Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.12.2022 w Odpowiedzi

  1. Dogonił przyszłe czuje jego oddech pełen marzeń Powiedziało mu że czekało na niego morze chwil Więc ucieszył się podał swą dłoń czując to coś Co ciepłem się zwie smakuje jak róża w pięknym śnie Dogonił przyszłość fajna jest pachnie nadzieją Jej horyzont to drzwi i bramy do prawd
    11 punktów
  2. Właśnie teraz, kiedy młodość spakowała, swoje wdzięki i atuty do walizek, zostawiając na pamiątkę echo wspomnień, właśnie teraz, do nadziei chcę mieć bliżej. By uwierzyć, że nie wszystkie gwiazdy zgasły, zwłaszcza w noce poranione niepokojem. Gdy zasypiasz, zanim zdążysz mnie zapewnić, że się całkiem niepotrzebnie znowu boję.
    9 punktów
  3. w imię tego co zwiemy bajką rozpraszają się skwaśniałe łzy w zamian za ból warto poświęcić kilka zmęczonych nowin prześwietlone nocą mgliste spojrzenia nie są tu z przypadku nie łączą się w zdania bez znaku zapytania bez paru łzawych przecinków wspomnienia zapatrzone w przyszłość nie błagają o spopielałe ciżby wyroków to co jest tylko kłamstwem wkrótce stanie się szczęściem nie do zniesienia zeschniętą kromką czarnego ciała
    8 punktów
  4. czas jest taki spokojny leniwie wygładzam jego zagniecenia nie ma już żadnych skaz ostre słowa na obrzeżach miękkie po środku może świat gdzieś tam daleko za jego brzegiem byłby lepszy gorszy na pewno obcy związany z jakimiś innymi zapachami domów może by mnie wzruszył a potem zirytował pomarszczył prześcieradło pobrudził skórkami po starych jabłkach których nawet nie jadłam zapranymi dialogami z duchami stającymi w progu każdej nowej sytuacji która z jakiegoś powodu wciąż chce być jakąś parą albo chociaż stroną silącą się na kłamstwa
    8 punktów
  5. Ależ mój drogi moja chata to tylko z wierszy cztery ściany. Jeśli nie ciasno w międzyzwrotkach głupiutkim słowem zmalowanych, tedy zapraszam jaśnie pana pod strzechę rymów, w skromne progi wprost poetycznie będę rada wdzięczna za łaskę dla ubogich.
    7 punktów
  6. Tak niewiele potrzeba, By radość sprawić mi. Dostałam dziś Twój wiersz, Nadszedł oczekiwany list. Do przodu krok za krokiem, Nie oglądając się, Zatańczę z życiem walca, Muzyką będzie śmiech. Niełatwo brać życie za bary, Gdy w koło jest tylko ból. Wciąż słyszę puste fanfary, Smutki zostawię złu. Rozłożę na szarym stole, Wytartą talię kart. Zajrzę losowi w oczy, Zobaczę co dziś jest wart. 4.11.17
    6 punktów
  7. siostro matko córko żono konkubino stara panno nieroztropna bez krzty oliwy sprawiedliwej idziemy w pochodzie ew my brzuchy gotowe na ból usta w skrzepach milczenia oczy nawykłe do niewidzenia uszy przekłute przykazaniami adama dla którego moje ciało słowem się stało
    6 punktów
  8. -Mistrzu, zdradziłem żonę, czy jej to powiedzieć? -Jeśli raz się zdarzyło, lepiej cicho siedzieć.
    5 punktów
  9. ... się nie gubię w snach w gęstym lesie zdarzeń i melodii znam Twój szept i zapach zawsze taki słodki
    5 punktów
  10. wstaję na dźwięk radośnie ćwierkających ptaków a to ty wtopisz się ze mną jak lawendowe niebo w białą mgłę bym parowała gorącym tobą
    4 punkty
  11. Zapomnij mnie, rozerwij mnie, przegryź i straw. Nie istnieje poza momentem twojego żucia, chwili delektu pięknem. Przełknij. Jestem teraz nieświadomą częścią ciebie. Nie istnieję, ale jestem w tobie. Jutro, zostanę wydalona. Jak reszta piękna, które dzisiaj strawiłeś.
