Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 08.12.2024 w Odpowiedzi

  1. Tej wojny nie chcą wcale zakończyć to co łączyło – przestało łączyć kiedyś naprawdę ci przyjaciele w duszach Polaków siali nadzieję że przyjdą czasy i będzie wolna tolerancyjna białoczerwona strajki manify konspirowanie zgodnie i razem robili dla Niej dziurawe spodnie puste portfele codzienne życie było problemem po nocach w domach setki analiz jak wyprowadzić z kraju socjalizm i się udało i co się stało wielkie zwycięstwo a za lat kilka dawny przyjaciel gorszy od wilka chore ambicje resentymenty ten żyd ten szwab ten gej przeklęty dzielą i rządzą i lud tumanią że to co robią to zawsze dla Niej
    7 punktów
  2. Nie powiedziałeś: Nie zabijaj brata, rodziców swoich, ani dziecka swego. Nie powiedziałeś: Nie zabijaj starca, schorzałego, nad grobem stojącego. Nie powiedziałeś: Nie zabijaj siebie, bo to tak bardzo było oczywiste, gdy powiedziałeś: Nie zabijaj, przecież napiętnowałeś morderstwa już wszystkie. Z własnych wyborów nietwoje anioły świat urządzają, gotują nam przyszłość. By go przestawić w śmierciolubne tory, zamordowano naszą oczywistość.
    7 punktów
  3. noc zagląda pod powieki przewracając myśli z boku na bok pytania mnożą się bezwstydnie jakby mrok rodził odpowiedzi jesteś tak blisko w ciepłych załamaniach i ufnym oddechu a jednak oddalony o sen
    6 punktów
  4. Takie luźne myśli w tym niedzielnym czasie, o sercu,co układa nam życie do taktu. Niewidzialne, bezgłośne, mieszka w mym Parnasie, trudzi się w sztuce bycia, dokończenia aktu. A serca są różne. "Są serca jak gąbki.Wchłaniają cudzą miłość,nie oddając ani kropli w zamian. Są serca jak pęknięte szkło, przy dotyku ranią. Są serca jak małże, które ciągle łzawią, rodząc piękne perły. Są serca jak głaz głuche i bez czucia. Są serca - kwiaty. Wabią barwą i aromatem, a owady spijają zeń słodki nektar." Jeśli nie jesteśmy w stanie niczego dać, nie czekajmy na cokolwiek. Cytat z tomiku Marii Winiarskiej Myśli luźne.
    6 punktów
  5. Patrzysz w oczy By kłamstwo schować Słucham sercem Ślepy na słowa
    5 punktów
  6. W sercu Warszawa Scherzo na płatki peonii dla pani Ireny Santor I rdza może wspierać kolor peonii ciemnoczerwonych, złożonych jeszcze. Wkrótce się otworzą ciężarne na słońce jak łuny nad miastem jak Jasła ulice. Znów wszędzie wzrośnie w sercu Warszawa — gruz z każdego miasta, prawie każdego, ale to nie nam przyjdzie zapomnieć, że z gruzów powstała jak z nasion na słońcu dom cały, a nie jedno drzewo. To scherzo na płatki peonii, a ciężkie i ciemnoczerwone są tutaj. I takie jak gdyby wyrosły setkami wieczorów nad Wisłą karmione. To scherzo na płatki peonii. Które z nich są dziś najpełniejsze? Jak usta różowe, czy grzywy oddechów, co spełnień chcą tylko i tylko już śmiechu? To scherzo na płatki peonii, podparte żelaznym ramieniem. Czego rdza nie złamie, most też nie zachwieje w szum co nie samotnym li tylko dla drzew jest! Gdy sierpień zaczyna promieni koncert, syreny wśród fali na Wiśle milczące, a głos wibrujący ochrypły zapala uwagę dla miasta, każdego z miasteczek. Wi­sło! Wi­sło! Wi­sło! Mat­ko ro­dzo­na! Sza­ra Wi­sło, nie od brza­sku ró­żo­wa, ale od krwi! Julian Tuwim, My, Żydzi polscy 05/2024
    5 punktów
  7. To, co w nocy dziś przeżyłem, to prawdziwe piekło, kiedy mnie z routera, durne ‘Fi’ uciekło. Przecież się w gazetach, nigdy nie czytało, by z takiego szpeja coś tam wyciekało. Już, jak mysz spocony, słyszę głos krytyczny - Było wziąć, zakupić pastuch elektryczny. Gdybym więc otoczył elektrycznym polem - nic by nie uciekło, tak górą, jak dołem. Żebym głupi wiedział, zamiast robić burę, to bym tego dziada, powiązał choć sznurem. Co ja biedny zrobię ? No bo, czy bez ‘Fi’, na ekranie babę, gołą będę wi…? YouTube - wersja dla leniuchów (wersja udźwiękowiona) https://youtu.be/kLhM0yAgQvg
    5 punktów
  8. patrzę jak się rozpadasz jak znikasz w szczelnie zamkniętej butelce pamięci głębokiej bez dna
    4 punkty
  9. Przesiąkam żalami jak ziemia czarnymi i słodyczą gorzkiego, niby łzy sumienia, przepływam między wartkimi rzekami - tak obficie nurtami podzielonymi. Biegnę przed siebie, nie inaczej niż zwykle, do ciebie przechadzam się tylko czasem, z kamienia na kamień nietrafnie skaczę, polując w deszczu, najcichszym łkaniem.
