Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.11.2023 uwzględniając wszystkie działy

  1. Miłość Chciałbym wyłowić z bezbarwnej otchłani ostatnie kolory tej pięknej jesieni. Chciałbym przywołać myślą wiosenną raz jeszcze czas, którego już nie ma... Chciałbym malować twoimi dłoniami ten świat niebieski, który już znamy, zapisać strofy w srebrnych zwierciadłach, I zamknąć w przestrzeń ten czas niemały. Chciałbym... Kocham ten moment, kocham niezmiennie. Imienia nie znam bo jeszcze nie wiem, Jak przyozdobić słowa srebrzone, Jak zapamiętać chwile bez ciebie... Chciałbym napełnić dzbany barwami, Niech płyną w odmęt, niech płyną stracone. Niech stanie się światło, niech gwiazda mami, Niech będzie przyszłość zaraz za słońcem. Chciałbym... ... Wiersz powstał pod wpływem dyskusji dwóch pań na naszym forum o tym jak banalna i beznadziejna jest miłość i w ogóle taki tytuł wiersza. Czy naprawdę jest banalna, oceńcie sami.
    13 punktów
  2. że ograbiam z siebie świat niebo ziemię miłość i że po kawałku jest ich - bez mojego ciężaru i kształtu mniej musiałam sama się rzeźbić i nieść nie wiedziałam jak
    10 punktów
  3. umierała od głowy potem od nóg w niskiej trumnie zobaczyłam swoje kości bardzo szczupłe długie ręce z guzami przy nadgarstkach narośla na czaszce za uszami i resztę którą ukrywam kładąc kolorowe sukienki błyszczące kolczyki o fantazyjnych kształtach pracowita milcząca jak ja nigdy nie ścinała włosów wnuczka tundry i błota nieprzenikniona prosta jak
    5 punktów
  4. Czyżby to był koniec? Nic już więcej nie ma? Ściana za wysoka i zamknięty temat? Czyżby nic już w dali nie czekało na mnie? Czyżby to był koniec, tak dziwnie i nagle? Czyżby żadnym sprytem nie dało się obejść? Ani nawet cudem wspiąć się, przejść, przeboleć. Takie rozwiązanie spada prosto z nieba. Co ma zrobić umysł, gdy już więcej nie ma? Nici z targowania i Bóg nie pomoże. Koniec trasy. Koniec! to nie pauza w drodze.
    5 punktów
  5. Tur to zwierzę już wymarłe. Tur to już jest martwy stwór. Chociaż wcale nie był karłem, to go nie ocalił bór. Próżno szukać za turniami, czujność mieć przy każdej z tur. Tur to zwierzę już wymarłe. Tur to jest już martwy stwór. Martwa też litera tura, gdy o nazewnictwo spór, lecz genetyk, z głośnym hura cofnąć może turczy pomór. Lecz co cofnie niepoczytność? I złamanie wszelkich piór? Wiersz ogłasza już wymarłość I odchodzi, mrucząc, "Czcibór". * Utwór z tomiku "Perunochrony". Zazwyczaj umieszczam nowe teksty
    4 punkty
  6. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu Na andrzejkowych wróżbitów w Jaśle, warkocz dziewek sposobi się właśnie. Gdy wosk w garze się żarzy, już noc się myślom darzy. Niech kluczy pęk wróbla nie przytrzaśnie. listopad, 2023
    4 punkty
  7. komu zniszczono kochaną rzecz na jego oczach dla niszczyciela to tylko rzecz więc jest niewinny (?) dla mnie - część mnie ale boli jak całość
    4 punkty
  8. mój dom to nie tylko ściany i przestrzeń wpisana w obecność lecz miejsce na rozgwar ze zgodą na ciszę remedium na prozy konieczność
    4 punkty
  9. zarwany sufit gdzie ja jestem może wbiegam w galaktykę a gwiazdozbiory mnie nie pojmują
    4 punkty
  10. echo tęcza mgła to wszystko razem upiększa świat sprawia że życie to nie tylko dal która boli echo tęcza mgła to czyste słowa które cieszą podobnie jak drzewo ptasi śpiew oraz polny kwiat echo tęcza mgła to czysta poezja jesteś jej wart
    3 punkty
  11. Nie człowiek jestem, lecz żywe mięso, Dla niepoznaki chodzące w butach, Czarcie - nie boskie jam podobieństwo, Na cnót obrazę - parszywy mutant. Dłonie nie po to mam, bym się modlił, Lecz wieży Babel budował piętra. Chcę szkłem lunety niebo upodlić - Tak mnie poznania demon opętał. Zbyt zgniły umysł mój na mistyków, Którym sens życia jawił się w piśmie. Biada mi, dumnie zmierzam donikąd, Gdy - wciąż za głupi - myślę, że myślę.