    4 punkty
  12. Dojrzałe owoce, zerwane kwiaty, koniec lata blisko. Rozlane wino, pochmurne niebo, wieczorny deszcz. Zamglone dni, nastrój przygnębienia. Żarzący się ogień, trzask palącego się drewna. Liście opadają, ptaki odleciały. Wokół opustoszało. Przygnębiony i smutny, poczekam do jutra. Jutro nadejdzie, słońca nie będzie, życie toczy się dalej. Nikt za Ciebie życia nie weźmie. Palcem kiwniesz, nic nie zmienisz. Wszystko będzie jak wczoraj.
    4 punkty
  13. Internet i radio telewizja truje Że mamy awans to mnie nie rajcuje Czeka na nas Francja na ziemi ubitej Nie chcę już oglądać Polonii rozbitej Ja już nie oglądam kupię dwa jabole Wolę w szachy zagrać i ja to pinkole
    4 punkty
  14. W sekretnej dolinie Wyryłem twoje imię na skale I nie wiedziałem Czy kochać cię Czy wylewać swoje gorzkie żale I choć na moment Zbliżyć się do twojego łona Bo byłaś tylko ty I wyrwana z pamiętnika strona Która prowadziła mnie Ku przepaści
    4 punkty
  15. Na leśnej polanie bielil się kwiatek, Choć był samotny, był pełen powabu, Kielicha wonności uchylił płatek, I wzmocnił potęgę swojego czaru A przy nim zajączek skoczył w maliny, Pomylil się biedak, gdy kicał żwawo, Szukając wśród kwiatków koniczyny, Gdy spojrzał na nią, uśmiechnąl się klawo Na wonnym kwiatku przysiądzie pszczola, Gdyż do ziemi natura go sklania, Żyć w zgodzie z sobą będzie poczciwiej, A zajączka teraz zazdrość pochłania Na grudniowe zimne dni i wieczory wiersz zrodził się w mojej głowie dziesięć lat temu 2022-12-03
    4 punkty
  16. Rajcują w różnych językach Wiadomo wieża babel poznasz wszystkie Czy w jakimś usłyszysz coś istotnego Poznasz jeden dobrze w odcieniach bieli szarości Wszystkich kolorach I czerni Nie będziesz bardziej mądry Niż gdybyś był głuchy i niemy Na koniec najbardziej lubisz słuchać bajek Choć czy przedtem było inaczej
    4 punkty
  17. zgniłe liście w kątach miasta pod mdłym niebem strzępy dachów a pomiędzy tłum wyrasta - pod krawatem stado ptaków drogą ich ulice szare celem - każdy róg kolejny w labiryncie gonią marę drepcząc sennie krokiem chwiejnym ich interes w chleba kęsie tańczą w betonowym zrębie myślą jednak nie o sensie bo to przecież są gołębie 4 XII 2022
    3 punkty
  18. w wielkim domu takim bez plam na podłodze mieszka on zszarzały zmięty jak bilet w kieszeni płatni zamiatacze podłóg wchodzą tu bez pukania mieszający w garnkach również są i przyjaciele nie od wielkiego dzwonu a od serca tylko że dużo trudniej im wejść i przekonać bo tu nie czas na uczucia opór narasta w miarę szarzenia logikę wyparła aktywność dziurawego mózgu "pomóc?" fala zimnych argumentów zalała dom "on opustoszeje już pojutrze rozumiesz?" chyba zrozumiał
    3 punkty
  19. Pewien miłośnik szachów z Miami, po kilku partiach w barze Pod Lwami, na reprymendę krótką: "Jak zwykle czuć cię wódką! bąknął: "A miałoby czuć szachami?"