    4 punkty
  10. Czy myślisz o mnie ciepło w ten zimowy czas? Czy w sercu choćby iskrę dla mnie małą masz? Czy mógłbyś się rozżarzyć pod dotykiem mym ? Czy mogło by się zdarzyć kilka miłych chwil? Nim zasnę składam sobie w myślach obraz twój, lecz smutek mnie ogarnia, bo nie jesteś mój. Chodź, scałuj moją łezkę, to dla ciebie lśni, i zamień na kochanie wszystkie przyszłe dni.
    4 punkty
  11. Nie widziałeś, dawno temu, jak bardzo mnie kochałeś — Że twoja miłość nie odejdzie w zapomnienie? Byłeś wtedy młody, dumny i niedojrzały, Byłeś za młody na zrozumienie. Los jest wiatrem i rozrzuca czerwone liście Daleko od siebie, kiedy burze nabierają siły — Spotykamy się rzadko, lecz gdy słyszę jak mówisz, Znam twój sekret, mój miły, mój miły. I Sara: Did you never know, long ago, how much you loved me — That your love would never lessen and never go? You were young then, proud and fresh-hearted, You were too young to know. Fate is a wind, and red leaves fly before it Far apart, far away in the gusty time of year — Seldom we meet now, but when I hear you speaking, I know your secret, my dear, my dear.
    4 punkty
  12. przecież mój brat siostry rodzina cała w tym ja nikogo nie mordowałam z tym przeświadczeniem na ustach równym krokiem szedłem można by rzec maszerowałem w obozie śmierci w Auschwitz Birkenau nie wytykałem w życiu Żyda cmentarz żydowski i synagogę z szacunkiem poważałem przy klazmerskiej melodii uniósł się mój niezręczny lament gdy znów przywiodła mnie myśl na mój dziarski równy marsz w obozie śmierci w Auschwitz Birkenau w Łodzi, Krakowie i w Warszawie... ulica krochmalna kamienica niczyja jak można było dopuścić by tak opustoszały czyjeś marzenia i czyjeś sny nie nie ripostowałem przecież jak Kain na Abla maszerowałem w obozie śmierci w Auschwitz Birkenau
    4 punkty
  13. Panie, poeto! Rzemieślniku życia i śmierci! Żałośnie Cię błagam, Odpowiedz, na moje pytania. Tak tu tworzysz, a tam coś kona. Czym ja winny, że mną piszesz? Panie, malarzu! Pędzlem tak wciąż machasz, Czy nie zapominasz farby nakładać? Może i obraz specjalny - bieli i czerni pełen, Powiedz tylko, proszę, dlaczego to mi, Bezbarwnością chlapiesz? Panie, rzeźbiarzu! Coś ty sobie myślał, Jak mnie młotem biłeś? Ja zgaduję, że to ręka Ci nie służy I omylnie źle mnie kułeś. Czy to na mnie rzeźbę trenujesz? Panie, śpiewaku! Fałszem krzyczysz mi do ucha, Jakbym ja Cię jeszcze słuchał. I bez sprzętu, głosem samym, Nadajesz na najwyższej fali. Powiedz, czemu to mnie tniesz głosem? Panie, stwórco! Czy to nie pierwszy świat, który stworzyłeś? Czy to dlatego, że tworzeniem się znudziłeś? Wszystko tu takie - nijakie, źle zrobione. A w ideał celowałeś boski. A więc pytam - czy to ideał zgniły, czy stworzenie bez troski?
