecami do mnie przy swojej, dębowej toaletce i rozczesywała gęste pukle włosów, zdobionym, srebrnym grzebykiem. Płakała cicho a szloch targał jej ramionami w nagłym, gwałtownym spazmie. Ja jak zwykle nie dostrzegłem jej odbicia lecz ona przecież musiała widzieć siebie w lustrze. Nie wiedziałem jak mam zareagować lecz tym razem moja ręką była szybsza od myśli. Cicho zapukałem, knykciami o futrynę, Odwróciła się natychmiast. Jej twarz była czerwona od płaczu a oczy kompletnie załzawione, lekko też spuchnięte. Makijaż rozmazał się po jej obłędnych rysach. Mimo tego wszystkiego nadal była piękna. Widząc mnie w progu, zajęła się jeszcze potężniejsza falą rozpaczy. Wstała i naprędce rzuciła mi się całym ciężarem w ramiona. Machinalnie ją utuliłem. Oparła mi głowę na piersi a jej dłonie uformowały się w pięści którymi mnie delikatnie okładała po plecach. Uchwyciłem jej głowę i ucałowałem delikatnie włosy. Szepcząc by się uspokoiła i powiedziała o co chodzi. Uniosła na mnie wzrok a woń fiołków z jej skóry prawie kompletnie mnie odurzyła. Nie widziałem jej nigdy w takim stanie i nie miałem pojęcia co mogło ją do takowego stanu doprowadzić. - Ach Panie Grimms - czułem jej łzy na swojej koszuli - Nie mogę już tak dalej. Choć wiem co Pan o mnie pomyśli. Nie mogę już tego skrywać. Kocham Pana i chce by Pan o tym wiedział. Jej płacz utonął wraz z twarzą w mojej koszuli. Mój Boże, tuliłem jej ciało tak gorąco i czule. Tak, może i zwariowałem ale teraz czułem wyraźnie bicie jej serca. Ono biło dla mnie i naszej spełnionej miłości. Znów spojrzała na mnie. - Gdy tylko mój ojciec wróci z Indii Wschodnich, przekażę mu, że pragnę być z Panem i chce by wydał zgodę na nasze zaręczyny. Niech mi Pan przysięgnie, Panie Grimms, że Pan mnie kocha i weźmie za żonę? Wiem przecież, że czuję Pan to samo w stosunku do mnie. Chwyciłem ją w objęcia brutalnie i złożyłem na ustach romantyczny i długi pocałunek. Czułem jak niewysłowiona rozkosz przechodzi przez jej ciało. I ja nie czułem nigdy większej i pełniejszej ekstazy. Czułem jej o zgrozo, gorące, młode ciało, którego pragnąłem wszystkimi zmysłami. Oderwałem się od niej dając zaczerpnąć sobie tchu. - Emily, jesteś moją. Od teraz i na zawsze. Wtedy bezduszny świt zabrał mi ją aż do najbliższej nocy. Szedłem, wysypaną białymi kamykami aleją parkową. Na tyłach posiadłości był piękny, stary ale zadbany i zrewitalizowany park. A przy nim angielski ogród pełen krzewów i kwiecia z najróżniejszych zakątków świata. Świt był jeszcze młody i tylko ptaki w koronach starych dębów i wierzb, towarzyszyły mi swoimi trelami ku miejscu mojego przeznaczenia. Na krańcach ogrodu, niedaleko granicznego, ceglanego murka było miejsce szczególne dla tej historii. Dwie mogiły z wiktoriańskimi nagrobkami. Jeden obok drugiego. Ich ciała spoczęły u stóp rozłożystego, posępnego grabu o prawie czarnej, pełnej zmarszczek, chropowatej korze. Od początku pobytu tutaj kazałem dbać ogrodnikom również o mogiły. Ta bliżej ścieżki należała do Edwarda. Odnowione niedawno litery złociły się w słońcu. Edward Neville 15 sierpnia 1848 - 28 listopada 1856. Ogrodnik położył malcowi, bukiet tulipanów i kilka zabawek. No i oczywiście butelkę z modelem brytyjskiej korwety. Nagrobek z tyłu