    3 punkty
  20. Wiośnie za maj i kwitnące sady latu za świerszcze i mosty tęczowe Jesieni za wrzosy i babie lato zimie za biel i piękną wigilię A wam moi mili za to że wszystkim zawsze wierni byliście
    3 punkty
  21. rozgadana przeszłość wciąż snuje wspomnienia jedne ciągle bolą inne znowu nużą a milcząca przyszłość pachnie tajemnicą czasami złowrogo jak cisza przed burzą
    3 punkty
  22. Przyroda zasypia patrzę przez okno na gołe gałęzie drzew są takie smutne bezbronne spoglądają na mnie swoją nagością nie wyglądają teraz pięknie siedzą na nich nieliczne ptaki baraszkują jak dzieci nikt nie przejmuje się tajemnicą piękna jaką natura ukryła w tych brzydkich szarych gałęziach na wiosnę obudzą się ze snu i znowu będą nas czarowały swoją zielenią swoim urokiem oczekujemy często cudów i my i wszystko wokół jest wielkim cudem 12.22 andrew
    3 punkty
  23. Budzą mnie tysiące spadających liści, zamglonym oddechem zasnuwam okna zapisując na nich infantylne wiersze. Na szczęście do rana znikną, spłyną wraz z bladym słońcem przepowiadającym szare deszcze. Na dni czterdzieści, mimo to nie zbuduję arki zbyt zajęty nocnym łączeniem słów w siebie niepewne wersy. Ostatecznie nagie szkielety drzew zastygną ścięte pierwszym śniegiem, a ten przejaskrawi i wyostrzy wszystkie skłębione myśli.
    3 punkty
  24. Nastroje napięte od proroctw i przysłów Lecz próżno wywietrzyć stąd zapach ozonu W salonie profetów i trzech defetystów Tężeje powietrze dziurawe od gromów By losu dokonać - doczesność zawierzyć Atlasie! Na barkach w przypływie nadziei Podźwignij z parteru ich głodne wersety Dręczące Ponurych chimery Profety Porzucił nieboskłon, by przejrzeć się w słowach Zobaczył, że nazbyt wczepione w podłogę Przyziemnych nie sposób uwikłać w niebiosa I on nie podołał Dach spadł im na głowę
    2 punkty
  25. bezkompromisowi wojownicy o prawdę bezbronni choć biegle posługujący się najostrzejszą bronią o niewyobrażalnej mocy niewyobrażalnym zasięgu która wzbudza strach gniew nienawiść zemstę SŁOWA a ci którzy się nimi posługują nierzadko tracą wolność lub życie *** niepodważalność wzbudza gniew rezunów - krwawi alfabet ___ 15 listopada obchodzimy Dzień Uwięzionego Pisarza * To święto zainicjowane zostało przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Pisarzy (PEN) i obchodzą je Dziennikarze i Pisarze, aby przybliżyć pracę tej grupy zawodowej oraz to z czym muszą się zmagać. Za swoje artykuły lub książki są torturowani, więzieni a nawet w brutalny sposób mordowani z całymi rodzinami. W Polsce również.
    2 punkty
  26. Pamiętna to była wprowadzka Już wtedy na stałe zgarbione Ramiona sterane, (w kartonie Urządził się człowiek na lata) Naniosłaś odcieni do wnętrza Powietrze krążyło w komnatach Krew w żyłach, uczyłaś się wpadać W ramiona otwarte na przestrzał Pamiętaj, wychodząc ukradkiem Uprzątnij powszedni ołtarzyk Zużyte baterie i garnek (Obłazi emalią i parzy) Brudnawą ceratę w renety Na wylot wytartą od łokci Odbiornik w dwóch miejscach pęknięty Wciąż rzęzi szeptanki staroci Po latach już całkiem zaśniedział Pstrokaty bibelot - makatka Na włosku ostatnim się waha Przeżytek, najwyższy czas zerwać
    2 punkty
  27. A ile mi dasz? Połowę? Po trosze? Lub określ do miejsca czy dwóch, po przecinku. No dobra, nieważne, wrażenie odnoszę, że nie ma wygranych w tym pojedynku. Choć nie ma wygranych, to uszczknę może, tak sama dla siebie, niemało-niedużo i spytam też: po co brać udział w tym sporze, bo spory, jak spory - miłości nie służą. Ja chętnie, w gratisie też coś dołożę: ten bonus od siebie - a niech - na zachętę. I znowu pytanie: czy warto, czy dobrze jest dawać czy brać, czy zniknąć w zamęcie?