    4 punkty
  14. wszędzie ją całowałem w końcu zabrakło miejsc więc rzuciłem się na jej cień - zwariowałem wszędzie ją dotykałem bywało że tu i tam niebiosom dziękowałem myśląc oszalałem wszędzie z nią byłem od morza do Tatr zawsze kochałem ach co to był za czas wszędzie wszędzie to mało powiedziane zrozumie to tylko tamta łąka i las
    4 punkty
  15. depcząc po starych ścieżkach wśród chmur skąd bliżej do nieba rozpycham się w powietrzu paznokciami kreślisz cienkie linie ćmy lądują mi na plecach to będzie bardzo długi list obudź mnie we właściwym momencie w krótkich przebłyskach olśnieniach świat jakby co dopiero pachnie i śpiewa w nieznanych dla mnie językach po raz pierwszy doznaję spokoju ciała 2024
    4 punkty
  16. ,, Pan Bóg uczynił wielkie rzeczy dla nas,, Ps 126 Pan sprawia że usta nasze pełne radości rozdajemy uśmiech nie tylko bliskim biedakowi ofiarujemy ciepło pomocnej dłoni do niego prowadzą nogi nawet gdy w duszy niepogoda Pan obficie obdarował nie chowamy skarbów pod łóżko dzielimy szczęście na czworo siedmioro… dla wszystkich starczy gdy nie zgubimy miłości 12.2024 andrew Druga Niedziela adwentu Dzień Pański
    4 punkty
  17. Niedawno pośród medialnego zgiełku, Podały nagłówki naukowych miesięczników, Poczytnych wysokonakładowych tygodników, Jak i zwykłych niszowych dzienników, Że ponoć istnieje w Merkurego wnętrzu, Diament o grubości kilkunastu kilometrów, Rozniecając tym tysiące domysłów, Z całego świata pasjonatów kosmosu, Gdy ta niewielka planeta, Ogromem swych tajemnic wszystkich zaskoczyła, Wprawiając w osłupienie nauki świat, Niejednego powszechnie szanowanego naukowca. Zaraz też liczni YouTuberzy, Filmy w rzeczonym temacie ochoczo nakręcili, Które przykuwającymi wzrok krzykliwymi tytułami, Dla zwiększenia liczby wyświetleń celowo opatrzyli… A mnie taka naszła refleksja, Gdy tylko ukończyłem czytać te słowa, Że z perspektywy nieskończonego Wszechświata, Jakże mikre są nasze ziemskie bogactwa… Gdyby zebrać wszystkie wypełnione złotem kufry, Z ziemskich królestw lochów i piwnic, I poustawiać wszystkie jeden na drugim, Nie dorównałyby tego jednego diamentu grubości. Wszystkie ziemskich królów bogactwa, W całej swej wspaniałości nie mogłyby się równać, Z jednym tylko diamentem z Merkurego wnętrza, Wspanialszym niż skarby naszego starożytnego świata. I czymże były ziemskich królów skarby, Wypełnione po brzegi złotem kufry, Wobec tych we wszechświecie ukrytych, Po dziś dzień dla ludzkości niedosięgłych, Gdy ta jedna tylko planeta, Sama jest niczym wielka szkatuła, Kryjąca w sobie bezcenny skarb, Diament jakiego przenigdy nie widziała Ziemia, A władający rozległymi ziemiami królowie, Strzegący skrzyń swych wypełnionych złotem, Sami byli jedynie marnym pyłem, Zmiecionym niegdyś wiatru dziejów powiewem… A wszystkie nasze ziemskie wieżowce, Nie mogą się równać z jednym diamentem, Ukrytym przez Boga na planecie tajemniczej, Przed chciwego człowieka zawistnym spojrzeniem. W tej naszej pogoni za ziemskimi bogactwami… - Jakże w oczach Boga musimy być śmieszni! I jakże żałośni są biznesowi magnaci, Za każdy milion gotowi dać się pokroić… I brylujące w mediach damulki wykwintne, Z ustami wypełnionymi botoksem, Prezentujące dumnie kunsztowne swe kolie, Z najkosztowniejszych kamieni sporządzone pieczołowicie, Eksponujące pierścionki i kolczyki z diamentami, Będące niby wyznacznikiem wysokiej pozycji, Jednocześnie tak bardzo mające za nic, Ludzi z rzekomych nizin społecznych, Same zapewne w oczach Wszechświata, Który z upływem setek tysięcy lat, Najniezwyklejsze skarby widział, Budzą jedynie uśmiech politowania. I nieskończony Wszechświat śmieje się czule, Z wykwintnych wyniosłych damulek, Wymownie zbywając ich pychę, Odwiecznym milczeniem przyodzianym w mistyczną ciszę…
    3 punkty
  18. Jak to dawno było już, Na wspomnieniach osiadł kurz, I nie wrócą nigdy już Uniesienia naszych dusz. Już przeminął tamten czas, Dawno świat rozdzielił nas, Lecz wciąż myśli biegną wstecz, A wzrok szuka wciąż tych miejsc. Wszystko chętnie oddałbym, By móc wrócić do tych dni, Poczuć szczęście tamtych chwil, Czy to jest możliwe dziś? Szliśmy przez kałużę raz, Czy ktoś tam wprowadził nas? To nie była ciemna noc, Ale szczęście było to. Szczęście wtedy było w nas, Zabrał je nam straszny czas. Szczęścia które było w nas, Nikt nie trzymał.... ....zabrał czas.