    3 punkty
  12. W jednym oknie Oczu dwoje Zapatrzonych Pod którym parasolem Godot probuje przejść Niezauważony
    3 punkty
  13. siedzimy między tobą a mną gryzie nas proces starzenia się i popękane ściany miasta w naszych snach kochają się wiersze mruczą bezdomne koty za oknem odległe gwiazdy mkną w rytmie free jazzu w eksplozji nocy księżyc zapełnia się w ciemności
    3 punkty
  14. Z cyklu: Na ringu, czyli kto jest kim 25 cios Boga: Bóg został kiedyś Zamknięty w szpitalu Złamał nogę Nie było jednak żalu Stało się, to się stało Nie to, żeby to było mało Ale się skakać zachciało To się wyskakało I Bóg się dowiedział Jak szpitale działają Ile się w nich je I do czego skłaniają Zobaczył jak ludzie cierpią I jak z bólu się zwijają Zobaczył jak dużo jeszcze I od zera zaczynają Jak dużo do zrobienia Żeby zdrowie zdrowiem zostało Od zera zaczynają I idą całą zgrają I się zastanawiają Jak dużo jeszcze mają Zrobić by z uścisku choroby Się wyswobodzić Załamanie się zrosło Nie ma już po nim śladu Ale Bóg zapamiętał Skład i rodzaj układu Jaki rządzi w szpitalach I kto kogo leczy Kto na czym wygrywa A kto w przepaść leci Bóg się nauczył swoje I już umiał I już zrozumiał Że ludziom potrzebny jest umiar. //Marcin z Frysztaka Wszystkie moje książki Za darmo Znajdziesz na stronie: wilusz.org
    2 punkty
  15. patrząc z wysokiego zamku na odległą granicę którą wraże ludy sąsiednie ku twej stolicy wciąż chcą przesunąć nie kul się w sobie nie zasypiaj nie czas bądź jak skała i flaga w pełnym łopocie granica to skóra nie daj się ranić znajdź odwagę wypnij pierś nabierz tchu z dumą krzyknij: oto cały ja! drżyjcie! bo nadchodzę strzec swych granic skoro przekraczacie moje nie zawaham się waszych poddać korekcie patrz w dal z tymi co sprzyjać tobie będą śmiałe zadzierzgaj sojusze odsuń granice poza horyzont oto świat bez granic
    2 punkty
  16. komentarz Sylwkowi Przyjdź, przy kominku usiądziemy, by kryształowy dzban wypełnić. Znowu zaczniemy zbierać chwile, chociaż przed nami blask jesieni. Ten dzban już nie raz nam z rąk wypadł i na kawałki się rozleciał. Posklejaliśmy zrozumieniem, by wejść w następny życia etap. To fakt, że nie da się napełnić gorącym płynem cichych pragnień, lecz idealnie gra z półcieniem rzeczy przyziemnych - tych mniej ważnych. Przecież doń czułość można zbierać, radości, smutki wspólnej weny. Zwykłą miłością chociaż teraz, ten kryształowy dzban wypełnić. 2017
    2 punkty
  17. II w jednej chwili wybrzmiała jedna nuta jedno zasłuchanie jeden uśmiech, który wyjaśnia wszystko i jeden krok, który wszystko burzy jedna pamięć jedna samotność jedna pustka i jeden chłód jeden ogień za jeden taniec obietnica głowy Proroka jedna świętość i jedna grzeszność jedna jedyna taka Zdrada jedna jedyna taka Księga jeden Dekalog jedno własne życie Legionowo, dn. 19.07.2005 r.