    2 punkty
  28. Leżę na łóżku, gdzie mam chwilę wytchnienia Myślę o tym, czego nie zrobiłem Czasem nie miałem odwagi Czasem się wstydziłem Ale sam wiesz, że marzenia Przychodzą powoli, a uciekają szybko Kolejna zima, którą lepiej przespać Chciałbym wstać, ale nie mogę przestać Bez wyrzutów sumienia Wyrzucam wspomnienia Które przypominają mi Że powinienem być gdzie indziej Teraz widzę jak wiele straciłem Miałem wszystko, lecz się zagubiłem Tęsknię za dawnym sobą Któremu zawdzięczam tyle Po latach zauważamy Dokąd prowadzą nasze ścieżki Wtedy bywa już za późno na zmiany Bo każdy z nas leży spróchniały.
    2 punkty
  29. Pan moim światłem Pan moim światłem i zbawieniem moim kogo miałbym się lękać... przed kim czuć trwogę Ps.27 żyjemy w miarę wygodnie i spokojnie tego chce dla nas także Bóg cieszy Go nasze szczęście i chce nam w nim towarzyszyć nie jest nam z nim często po drodze może dlatego gubimy radość życia ulegamy pokusie łatwego korzystania z otrzymanych darów wykorzystujemy niewłaściwie nie tylko przyrodę ale i bliźnich i sprawia nam to radość czy powinno czy tak mamy rozumieć słowa Jezusa,, nie lękajcie się,, żyć bez bojaźni Bożej spróbujmy sobie na to odpowiedzieć 11.22 andrew Niedziela, dzień Pański
    2 punkty
  30. nasz paskowany latawiec wirował nad krzywym podwórkiem atakował pestkami z wiśni pozycje wroga ocean pływał w kałuży ; pochłaniał nowe ofiary przerażonych dżdżownic i żołnierzyków z kiepskiego plastyku kupowanych w kiosku gdzie siedziała wąsata wydra przebrana za kreta nad naszym stołem w pokoju wygraliśmy dwie wojny z Niemcami radio trzeszczało szumem supernowej z ziemniaka na agrafce a ruski oficer pozdrawiał wciąż satelity na placu zabaw sporo było tych poranków jak na ciebie i mnie i kredowe motyle buszujący w zbożu na skraju miasta dostał od nas złotówkę na pół litra Żytniej ; ostry świat był ciągle daleko ubrany w poduszki ze złymi tygrysami i pięć przystanków na gapę jeszcze nie było podszewki domu, ptaków i różowego nieba przez trawnik przebiegł pies z nogą listonosza a może dozorcy nie lubiliśmy obydwu wtedy powiedziałaś że będziesz mnie kochać zawsze i pojechałaś do Kołobrzegu a ja uwierzyłem latawiec nie chciał lecieć ; nie było wiatru tego dnia
    2 punkty
  31. Widzę przez okno, jak się przedziera, Z gracją mijając suchych traw wyspy, Wśród morza błota czarna bandera, By - nim tu dotrze - buty nie wyschły. Jeszcze w podeszwie ukryje kamyk, Z czubków błysk zetrze, by się zarzekać, Że ma po starszym bracie te glany. Parzę dwie mocne kawy - i czekam. Kiedy za progiem się rozsznuruje, Z pąsem na twarzy przyjdzie jej patrzeć Jak moja czułość plan demaskuje - Na zdartą piętę przykleję plaster.
    2 punkty
  32. @sowa Miło mi, że zajrzałeś:). Dzięki za komentarz: trafiony - zatopiony! :) Tu - zamiast socjalu - prywatna "obsługa". I cóż z tego: pieniądze jeszcze są, a mózgu już brak. Wydźwięk kryminalny - dobre! :) Ale to nie kryminał. Do niektórych trzeba mówić prostym językiem i obrazowo. Wtedy jest szansa, że załapie. I dlatego... może jednak śmierć nie przyjdzie pojutrze :) Po Twoim komentarzu zmieniłam tytuł!
    2 punkty
  33. @kwintesencja @Leszczym super, że zajrzeliście i zostawiliście parę słów
    2 punkty
  34. Osaczonym w kołowrotku czasu kart omszałe zwoje wióry niespodzianek panoszy się licho przepoczwarza w monstrum i mackami sięga najdalszych zakątków a tam życie czeka podporą spokoju natura jest właśnie gdy wolna od wichrów błogi stan zasiewa żeby tak można każdą cząstkę ciszy roztasować dłońmi nieprzychylnym brzegom grudzień, 2022 Marcin Szymański - dziękuję za inspirację
    2 punkty
  35. właśnie teraz nie dostrzegasz nowych gwiazdek wraz z nadzieją ozdabiają ci firmament czegoś uczą pokazując co jest ważne nim pielgrzymkę nam zakończą słowem amen pozdrawiam
    2 punkty
  36. domyślam się, że chodzi o przeniesienie się do domostw z innych czasów a nie tylko o zwykłą wycieczkę, zafascynowało mnie to, zdarza mi się w czasie długiej podróży, kiedy mijam zupełnie obce mi regiony Polski i obce domy wyobrażać sobie jak wyglądają w środku i jak wspaniale byłoby je wszystkie odwiedzić i chłonąć niepowtarzalną atmosferę, ale cóż, nie jestem włamywaczem... pozdrawiam serdecznie :)
    2 punkty
  37. @Rolek Nie ma za co:) W darze limeryk: Narzeka pewien jeż z Limanowej, że ma dwa bóle co trują głowę. Jeden to nasza drużyna. Druga zaś bólu przyczyna, to miłość do szczotki ryżowej.
    2 punkty
  38. ~~ Emeryt Felek z kopalni Wujek dziś - przy Barbórce - hucznie świętuje. Na stołach szynki, kiełbasy; gorzałki spore zapasy - tej nie zabraknie. Sam destyluje .. I ja tam byłem - jadłem i piłem; to wszystko piszę z .. ożartym ryłem!! ~~
    2 punkty
  39. Poeta może płonąć nad wierszem, lub patrzeć w pustą kartkę na stole. Umilknąć nagle, wtopić się w przestrzeń, lub rozpiąć swoje skrzydła... sokole (?) Poeta może mieć szczupłe dłonie, i wypalone do cna już wnętrze; natchnione oczy, kosmyk na czole, na wierszowisku ronić swe wiersze. Poetą ciągle targa stary walc, choć nie jest dzisiaj już w dobrym tonie. W dłoni ma pióro, w sercu fortepian, ach... wieczorami w poezji tonie. - 2012-
    2 punkty
  40. Podoba mi się obrazowa interpretacja czasu, a tamten świat? Jest odbiciem naszych kłamstw. 😊
    2 punkty
  41. Jaką byś ścieżkę nie wybrał i tak byś się znalazł gdzie jesteś, to jest pocieszające:)
    2 punkty
  42. — Kran w umywalce ciężko dokręcić! — Naprawdę? Teraz nie mam na to czasu. Kilka chwil później... — Mówiłam ci, że z kranu w łazience cieknie. Przestań siedzieć przy komputerze. Zadbałbyś trochę o dom — powiedziała z nutką wyrzutu w głosie. Wiedziałem, że jak raz zacznie, temat kranu będzie powracać jak bumerang. Miałem za sobą wyczerpujący tydzień i nie mogłem wykrzesać odrobiny energii na cokolwiek, co dopiero jakiś cieknący kran. — Co chcesz, żebym zrobił? — Chcę, żebyś obejrzał ten kran. Może tylko uszczelkę trzeba wymienić. — Przecież wymieniałem w tym kranie uszczelkę już dwa razy w ciągu ostatniego miesiąca. — Pewnie wymieniłeś nie tę co trzeba. Skąd ona tyle wie o uszczelkach? Pewnie od koleżanki, tej która w Polsce studiowała hydraulikę stosowaną, czy coś w tym rodzaju. Ta koleżanka nie naprawiła jednego kranu, bo ma od tego znajomych. Samotna, atrakcyjna, kokietuje tylu facetów, że sami wymyślają, co by tu jeszcze upiększyć: wysypać żwirem alejkę, pomalować płot i co tylko tamta zechce. — Gdybyś na dom poświęcał tyle czasu, ile marnujesz przy komputerze, już dawno mieszkalibyśmy w pałacu. „A na co mi pałac?” — pomyślałem i co jej przeszkadza komputer? Przed telewizorem mogę siedzieć pół dnia i nie zwraca na to uwagi, a gdy tylko zacznę grać na komputerze, zaraz ma pretensje. — Trzeba wezwać hydraulika — mruknąłem na odczepkę. — Ale oni strasznie zdzierają. Za sam dojazd liczą tyle, co za godzinę pracy. — Najlepiej znaleźć kogoś, kto mieszka w pobliżu. — To czemu nie szukasz? Przestań grać i zrób coś pożytecznego. No tak, sobota zmarnowana, a czekałem na nią cały tydzień. Cieknące krany, przystępne ceny… W ciągu niecałej sekundy ponad sześć milionów rezultatów. Aż tyle kranów przecieka? To gdzie są te pałace? Kliknąłem na kilku odnośnikach z pierwszej strony. Co? Takie ceny to prawdziwy rozbój! Byłem na siebie wściekły: lata studiów, zakuwanie po nocach, egzaminy i przychodzi mi wzywać hydraulika, który może mieć sześć klas podstawówki, a zarabia więcej na godzinę niż ja przez cały dzień. Na taką niesprawiedliwość pozwolić nie mogę! — Skarbie, wiesz jak bardzo nie lubię tego robić, ale doprowadzę ten cholerny kran do porządku, żebyś nie uważała mnie za złego męża. Wstałem od biurka poszukać zapasowej uszczelki. Potem zakręciłem dopływ zimnej wody przed domem. Ciepłej wody nie trzeba było zakręcać, bo szła z tej samej rury, przez kocioł w pralni. Odkręciłem baterię, założyłem nową uszczelkę i sprawdziłem, czy dławica jest dobrze dokręcona. Następnie wykonałem te same czynności, w odwrotnej kolejności. Kapało jak przedtem. „No to problem z głowy” — stwierdziłem z ulgą. Zrobiłem co w ludzkiej mocy i teraz z czystym sumieniem mogę wzywać fachowca. Ale na babski upór nie ma rady. Poszperałem na dnie szuflady i wybrałem uszczelkę grubszą, innego koloru. Powtórzyłem całą procedurę, lecz woda ciekła nadal, chyba nawet bardziej niż na początku. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie ten dzień i nie mogłem uwierzyć, że kilka minut później stałem w drzwiach w wyjściowym ubraniu i z kluczykami do samochodu. — Serduszko, jadę do sklepu zasięgnąć porady. Zaraz będę z powrotem. — Dobrze, tylko bez pośpiechu, mamy cały dzień. Sklep dorównywał rozmiarami hangarowi na lotnisku. Powinni w nim sprzedawać airbusy-piętrusy, ale zawalony był mnóstwem rozmaitego asortymentu, co tylko może mieć użytek w domowym gospodarstwie. Gdybym na oglądanie każdej rzeczy poświęcił choćby sekundę, nie wyszedłbym stąd przed rokiem. — Mam problem z wymianą uszczelki — zaczepiłem przechodzącego sprzedawcę. Był w starszym wieku i miał na sobie długi, czerwony fartuch, a pod spodem szorty. Wyglądało śmiesznie, jakby nosił sukienkę. Gdy tylko usłyszał mój akcent, przestał kontaktować i musiałem powtórzyć pytanie. — Widocznie dławica jest przepracowana i wymaga naprawy. Widząc, że nic nie rozumiem, wyjaśnił: — Można to łatwo zrobić przy pomocy narzędzia do ręcznego frezowania. Nie kosztuje ono wiele, a właśnie dzisiaj mamy specjalną ofertę. Nie tracąc czasu na długie rozmyślania, kupiłem to narzędzie i przystąpiłem do dzieła. Przytknąłem frez do dławicy i powoli, równomiernym ruchem ręki, zacząłem nim obracać, dokładnie według wskazówek udzielonych mi przez sprzedawcę. Gotowe. Spojrzałem na zegarek: dopiero minęła jedenasta, może jeszcze zdążę pograć na komputerze. Odkręciłem wodę. — Psia krew, teraz dopiero cieknie! Podstawiłem wiadro pod zlew. Obserwowała mnie z dezaprobatą. — Może poproś Paula? Naprawia spychacze, koparki, na pewno będzie umiał… Paul to nasz sąsiad, młodszy ode mnie kilka lat. Kiedy zamieszkał obok, zaprosiliśmy go z żoną na grilla, żeby wybadać kim są i zawrzeć pakt o nieagresji. Było to na jesieni, lecz słońce wciąż grzało mocno, dlatego siedzieliśmy pod gazebo, na trawniku za domem. Każdy pił co innego: ja piwo, mój szmaragd białe wino, Vivian Jack Daniel's whiskey. Paul miał ochotę na wódkę, więc zaproponowałem absolut o smaku porzeczki, za którym sam zbytnio nie przepadam. Nalałem mu, wypił do dna. Swój chłop — pomyślałem. Nalałem znowu, wychylił bez namysłu. — Ale dobre! — Mlaskał z zachwytu. — Bądź tak uprzejmy i nalej mi jeszcze jeden. — Powoli Paul, mamy sporo czasu… Paulowi nigdzie nie było spieszno, lecz rozmowa go nudziła. Nie przyszedł tu gadać i miałem wrażenie, że jeśli mu nie naleję, sam złapie za butelkę. Starsza o dziesięć lat Vivian, świdrowała go karcącym wzrokiem, jakim matka patrzy na nieletnie dziecko, ale Paul nic sobie z tego nie robił. Po kilku kieliszkach jego twarz zbladła jak płótno, krzesło na którym siedział traciło w coraz głębszym przechyle styczność z podłożem, aż osiągnęło punkt krytyczny, za którym nie było powrotu. Zatrzepotał w powietrzu rękami i runął na wznak jak kłoda. Ważył chyba siedemnaście kamieni i zataszczenie go do domu wymagało dużego wysiłku. Unikał mnie przez kilka następnych tygodni, a znajomym z ulicy rozpowiadał, jak to Polaczek spod jedenastki spił go w trupa. Na szczęście od tamtego zdarzenia upłynęło już tyle dni bez alkoholu, że znowu byliśmy w przyjacielskich stosunkach. Paul nigdy nie odmawiał wyświadczania drobnych przysług i gdy tylko wyjaśniłem w czym rzecz, złapał za frez ręką potężną jak niedźwiedzia łapa. Zagrało w rurach po całym domu, lecz kranowi niewiele to pomogło. Paul machnął ręką i powiedział, żebym nie żałował pieniędzy na hydraulika, ale mój diament nie chciał o tym słyszeć. Odbyłem w takim razie drugą podróż do sklepu i żeby nie opowiadać całej historii od początku, odszukałem tego samego sprzedawcę. Znalazłem go w dziale wyposażenia łazienki, widocznie była to jego specjalizacja. Układał towar na najwyższej półce i musiałem poczekać aż zjedzie dźwigiem na dół. Kiedy wypomniałem mu, jak dobre narzędzie mi sprzedał, odparł niewzruszony: — Pewnie frez zrobił wycięcia w dławicy, które penetruje woda i dlatego kran cieknie nadal. Powinieneś wybrać inny rodzaj, taki zakładany na wiertarkę. Mówiąc to pogmerał na półce i podał mi kawałek ciemnego metalu w kształcie grzybka. Czemu nie powiedział mi tego za pierwszym razem? Pewnie dlatego, żeby zarobić podwójnie. Poszedłem bez słowa do kasy, zapłaciłem i wróciłem do domu. Wyjąłem ze schowka w przedpokoju wiertarkę, nałożyłem frez, przystawiłem równo do dławicy i pociągnąłem za spust. Wierciłem ostrożnie kilkanaście sekund, po czym poświeciłem latarką, żeby sprawdzić rezultat: powierzchnia dławicy była gładka jak lustro. Nauczony złym doświadczeniem, bez większych oczekiwań puściłem wodę. — Złotko, chodź tutaj prędko! Naprawiłem kran, zobacz ani jednej kropelki, a jak leciutko można zakręcać! Popatrzyła na mnie z nieukrywanym podziwem. Wówczas zrozumiałem, że żadna ilość dyplomów, ani tytułów nie zaimponuje kobiecie. Miał rację jeden z moich kolegów mówiąc: — One lubią faceta, co używa rąk, jest wiecznie zajęty. Coś tam struga, maluje, całymi dniami. A ona wieczorem zrobi mu kawę, pochwali: „O, jak fajnie to skleiłeś, nikt nie zrobiłby tego lepiej, jesteś wspaniały!” Samica ptaków wybiera tego, który uwił najpiękniejsze gniazdko, a czymże jest dom, jeśli nie gniazdkiem? Rozpierała mnie duma, aż do granicy zarozumiałości. — Teraz nie ma takiego kranu, którego nie mógłbym naprawić. Może nawet dam ogłoszenie do gazety i nieźle na tym zarobię. Będziemy mieszkać w pałacu. Co o tym myślisz? — Nigdy nie jest za późno na naukę czegoś praktycznego — odpowiedziała, a z jej oczu wyczytałem, że tej nocy będzie mi przychylna i spełni najbardziej wyrafinowane zachcianki. Nie minęły dwa tygodnie. — Kran w łazience cieknie. — Co, znowu? Niemożliwe! Szybko jednak zapanowałem nad emocjami i dodałem z pewnością w głosie: — Nie rób takiej zmartwionej miny, piętnaście minut i będzie naprawione. Wyjąłem wiertarkę, założyłem frez, wiercę, wiercę, aż raptem metal ustąpił i wiertło wpadło głęboko do dziury. Przewierciłem dławicę na wylot. Woda trysnęła na kafelki, jak ze studni artezyjskiej. Usiadłem na posadzce, mokry, zrezygnowany. — A niech to diabli, dzwonię po hydraulika!
    1 punkt
  43. nie powinniśmy ignorować naszych przodków zrzucili łuskę jednak agresja stara przedludzko stara została pierwszy wygrzebany z błota kamień narzędzie czy broń dwa przeciwne krańce naszego świata zaostrzony kij rani miotany szpiczasty grot przebije płuco szybki elektron zwęgla ciało od środka na nic ścieżyny boskiego prawa śliskie cesarskiego bo każdy twór żywy w naturalnym schemacie ofiara - sprawca powszechna przypadłość ludzkich dzieci wierzyć wymysłom oddzielone od skóry macierzystej nie kłamią głęboko wierzą w to co myślą niewzruszenie przeciw naturze
    1 punkt
  44. Jejku, jak honorowo! Dziękuję i doceniam! ;>
    1 punkt
  45. wszystko to była zwyczajna bzdura skrzypek na dachu dał w komin nura więc teraz siedzi w nim w czarnych sadzach i do rozpaczy nas doprowadza bo idzie zima palić by trzeba a tu w kominie cugu wciąż nie ma na domiar złego on ciągle skrzypi krzyczy do tego że by coś wypił wlaliśmy w komin wiaderko wody wyskoczył z niego Mikołaj młody co z naszym skrzypkiem tego nikt nie wie pewnie znów skrzypi na jakimś drzewie abo powrócił do swej chałupy a ta historia jest całkiem dobra. @Dekaos Dondi Dzięki za inspirację :)
    1 punkt
  46. Nic dodać nic ująć. Fakt, że dopiero w czasie przeprowadzki widać jak wiele tych przeżytków się posiada. Ale uwaga - niektórzy traktują w ten sposób osoby, na równi z tosterem .... :-) Fajny wierszyk.
    1 punkt
  47. Bardzo poważny i wzruszający wiersz. Pozsdrawiam.
    1 punkt
  48. Najwięcej satysfakcji przynosi: dawanie. 😊
    1 punkt
  49. @violetta bardzo mi się podoba, subtelnie i pięknie
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...