    3 punkty
  19. w bezsenne noce zbieram księżyce te najjaśniejsze gdy pełnia trwa a choć to światło tylko odbite wspomoże słońca gasnące w nas ukradkiem blaski przed tobą chowam zerkając w mroku czy mocno śpisz snu straconego wcale nie szkoda gdy znów przed nami pogodne dni jeszcze ostatnie rozbłyski łowię i pod poduszkę wsuwam ci je mimo że niebo już wkrótce z nowiem to świat rozświetli jasny twój śmiech
    3 punkty
  20. a ty dreptaku masz własny rozum otwarte oczy myśli o Bogu więc pilnie słuchasz analizujesz wiesz gdzie jest prawda kto oszukuje i własne sprawy kto pragnie wygrać komu na pieczy leży ojczyzna :)))
    3 punkty
  21. Jesienią ociężałe, spadać niegotowe, nieśmiało się mienią żółtorubinowe. Po burzliwym lecie, na wiatr nie rzucane, nasączone treścią, jak jabłka w poranek. Mogą być jak cukier lub twarde jak granit. i przynosić szczęście albo ostro ranić. Umie je zastąpić w rozwlekłej ocenie, piętnując meritum, wymowne spojrzenie.
    3 punkty
  22. Proszę zapomnieć, Jak ja to zapomniałem. Wtedy - rusz dalej.
    3 punkty
  23. @aff Nie jestem łasy na serduszka, nie napisałem tego z powodu chwały dla siebie, pisząc kursywą i cudzysłowie cytat ponadto informując skąd pochodzi. Maria Winiarska jest to dla mnie rodziną i jest jej zgoda na publikację tego cytatu. Wyjaśnienie uważam zamyka temat. Pozdrawiam Adam @Ewelina Dzięki za uśmiech@aff i za uwagę @Jacek_Suchowicz Dzięki za tradycyjnie poetyczny komentarz@FaLcorN Staram się zawsze jakąś myśl przemycić. Pozdrowienia dla wszystkich
    3 punkty
  24. "Można" też i zabijać nadzieję chociażby. Bardzo pojemny termin. Dekalog to podstawa, jeśli się zachwieje to na czym się uczymy chodzić, wątpliwe czy pofruniemy. Pzdr
    3 punkty
  25. posądzaj mnie o wszystko co najlepsze, pomawiaj o zalety! nie jestem takim szkaradeuszem, jak sam się maluję. w tej klatce mieszka ciemne i rozgestykulowane dobrzulo, co każdą z tysiąca rąk mówi o czułości. niech moje uczucia dotrą, z mózgu do ust, perlustrowane. przeglądaj zasoby, zanurz się w archiwa. pozwalam, proszę, wręcz domagam się tego. śmiej się widząc, że jestem pełen pluszowych kotków, że brzoskwinki tu, nie kowadła i sierp. przyznam się do czegoś, ale zachowaj to dla siebie. na nazwisko mam Prawdziarz, pozostałe personalia to jedynie ksywy dla nieoświeceńców. nocami, jak nikt nie widzi, odwracam się twarzą do szczebli i wyszywam cię na czarnych płótnach. cóż tam powstaje! ty gromiąca wzrokiem za szczeniackie żarty, intarsjowana złotem i żywicą, uśmiechnięta i w kwiecistych smugach, z liliowym otokiem, ubrana w suknię o średniowiecznym kroju, międzygalaktyczna i dwudziestodrugowieczna, przyszła, ty roztrzaskująca mi na głowie teorban, gdy znów przesadzę z wygłupami. oglądaj twoje portreciki. nawet te jeszcze niepowstałe. wszystkie są tworzone w takim samym skupieniu (aby bardziej się skoncentrować nucę cicho przy igle, szorstkim głosem, lovesongi). przytulanki we mnie, lusterka w kształcie serc ukryte w zakamarkach.