    2 punkty
  18. Termopile Kiedy już znajdziesz swoje Termopile spętane miastem, ukryte we mgle, musisz uwierzyć - żeby przetrwały trzeba upuścić kroplę krwi. Szczodrość popłaca na każdym kroku. Ty tutaj kroków więcej masz. Marzenia Twoje i Ludzka Prawda zmieniają bryły zniszczoną twarz. Ty sprawiedliwie sortuj marzenia. Oni też mieli… , zmieniły kształt. Wojny zatarły wiarę, że przetrwa pozostawiony w pośpiechu czas. Dzisiaj, gdy chcesz zamykać drzwi, co wciąż otwarte są myślą Twą… duch odpowiada i ściany drżą. To Termopile - to nasz (Twój) dom.
    2 punkty
  19. dziś nie spadło z nieba urodziło się z wczoraj z myśli czynów nie kogoś moich marzę o ciekawym jutrze zaczyna się dziś a dziś takie niemrawe nijakie nudne smutne nie spotkam wymarzonego jutra gdy nie pogodzę się z dziś może trzeba je przytulić powiedzieć coś miłego nie kiedyś dziś teraz jutro czeka 8.2023 andrew
    2 punkty
  20. Do niewiasty ze średniowiecza Niewiasto ze średniowiecza; Ty, co suknię nosisz długą: Pójdźmy razem w czasy miecza I nie żyjmy tą szarugą. Czy pamiętasz tamte lasy I te łąki w kwiatach całe? Przeminęły już te czasy, Lecz w nas trwają – jak świat stałe. Niewiasto ze średniowiecza; Ty, co suknię nosisz długą: Nas lekarstwo nie wylecza, Nikt tabletek z nas nie sługą. Pewno widzisz, co oglądam, Bo ty kochasz to powietrze, Co orzeźwia. Wciąż spoglądam Oraz czytać pragnę w wietrze. Niewiasto ze średniowiecza; Ty, co suknię nosisz długą: Co nas z smutków tych ulecza, Znikających gdzieś za smugą? Chcemy domy te drewniane I pragniemy być silniejsi. By zagoić wspólną ranę, Musim w czynie być mocniejsi.
    2 punkty
  21. Zagubiony pośród dni słucham świerszczy gry Zagubiony pośród nocy szukam w księżycu mocy Tak - jestem romantykiem człowiekiem wrażliwym Rozmawiam nie tylko ustami lubię rozmawiać dotykiem Zagubiony pośród nocy i dni przenoszę rzeczywistość życia w jasne kolorowe sny
    2 punkty
  22. Myślę, że bez tej puenty byłby to patetyczny i płytki wiersz Liczyłem się z tym, że wielu nie doczyta do końca, ponieważ im, tak jak Tobie, ręce opadną. Ci natomiast, którzy wiersz z chęcią przeczytali, są teraz zbulwersowani.
    2 punkty
  23. Będzie to mój pierwszy wiersz, a właściwie wręcz pierwszy post na tym forum. Mogłem wybrać coś dłuższego, o o wiele bardziej znaczącej treści czy żywszych uczuciach, być może bardziej uniwersalnego, ale mam pewien sentyment do tego wiersza, bardzo go lubię. Jest krótki, prosty, a ujmuje precyzyjnie co czułem, gdy go pisałem. Istna perełka we własnej kolekcji. Powstał jako wyraz osobistej frustracji. Z liceum pamiętam, jak polonistka szczerze wyrażała swoje odarte z typowej wyniosłości opinie o naszych polskich wieszczach, ale zawsze nachylała się nad zjawiskiem tzw. trzynastozgłoskowca, no bo "taaak, Mickiewicz mógł latać za dziewkami i lubować się w alkoholach, ale że trzynastozgłoskowcem pisał, to trzeba mu oddać!". Sam nie przepadałem nigdy za poezją Adasia, choć zawsze w pewien sposób szanowałem jego kunszt i wkład w literaturę. Niedawno kupiłem sobie jednak w antykwariacie tomik jego poezji, chcąc dać sobie jeszcze raz szansę z poetą. Jako że od niedawna studiuję filologię arabską, którą w pewnym sensie wybrałem dzięki poezji arabskiej, przewinąłem od razu do jego przekładów trzech kasyd staroarabskich ("Almotenabbi", "Szanfary" i "Farys"). Wiedząc co nie co o prozodii z ciekawości zbadałem metrum wszystkich trzech wierszy i naprawdę, chyba nie muszę mówić, co odkryłem... Wszystkie trzy pisane czystym trzynastozgłoskowcem, i być może nie jest to naprawdę coś wartego takiej uwagi, zniechęcenia, jest cała treść i bogactwo przekładu do odkrycia, ale trąciło tę właśnie strunę w mojej świadomości, wrzuciło znów w szkolną ławkę i powtórzyło słowa polonistki i to właśnie uczucie, może i głupie i proste, ale dosadne, ta frustracja wynikająca z wywyższenia czegoś, czego wysokości nie mogę zrozumieć następnego dnia odbiła się weną. Kończąc więc tak długi, może nie koniecznie konieczny, ale naświetlający, myślę, wystarczająco kontekst temat przedstawiam moją króciutką fraszkę o mojej trudnej relacji z polonistką: Polonistka chwaliła wiersze Mickiewicza "By pisarza docenić, trza sylaby zliczać!" Możem trochę ignorant, albom jest pechowiec Lecz już refluks mam widząc trzynastozgłoskowiec…
    2 punkty
  24. wczesny ranek jeszcze śpisz otulona kołderką wystaje już świt uśmiechasz się mimo ... jesteś urocza jak dawniej za oknem ciemność robię kawę wczorajszy dzień wieczór życie jest cudownym darem Bożym muszę już wyjść wchodzę do pokoju aby jeszcze raz na ciebie popatrzeć jesteś taka... 11.2023 andrew
    2 punkty
  25. co powiesz mi ziemio po której stąpam bosymi stopy trawo zdeptana nie mówisz nic ziemio po której stąpam szumisz tylko strumykiem skało odwieczna zdeptana trawo ani piśniesz kwieciem przyciągasz wzrok kusisz zapachem powietrzna przestrzeni ptaki zwołujesz by śpiewały po swojemu a ja w ciągłym biegu nie mogę nawet spojrzeć w górę hieroglify rzeźbię szyfruję swoje myśli nieistotne teraz
    2 punkty
  26. @duszka Pięknie dziękuję. Rewelacyjnie to ujęłaś Duszko. Pozdrawiam T. @error_erros Dziękuję, bardzo mnie cieszy ten "zapach" w wierszu. Bardzo Pozdrawiam serdecznie T.
    2 punkty
  27. strach na wróble wrona wyskubuje resztki słomy z głowy
    1 punkt
  28. Jakieś truchła, rozwarte gęby maszkaronów… To tu, to tam nieznośne pokrzykiwania, mlaskania oblizujących się lubieżnie zwidów. Ich czerwone usta, nabrzmiałe, przekrwione usta… Ich rozwarte, bliskie śmierci ramiona, jak te poroża wyostrzone cierpieniem. Kto tu jest? Ja tu jestem Chodzę wkoło, błąkam się, rozgarniam z metalicznym pogłosem jakieś porzucone sprzęty, radiole, kineskopy starych telewizorów… Cuchnące trupim tłuszczem, zastałym w trzewiach frezarek smarem. Pełno ich tu. Podnoszę z podłogi, upuszczam. Odrzucam, podrzucam, przerzucam… Ostukuję młotkiem, żelaznym prętem to tu, to tam… Jakieś zakamarki, załomy, otwarte, zamknięte żelazne drzwi… Za nimi kolejne i kolejne zakręty, pomieszczenia, fabryczne hale… Plątanina korytarzy, prowadzących donikąd rozgałęzień, arterii… Półmroczne, pełne pajęczyn, opiłków żelaza… Ściany. Pełne złogów ściany. Zbroczone chłodziwem, potem i krwią. Przez wąskie, wysokie okna katedry wsącza się szary świt, który pada na kamienny katafalk, na zardzewiały złom, plątaninę kabli… Skąd tu nagle krzyż? Wielokrotne spojrzenia czarnych oczu… * Chyba się obudziłem z aureolą światła nad głową. Wisząca lampa niczym słońce, ale to noc, okrutna noc spotęgowana w swojej maestrii lodowatej pustki. To noc… Ta oto noc Ta noc… Siedzę na podłodze z dębowych, ułożonych w jodłę klepek. Siedzę, a może i leżę. Nie wiem. Tam, nade mną, a może poza mną... Gdzieś w oddali drugiego pokoju, Po drugiej stronie mrocznego przedpokoju… Wchodzi się do niego… — wychodzi po miliardzie lat… Siedzę na podłodze, oparty plecami o zimną ścianę. W dłoniach: „Opowiadania odeskie”, Izaaka Babla. Przynajmniej jakiś jeden konkret w tej całej pozazmysłowej gmatwaninie nie wiadomo czego. Chyba czytałem. I czytam wciąż. Poznaję te odległe w czasie historie… I tak oto Benia Krzyk, wygłasza mowę nad grobem swojego przyjaciela. Nad jego głową słońce w kolorze sepii, w pełnym jakichś chropowatych przebłysków niebie. Tak, jak na starej, celuloidowej filmowej taśmie… Coś mówi… Porusza ustami jak mój nieżywy już ojciec, podczas nagłych odwiedzin we śnie. I mówi… Nasłuchuję, lecz zamiast słów, tylko szumiąca w uszach, piskliwa cisza gorączkowego zwidu. Znowu się tego namnożyło w formie mżących, kalejdoskopowych plam, kiedy zaciskam je mocno powiekami. Pełno tu jakichś kantów, geometrycznych figur, niekończących się fraktali. Nachodzących na siebie, przenikających się nawzajem spiral, jak w ciągu Fibonacciego. Ktoś tu bez wątpienia jest. Jest i we mnie, i na zewnątrz. Wszędzie… Ktoś tu jest zatopiony w melancholii przeszłego czasu. Ktoś tu jest. Przechadza się w tę i z powrotem. Chodzi wkoło. Schodzi, gdzieś spod sufitu, podnosząc ręce w geście tryumfu. Wygraża palcem, wygłasza coś oskarżycielskim tonem… I wszystko zatopione w piskliwym szumie gorączki. W kompletnej głuchocie. Bez sensu to i jakieś niedorzeczne. Lecz już niedowidzę. Nie widzę konturów rzeczy. Pulsująca, rozmazana plama przybliża się, to znów oddala… Jakby oddziela się od reszty… Płynie… * Otwieram oczy. Jadę w pustym przedziale pociągu. Za oknami mrok. Odbita w szybie zniszczona twarz. W moich dłoniach… Cóż w moich dłoniach… Jedynie próżnia, pamięć twojego dotyku. Ostatnie kęsy wspomnień, przelatują z szelestem ptasich piór, wylatują, mkną… W pustym przedziale pociągu puste, obite czerwonym skajem siedzenia. Ze śladami wgnieceń po nieżywym ojcu i nieżywej matce, kiedy byli tu jeszcze za życia. I mimo że umarli, to czasami ich widzę. Machają mi wtedy z daleka, kiedy przychodzą razem albo osobno. Albo, kiedy odchodzą, gdzieś, nie wiadomo gdzie. To dowód na to, że są. Metafizyczny bardziej, ale zawsze. Tak więc leżę na linoleum, mrużąc oczy od światła. Przesłaniam je rozkrwawionymi palcami po delirycznej walce ze ścianą. Zaiste, zimno tu i samotnie. Toczy się w tę i z powrotem pusta butelka po alkoholu. Zdążył się już rozlać w żołądku cudownym ciepłem. Na podłodze wyrwana z zeszytu kartka, pożółkły ze starości, podeptany list… Coś pisałem, lecz zapomniałem, co. Jarzeniówki przygasają w rytm stukających kół. Dokąd ja tak jadę? Do ciebie? … donikąd… w noc… (Włodzimierz Zastawniak, 2023-11-28)
    1 punkt
  29. Ja od dzieciństwa tak nie miałem Jak inni mieli — nie widziałem Jak inni widzieli — pasji mych Nie czerpałem ze źródeł wspólnych— I nie ze wspólnych źródeł brała Się ma rozpacz — ani nie grała Radość w sercu do tych samych gam— To co kochałem — kochałem sam— Wtedy — w dzieciństwie — gdy zaczęła Się burza życia - wypłynęła Z głębin tego co dobre i złe Tajemnica co wciąż wiąże mnie— Z krynicy gdy wodą broczy— Z cynobrowych górskich zboczy— Ze słońca kiedy mnie otacza I jesienny blask roztacza— Z błyskawicy co przebija Niebo i chmury gdy mnie mija— Z huku grzmotów, aż po burzę— I z kształtu ujrzanego w chmurze (Gdy reszta Nieba niezmącona) Zobaczyłem tam demona— I Edgar (1826): From childhood’s hour I have not been As others were—I have not seen As others saw—I could not bring My passions from a common spring— From the same source I have not taken My sorrow—I could not awaken My heart to joy at the same tone— And all I lov’d—I lov’d alone— Then—in my childhood—in the dawn Of a most stormy life—was drawn From ev’ry depth of good and ill The mystery which binds me still— From the torrent, or the fountain— From the red cliff of the mountain— From the sun that ’round me roll’d In its autumn tint of gold— From the lightning in the sky As it pass’d me flying by— From the thunder, and the storm— And the cloud that took the form (When the rest of Heaven was blue) Of a demon in my view—
    1 punkt
  30. @iwonaroma Najlepiej zachować balans między tymi dwoma i chyba z tym to akurat u mnie nieźle na ten czas.
    1 punkt
  31. życzliwy dystans nie tworzy murów lecz chroni wspólną przestrzeń wolną od uraz i zależności pomiędzy twoim a moim jestem
    1 punkt
  32. Ha! No widzisz! Jak mówił obecny marszałek sejmu: "obrazić też trzeba umieć" 😁
    1 punkt
  33. @Tectosmith banalne są stereotypy na temat miłości, nie sama miłość, piękny jest ten wiersz :) naprawdę pozdrawiam :) Też mi się tak wydawało, ale sprawdziłam i obie formy są poprawne!
    1 punkt
  34. Taka mała korekta - dłońmi* czyż nie tak? Sądzę,że mi wybaczysz poprawkę po znajomości;-) Raczej chyba nigdy się nie czepiałam. Wiersz jak zawsze cudowny, ubrany w pięknie dobrane słowa i jak to u Ciebie - zagadkowy:-) Bardzo ładnie!!! U mnie brak weny:-(
    1 punkt
  35. @TectosmithTak, wiersz ten według mnie jest ciekawy, z początku myślałem, że "Kocham tę moment" to literówka, ale po przemyśleniu to właśnie może być ten "oryginalny" moment. Sam tytuł dużo sugeruje, myślę, że pozostawiony wiersz bez niego byłby jeszcze bardziej tajemniczy. Pozdrawiam. ************
    1 punkt
  36. @Wiesław J.K. Wydaje mi się, że byłem oryginalny. Dziękuję Ci i pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  37. @Tectosmith Witam. Moim zdaniem miłość nie jest banalna - to bardzo rozległa kraina, pełna tajemnic. Pozdrawiam, Walka z Czernią.
    1 punkt
  38. Kościół. Zachował prośby i dziękczynienia. Patrzy na ludzi ufnie wciąż. Matczyne lęki, ojcowskie żale tak oczywiste i te niebiańskie w murach skrywane od lat. Obraz, przed którym ona wciąż stała – - dziewczyna o oczach Chagall. Od dziecka tu przychodziła, modły składała, marzenia miała. Konie w galopie zawsze lubiła. Mówiła - życia to treść. O barwne życie w biegu prosiła po życia ostatni kęs. Jeszcze grosik i ta staruszka, co zapamięta ją świat. Suknia – mówiła – wiatrem podszyta wartość życia ma. I jeszcze chwila… kolejna wiosna, zanim przywoła ją Pan. Kościół wciąż czeka, wrota otwarte, od wieków dumny ten sam. Czeka na prośby wiernych w potrzebie. Dziś może udam się tam.
    1 punkt
  39. @Tectosmith Chyba raczej nikt. Chociaż miałbym tutaj kilku kandydatów ;-)))
    1 punkt
  40. nie kojarzę ale się zapoznam :) z dziadów znam tylko Paprodziada :) z żoną wspólnie mają dużo wykładów o energii żeńskiej/męskiej, wiedzy Słowian i ustawieniach Hellingerowskich, z tego co się orientuję. Wiesz Aniu, najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że ta Tamasowa cywilizacja totalnie nie pojmuje, iż rozwój istoty polega na dobudowywaniu kolejnych warstw informacyjnych zawierających właściwą syntezę wniosków i mądrości wyciągniętej z napotykanych doświadczeń. Dopiero poszerzając świadomość i zdobywając wiedzę następuje przeskok z niższego fraktalu na wyższy. Większość ludzi na tej planecie ma zablokowane postrzeganie wyższego wymiaru niestety 😉
    1 punkt
  41. chciałeś latać uniosłam się za tobą w odległości naszego ciepła cały świat mieszczę inna twoja
    1 punkt
  42. @Łukasz Jasiński jesteśmy na innych etapach rozwoju, mój syn w święta się oświadcza, wybieram naszyjnik i kolczyki z diamentami na pamiątkę ode mnie, komplety valentine yes. Lubi sport, będą minimalistyczne, a mój syn oczywiście pierścionek. Także moja praca, przeliczam karaty, na ile będzie mnie stać, taka część artystyczna jest po mojej stronie. Gdy ma się dzieci, to nie ma życia dla innych:)
    1 punkt
  43. @Corleone 11 Szkoda ścierać na niego klawiaturę... Natomiast Tobie uchylę rąbka tajemnicy i zdradzę Ci że ostatnie dwa teksty mojego autorstwa są zaledwie dodatkiem do fabuły mojej niewydanej dotąd drukiem powieści z pogranicza gatunków political fiction, historii alternatywnej i fantastyki naukowej zatytułowanej ,,Irydy i Skorpiony. Lot w alternatywną rzeczywistość". Szczegóły wkrótce...
    1 punkt
  44. @Somalija fascynujący portret pośmiertny, a może i zwierciadło, w którym można się przejrzeć… pozdrawiam
    1 punkt
  45. Dwa razy musiałem przeczytać nazwisko autorki, ale nie może być pomyłki, bo stoi czarno na białym: Ewelina. Hmm… Jeśli to jest faktycznie Ewelina, to inna niż znałem, pokazująca odmienne oblicze, ale tak jest dobrze, bo odmienność pobudza do życia. Jeden drobiazg: Zmieniłbym szyk na: dlaczego na alarm dzwony nie biją? czy tutaj czas niechybnie stracony - czy starania nie wart już ? gdyż czytając za pierwszym razem pomyślałem, że wyraz „wart” odnosi się do wyrazu „starania” i jest w niewłaściwej odmianie. Ale może to ze mną jest coś nie tak.🤔
    1 punkt
  46. Wiersz trafił mnie prosto w serce, chyba słodyczą tych jagód, aż ciężko coś dodać… Przyciągający rytm: coraz krótsze strofy, to jakby oddech skracany biegiem. Jednym słowem: znakomite. 👍
    1 punkt
  47. wystarczy słowo czasem pół i kiedy wiem że jest o mnie do albo i czasem dla Mnie fala czułości zalewa rozmiękam płynę spokojnie przez dzień lub z ekscytacją przez noc masz mnie Dziękuję
    1 punkt
  48. Dumam i zapytam... dlaczego.. w coś... a nie - w czymś.. za czym... itd. Reszty nie dotykam..:) Fajna treść, taka do zadumy własnie.
    1 punkt
  49. ładnie mnie namawiasz na wiosenny spacer aleją wzdłuż wersów wśród tęsknych majaczeń może bym i poszła gdzie nieśmiałe pączki w łupinkowych piąstkach wyglądają słońca bo ziąb tęgo chłostał może bym i poszła ale zapodziałam od chęci buciki a boso nie pójdę z tobą ani z nikim
    1 punkt
  50. można można brzegiem morza byle niedaleko po chłodnych kamieniach albo boso rzeką pełno igieł mrówek jak będziemy w lesie weźmie mnie na ręce ale czy uniesie może i obieca nic nie ważą słowa mają ich poeci ponad miarę w głowach :P Pozdrawiam Marcinie i dziękuję :)
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...