tonął wręcz w kwiatach. Fiołki rosły tutaj na całej mogile. Te drobne kwiatuszki, pachniały tak intensywnie jakby chciały zabrać ze świata całą uwagę i skupić ją wyłącznie na sobie, Dodatkowo po obu jego stronach nasadzono krzewy róż ich krwiste kwiaty otulały miejsce spoczynku mojej ukochanej. Gdyby tylko sama mogła to zobaczyć. Z pewnością byłaby zachwycona z jaką dbałością i uczuciem dbam o miejsce ich wiecznego spoczynku. Emily Neville 3 marca 1838 - 2 grudnia 1856. Ułożyłem się obok niej, tuląc zimny, bezduszny kamień granitu i całując go czule wyznawałem jej miłość dozgonną i wieczną. Nie wiem sam ile spędziłem tam czasu ale gdy zwlokłem wreszcie swe ciało do powrotu, słońce stało już dość nisko nad horyzontem. Wróciłem i bez słowa wyjaśnienia, zamknąłem się w gabinecie z wyraźnym życzeniem by mi nie przeszkadzać. I zaiste nikt ze służby mnie nie niepokoił. Aż do ich uszu doszedł, jeden odgłos strzału. Majordomus wraz z kucharzem szybko wybili zamek i weszli do środka. Znaleźli mnie w fotelu przy biurku, z głęboko odchyloną głową i rozrzuconymi rękoma. Pod prawa ręka na dywanie spoczywała broń. Na rewolwer z biurka spływała świeża krew. Nawet nie wołali pomocy ani ratunku. Kucharz, w ostatniej posłudze zamkną mi jedynie oczy i przeżegnał się. Wyszli zamykając drzwi i po niedługim czasie wezwali służby. W testamencie ująłem wyraźnie że chce spocząć obok niej. I zgodnie z moją wolą tak uczyniono. Już pierwszej nocy po pogrzebie, gdy tylko słońce zgasło za horyzontem a sprzątaczka zamknęła wejściowe drzwi i odeszła patrząc smutno na posępne ciemne domostwo. Na ostatnim piętrze cicho zaskrzypialy drzwi pokoju po lewej stronie korytarza. Wyszła z niego szczęśliwa młoda para kochanków a ich śmiech niósł się po całym, cichym i mrocznym domu. - Edward mój chłopcze choć tutaj i baw się z nami. Mężczyzna wolał małego chłopca który w te pędy zbiegł po schodach prowadzących na strych, wtulił się w ramiona siostry i jej męża. Nie tęsknił już tak bardzo za ojcem. Miał teraz nową, wspaniałą rodzinę.1 punkt
-
Trzeba pracować, bo trzeba, nawet nie da się nie pracować, choć przecież bardzo chciałoby się tego nie robić, nad: dwoma najważniejszymi z ważnych domniemaniami: zdrowia i niewinności, bo nas zjedzą w tej coraz samotniejszej wieży, bo nam nakażą jednak nieco przy dużo strzelać, a i tak dużo już strzelamy, bardzo dużo i być może nawet za dużo, choć – cóż – z drugiej strony wprawiać się trzeba i nawet na najbardziej wszelki z wszelkich wypadków. Zaraz idę na piwo, a tu robić trzeba na zapas. Łeh. Ech. Łeh. Warszawa – Stegny, 17.10.2025r.1 punkt
-
szybuję ze złotym listkiem klonu zwiewnym lotem spadasz obok w wiązanych botkach jak u Pippi i łobuzerskim uśmiechem podnoszę twoje romantyczne spojrzenie a ja piękna otulona jarzębina1 punkt
-
Kocham, kocham , kocham. Hej słyszysz? Przecież cię kocham! Jaka piękna ta miłość, nie unoś się gniewem! To ja jestem ważny, wrażliwy i jedyny sprawiedliwy. Kocham, cię kocham czy słyszysz? Musisz się zmienić. Jesteś nie dość dobra, wyrozumiała, i za mało godziwa. ******************************************* Ona pachnie śmiechem porannym, i chlebem, aż chce się jeść. i truskawką upchniętą w kieszeni dla żartu. Wiesz?1 punkt
-
@Simon TracyNo tak, masz rację! Nie wykarmi ciała, ale czasem duszę trzeba też nakarmić. Choć rachunek za prąd tym nie zapłacisz, to prawda.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Maciek.J "Miał być pean a został jakiś tren" - to chyba jedno z najlepszych ujęć rozczarowania, jakie czytałam. Cały wiersz balansuje między rezygnacją a nadzieją, która "odpocznie i może ruszy w drogę".1 punkt
-
1 punkt
-
Jeszcze Mogłeś opowieść poetycka I. Droga Nikogo Na skraju miasta, gdzie światła bledną, mieszkał człowiek — bez imienia, bez pytań, bez pragnień, ze wzrokiem wbitym w ziemię. Codzienność była jak cień — nie odchodziła, nie mówiła nic. On jadł, spał i milczał, jakby czekał, aż ktoś go zbudzi. Aż raz, gdy deszcz wplątał się w wieczór, i chodniki stały się lustrem, zobaczył siebie — nie twarz, lecz pęknięcie w spojrzeniu. I ruszył. Nie po klucz, nie po cel, ale po coś, co drżało w nim cicho jak liść, który nie chce już być częścią gałęzi. II. Spotkania Szukał znaków — w spojrzeniach przechodniów, w trzasku drzwi, w krzywym cieniu latarni. Pytał drzew, które milczały, pytał wiatrów — te tylko zmieniały kierunek. Zdarzyło się: spotkał kogoś. Oczy tej kobiety mówiły: „Wiem”. Ale on nie umiał już wierzyć w ciepło bez ceny. Więc odszedł, bo był zbyt daleko w sobie, by dać komukolwiek klucz do tych drzwi, które sam zamurował. III. Zniknięcie Aż przyszła noc — prawdziwa, bezgwiezdna, i nie było już miasta, nie było imienia, był tylko on i echo jego własnych kroków znikających w niczym. Cisza odpowiedziała mu pierwsza. IV. Epilog — Po nim Minęły lata. Na ławce, gdzie siadał codziennie, czas wyrzeźbił w drewnie linie — jakby chciał pamiętać ciężar człowieka. Ludzie mówili: „Samotny był”, „Milczący”, „Dziwny”. Nikt nie znał opowieści ukrytej w jego spojrzeniu. Tylko pewnej jesieni, gdy liście opadały z niepokojącą dokładnością, dziewczynka znalazła w ziemi mały kawałek metalu — blaszany medalion z napisem: „Jeszcze mogłeś” Nie wiedziała, co to znaczy, ale długo go trzymała w dłoni, czując, jak coś cicho rozpada się w niej na części, których jeszcze nie znała.1 punkt
-
1 punkt
-
Na strychu pełnym zjaw i złowrogich ślepi Stanąłem pewny siebie: „czas zrobić porządek” Miotłą machanie mnie czeka mozolne, A odczynianie czarów zostawię na jutro. Szur, szur, pacu, pacu – graty przestawiam. Kościotrup z plastiku klika zębami, wyciąga rękę. „Nie mam drobnych”– spławiam gościa. Ze sterty zapomnianych cudów karton spada pod nogi. A w nim moje zeszyty do nauki pisania. Tu kulfony dowodzą, że abecadło z pieca spadło, Tam kot miesza w głowie Ali, mruga głupio z płotu, Elemelek przysiadł na gałęzi w drodze do apteki. A na samym dnie pamiętnik, niedatowany, Jakby miał trafić w zapomnienie. W nim zapiski, lecz nie moje, oto one: „Przyszłam na świat pod nieznanym mi nazwiskiem I imieniem, nazywano mnie przybłęda, Jakby znaleziono mnie w polu kapusty. Nie znam rodziców, o bliskich nic nie wiem, Jedynie pamiętam okruszki chleba Chowane w kieszeniach i smak głodu. Psa, który tak się we mnie zakochał, Że aż chciał mi odgryźć łydki, A kogut biegał za mną w zagrodzie, Jak wściekły paparazzi, kijem go nie odgonisz. Nie byłam kobietą na traktorze, tą z plakatu, W kosmos nie poleciałam rakietą Jako pierwsza