    2 punkty
  26. flankuj mnie w wirującym wieńcu z błyszczących i lekkich dłoni poczęstuj się jedwabistymi biodrami świeży poranek otworzę wonną kaliną
    2 punkty
  27. mikołaju gdzie masz prezenty? ukradł mi inny mikołaj świrnięty wsypał do sani swoich i zwierzaki spiesznie pogonił przedtem poszczuł reniferem to ja mu rzekłem a leć pan w... ch⛄️⛄️⛄️⛄️ę kochane dzieci nie powiem w co bo bardzo brzydkie słowo to nie dostaniecie podarków dzisiaj pusty worek mi jeno zwisa oczka dziecięce smutnie patrzą dziś prezentów nie zobaczą aż czapka czerwona zwiędła oklapła jak pusta purchawka a biały pomponik łezki roni słyszy mikołaj dziecięce słowa aż wzruszona jest biała broda my zaradzimy temu za chwilę będziesz wiedzieć czemu każde dziecko w miech coś wkłada piszczą tuptają fajna zabawa po chwili mikołaj ma pełny worek gość tonął w rozpaczy to w samą porę tak oto mikołaj prawie święty nie rozdał prezentów lecz dostał prezenty a dzieci wesołe radością piękną bo mikołaja mogli uśmiechnąć
    2 punkty
  28. @Jacek_Suchowicz Czarno to widzę. Lata mijają a Dreptak ten sam. Pozdr.
    2 punkty
  29. Sans Amour... Bez miłości uczucia, Ginąć w nicości codzienności, Bez tej drugiej Osoby Bez jej przyjaźni ciepła poczucia, Bez wspólnej rzeczywistości na tym padole tutaj. Sans Amour... Tak patrzeć za okno Bez tej Osoby samotnie, I widzieć jak tylko zegar odmierza czas powoli mozolnie, Tak Bez nikogo... Sans Amour, A w tle leci utwór co przypomina ją, I tak znów sen spędza z powiek kolejna noc, Sans Amour a by powiedział do Kogoś przed snem Ti Amo.
    2 punkty
  30. Co będziemy dziś robić? Może pokażesz mi ... życie? Schowam cię między udami, wyjaśnisz mi należycie - dlaczego grawitacja tak bardzo nas wszystkich odpycha, dlaczego bezwzględny cynik z czułością do świata wzdycha Mimo, że prawie cię nie znam, chcę dopiąć wszystkie podwiązki, pokazać ci jędrne udo i piersi łakome kąski Mimo, że wczoraj z nią spałeś, a dzisiaj nigdzie nie idziesz, a ja mam grube nogi, a ty pokazujesz mi figę ... Lepiej rozłożę ... mapę. Znamy się jak łyse konie: wskazujesz zawsze te rzeki, które nic, tylko stają okoniem ...
    2 punkty
  31. 2 punkty
  32. Adaś jak rano Ciebie z domu zabiorą, to się będziesz tłumaczył Napisałeś ok. Wiadomo kursywa cytat i jeszcze podana autorka - super Ja już spotkałem swoje teksty pod innym nazwiskiem bez kursywy. Po ingerencji zniknęły :))
    2 punkty
  33. @violetta Ja nigdy nic o Andrzeju Walterze nie pisałem.
    2 punkty
  34. Suchy deszcz dziś pada, Ani to śnieg, ani kropla spada. Jakby wyjść się zmoczyć - - człowiek suchy wróci. A to dom dopiero - dachem kryty - Zalewa się pod sufit niemyty. I co zrobić, jak tam sucho, a tu mokro? Schnąć wodą, czy w suszy moknąć?
    2 punkty
  35. "miej serce i patrzaj w serce" to są słowa wieszcza przesłanie romantyzmu myśl przednia najlepsza dzisiaj świat racjonalny wokół wszystko wyliczone ma cenę nawet ta łza w oku którą chustka wchłonie :)
    2 punkty
  36. @andreas a pewien Anglik we wsi Parole wszystko co robił robił na stole a że był bardzo niski w lizaniu był bystry lubiły panie takie takie swawole a choćbyś w słowa włożył swe serce gestem spojrzeniem wyrazisz więcej
    2 punkty
  37. Tańczę z Tobą przed bramą do piekła. Poznaliśmy się nad przepaścią wśród strzelistych skał. Harmonista gra na schodach wielkiego domu melodię do niczego nie podobną. Niczym kołysanka albo melodia żałobna. Nikt muzyki nie zamawiał po co więc gra. Syn Boga słońca do tańca idzie. Pod rękę trzyma Bogini zaświatów. Harmonistę do grania zachęca. Będzie tańczyć i niech miejsca nikt nie zajmuje. Ty też ze mną tańczysz potem do ślubu Cię poprowadzę. Będziesz ślubować mi miłość. Wśród skał narodzona i na skale zapisana, miłość twarda jak skała.
