Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.09.2022 w Odpowiedzi
-
kulał dziadula w ogrodzie od drzewa do drzewa kulał słońce igrało mu w brodzie a on jabłonie przytulał przytulał śliwy i grusze pochylał się nad porzeczką pod włoskim orzechem usiadł i zamknął oczy na wieczność był w jednej chwili młodzieńcem starcem dzieciakim kimś więcej dziadkiem wnukiem synem ojcem koniec końców nie był słońcem słońce igrało mu w brodzie6 punktów
-
jesień wyciąga po nas ramiona być może kościste i chłodne lecz mimo cierpkiego uścisku należy przyjmować ją godnie6 punktów
-
jestem głodna zakochana jestem głodna proszę Pana brak mi Ciebie i dotyku jestem głodna na odwyku chodzę śpiewam słów warkocze w wersy splatam w myślach proszę podaj rękę daj mi ciało bo wspomnienie to za mało na tej diecie niespokojna jestem głodna a nie wolna5 punktów
-
Telewizja kłamie mówią oponenci ja też chyba zacznę, przynajmniej mam chęci bo jak tutaj wierzyć prognozie pogody ogłaszają ciepło gdy nadchodzą chłody. Piesi chodnikami wprost do domów grzeją przed kolejnym wyjściem grubiej się odzieją. Słońce za chmurami pewnie się wygrzewa miało być słonecznie a idzie ulewa. Kiedy miało padać wiatry i wichury to wtedy słoneczko wyjrzało zza chmury. Pogodynka kłamie lub się z prawdą mija gdy pytam i winę to mówią niczyja ja zaś w to nie wierzę i mam takie prawo gdy się oni mylą to biję im brawo kiedy raz na tysiąc trafią idealnie będę na nich buczał i psioczył nachalnie. HJ - 12.09.20225 punktów
-
Dzisiaj może poproszę morze żeby mi wyjaśniło o ile za mały jest człowiek. Może morze odpowie, bo przecież jest znane z niepojętej i najgłębszej wielkości. Ale jest ale, bowiem morze nie rozmawia z każdym, a i wiatr swoje wtrąca i dopowiada i świszczy. Władysławowo, 11.09.2022r.4 punkty
-
Jak cudowne oblicze Mej Pani jaśniejące na wzgórzu wśród gwiazd błękit nieba odbija się w oczach i roztacza nad Śląskiem swój blask Jakże wielkie jest serce mej Pani przepojona miłością jest twarz przychodzimy do Ciebie z prośbami Ty udzielasz proszącym Swych łask Matko Boska wybrałaś Piekary spośród wiosek osiedli i miast to tu słyniesz swoimi cudami błogosławisz tę ziemię i nas Dzisiaj przypada Święto Matki Bożej Piekarskiej.4 punkty
-
4 punkty
-
panie ministrze spraw niepotrzebnych dlaczego pan jest dla nas tak wredny niekompetentny nosa zadziera i liże dupsko pana premiera panie premierze-pan władzy głodny wybrał ministra-bo jest wygodny a pan prezydent dał pozwolenie żeby na koniec było weselej po co się smucić gdy wokół bida dajmy im chleba-dajmy igrzyska a lud z wdzięczności znów nas wybierze tak sobie myślisz panie prezesie ?3 punkty
-
Czy mogłabym być dla Ciebie wszystkim? Robiłbyś mi herbatę,zrezygnował z whisky? Czy rozłożyłbyś parasol w ten upalny dzień, robiąc koło mnie błogi, chłodny cień? Czy chciałbyś zatańczyć ten jedyny raz, nie patrząc na to jak ucieka czas? Usiądź przy mnie jak kiedyś blisko, spójrzmy razem jak cudnie płonie ognisko. Jak długo będę siedzieć w tej czarnej sukience, nim ktoś z radością weźmie mnie na ręce? Ileż będę czekać na te polne kwiaty, zerwane od niechcenia obok Twojej chaty? Ileż jeszcze łez z policzka spłynie mi cicho, nim się dowiem jakie w Tobie drzemie licho? Kiedy będę mogła wyśpiewać najskrytsze me myśli, opowiedzieć o wszystkim cokolwiek mi się przyśni ? Pytań tak wiele się dzisiaj rodzi , miesiąc za miesiącem w przeszłość odchodzi. Choć może nie warto tyle narzekać, lepiej po prostu cierpliwie poczekać.3 punkty
-
To nic że mocno pięścią walniesz mówiąc kurwa mam już dość Bóg i tak się nie obrazi To nic że pluniesz komuś w twarz innych może to ucieszy a Bóg tego nie zauważy To nic że nie nauczyłeś się kochać nic na siłę bracie Bóg przecież i tak cię lubi To nic że wolność cię boli że cenisz kraty w oknie pan Bóg ci wybaczy To nic że płakać nie umiesz kiedyś nie byłeś sobą Bóg to zrozumie To nic że życie twe kulawe - wóda dziwki oraz kłam - Bóg wie że to twój raj A powinien powiedzieć już dość walnąć pięścią w stół zmusić by człowiek prosto szedł3 punkty
-
jeśli ubiorę je w słowa będą jak zwierzęta skazane na polowanie jeśli ich nie wyrażę będą polować na mnie2 punkty
-
Ciężar moich win Jest nie do zniesienia Wypycham je więc Co dzień, dzień za dniem I codziennie W górę zbawienia Jak syzyf wierząc naiwnie Naiwnie, że czeka tam na mnie Obiecywane przebaczenie I odkupienie wszystkich Moich Przegranych Tych uczciwych I tych pełnych tchórzostwa ucieczek z pola bitwy Wszystkich okrucieństw I wszystkich tortur Zadanych Przez uzbrojony w Pewność strach nieuzbrojonej i niewinnej Miłości Każdego dnia gdy kamień Spada mi na stopę lub palec Zyskuję kolejne znamię One pozwalają mi pamiętać Czym jest Miłość A czym nie jest2 punkty
-
daję mu coraz więcej swobody - dzień uczy mnie chodzić bez parasola a noc - zamknąć oczy i przeżyć2 punkty
-
w drzwiach otwiera się mgła zapalasz dzień pierwszym papierosem poniedziałek drapie po oczach w natrętnych myślach wyciszam kolejne słowa w palącym powietrzu dusi nas pętla ostatniej niedzieli2 punkty
-
Każdy jakąś wyciąga, a gdy wkłada w usta, wtedy się okazuje, że większość jest pusta.2 punkty
-
ukonstytuowana w obiektach w wielości miejsc i akcji w gęstwinie w pożodze w szkarłacie pochowana pod murem1 punkt
-
Otwieram okno a tam… pachnie wrzesień. Wspominam smak kawowych pocałunków i bezgwiezdne noce, snujące własne opowieści na dobranoc. Wszystkie niespełnione sny, okazały się być zbyt piękne, aby mogły dotknąć ziemi swoją magią. Nie pozostało nic innego, jak przepisać uczucia w inny kajecik. Staram się czerpać z niego siłę na kolejne dni; mniej efektowne lecz dobre. Późne lato lub wczesna jesień rysuje na nowo nasz kształt. W wyobraźni. Tam możemy się spotkać.1 punkt
-
s(z)lam wstrzymaj oddech na czubkach sneakersów ścieżka narzuca konieczność czym jest most jeśli nie wspomnieniem usłanym zapałkami jakie miały go spalić czym aktualność saksofonu który nie wie dlaczego płynie i ratuje? rozmowy kamieni i traw recytacje leopardów te wałki w nawiasach a jednak drga liść monstery panczlajn wycisnął się i wyciągnął jak słoik tym sposobem otrzymujemy abstrakcję być może nie są ogryzieni do kości jednak jako wzrokowiec nie lubię dukania chyba że z bitem nawijka inaczej jest w chuj lejm zarówno odczyty uwielbienia recytacja aka pyszna żyłka wyciągnij z niej pierwiastki zmarłych wyciągnij z niej pierwiosnki żywych feromony własnej techniki1 punkt
-
Piękny świat piękny jest świat piękna nasza Polska cała podziwiajmy radujmy się upiększajmy twórzmy bądźmy wspaniali dobrzy wrażliwi dawajmy radość kochajmy się przyjmujmy miłość dzielmy się szczęściem omijajmy mroczną stronę życia TO TY JESTEŚ NAJ... 9 22 andrew1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wow, Anno, akurat ich się wstydziłam najbardziej. To mój drugi wiersz w życiu. W warsztacie wrzucę za chwilę pierwszy, którego też dosyć się wstydzę ale czuję że muszę skonfrontować, on jest jeszcze nie skończony1 punkt
-
Złoty księżycu z dwoma ostrymi rogami, Skrząco jaśniejący za moimi oknami, Do mojego pokoju zaglądasz zawzięcie, Jakbyś wielkie tajemnice pragnął mi opowiedzieć, O wielkich wydarzeniach zakrytych pomroką dziejów, Piórem nigdy nie spisanych przez żadnych historyków, Które jednak ty sam widziałeś, Gdy na ciemnym niebie każdej nocy jaśniałeś, Zapewne wszystkie krańce świata zwiedziłeś Największe tajemnice ludzkości odkryłeś, I zapewne ty jeden mój złoty księżycu, Masz wiedzę większą od wszystkich historyków, Zapewne podziwiałeś starożytnych Spartan męstwo, Którzy to klęskę potrafili przekuć w zwycięstwo, Przyszłym pokoleniom dać niezatarte świadectwo, Co znaczy zachować ojców dziedzictwo, Zapewne razem z bułgarskimi plemionami wędrowałeś, Koczowniczym Bułgarom nocne niebo rozświetlałeś, Nadzieję objęcia nowej ziemi w serca ich wlewałeś, Zawziętość chana Asparucha z wysokiego nieba kontemplowałeś, Czy kiedy w pełni będąc skrząco jaśniałeś, I na granatowym niebie dumnie się rozgościłeś, Czy wielkim złotym okiem ciekawsko podglądałeś, Starożytnych Amazonek obrzędy wspaniałe? I czy kiedy kilka wieków upłynęło, A samotność na niebie nadal ci doskwierała, Czy ciekawsko podglądałeś młode Słowianki, W noc Kupały na rzekach puszczające wianki? Czy kiedy przez Słowiańszczyznę wędrowałeś, I wielkich wodzów Plemion Lechickich podziwiałeś, Czy już wtedy było ci wiadome, Które plemię pozostałe zdominuje? I czy wieczorami podglądałeś Księcia Mieszka, Kiedy delikatnie obejmował narzeczoną Dobrawę Czeską, Prostoduszną szczerością szacunek jej zjednywał, Serce przyszłej żony powoli tym zdobywał, I czy z nieba wysokiego łzy roniłeś, Gdy w nocne rozmowy leśnych partyzantów się wsłuchiwałeś, Gdy gorąco tylko o wolnej Polsce marzyli, Do marzenia ziszczenia nadludzkich wysiłków dokładali, Czy byłeś ich sekretnym powiernikiem, Po ciemnych lasach nocnym przewodnikiem, Czy podziwiałeś młodych partyzantów nadludzko mężnych, W nocny bój bez zawahania idących, Na ciemnym niebie księżycu złoty, Tajemnej swej wiedzy zazdrośnie strzegący, Weźże się podziel tajemnicami swymi, Z młodymi pasjonatami historii prostymi, Powiewie odwiecznej wielkiej tajemnicy, Szepnij cicho do mojej duszy, Opowiedzże mi złoty księżycu, Jakie są historii największe tajemnice, Czy wikingowie Krzysztofa Kolumba uprzedzili, I Amerykę naprawdę niegdyś przed Nim odkryli, Jak naprawdę starożytni Egipcjanie piramidy budowali, Jak waleczni wikingowie ziemie nowe zdobywali, Gdzie ukryto Czyngis-chana kości, Jakie tajemnice skrywa amerykańska Statua Wolności, Co naprawdę skrywa Rękopis Wojnicza, I gdzie zaginął średniowieczny opis Bitwy pod Legnicą, Kto napisał „Historię Mongołów Tajną”, Co stało się z Bursztynową Komnatą, Czy prawdziwa jest historia El Dorado złotego, I jakie były losy Insygniów Kazimierza Wielkiego, Jaka była historia Skarbu Księcia Wiślan, Jakie tajemnice skrywał rzymski cesarz Dioklecjan, Jak naprawdę wyglądało Galla Anonima oblicze, Gdzie zaginęły dwa grunwaldzkie miecze, O czym Król Jan III Sobieski nocą rozmyślał, Gdy do wielkiej bitwy nazajutrz się szykował, Czy tej samej nocy dopadła trwoga, Kara Mustafę wielkiego wezyra, Gdy Henryk Sienkiewicz pisał swą trylogię, Czy pisząc mimowolnie uronił łezkę, Nad losami swych bohaterów, Którzy na stałe zagościli w sercach czytelników, Lecz ty księżycu tajemnic swoich zazdrośnie strzeżesz, Przenigdy nikomu ich nie powierzysz, Tego co widziałeś nikomu nie opowiesz, Największe historii sekrety dla siebie zachowasz…1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Testy radiacyjne. Próby nuklearne… Pożółkłe stronice gazet, czasopism poruszają się jak monstrualne ćmy… Szeleszczą. Miotają się… Uderzają o szyby zamkniętego okna. Spadają zemdlałe, tworząc miękki dywan z mechatych odwłoków… Drgające czułki. Aparaty gębowe, którymi węszą w spazmie agonii… Spadają następne… Nacierają na mnie, próbując mną zawładnąć, wchłonąć w swoje mroczne, skrzydlate odmęty… Nagły błysk i przeskok obrazu… Demon wyciąga swoją sępią szyję, chcąc dosięgnąć kłami samego Boga… Wznosi się w olśniewającej koronie, w aureoli diamentowego blasku, który unicestwia wszystko wkoło. Płonie. Wsysa do swojej próżnej otchłani ziemię. Skrzywiona kreatura otulona chmurą. Wsparta odgłosem pędzącego diablego stada próbuje dorównać swoją mocą słońce… Próbuje. Próbuje… Już prawie. Już blisko! Jednak, nie! Minimalnie ulega, rozpękając się wysoko nad moją głową, uderzając z wściekłością o skalne ściany odległych górskich szczytów. Rozkrusza je i miażdży w straszliwym ryku. Naznacza swoje terytorium czarnym śladem pogorzeliska… Wszystko zmiażdżone. Powykręcane na drugą stronę, ociekające gorącem cielska… Otaczają mnie jakieś rozsypujące się truchła podobne do ludzi. Szeroko otwarte oczy. Czarne oczodoły. Zwęglone szkielety. Splątane ze sobą. Wtopione w kamień o zielonym szkliwie trynitytu… Jestem prześwietlony na wskroś. Całkowicie bez szans i nadziei, podążam gdzieś w głąb. Wlokę się do niczego. Do samego łona śmierci… Nuklearny skowyt rozchodzi się echem po labiryncie piekła. Jestem w piekle i składam się cały z piekła. Spadają ognistym deszczem strącone ptaki, znacząc drżącą czerwienią rozrzucone głazy w otchłani mroku… W wirującym pyle i kurzu brnę. Dotykam spaloną dłonią absolutnego zła. Przedzieram się przez zastępy umarłych, przez cały ten brzęczący pochód powiewający jakimiś strzępami płacht… * Zamykam oczy. Otwieram… Mam chyba trzy lata i leżę twarzą w gorącym rozpalonym piasku pustyni. Przede mną samotny dom. Uderzają w moją twarz ziarenka kwarcu. Nade mną kobaltowe niebo i ogromne słońce, i padający pod kątem jego blask. Nie mam siły wstać, więc pełznę, czołgam się, raniąc łokcie i kolana do krwi. Ale nie krzyczę, nie płaczę. Milczę… W falującym powietrzu widzę wychodzącego z domu umarłego dawno ojca. Ojciec idzie przed siebie, utykając na lewą nogę. Maleje na tle odległych wzgórz. Idzie przed siebie, nie oglądając się za siebie. Wyciągam w jego kierunku drżącą rękę, lecz opada miękko na rozżarzony piasek. Znowu błysk! Zaciskam z krzykiem powieki. Otwieram. Leżę na lśniącej, pachnącej woskową pastą drewnianej podłodze długiego korytarza. To już było. Tak, wiem. To już było! Mam może z rok. Posuwam się powoli na brzuchu, przeszywając kwadraty słońca, smugi wpadające z ukosa przez otwarte szeroko wysokie okna. Rozchodzi się echem daleki krzyk umierającej matki. Płacz… Mam może rok i niewiele jeszcze rozumiem. Zamknięte drzwi. Otwarte na oścież. W półmroku pokoi milczenie rzeczy. Zakurzone. Porzucone w nieładzie. Jakieś okryte folią niedokończone rzeźby, popiersia. Młotki i dłuta… Gruz… Zwoje jakichś kabli. Rozbite szkło… W półmroku pokoi milczenie przedmiotów… I ten daleki krzyk przechodzący przez szare ściany z kamienia… I ten krzyk świdrujący pulsujące uszy… W kolejnych fazach mijania rozbite gabloty. Mdława woń chemicznych odczynników. W formalinie straszliwe medyczne eksponaty. Ludzi? Nie-ludzi? Szczerzą krzywe wielkie zęby niby w szyderczym uśmiechu. Grymasie bólu (?) Wycięte narządy. Zdeformowane. Obrośnięte nowotworowymi naroślami. Niepodobne do niczego. Rozsiewające woń okropnej śmierci. Pożółkłe plakaty. Wykresy. Tabele… Na zielonoszarych tablicach wypisane białą kredą liczby, ułamki, matematyczno-fizyczne wzory… Wilgotne plamy zacieków. Na zakurzonym blacie biurka tak jakby rozmazane ślady krwi… Poobijane, skorodowane łóżka jak na szpitalnym oddziale z resztkami przegniłych materaców. Z kółkami. Bez kółek. Poprzewracane albo ustawione na sztorc… Porzucone przed dziesięcioleciami. Obsypane białym pyłem i kawałkami tynku… We fragmencie potłuczonego lustra czyjaś zdeformowana twarz… Moja? Nie-moja? Niczyja… Znowu daleki krzyk… Przemieszcza się. Trwa… Idzie kaskadami poprzez wieczność i nie-wieczność. Zawieszony w dziwnej substancji czasu. Drżę, potykając się o szczeliny przerażenia… Duszę się w tym odorze rozkładu. W tej cmentarnej scenerii dawno przeszłych zdarzeń… Drżę, sponiewierany nawałą koszmarów. Nie potrafię utrzymać pionu. Odchyleń jest zbyt wiele. Do przodu. Do tyłu. W bok… Chwieję się. Zataczam… Nie potrafię… N i e p o t r a f i ę… * Otwieram oczy. Stoję na piasku pustyni jako dorosły już mężczyzna… Obserwuję resztki rozsypującego się samotnego domu, które oświetla pod kątem intensywna pomarańcz zachodzącego słońca… Suchy wiatr na twarzy… W uszach piskliwy szum straszliwej gorączki… Idę w stronę odległych wzgórz. Podążam śladem ojca… (Włodzimierz Zastawniak, 2022-08-28)1 punkt
-
Ręka sina od opadowych plam… Wciąż drga. To wciąż drga i nie może się pogodzić ze śmiercią… Odchylona głowa. Zdziwione spojrzenie szeroko otwartych niewidzących już oczu. Wspina się po wzorach tapet skowyt sennych majaków. Rozbestwione umarłe ciało przeszywa powietrze ze wzgardą uniesionych wysoko dłoni, tworząc piętrową konstrukcję konfliktu. To się wydarzyło i nie może przestać się wydarzać. Zatem trwa jak echo w nieskończoności nieujarzmionej nocy… Zamykam oczy: nurzam się w klarownym lecie, gdzieś na piaszczystej drodze pod lasem, pod drewnianym płotem, w pachnącej łące… Otwieram: zbutwiałe liście płoną w przedwiośniu. Rozmiękają brudne hałdy śniegu w kryształach kropel topiących się w słońcu sopli… Czas przepływa falami w rwącym nurcie rzeki (Newy?)… Piotrogród, Leningrad, Sankt Petersburg… Lśniące złotem kopuły soboru Zmartwychwstania Pańskiego nad Kanałem Gribojedowa… Zielona Brama Narwska (Łuk tryumfalny)… Echa salw karabinowych z dawnych pokładów przeszłości. Okrzyki tłumów, wiwaty… Po części zatarte jak na starej magnetofonowej taśmie… Przemówienia podczas Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich… W oddali tumult i pierzchanie kroków. Tykanie stojącego zegara… Kapiąca z kranu woda… Osaczają mnie mżące w piskliwym szumie piksele wypływające z mrocznych zakamarków pustego domu… Drobinki kurzu, pajęcze fałdy… Zastanawiam się nad dalszą częścią pisanego właśnie tekstu, lecz trącam ręką (przez nieuwagę albo w pasji) stojącą na stole butelkę… Zbierając potłuczone szkło, kaleczę sobie boleśnie palce… Alkohol drażni nozdrza, uderza mocno do głowy… * Zgubił mi się wątek, więc kontynuuję jakoś inaczej. Noc mości się w koronach drzew, w miękkim listowiu mokrym od deszczu. Z jednej strony kanapy: „Matka”, Maksyma Gorkiego, i „Martwe dusze”, Gogola. Z drugiej: „Obłomow", Gonczarowa, oraz: „Skrzywdzeni i poniżeni”, Dostojewskiego… Przewracam strony. Szukam. Szukam tej wielkiej tęsknoty wymykającej się wszelkim percepcjom umysłu. Zapadam się. Spadam w otchłań… Co ja plotę? Po co to wszystko? Na co to? Ano na nic. Próbuję zgłębić dręczącą mnie melancholię rozszerzającej się przestrzeni wszechświata, strzałkę czasu, wszelką atrofię pamięci, entropię energii, lecz coś mnie mroczy, coś otacza. Taplam się w kałuży. W egzystencji. W rzece wielkiej jak blizna. W żółtawym, obskurnym świetle wiszącej żarówki. W rozmytych kręgach rozpełzłych przy ziemi. Wiesz, zaciskam mocno powieki, ponieważ dzieli nas zbyt wiele blasku. Więc macam, dotykam jak ociemniały. Podążam w ciemności niczym nędzarz… Idę przed siebie, przez cmentarz. Tak jak szedłem dzisiaj obok ciebie, matko. Szłaś obok, niewidzialna. Stałaś przy mnie, kiedy zapalałem na twoim grobie świeczkę i kładłem cięte czerwone róże, które tak bardzo przecież kochałaś… Lecz, cóż świeczka i kwiaty, kiedy widzisz mnie jedynie samego w nieograniczoności przeżywania świata. Smutek mnie wielki ogarnął i otulił szarą płachtą deszczu, kroplami ściekającymi po mojej twarzy. W szarości zamglonej i lepkiej. Rozedrganej… Zimno mi było i pusto w tej przesiąkniętej wilgocią nieskoszonej trawie. (Włodzimierz Zastawniak, 2022-09-10)1 punkt
-
czasu nie zatrzymasz kluczem nie zamkniesz on naszym guru prowadzącym przez życie jego nie oszukasz nie ukryjesz twarzy prędzej czy później ślad na niej zostawi przed nim nie uciekniesz zawsze cię dogoni pokaże twój kres a sam tu zostanie jest pojęciem stałym nigdy nie przepadnie ogień go nie spali woda nie zatopi on był jest i zawsze będzie się śmiał z naszych myśli że kiedyś damy mu radę że z nim wygramy1 punkt
-
Ja jestem zwolennikiem nie wojowniczości, ale skuteczności i przeciwnikiem martyrologii w imieniu moralnych racji. Jak napisałem o westernach, dobro powinno mieć za sobą moralne racje, być mądre i skuteczne i w ostateczności wygrać ze złem.1 punkt
-
A może zadajesz niewłaściwe pytanie..? I dlatego morze nie odpowiada? Ja bym zapytała: o ile za duży jest człowiek. I już słyszę grzmiącą, groźnie falującą, smagającą wiatrem odpowiedź, która na sobie czuję - o wiele za duży! W swoim własnym ludzkim pojęciu oczywiście. Myslę, że nad morzem i w wysokich górach nabieramy własciwej wielkości (małości). Inspirujesz, Leszczymie :) Pozdrawiam!1 punkt
-
Słucham Bolera Ravela Zaczyna się spokojnie – piano Werbel podaje rytm Dołącza się flet, grając spokojną melodię. Odpowiada mu klarnet, dźwięki tkają pajęczynę, Skrzypce grają pizzicato wyznaczając takt, Stopniowo dołączają inne instrumenty, Dźwięk narasta fortior et fortior. Przymykam oczy, dając się ponieść melodii Jak spienionej rzece, wzburzonej wełnistą falą, Co niesie mnie hen daleko, do światła, W blasku, co wzrasta wciąż bardziej i bardziej. Dźwięk wciąż narasta, przybiera na sile, W mej wyobraźni maszerują legiony, Formują kohorty i manipuły, Maszerują wytrwale przez pustynię. Porwany przez potęgę utworu, Zaczynam weń wsiąkać, fortior et fortior, Jak w rwącej kipieli dźwięków się nurzam, Siłą bezwładu ciśnięty na rafy. Zatracam się w potędze muzyki, Wszystko dokoła eksploduje W oślepiającym błysku wybuchu Nadchodzi finałowe crescendo. Warszawa – Praga II, 9 IX 2022 Dnia 9 września 2022 10:27 tygrysela <[email protected]> napisał(a):1 punkt
-
1 punkt
-
Z drugiej strony stoi smutny, niekarmiony, pan, co tęskni wciąż do żony. Na fizycznym, ciągłym głodzie, głodne myśli miewa codzień. Pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Elżbieta II https://pl.wikipedia.org/wiki/Elżbieta_II .....mam nadzieję że z Karolem też będzie czasami wesoło ;)1 punkt
-
Potężnie męskie haiku Dominium, w którym pomidor staje się mięsem za rozszalałą kotarą poprutych majtek Pieczara, dymem papierosa zasnuta pety w popielniczce na skromnym stoliku Listowie pokerowych kart w bezładzie porozkładane na owym blacie Pantalony przez oparcie przewieszone tamże i pod nimi skryte gacie Puszki po napojach toczą się w kącie na szafie kartony stoją jak w remoncie A na krześle goryl rozwalony ostatnie ustępy na maszynie dopieszcza zwis swój męski między nogami nagością rozpieszcza Potężny piękny kulturalny mężczyzna1 punkt
-
1 punkt
-
@Leszczym Przepraszam, ale ten specjalista kojarzy mi się z filmem z S. Stallone i S. Stone. szczególnie podoba mi się scena pod prysznicem, potwierdzając profesjonalizm aktorów. Pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Chciałem zobaczyć : szczyty, wyżyny, granie i jaskinie…( Są labiryntami.) Lecz ogarnęła mnie niemoc. Sięgnąłem do chlebaka po : herbatę, chleb z masłem; serem, kiełbasę… Posiliłem się, wziąłem głęboki oddech i chwyciłem ducha.1 punkt
-
Promyczek słońca, Ten piękny, ten jasny, Wciąż oświetla te dziwaczne, Stworzenia, istoty niebiańskie, Wciąż znika i pojawia, Rozszalały, ach dziwaczny, ależ wspaniały, Piękny jak liliowy kwiat, Ognisty i palący, Duszący i to nieraz''. Lecz bez niego, by nie było nas, I tego co żyje wokół nas.1 punkt
-
Poetyczna proza: barwny opis, uczucia wymieszane z myślami, ciekawe skojarzenia. ? Przypomniałem sobie Leningrad (tak, wtedy to był Leningrad), a właściwie przelotne wakacje tam spędzone: długie wieczory, chłodne noce, obiady z kartofli, słodkiej kapusty i kiełbasy doktorskiej, której nie dało się przełknąć, Pałac Piotra, rezydencję Puszkina, Zalew Fiński, podróże metrem bez końca, odór czosnku w wagonach, partie szachów w parkach z przygodnie napotkanymi, dym tanich papierosów, którym jednak zaciągałem się mocno... Za to wszystko serdeczne dzięki. ?1 punkt
-
Wystarczy chcieć. Tylko tyle, by wszystko mieć. Zasiać w umyśle żyznym ziarno marzenia. Podlać je konewką pragnienia. Przesadzić do ogrodu serca na jakiś czas. I czekać cierpliwym i ufnym. Rozkwitły kwiat zraszać łzami wdzięczności.1 punkt
-
Świat należy do postrzelonych. Zawsze należał. I chyba zawsze należeć będzie. Nikt normalny i rozsądny nie bierze się jakoś szczególnie za zmienianie świata, a nawet jeśli o tym pomyśli to teatralnie pada w przedbiegach. W ostatecznym rozrachunku intencje, czy robi się to na lepsze, czy na gorsze nie mają aż tak wielkiego znaczenia jakby na pozór mogło się wydawać. A to dlatego, że skutki szeregu naszych działań są w gruncie rzeczy zupełnie nieprzewidywalne. Stanowią bowiem zupełnie nieobliczalną wypadkową przeróżnych działań, posunięć i planów najróżniejszych osób. Ileż to razy ktoś chciał dobrze, a wyszło źle i na odwrót. I rzecz jasna im szerzej zakrojone działania tym większe skutki. Efekt bywa dynamitem. Słowem tylko postrzeleni, zresztą na przeróżne sposoby, mają odwagę zmierzyć się z nie do określenia i przewidzenia bałaganem i wejść w takie kłopoty. Oni chyba w ogóle mniej myślą o odpowiedzialności. Władysławowo, 07.09.2022r.1 punkt
-
@Ana Mało tego, że porywają się to jeszcze ich praca przynosi rezultaty ;)) Zgoda ;) I faktycznie dużo musi być w tym szaleństwa ;)) @Kapistrat Niewiadomski Aż nie nadążam z wrzucaniem. To są takie mini rozważania i chyba w takich jako autor czuję się najlepiej ;))1 punkt
-
Urojenie to takie wydawanie. Może trochę w ostrzejszej formie. Może bardziej nieobliczalnie i uporczywe. Bardziej przeszkadza i mocno rozstraja oraz zaburza równowagę. Wielu z nas - również zdrowym - coś bez przerwy się wydaje. Raz trafniej innym razem niecelnie zupełnie. To wydawanie właśnie potrafi nas świetnie zmotywować. Rzecz chyba w tym żeby jak najradośniej i najszczęśliwiej nam się wydawało. Żeby tak jakoś świetlnie i pozytywnie. Żeby wydawanie - nawet nieracjonalne, czy z gruntu fałszywe nas budowało i sprawiało nam przyjemność. Smutki nawet jeśli są, a każdy je ma w niemałym nadmiarze trzeba odganiać, bywa że na siłę. Spójrzcie tylko, że gdyby mi się nie wydawało, że potrafię pisać i mogę to robić sprawnie, ciekawie i dobrze zupełnie, co może być swoją drogą dużym nieporozumieniem, nic bym nie napisał. Kompletnie nic nawet przez całe swoje życie. Inna sprawa, że najprawdopodobniej coś zupełnie innego by mi się wydawało, a może nawet uroiło i zapewne tam skierowałbym własne poczynania. Jestem zdania, że jak nam już coś się wydaje, to niech nam się - a co tam - wydaje na maksa. I bądżmy w tym hojni, a co. Władysławo, 06.09.2022r.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzięki, a istotnie, można czytać na dwa sposoby, dla dorosłych i dla dzieci:).1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne