Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 09.02.2023 w Odpowiedzi

  1. Gnieździ się człowiek w ciasnej izdebce O szorstką przestrzeń fason wyświechtał Zafastrygował nieco naprędce Przecież nic więcej zrobić się nie da Tańczą na bruzdach wyblakłe blizny Do rytmu łkania, łamią się dłonie Pęka monolit, wszystkie krzywizny Kiedyś barczyste, dziś obarczone Wie, że skazany jest na rozdarcie W ciągłej mitrędze nad rozwleczeniem Nieuchronnego wyroku w czasie Lecz ostatkami karmi nadzieję
    9 punktów
  2. nie mam pewności czy istnieję niczym amalgamat rozpuściłam się w tobie miłość to początek obowiązku i mimo jej postaci rynkowej niezmiennie ewolucyjna korzyść na granicach zmysłowości ciała przepływają po mnie dreszcze nie czekam na poziomie słów zapiekany pod blachą sen odmieńczy ci ześlę psychoenergetyczna odpowiedź nie da okazji w fenotypie pod skórą zostaniesz
    9 punktów
  3. Przyjedź po mnie, najlepiej jutro. Dawno morza nie słyszałam. - Jak w nie wejść? Kiedy ląd sprowadza, zlepia stopy z betonem. - Ile kroków zrobiłeś? Morza dawno nie widziałam. Przyjedź po mnie! Na zawsze lub na parę sekund. Jeśli sekundy, nie zdążę. Wciąż daleko będzie morze.
    4 punkty
  4. Zdarzają się wysoko w górze, na odległym kontynencie i tam gdzie spojrzę. Mogę przebierać w nich jak w dojrzałym sadzie, kiedy początek tańczy z końcem, kiedy znam drogę i kiedy błądzę.
    4 punkty
  5. Idzie wiosna, piękna wiosna, w koszyku ma kwiecie. Delikatnie rozsypuje, wiatr ich woń rozniesie. Swoim tchnieniem pomaluje wyblakłe już łąki. Pod błękitem dachu świata, zabrzmią znów skowronki. Za dnia soczystą nadzieją obudzi co żywe. Wszystko co martwe, roztopem w dolinach popłynie. Będzie wiosna, piękna wiosna dla tych, co przetrwali. Nie ulękli srogiej zimy. Zapachnie fiołkami.
    4 punkty
  6. do zakochanej nieszczęśliwie nikt nie przychodzi sama sobie zaparza kawę z ciszą dzieli pamiętne dni cytuje wersy poetów nieznanych jak ona zatroskanych snuje o zmroku kolorowe baśnie gdzie śnieg jest ciepły a słońce wilgotne wiem jak ułożyć cienkie nitki aby tuszować smutek do złego łgarstwa co wchodzi bez pytania zsynchronizować dobrą maskę Klaudia Gasztold
    4 punkty
  7. Błyszczący żuk tocząc swą kulę Łagodnie płynie przez piasku tabuny... A ja głęboko wdycham świat wokół I wilgoć dzikiej leśnej natury Idę po drodze na górę wysoką I pod sklepieniem wiatr włosy mi łamie Zanim tam dojdę może nie zblaknie Twój cień z oddali co patrzy się na mnie Błyszczący żuk toczy swą kulę Wciąż idę za nim w pośpiechu znikomym I w ciszy niosę swój nagi kamień Mokry od potu a może od rosy Idę w labirynt zaklętych granic Które mi twoje dłonie znaczą Idę w aleje drzew jak w rzeki ulic Idę o jutro nie martwiąc się wcale Błyszczący żuk toczy swą kulę A ja się zginam w geście poddańczym Nad głową mam swą śnieżną chmurę I twoją sylwetkę i ruch twoich kończyn
    4 punkty
  8. Nad rzeką Biebrzą, żył bóbr nietypowy, Co w swoich pasjach był niestandardowy. Zwyczajnie znudzony bobrowym był życiem I o wielkich przygodach rozmarzał się skrycie. Żeremia, nory, błota, czy tamy... Bóbr nie był nimi zafascynowany. Pragnął świat wielki zwiedzać jedynie, I żyć inaczej, niż wszyscy w rodzinie. Rodzina niestety zrozumieć nie mogła, Jak bóbr może nie lubić egzystencji bobra? ‘Gdy dorośniesz synku', mówiła mu mama, 'To poczujesz potęgę bobrzego powołania'. 'Do pracy w terenie masz ogrom zdolności I sztuki pływania ci niejeden zazdrości. Pierwszorzędnym budowniczym zostaniesz z pewnością, Na to wszyscy czekamy ze szczerą radością’. Więc bobrem był bóbr nasz i tamy budował, Pnie drzew ścinał zębami i w wodzie nurkował. I choć uśmiech rodziców mu serce rozgrzewał, To smutne bóbr myśli coraz częsciej miewał. Pewnego poranka przytulił mamę I powiedział, że opuszcza rodzinną tamę. Świat pragnie poznawać, wbrew bobrzej naturze, Bo najlepiej się czuje w podróżnika skórze. Wyruszył w przygodę i prędko zrozumiał, Że zbyt długo marzenia w swej duszy wytłumiał. Teraz był bobrem, jakim być powinien I nie z budownictwa, lecz podróżowania zasłynie. I tak też się stało, bo bardzo szybko Bóbr stał się postacią bardzo niezwykłą. Znany na świecie ze swoich wojaży, Stał się symbolem szczęścia i marzeń. Także w rodzinie uznanie odzyskał, Bo ta kochała go ponad wszystko. Widząc u bobra moc samospełnienia Wiedziała, że nie wolno w nim niczego zmieniać.
    4 punkty
  9. ewoluuję na nowo. płomień zgasł i teraz ciemność jest namacalna. skóra ma kolor smoły, dlatego wtapiam się w tło. widmo pogorzeliska, to tylko zły sen, odległy o kolejną noc, za którą czarny świt wdrapuje się na kolejny poziom.
    3 punkty
  10. powiedziałeś powiedziałeś, że chcesz się zabić i zakazałeś komukolwiek mówić podobno mi zaufałeś lecz co ma zaufanie do śmierci? powiedziałeś, że się nienawidzisz i że nic tego nie zmieni podobno próbowałeś lecz co ma próba do ciągłej pracy? powiedziałeś, że mi nie wybaczysz i że już nigdy się do mnie nie odezwiesz jednak co mi z twoją zgodą kiedy ciebie nie będzie?
    3 punkty
  11. gdy budzisz błyszczącym szronem delikatnie przebijam się naga i niebieska jak śnieg a ty masz lekką obsesję na punkcie znajdowania przebiśniegów moimi oczami
    3 punkty
  12. spadł śnieg na łuku nowego księżyca wiatr szarpie kłębkami białego puchu kocie oczy błyszczą w ciemności jak okna na bezmiar nieba otwarte w chmurach szukam środka ciężkości wśród zjawisk niepodobnych do czegokolwiek dotkniętych boską ręką
    3 punkty
  13. Witam - dokładnie tak - ta garść życia jest bezcenna - tak jaki i zdrowie - pieniądz to nie wszystko - dzięki za przeczytanie - Pozdr.zadowoleniem. Witaj - no niestety są i trudne momenty w życiu - ale tych fajnych jest też sporo - trzeba je dostrzegać - Pozdr.serdecznie. @Xalt Zibee - pięknie dziękuje -
    3 punkty
  14. Vox praeses upupam A nad moją głębią: otchłanią - cichą, czarodziejska błyszczy promienista - aureola nieboskłonu - opera życia: widzisz, oczy, widzisz spokojnie, otwieram: na wylot twoją duszę umarłą i jak chcecie wy: po prostu wziąć, wziąć, możecie, wziąć: ten obcy ciężar świata straszny - dworek... Łukasz Jasiński (luty 2023)
    2 punkty
  15. Zimowy obłok mglistego sadu wsłuchany z wolna w śnieżynek szepty gałęzie splótłszy w dłonie bielone rysuje nuty wabiących śladów Perełki rozbłysk w błękitnej głuszy zatacza łuną kolisty promień ze snu urwany pies odlatuje spuszczany łańcuch swobodą milczy Na rogu nieba czeka wytrwale budę porzucił ziemskich marności z niejasnej dali wywęszył wolność wiecznie kuszącą zakrętem ciszy
    2 punkty
  16. Pędzą ludziska przez życie Podmuch mi na policzku robią Biegną chwytając powietrze łapczywie... Ich wzrok taksuję w przelocie Życie jak bimber pędzą Na wariata... Nie wylewając ani kropli Za kołnierz A ja stoję i patrzę sobie Na ich poczynania Iście nerwowe... W garści piasek ściskam Tłamszę go między palcami I puch! Uwalniam blokadę Oddaję ziarenkom wolność - Padają w ciszy na ziemię Jedno po drugim Spoglądam na ludzi pędzących Nachalnie za życiem kapryśnym Spojrzeniem tylko mi znanym Patrzę się na nich Ze słabym uśmiechem I jakże silnym zdziwieniem
    2 punkty
  17. Umierając stajemy się dziećmi Na chwilę Wszystko jest znowu jasne i czyste Umierając Biegamy po grządkach babcinych Gonią nas ręce staruchy Otacza krzyk znajomy Umierając Spotykamy pierwszą dziewczynę Siedzimy z nią na trzepaku Jesteśmy tacy niewinni Umierając Wracamy do ciepłego domu Kładziemy się spać Umierając Umieramy Na chwilę
    2 punkty
  18. Nie wiem jak się zachowam gdy zobaczę swojego życia kres czy będę płakał i się bał czy będę dalej sobą Nie wiem jak się zachowam czy będę czuł nadzieje że gdzieś tam też czeka lepszy świat A może po prostu odejdę myśląc że moja droga to był wspaniały czas i się uśmiechnę Pozostawiając po sobie wspomnienia o których będzie opowiadać echo i wiatr
    2 punkty
  19. pociąg do kasy goni kupujesz bilet machasz na pożegnanie odbiciu w oknie uciekającej zielni w rytm stukotu monet ciągniesz po schodach pełną walizkę planów w głowie wiruje ludzie patrzą w kręgu na odlatującego kosmitę krąży po szpitalnych korytarzach próbując zapalić światło modlitwami zobaczyłeś z góry że dźwigając bagaż zapomniałeś o sobie i bliskich
    2 punkty
  20. miałem odejść pozostałem miałem nie mieć nie umiałem być poprawnym optymistą chciałem miał zasypał wszystko byłem tyle co nie byłem wolne chwile zostawiłem zapisane w popiół wierszy nieudolne miałkie wersy
    2 punkty
  21. wyobrażam sobie jak gładzisz moje słowa czule wyobrażasz sobie jak niespokojne Twe myśli do serca tulę razem śnijmy tę niemą noc a nasze lęki niech aksamitny okryje koc
    2 punkty
  22. A tamten wiersz nie miał jak i nie miał czym się wybronić Króciutki, głupiutki, leciutki i wcale nie pierwszy jak pierwiosnek Gruntownie zmarzł zimną zimą ale... nie zapowiedział wiosny I zapomniał... a najbardziej o obyczajach najwięcej o tradycji był całkiem nietechniczny Nakazali mu stronić od czytelników przepadł zatem razem z czasem unieważnioną książką... Warszawa – Stegny, 09.02.2023r.
    2 punkty
  23. Natchnij mnie wiosno ciepłym oddechem, Mrugnij barwnym oczkiem spod kępki zgniłej trawy. Bo zbrzydły mi już szare i zimne poranki, Nie zacznę dnia bez kubka gorącej kawy. Chmury wiszą nisko, niemal wloką się po ziemi. Spod warstwy topniejącego śniegu wyrasta ziemia jałowa. Ptaki skrzeczą, siedząc skulone na gałęziach drzewa, Że zima nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
    2 punkty
  24. @kwintesencja dziękuję bardzo :) bardzo mi miło :) Nie spodziewałam się tyłu przychylnych recenzji. Pozdrawiam serdecznie :) @Kwiatuszek dziękuję bardzo mocno:) Pozdrawiam serdecznie :)
    2 punkty
  25. kiedyś odejdziesz skończy się życie zniknie nadzieja głos twój zamilknie kiedyś świeca zgaśnie dobiegnie kres czasu to wszystko się skończy jak w pięknej baśni odejdziesz nagle bez słów pożegnania zabierzesz uśmiech co smutki przesłania kolorowe nie będą sny w szare zamienią się moje dni choć miłość krucha tli się słabo ja walczę cicho słowami których mało nie pozwolę zabić uczucia ono jeszcze się tli choć uciekasz serca muzyka gra nasz wspólny rytm
    2 punkty
  26. @Rafael Marius mój drogi zawsze warto walczyć, ale jeśli będzie chciał odejść odpuszczę, tylko właśnie dlatego, że kocham. Miłości, przyjaźni nie da się zatrzymać na siłę, ale jeśli to prawdziwe uczucia to będą trwać. Pozdrawiam i miłego dnia.
    2 punkty
  27. Płynąłem bezkresnym oceanem. Usłyszałem dziwną muzykę i zobaczyłem jasne kręgi. Potem dostrzegłem duży cień w wodzie. Może to węgorz olbrzymi ?
    2 punkty
  28. -Tato, kiedy przyjdzie wiosna, na polanie tyle śniegu, długo bawić się nie można, marzną łapki, nawet w biegu. -Tak, lecz biegnąc mniej się męczysz, a gdy świeci wiosną słonko, zaraz synku będziesz jęczeć, że ci strasznie jest gorąco.
    2 punkty
  29. @Rafael Marius Dziękuję💐 Dziękuję💐
    2 punkty
  30. Pewien utwór istotnie brzmi nazbyt wymownie; nie chodzi tu bynajmniej o wiązania słowne... Ani o to, jak werset do wersu przepływa, i czy między strofami skryła się myśl żywa. Nieistotny argument twórczego skupienia, zapełnienia wieczoru, czy głosu sumienia. Oceniając całokształt krytycznie, ponownie chce dopełnić iluzję chyba zbyt dosłownie.
    2 punkty
  31. moja wiara jest płaska jak życie kiedy sprawy są zbyt oczywiste lecz nadzieja pociesza że wiersze będą bronić jak akty strzeliste
    2 punkty
  32. Pierwszy kontakt z Zachodem był mało romantyczny, zgoła prozaiczny, jeśli nie brutalny. Nie znałem języka, natura poskąpiła mi specjalnych talentów — dla takich pozostaje fizyczna praca na farmie i w fabryce, za grosze. Kiedy skończyłem pielić sałatę, trzeba było ścinać kalafiory, potem zbierać pomidory i dynie, a na końcu rąbać drewno. W czerwcu nastała zima, ziemia odpoczywała, ja również. Z letargu wyrwały mnie dopiero kwiaty przypołudników, które zabarwiły szare skały fiordów na różowo. Zaciągnąłem się na statek rybacki i jak na złość, od razu zapanował w tej branży kryzys: po pierwszym rejsie szyper ogłosił bankructwo, trawler sprzedano i zostałem ponownie bez pracy. Chwytałem się każdego zajęcia, mogącego przynieść choćby najskromniejszy dochód. Czas mijał, zabierał młodość, ale przybliżał w zamian obyczaje kraju, który miał być dla mnie ziemią obiecaną. Po krótkim szkoleniu zostałem zatrudniony jako składacz na taśmie w manufakturze produkującej sterowniki do wózków inwalidzkich. Płaca była mizerna, lecz regularna i pozwalała na pewną stabilizację życiową. Zawisłem wbrew oczekiwaniom w ciasnej pętli niezmiennych zdarzeń: praca, dom, więcej pracy i tak w kółko, bez szansy na jakąkolwiek poprawę. Nigdy nie będzie mnie stać na własne mieszkanie, ani opłacić córce szkołę. Jedynym wyjściem z tej pułapki było wznowić studia, a koszta pokryć z pożyczki na lichwiarski procent. Pierwszy rok poświęciłem wyłącznie nauce angielskiego, a moją tutorką była Jane. Jane miała już po czterdziestce, ale wyglądała na taką, którą faceci oceniają jako „w dobrym stanie technicznym”. Wiele kobiet w tym wieku ma wilczy apetyt na młodszych mężczyzn, choć nie po każdej to widać; ja jednak zapamiętałem Jane z całkiem innego powodu: namawiała mnie do prowadzenia pamiętnika. Początkowo pisanie w obcym języku sprawiało mi duże trudności, lecz Jane pilnowała, żebym nie rezygnował, przywołując mało znany precedens: — Twój rodak, Jospeh Conrad opanował płynnie angielski gdy miał dopiero dwadzieścia lat, wiedziałeś o tym? Nie tylko o tym nie wiedziałem; nie przeczytałem również żadnej z jego książek, ale głupio było wyjść na ignoranta, więc tylko skinąłem w milczeniu głową. Jane nie zwróciła uwagi na moje zakłopotanie i ciągnęła z niezwykłą pasją w głosie: — I niech mnie drzwi ścisną, jeśli urodzony Brytyjczyk potrafił napisać coś lepszego! Po angielskim przyszła kolej na specjalizację i wtedy poznałem Petera, który był wykładowcą w przedmiocie programowania. Nauka szła mi łatwiej niż pisanie pamiętnika, dzięki dobremu początkowi w Polsce, o czym jednak wolałem nie wspominać. Peter urozmaicał zajęcia anegdotami i jednego dnia nadmienił mimochodem o 'Reverse Polish Notation', bacznie mnie obserwując. Wiedziałem, że jest to rodzaj zapisu używanego do arytmetyki w mikroprocesorach, oparty na metodzie wymyślonej przez polskiego matematyka. Mimo to nie podniosłem ręki, żeby moi koledzy nie myśleli, że nie jestem jednym z nich. Na zakończenie roku szkolnego zorganizowano przyjęcie w restauracji mongolskiej typu smorgasbord, czyli żryj ile wlezie. Dziś takie przyjęcia są na porządku dziennym, lecz wówczas była to dla mnie atrakcja zupełnie nowa. Zamiast wykwintnie przystrojonych stołów, miłej obsługi i bufetu zapraszającego widokiem egzotycznych potraw, wciąż widziałem siebie w barze studenckim „Karaluch” na Krakowskim Przedmieściu: wychylam wazę pomidorowej, wbijam potrójne pyzy, a wychodzę z baru głodny. Po drugiej stronie stołu siedział Peter, co bardzo mnie ucieszyło, bo choć starszy o dwadzieścia lat, był moim najlepszym kolegą. Po kilku porcjach jagnięciny, plastrów rostbefu i polędwicy na kości, podlewanych sowicie czerwonym pinot noir, nabrałem ochoty do rozmowy i nieopatrznie zacząłem od filozofii, nie zdając sobie sprawy, że Peter to niekwestionowany mistrz w tej dziedzinie i wkrótce nasza konwersacja przybrała formę monologu, przypominającego odbijanie rakietą piłeczki o ścianę. Kiedy Peter zauważył, że argumentuje od dłuższego czasu sam ze sobą, natychmiast zmienił temat: — Czytałeś może książkę Michenera 'Poland'? Dziwny zbieg okoliczności, że akurat o to zapytał, bo widziałem tę książkę w mieszkaniu u mojej siostry, ale nie zajrzałem do niej ani razu. Zresztą, po co miałbym czytać historię Polski napisaną przez Amerykanina, skoro znam ją dobrze ze szkoły. Słysząc to, Peter posłał mi wyrozumiały uśmiech i rzekł: “Yes, you know it, but you don't appreciate it”. O co mu właściwie chodzi, że niby nie doceniam historii Polski? A czy on docenia historię swojego kraju? Historię należy znać, nie doceniać. Peter doskonale zdawał sobie sprawę, że tym pytaniem będę łamać sobie głowę do końca przyjęcia, ale nie znał mnie tak dobrze: to co powiedział, dręczyło mnie o wiele dłużej. Nazajutrz z samego rana pojechałem do siostry. Kilka minut zabrało mi przeszukiwanie półki w dużym pokoju, zanim znalazłem nieduży egzemplarz w niepozornej oprawie z flagą stylizowaną na znak Solidarności. Złapałem za książkę, wsiadłem do samochodu i wkrótce byłem z powrotem w domu. Przebiegłem kilka pierwszych stron z podziękowaniami, ominąłem nieco przydługi wstęp i zacząłem czytać na początku następnej strony. Ciekawość ustępowała powoli miejsca rozczarowaniu: opis dobrze znanych zdarzeń i postaci, na temat których wylano morze atramentu. Peter chyba sobie zażartował, a może piękny umysł upija się szybciej niż normalny? Za oknem świeciło słońce, powiał cieplejszy wiatr, dlatego postanowiłem już bez wcześniejszych emocji doczytać do końca pierwszego rozdziału i na tym poprzestać. Szkoda pięknego dnia na tak pospolitą lekturę; zabiorę dzieciaki na plażę, niech sobie pobaraszkują w piasku; tylko zerknę, czy dalej jest o tym samym? Przewróciłem stronę, przeczytałem pierwsze zdanie i książka wypadła mi z rąk. Podniosłem ją ostrożnie, patrzyłem przez okno, lecz słońce, plaża i wszystko o czym myślałem przed chwilą, przestało mnie kusić… Nie pojechałem nigdzie tego dnia, ani następnego. Zamknąłem się na klucz w najmniejszej sypialni, służącej mi za pokój do nauki. Nie odpowiadałem na zawołania. Czytałem bez przerwy, aż zmorzył mnie krótki sen… Śniłem, że galopuję na białym koniu, w hełmie na głowie, srebrzystym pancerzu ze skrzydłem orlich piór za siodłem i kopią z biało-czerwonym proporcem u boku. Co było potem, nie wiem, bo coś mnie wyrwało ze snu i czytałem dalej. Kiedy skończyłem, za oknem zapadła już noc. Nie miałem siły zapalić lampki, żeby spojrzeć na zegarek. Czułem, że mam wilgotne oczy, ale umysł wyjątkowo czysty. Nad ranem obudziło mnie pukanie do drzwi. — Długo będziesz tam siedzieć? Chodź, zjesz śniadanie. Usiadłem przy stole. Popatrzyła na mnie zatroskanym wzrokiem, czy przypadkiem nie jestem chory. — Co to za książka? — Przerzuciła kilka kartek. — Historia Polski jakiej nie doceniamy. — Ale to po angielsku i napisane nie przez Polaka — zauważyła zdziwiona. „Właśnie dlatego warto przeczytać” — pomyślałem, a na głos wyjaśniłem: — Polak stworzyłby dzieło wyczerpujące, może nawet pasjonujące, lecz brakowałoby jednego elementu. — Jakiego? — Punktu odniesienia. — Nie rozumiem. — To proste. Wyobraź sobie, że w tej chwili ktoś puka do drzwi. Otwieram, wprowadzam gościa do środka, a on widząc ciebie, mruga do mnie okiem: „Masz piękną żonę”. A ja na to bez przekonania: „Ach tak, naprawdę?” — To znaczy, że obcemu mogę się podobać, a tobie już nie, bo ci spowszedniałam… Czy to miał być komplement? — Tak, bo ważne jest to, co powiedział ten obcy, a żebym ja to docenił, muszę patrzeć na ciebie tak samo jak on. Autor tej książki mógł pisać na temat innego kraju, wybrał jednak Polskę. Podziwiał nasz naród i jego kulturę bardziej niż my sami. — Chcesz przez to powiedzieć, że ja Polski nie kocham? — Czy kochasz tego nie wiem, ale wstyd ci o niej mówić. A co jest warta miłość powstrzymywana wstydem? Skończyłem jeść i siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Poczułem lekkość w sercu, jak po spowiedzi. Chciałem zapomnieć o nieprzespanej nocy, ale pytania same płynęły do ust. — Czemu daliśmy dziecku na imię Katherine, nie Katarzyna? — Bo nikt takiego imienia nie wymówiłby, a tym bardziej napisał. Sam mnie o tym przekonywałeś. — Tak i żałuję, bo jest i pozostanie dla mnie Kasią, a co ma wpisane w świadectwie urodzenia nie ma żadnego znaczenia i stanowi tylko biurokratyczną uciążliwość. A pamiętasz, co ci powiedział zaraz po przyjeździe Marek z Shirley? — Jaki Marek? — No, ten budowlaniec, co ma własny biznes. Powiedział, żebyś zapomniała o Polsce, bo im dłużej będziesz pamiętać, tym trudniej będzie ci tutaj żyć, zgadza się? — Powiedział tak, ale ja mu nie przytaknęłam. — Za takie słowa, to ten kieliszek wina, który trzymałaś wtedy w ręku, powinnaś wylać na jego gębę. — Tego tylko brakowało… Już widzę jak podnosi wrzask: Wracajcie skąd przyjechaliście! Skoro nie możecie żyć bez Polski, co tutaj robicie? Słuchałem jej z niedowierzaniem, zapominając, że zaledwie dwa dni temu, myślałem podobnie. — To, że tutaj przyjechałem nie znaczy, że mam zapomnieć o miejscu urodzenia. Można żyć za granicą i być cały czas Polakiem, choć nie zawsze jest to łatwe. — Dlaczego? — Ponieważ większość Polaków opuszcza kraj w poczuciu winy. Później żyją w poczuciu winy. Wmawiają sobie i innym, że odnieśli za granicą sukces… — Co w tym złego? — weszła mi w słowo. — Każdy chce, żeby go widzieli w pozytywnym świetle. — Nie ma nic pozytywnego w ukrywaniu prawdy przed samym sobą… Urwałem, widząc, że nic do niej nie trafia. — To tak, jakby zjeść skisłej zupy i powtarzać jaka smaczna, a gdy nikt nie widzi, chodzić do kibla i wymiotować nią. — O tym rozmyślałeś zamknięty dwa dni? — Tak, ja już zwymiotowałem i więcej tego świństwa jeść nie będę! Od tej rozmowy minęło kilka lat. Jednego ranka zauważyłem po drodze do pracy kobietę siedzącą z boku chodnika na krześle. Obok krzesła stało kilka tekturowych pudełek wypełnionych książkami o miękkich okładkach. Zajrzałem z ciekawością do jednego z nich. — Ile za to? — Dwadzieścia centów. Nie miałem dwudziestki, więc dałem jej pięćdziesiąt centów i podziękowałem. Po wejściu do biura zamknąłem za sobą drzwi, włączyłem klimatyzację, usiadłem za biurkiem. Wyciągnąłem z teczki książkę i rzuciłem okiem na okładkę: James Michener THE COVENANT Przewróciłem kilka pierwszych stron i zacząłem czytać…
    1 punkt
  33. To już czajki, do Strefy Czystego Transportu, Andrzeja nie wpuszczą, co ją dostał z Resortu? - Ty też beczką nie wjedziesz, acz w Śródmieściu, sąsiedzie, jakieś lamborginie mogą kopcić, bez korków.
    1 punkt
  34. - Jesteś na tak, czy na nie? - No tak. - Czyli tak? - Ach, przepraszam, nie zrozumiałem - nie. - To nie? - Nie. - To będzie nie. - Nie! - Jak to nie? - No nie. - Nie, że nie? - Tak. - To tak, czy nie? - Nie wiem. 9 II 2023
    1 punkt
  35. Ja z głową w chmurach Marzyciel zmęczony I gdy myślę o Tobie Jestem taki niespełniony Bo pragnę odkryć Twego ciała magiczne części A gdy się złoszczę To wtedy mocniej zaciskam pięści I odpływam daleko Na falach wielkiego Dunaju Bo muszę się znaleźć Z Tobą w upragnionym raju Gdzie czas nie istnieje I tylko ciepły wiatr wieje I już wiem, że nie będę Spisany na straty Gdy będę podziwiać Cię całą Przystrojoną w letnie kwiaty...
    1 punkt
  36. Panie Jezu dziękuję Ci Za Twoje Ciało - Dar Miłości,które mogę przyjmować mimo mojej niegodności
    1 punkt
  37. Bardzo Ci dziękuję za pozytywny i przyznaję trafiony odbiór. Jestem jednak zdania, że ten „koczkodan” chyba niebyt mi się udał ;) Dlatego pod spodem jest drugi, chyba bardziej zwięzły i mający więcej wspólnego z limerykiem twór. Pozdrawiam. W SCT, na trawniczek, pan Rafał wyprowadza, jak co dzień, amstafa. Ów na chodnik zaś sra, bo gdy w dupie coś ma, no to musi - choćby pan się zaparł. PS Swoją drogą ciekawy jestem, jak w ogóle taki chory pomysł ma się do praw obywatelskich i naszej wolności. To przecież jawny zamach na nasze dobra, a przy okazji dyskryminacja ludzi, mówiąc delikatnie, mniej majętnych, których nie stać na nowy (również chory pomysł) elektryczny „niewypał” * Czyżby NWO wyprzedziło zdrowy rozsądek? * już się zdarzyło, że wybuch ‘tego czegoś’ jest dużo bardziej niebezpieczny od takiej samej sytuacji z samochodem spalinowym. Podobnie jest z gaszeniem.
    1 punkt
  38. @Leszczym Zawsze może być lepiej... Tu nie ma granicy. To raczej nieskończoność, przynajmniej ja tak uważam. Dziękuję za przychylny komentarz :) Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  39. @A-typowa-b Morze to życie,warto mu wyjść naprzeciw. Pozdrawiam, Miłego popołudnia
    1 punkt
  40. Życie garścią bierz nie marnuj ani krzty przecież o tym wiesz że warte jest gry Nic że czasem kopnie że zrobi głupią minę nie co byś chciał powie zgoni na ciebie winę Życie garścią bierz uśmiechów nie chów nie ukrywaj łez o miłości mów Nie psuj miłych chwil dobremu otwórz drzwi do grzechu się nie mil niech fajne się śni Korzystaj z życia ile się tylko da - bo jutro lub za chwile inaczej z tobą zagra
    1 punkt
  41. Błękity wyśnione, błękity wymarzone, Przetkane wspomnieniami, dotknięte detalami. Barwy wytłumione, kontrasty wydziwione, Zamarły otulone poniekąd zgaszone ... Dotykam powierzchni, niech mąci się szarość. Przymykam powieki na zimną wciąż bladość. Purpurą przemywam usta złaknione, Rozrywam szponami serce zranione... W odwiecznym zakwicie niknącej przestrzeni, Bardzo się śpieszę nim wszystko się zmieni, Zawieszam słowa w szkarłaty ubrane, Troche wyblakłe, jakby źle dobrane... Jedynie zieleń nic sobie nie robi, W końcu jedyna nie zejdzie już z drogi. Zmącona barwami zbyt krótkiego lata Zaklina się w złocie, w błękicie przeplata. Przy okazji przepraszam, że ostatnio nie czytam. Zamierzam nadrobić pomimo przerażającej ilosci nowych dzieł :-) Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  42. @Adriana Gawrysiak Bardzo dziękuję za serduszko i komentarz. :-)
    1 punkt
  43. Moje tak nie chcą:)
    1 punkt
  44. do zakochania jeden krok trzeba go zrobić jak najprędzej Mars. Jowisz. Saturn. czy Tomcio Paluch umówi się na randkę z Calineczką? w mgławicy Andromedy? czy kwarkowe parseki oplotą srebrzystą pajeczyną miliony planet? terraformujmy Marsa w każdej chwili jadąc pociagiem autobusem tramwajem.... bo.... wiosna radosna nadchodzi z rozkwieconym majem!
    1 punkt
  45. @A-typowa-b morze przyciąga, a nawet wciąga... Pozdrawiam:)
    1 punkt
  46. miałem dziś sen on wielką tajemnicę mi zdradził że bóg wyrywa chwasty które diabeł posadził a może odwrotnie to było?
    1 punkt
  47. Gdy Cię już nie ma Kiedy nie słyszę twojego głosu A pustka w moim sercu utrzymuje się na świecie bez ciebie od paru lat Każdego dnia kolory blakną , a kolory stają się coraz bardziej Mam w głowie wspomnienia i codziennie widzę Twoją pamiątkę na moim biurku A le ciebie już ze mną nie ma , kolory dnia bledną każdego dnia Takie jest życie i trzeba toczyć dalej Tylko jak żyć bez Ciebie , bez ukochanej osoby. Lovej 2023-02-08
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...