    2 punkty
  38. Ja powiedziałem "nie zabijaj" i to zamyka przecież wszystko myślisz po ludzku i przemijasz w aspekcie wiecznym zobacz przyszłość :)
    2 punkty
  39. nietwoje, to zabieg celowy, aczkolwiek też się zastanawiam czy wystarczjąco słuszny. Dziękuję za polubienie i komentarz. Pozdrawiam.
    2 punkty
  40. Poeci mogą przebierać i wybierać w słowach jak w ulęgałkach :)
    2 punkty
  41. Królowa jest doszczętnie wnerwiona. Nic dziwnego. Ścieranie zębów na starej, wysuszonej kromce chleba, by wspomniane zęby ust nie zarosły, nie jest czynnością łatwą i przyjemną. Na domiar złego lustro ją wczoraj upokorzyło, kopiąc odbiciem w zad. A przecież tyle czasu biedaczka poświęciła, by wyrzeźbić śliczne ramki, z masy plastycznej jednych słusznych racji. Na domiar złego na pięknym obramowaniu, zaczęły nagle zakwitać, pąki wszelkich odchyłek oraz innych nieprawości, które to Królowa omiata, nie tylko spojrzeniem, lecz także drucianą szczoteczką. Wszak to prawdziwe zgorszenie dla królewskiego oblicza. Może z tej zgryzoty, jeszcze szybciej zęby rosną, bo ciekawe, co będzie dalej. Dalej to już może być tylko gorzej. –– Kiedy wreszcie przyjdzie, ta psiajucha mać –– smęci poetycko sama do siebie, zrozpaczonym, zgrzytającym kwileniem. –– Żebym chociaż turlanie beczki na posadzce zamkowej słyszała. O ja nieszczęsna. Normalnie ręce opadają. Boki zrywać! Wtem tęsknota ziszcza oblicze w realu. Dalekie drzwi trzaskają o ścianę i po chwili słychać ciężkie, śliskie człapanie oraz okrągłe odgłosy przesuwania, wytęsknionego pojemnika. Bliżej… o jej o jej, jam tu, mój skarbie... blisko… tak to ja, czekam spłakana. Aż wreszcie przed obliczem Królowej, na której policzkach lśni ponętnym śladem wianuszek zaschniętych łez, staje on. –– Królowo najjaśniejsza z ciemnych. Jam twoim Podnóżkiem i jaśkiem pod głowę. Serce moje do ciebie bulgocze tętnicą. Puk, puk. Słyszysz o pani. Światu ty mój. A teraz spójrz, co przytachałem. Beczkę wazeliny najlepszego gatunku. Normalnie niecierpliwy jestem, miłości uczynku czynienia, gdy będę ci wtykać. –– Tyś schorowany jakiś, że taką błazenadę słowną odstawiasz. Tu przede mną, moim tronem i tyłkami na ścianach. A ti ti robaczku. Masz szczęście, że cię lubię. –– O pani, przecież sama rzekłaś, że chcesz mieć pewność, że cię kocham. Skieruj swój blask w źrenice me. –– No i co tak patrzysz. Jesteś cały umorusany od tej beczki. Miałam na myśli, coś nie zrozumiał, głuptasie. No wiesz. W szerszym pojęciu. Jam jedyna z prawdziwych, nielicznie żyjących. –– O tak… słusznie prawisz. Po śmierci spoczniesz w alejce zasłużonych. –– Co? Już mnie chowasz Podnóżek? –– Uchowaj, o pani. Jeszcze nie! –– No wkładaj mi wreszcie, jeśli kochasz! –– W jaki sposób, skoro tak? Może tak? –– No nie. Gdzie tam. Dureń jesteś nieobeznany i tyle. Sama lepiej to załatwię. Zostaw, mówię. A sio. Bo po łapach bić będę! Głos ludu –– Masz racje. W dechę Królową posiadamy. Wesołą taką. Bez niej nudy na pudy, by tylko były. –– Jeno podatki coraz większe, przeto aż tak bym nie wychwalał. –– A ja wam mówię, że to zależy w jaki sposób, kto kontekst pochwały zrozumie. –– Co racja to racja. –– To jak to gadają... na tą naszą? –– Babciu. Nie tak. Tyś przygłucha jest? –– Co mówisz? –– Posłuchajcie. Przecie to atrakcja turystyczna naszego królestwa. Zabytek pod ochroną. –– Dlatego wspomniałem o podatkach. Trza ją restaurować. Od jakiegoś czasu, coraz częściej. –– Słusznie prawisz. I to wszystko za pieniążki nasze. –– No tak. I jeszcze ma na utrzymaniu stado papużek. –– Babciu. Jakich papużek. On Podnóżek. –– E tam. Jeden pies. –– To ty nie jesteś przygłucha? –– Przygłucha to jestem, jak udaję głupią. *** Przed zamkiem wielu ludu wędrownego. Nie dziwota. Ogłoszenia porozwieszano na przydrożnych szubienicach i wiszących szkieletach. Teraz na szczęście zarośnięte zapętlaną roślinnością. Radykalnych odmieńców już dawno postraszono, by większość w diabły uciekła. Jest im teraz całkiem spoko, w innym królestwie. A tekst jest nieco niezrozumiały. Wspomina o jakimś popaprańcu, co niby biega po wszelkich jarmarkach i odpustach, wychwalając wszelki kicz, w prezentowanych obrazach. Jednocześnie stoi, iż w zamku otworzono wystawę dzieł Królowej, o zniewalającej nazwie: Wdzięki me w odsłonach. Sama namalowałam. Podnóżek mi nie pomagał Lud czyta i kiwa głowami z nieokreślonym uśmieszkiem, nie bardzo wiedząc, o co w tej hecy biega. Ale chociaż mordy radosne. Człek o troskach codziennych zapomni. *** Tym razem Królowa owszem ściera zęby, ale nie kromką starego chleba, jeno swoim twardym gniewem. Co znowu ten dureń wymyślił. Żeby takie obwieszczenia wieszać. Na cholerę dałam mu tyle przywilejów sprawczych. Toż to nawet porządnej intrygi sklecić nie potrafi. Trzeba tłumaczyć jak chłopu i krowie na rowie, razem wziętych w przesłuchanie. Zaraz przybędzie. Już ja mu powiem, gdzie rozum zimuje i ma go czym prędzej: odnaleźć, zbudzić, dać amoniaku pod nos i wchłonąć przebudzonego, gdzie trzeba. Głos ludu –– Wiecie. Tak sobie myślę, czemu nasz Król umiłowany, musiał zejść w kwiecie wieku? –– Podobno go królowa za bardzo miłowała. –– Moja tylko na mnie wrzeszczy. Normalnie skaranie. –– Szczęśliwiec. Dłużej pożyjesz. *** — No i co tak patrzysz Podnóżku. Wiesz co narobiłeś? Przestanę cię lubić. Chcesz tego? –– Królowo ma. Twoje słowa są smutnym utrapieniem duszy mojej. –– Ty cały jesteś utrapieniem. Chyba wiesz, coś nabazgrolił i jakie to może mieć konsekwencje, w znaczeniu prestiżu mego. — O pani! Wybacz. Chciałem go jeno... –– Z tego wynika, że chciałeś mnie poniżyć. –– Ależ Królowo. Skąd takie insynuacje w przewielebnej głowie. Jam strwożony wielce. –– Zamilcz, to ci wyjaśnię. –– Dobrze Królowo. Milczę. –– To po co o tym mówisz, skoro milczysz. –– … –– Tak lepiej. No coś ty łachudro napisał. Że wszystkie obrazy które obejrzał, to jeno chłam. A nie pomyślałeś, że on może obejrzeć moje dzieła, pomiędzy? –– A obejrzał? –– Obejrzał. Nawet pochwalił niekiedy. I co teraz sobie lud pomyśli? –– Że twoje są piękne. Inne nie dorastają im do pięt ramy. –– Akurat. Lud pomyśli, że moje też chłam. Rozumiesz? A doszły mnie słuchy, że dwie taczki zaczęli produkować. Po diabła nam jeszcze takie hece. A wiesz co może być, gdy skończą? –– Wieniec na koniec. –– Taa… idź już sobie. A śmieci chociaż wyniosłeś? — Same wyszły z wystawy. –– Doprawdy? O takich cudach, to ja nie słyszałam. Rozbawiłeś mnie na koniec. –– Siebie też. –– Czyżbyś coś zasugerował. Przypadkowo oczywiście, bo świadome, to nie sądzę. –– O pani. Jakbym śmiał. *** Znowu przed zamkiem zgromadzenie, bo znowu ogłoszenia wiszą. Że podobno Podnóżkowi gacie ukradli, na których zapisywał swoje dzieła. A tym samym przywłaszczyli jego wartości intelektualne. Tym razem Królowa jedynie pochichotała dobrotliwie podbródkiem, zaczynając wesoły dialog: — Proszę, wytłumacz mi Podnóżku, sekwencje przyczynowo – skutkową, między twoimi gaciami, a skradzioną wartością intelektualną. Domniemam, że takową jakąś posiadasz, a nie tylko bawisz moje IQ-1000+. Po prostu chcę wiedzieć, czym ty myślisz, skoro swoje dzieła zamieszczasz na swoich galotach? –– O pani. To nie tak. Nie tym myślę. Gacie miałem na głowie. –– Co? A czemu nie tam, gdzie ich miejsce z racji przydatności. Nic dziwnego, że ci skradli. Może jakiś biedak nie miał, a było mu zimno. –– O właśnie, o pani. Widziałem jak jednemu drgało. Ale do sądu i tak pójdę. –– Do sądu? Czyli do mnie. To już nie musisz chodzić. Królowa siedzi chwile, jakby zamyślona, aż nagle pyta smutno, acz z nadzieją w głosie: –– A powiedz mi, czy na tej mojej wystawie, widziałeś rozanielone zachwytem twarze? –– Tak pani. Widziałem twarze. –– Naprawdę? To jestem spokojniejsza. *** Tymczasem taczki zostały ukończone. Nawet je ładnie ozdobiono girlandami, bo to w końcu nie byle kogo, wozić będą. Wnet złowieszcze popiskiwanie tłumu, rozbrzmiewać zaczęło, lecz bez żadnej złości, bo ile w końcu można, usta śmiechem, nadwerężać z byle czego. Są też inne sprawy w życiu do zrobienia, a nie jedynie błaznowanie z tego, co z zamku wycieknie. Już nawet ma murach są zacieki. Tym razem Królowa stoi jak oniemiała. Zatem czym prędzej pyta Podnóżka: –– Co to za tłum za tobą, tobie podobnych? –– Moja kochana najjaśniejsza. Tym razem przyszliśmy kupą, jak jeden mąż. –– Właśnie czuję. Spoceni jesteście, czy co gorszego? –– O pani. Nie mów tak. To naszej miłości do ciebie będzie więcej. Radownaś? –– Ten cały bajzel, to ty? –– Niezupełnie, ale wszyscy cię kochamy. No… prawie... *** Inna część tłumu, z dwoma taczkami do komnaty królewskiej włazi, lecz gdy zobaczono aż tylu, to trzeba było wywózkę odłożyć na później, by w tym czasie taczek dorobić, gdyż zabrakło. Jednakowoż produkcja nie szła jak po grudzie, chociaż obydwie opcje produkcję wspomagały, gdyż coraz więcej poddanych, w sentyment popadało, popatrując na żółte słońce i wyobrażając sobie, jak to nudno być może...
    1 punkt
  42. Bo to oni dla Niej, Jak w życiu, par lament(ation).
    1 punkt
  43. @iwonaroma Owszem i na odwrót :)) Słuszna koncepcja :)
    1 punkt
  44. Znam to z autopsji, przez 10 lat byłem jedynym dzieckiem w rodzinie i wszystkie panie o mnie zabiegały.
    1 punkt
  45. szczęście które było w was wcale wam nie zabrał czas zgubiliście szczęście gdzieś gdzie je szukać kto to wie bo o szczęście trzeba dbać jak o doniczkowy kwiat podlać słowem kiedy lęk zniszczyć każdy zdrady pęd nawieźć prezencikiem już i rutyny zbierać kurz czułe słowo jemu dać a rozkwitnie pięknie w nas
    1 punkt
  46. Zgubiłeś literkę i. Pozdrawiam.
    1 punkt
  47. To się naprawdę nie mieści w głowie, jakiś zapewne wybryk natury! W jednej są cztery i tyle powiem, o mały figiel, a mogłem ulec. Oj niewątpliwie jest to poetka i to z rozumkiem nieogarniętym. Każda z nią chwila miła i lekka. Jak to się dzieje - chcę czegoś więcej? O strunach można pokonwersować; tych od teorii i od gitary. W dziesiąty wymiar umie czas schować, horyzont zdarzeń mknie nie do wiary. W supersymetrii połączeń cząstek skutek z przyczyną miejsca zamienia. Gdzieś się zagubił materii wątek w osobliwościach czasoprzestrzeni*. Na szczęście jabłko stuknęło w głowę i zbudził uśmiech dziadka Izaaka. W klasycznym sadzie jedno dopowiem prawo ciążenia nie leczy kaca. *między innymi czarne dziury są osobliwością czasoprzestrzeni
    1 punkt
  48. jako tekst piosenki ok.
    1 punkt
  49. To jak śpiew syreni ... Znaczy " piękne słówka"
    1 punkt
  50. @andreas Dziękuję. Rozumiem, ale, jak napisałem wcześniej, wiersz przedstawia sytuację przerysowaną, aczkolwiek faktem jest, że bywam niecierpliwy.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...