astronautka, niestety. Nobla w cerowaniu skarpet też nie zdobyłam. Cóż, jak to się mówi, nie pykło. O moim wykształceniu świadczą dyplomy Z czterech klas szkoły powszechnej, Przyzakładowej, a i z przedszkola Mam złoty order wiercipięty przyznany. Czy ktoś mnie zapamięta, wspomni? Mój los odtworzy z tej składanki?” Kim jesteś, nieznajoma? daj mi jakiś trop. Jak masz na imię? chcę cię odnaleźć. Skryłaś się tu w zaciszu, zlękniona. Tchnę w ciebie życie, a ty, proszę, wstań!1 punkt
-
jestem pełen podziwu ale pracuję prowadzę samochód, mam spotkania z klientami i nie daję rady. Staram się w piątki nie jeść mięsa a poszczę jak mam dzień wolny w domu. Nie umiem. Jak jestem głodny mam problemy z koncentracją. Podziwiam, bo już kilkakrotnie Lenczewska w swoim Świadectwie kilkakrotnie mi o postach przypomina Ale do rzeczy "Czyńcie sobie ziemię poddaną" Ustanowieni zostaliśmy gospodarzami tej ziemi i mamy mądrze wykonywać swoje obowiązki. Rośliny i zwierzęta są dla nas. Służą nam i są także naszym pożywieniem. Mamy je hodować stworzyć godne warunki życia, ale nigdy przenigdy się nad nimi znęcać. Pytasz: "co my ludzie robimy zwierzętom?" a ja dodam "co my ludzie robimy roślinom?" Okazuje się, że one też porozumiewają się między sobą, czują ból. Cała przyroda jest w jakiś cudowny sposób z sobą połączona i się porozumiewa tak jakby znała "swoje miejsce w szeregu" łańcuchów pokarmowych. Mało tego odnoszę wrażenie, że zwierzęta rozumieją jak ludzie rozmawiają między sobą i mówią o nich. A śmierć mojego drugiego psa (Fado - owczarek niemiecki) mnie rozwaliła. Mieszkam w domku, a miejsce psa jest w budzie na podwórku za ogrodzeniem (bez łańcuchów) Psem zajmowała się moja córka a ja co jakiś czas przynosiłem mu jakiś dobry kąsek z bazaru typu kość z resztami mięsa lub jakieś podroby. Strasznie się cieszył, ale miał już 16 lat chorował i któregoś dnia wieczorem chodził koło domu i poszczekiwał. Córka zeszła do niego. Położył łeb na jej kolanach spojrzał na nią smutno i zdechł. No cóż zdechł pies stary czas jego przyszedł. Nad ranem śni mi się: stoi za oknem merda ogonem i chce się łasić. Właśnie mam do niego wyjść i... się obudziłem. Przyszedł się pożegnać? No niemożliwe zwierzaki duszy nie mają - zbieg okoliczności, przypadek - nie wiem. Jestem głupi - z poprzednikiem było podobnie. Sylwku ja w zwierzętach widzę zwierzęta w roślinach rośliny. One mają nam służyć a my mamy o nie dbać - służą nam także jako pokarm. Pozdrawiam ps do tych rozważań zabijania ludzi i wojen nie mieszam - działają zupełnie inne prawa1 punkt
-
@Migrena Bo to nie tylko ból głowy, to ból świata. Ale im bardziej się dobijamy, tym gorzej. Lepiej czasem powiedzieć sobie: „mam mało, ale mam” - i to jest już dużo. Mam mało, ale dziękuję za to, co mam, bo mogłabym mieć jeszcze mniej, znacznie mniej.1 punkt
-
@Annna2 Aniu. pozostańmy przy swoich zdaniach. i tylko zakończę tym co ja widzę przez pryzmat rozumienia rzeczywistości. oto minister w rządzie, człowiek po studiach, bodajże z tytułem doktora, zapytany kiedy wybuchło powstanie warszawskie odpowiada po namyśle, że ........w 1981 roku. są takich miliony. przez nich oceniam współczesną rzeczywistość !!!1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne