Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.09.2022 uwzględniając wszystkie działy

  1. wylecz moje nogi obie niechaj idą tam gdzie chcą a ja nazwę ciebie bogiem chociaż inni z ciebie drwią wylecz moje ręce obie bym cię w końcu dotknąć mógł bym palcami twoje skronie wymasował w tył i w przód wylecz moje serce chore co czasami nie chce żyć rozwiąż ten splątany worek i dopompuj więcej krwi wylecz moją chorą głowę wygoń precz z niej myśli złe poczuć chciałbym się jak człowiek co to jeszcze mu się chce fota z netu.
    12 punktów
  2. Otarł Jasiek pot swój z czoła: - Matko moja ,znowu szkoła! Znów w tej ławce siedzieć muszę, przecież ja tu się uduszę! Nie wysiedzę godzin tyle, chciałbym wyjść choćby na chwilę... Znów sprawdziany i kartkówki, Jasiek nie ma do nich główki. Kombinuje każdy ranek, by nie zostać przepytanym. Poniedziałek miał ból głowy. Wtorek - też nie był gotowy. W środę schował się pod ławką, zdradził się niechcianą czkawką. W czwartek Jasiek znów był chory, zjadł nieświeże pomidory. Piątek- jeszcze nie wyzdrowiał, cały weekend też chorował. Chciał uniknąć tak sprawdzianu. - Oj ,jak ja współczuję Panu! Rzekł z politowaniem lekarz. - Czemu ciągle tak uciekasz? Żeby zniszczyć swoje lęki musisz problem wziąć do ręki. Zdusić go tak jak komara, bo przyleci cała chmara. Jasiek choć się bał- spróbował. Tak swe życie uratował. Zamiast ciągle symulować, zaczął szkołą się zajmować. Zbierał szóstek całą chmarę, bo rozprawił się z komarem.
    7 punktów
  3. jeśli ubiorę je w słowa będą jak zwierzęta skazane na polowanie jeśli ich nie wyrażę będą polować na mnie
    7 punktów
  4. ptaki jeszcze nie odlatują jeszcze pełno żaru w piecu lata jakże łatwo wywołać płomień wystarczy rzucić kilka drew nie widziałem Twoich oczu przez ogień nie widziałem przez wodę ciągle patrzę na Ciebie przez krzywe szkło głupiej nadziei
    7 punktów
  5. bukiet polnych kwiatów w wazonie zapach porannej kawy chleb na stole to wszystko miło zaczyna kolejny dzień ozdobiony uśmiechem w którym widać nadzieje pachnącą jak ten bukiet i chleb który cieszy
    4 punkty
  6. Urojenie to takie wydawanie. Może trochę w ostrzejszej formie. Może bardziej nieobliczalnie i uporczywe. Bardziej przeszkadza i mocno rozstraja oraz zaburza równowagę. Wielu z nas - również zdrowym - coś bez przerwy się wydaje. Raz trafniej innym razem niecelnie zupełnie. To wydawanie właśnie potrafi nas świetnie zmotywować. Rzecz chyba w tym żeby jak najradośniej i najszczęśliwiej nam się wydawało. Żeby tak jakoś świetlnie i pozytywnie. Żeby wydawanie - nawet nieracjonalne, czy z gruntu fałszywe nas budowało i sprawiało nam przyjemność. Smutki nawet jeśli są, a każdy je ma w niemałym nadmiarze trzeba odganiać, bywa że na siłę. Spójrzcie tylko, że gdyby mi się nie wydawało, że potrafię pisać i mogę to robić sprawnie, ciekawie i dobrze zupełnie, co może być swoją drogą dużym nieporozumieniem, nic bym nie napisał. Kompletnie nic nawet przez całe swoje życie. Inna sprawa, że najprawdopodobniej coś zupełnie innego by mi się wydawało, a może nawet uroiło i zapewne tam skierowałbym własne poczynania. Jestem zdania, że jak nam już coś się wydaje, to niech nam się - a co tam - wydaje na maksa. I bądżmy w tym hojni, a co. Władysławo, 06.09.2022r.
    4 punkty
  7. Po ulicach deszczem spłakanych i w mdłym blasku latarni, Krążą szare ćmy, szukając otuchy w świetle sztucznych lamp, Spocząć im nie sposób, muszą wciąż latać, tu-tam-siam-owam, Po mokrym od deszczu asfalcie, pośród wiatrowych wiuwań. Same, w zimnie, na pustych ulicach i w domach zagasłych, Błąkają się, wieczne, spadłe z raju, zagubione dusze, Szukając swojej drugiej połowy, na dobre i na złe, Wraz z upływem czasu coraz bardziej zwiędłe i samotne. Tulą się w swoich ramionach będąc na poły już martwe, Próbują się ogrzać chociażby tą drobniutką iskierką, Dusze, choć poranione przez życie i nieufne ździebko, Lecz, pomimo wszystko i na przekór wierzące - iż warto. Niespodzianie spływa na nie z góry jakiś blask magiczny, Obejmując w swoje drapieżne posiadanie cały świat, Ów blask wypala nam dusze, przenika na wskroś ciała, We współczesne Pompeje zmienia cały świat dookolny. A to jest światło, co niesie w sobie, na przekór wszystkiemu, Zarówno zagładę, jak też zalążek dobrej nadziei, Jedno musi umrzeć, aby narodzić się mogło nowe, I nie ma na to rady, gdyż tak to już jest urządzone. Warszawa, 6 IX 2022
    3 punkty
  8. Nasza złota Iga z małego Raszyna Mocna dla rywalek jak z filmu Maryna Gdy do piłeczek dobrze podchodzi I topspinowy forehand jej wchodzi To pięknie wygrywa ta dzielna dziewczyna
    3 punkty
  9. B to bardzo seksowna litera bo kształt "brzuszków" bo wielkość B bo Brigitte Bardot brzoskwinia i banan bachanalia blondynki w bikini brunetki w bikini blondyni w bokserkach bruneci w bokserkach bo ból bez bliskości Boże jestem beseksualistą!!!
    3 punkty
  10. - Oooh... ale chyba nie zamierzasz na tym poprzestać? - zapytała rozorgazmowana Soa, spoglądając na Mila znacząco. - Pewno, że nie - odpowiedział. - Tak jak zresztą wiesz, bo wciąż cię czuję... również w moim umyśle - dodał, puszczając do niej oko. - Kontynuujmy więc - przesunął czubkami palców od piersi ku dołowi brzucha, zaraz po tym schylając się do miejsca jej ciała, które przed chwilą opuścił. - Mil... - wydyszała po pewnym czasie. - Prawda - odmruknął, uśmiechając się i do niej, i do własnych myśli. - Najwyższy czas na... inne działanie. Obrócił ją na brzuch i uniósł biodra, klękając za nią i przysuwając jej uda do swoich. Czego spodziewała się i nie spodziewała zarazem. Czego oczekiwała i jednocześnie nie. - Ależ Mil... - jęknęła, zaciskając dłonie na fałdach koca. Poczuła, jak krew w jej żyłach znów szaleńczo przyśpiesza. By w moment później zwolnić i przyspieszyć znowu do tempa jego krwiorytmu, tworząc razem wspólne. Pod zamkniętymi powiekami widziała jasność. Intensywną i zarazem łagodną, jakby światło docierało do nich przyćmione jakąś delikatną zasłoną. Wszystkie inne doznania jakby nagle zgasły: koc w dłoniach i pod kolanami, ciepło słońca na włosach, karku i górnej części pleców, łagodny szum falującego przed nią oceanu. Czuła tylko Mila, poruszającego się w niej rytmicznie i niespiesznie, i jego dłonie, trzymające ją w talii. I wspomnianą jasność w przymkniętych oczach. Dotyk i poczucie trwały dostatecznie długo... * * * - Też miałem na nią... mm, ochotę - przyznał się Mil przed sobą samym, wciąż skoncentrowany na dawaniu i braniu. Na branej dziewczynie. Na przyjemności, którą odczuwał i dawał. I na widoku jej zgrabnego ciała przed sobą. A szczególnie - tu powiedzmy sobie szczerze - na pewnej jego części. - Rumień się, Soa, rumień - pomyślał, zetknąwszy na jej rozanieloną doznaniami, a jednocześnie dziką buzię. - Rumień się - uśmiechnął się ponownie. - Uwielbiam to. * * * - Też miałam na niego ochotę - pomyślała Soa w tej samej chwili, gdy jemu zaświtała podobna myśl. - I to od dawna. Teraz, powiedzmy sobie - myślała dalej, wydzielając trochę przyjemności na myślenie - warunki są wybitnie sprzyjające. Słońce, plaża, egzotyczne miejsce, cisza i spokój. Chcę tego, pragnę tego. Też to lubię. Bardzo lubię. I potrzebuję. A on... - zawróciła myślami do mężczyzny, poruszającego się za nią i w niej jednocześnie - nawet mi się podoba, mimo różnicy lat. No i - tu wewnętrznie uśmiechnęła się jeszcze szerzej - się nadaje. Cdn. Voorhout, 06.09.2022
    2 punkty
  11. Kolejna noc nadchodzi, Siedzę na podłodze, samotna. Swą trzęsącą dłonią Łapię za jedwabną celulozę. Tym razem dna dosięgam, Czy zostały mi jakieś wyjścia? Wiem, że nie zrobiłam wszystkiego, Wiem, że czas mi się kończy. Jednak, czy mogę po prostu się poddać? Wcale nie chcę tak umierać. Ostatnia deska ratunku mi pozostała, Do stracenia nic już nie mam. Teraz będzie dobrze, prawda? Jedno wyznanie, A tyle zmienia...
    2 punkty
  12. nie no, kurna , ten tego .....musiałem, chciał nie chciał to zamieścić : \ fota z netu:
    2 punkty
  13. @Kwiatuszek Piękna naiwność i za to plus.
    2 punkty
  14. @Rolek No prawie że dobro narodowe... :) Bystre, pracowite i utalentowane ;) I ładne :)
    2 punkty
  15. Kobiecie tak trudno dogodzić! Na nadchodzące Walentynki planowałem kupić jej coś wyjątkowego, czego jeszcze nigdy nie miała. Nawet gdyby zerwała ze mną następnego dnia, ten upominek miał ocalić mnie od zapomnienia. Chciałem, żeby patrząc na to po latach pomyślała: „Jednak miał klasę i charakter”. Może nawet byłoby jej żal, że nie jesteśmy już razem. Postanowiłem kupić jej coś, co związałoby nas na zawsze. Zacząłem od sporządzenia listy upominków: ode mnie, a również tych, które podarowali jej znajomi, choć oczywiście nie mogłem wiedzieć o wszystkich. Pierwsza lista nie była zbyt długa, gdyż nie dostawała ode mnie wielu podarków. Zazwyczaj były to okazyjne bukiety, ułożone z wyszukanych roślin. Ilekroć kwiaciarka pytała: — Do ilu? Szybko ją poprawiałem: — Nie do ilu, ale od ilu. Jednego razu wręczyłem jej wiązankę z egzotycznym kwiatem o trudnej do wymówienia nazwie, sprowadzanym z drugiego końca świata przez największego importera w Amsterdamie. Jej reakcją był uśmiech, lecz nie taki powodowany autentycznym uczuciem wdzięczności, tylko szablonowy, który za darmo można ściągnąć z witryny Google. Kilka dni później zwierzyła się koleżance, jak bardzo była rozczarowana: — Wiesz, przyniósł mi takiego badyla, co rosną w rowie jak osty. Czy on myśli, że ja jestem jakaś krowa? Innego razu, kiedy przechodziliśmy koło Cepelii, zauważyła na wystawie nieduży obrazek wyszywany kolorowymi nićmi z muliny. Przedstawiał szczupłą kobietę siedzącą z kwiatem w dłoni na ławce w parku. — Ależ to piękne, jak ja bym chciała mieć coś takiego… — westchnęła. Popatrzyłem na cenę — była rujnująca, lecz zaraz pomyślałem: nie ma takiego wydatku, którego bym dla niej nie poniósł. Pracowałem po godzinach, również w wolne soboty, oszczędzałem na jedzeniu, a myśl, że robię to wyłącznie dla niej, stawała się największą motywacją. Niedługo były jej imieniny i podarowałem jej ten niezwykły upominek, nie bez cienia nadziei, że przypadnie jej do gustu. — Kochany, to najpiękniejszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. Skąd wiedziałeś, że uwielbiam takie rzeczy? Zarzuciła mi ręce na szyję, lecz nie było w nich odrobiny ciepła. Po kilku tygodniach, szukając parasolki, odnalazłem nieszczęsne rękodzieło: leżało za szafą w przedpokoju, całe pokryte kurzem i pajęczyną. — Ach jak dobrze, że to znalazłeś. Sama nie wiem, jak to mogło przepaść bez śladu — skłamała bez zająknięcia. Miałbym łatwe zadanie gdyby lubiła bibeloty. Kupiłbym jej wtedy jakiegoś fikuśnego pajacyka, albo misia, do którego mogłaby się przytulić, ale ona była osobą gustowną, o wyszukanym smaku i gardziła taką taniochą. Myślałem o czymś z ubrania, lecz tu wybór był jeszcze trudniejszy: jeden rękaw może być przykrótki, szew nierówny, albo guzik przyszyty pod złym kątem. Poza tym, nie wiedziałem jaki nosi rozmiar, a gdy proponowałem wyjście na basen lub plażę, żebym mógł ją dokładnie ze wszystkich stron obejrzeć, wymawiała się rozstrojem żołądka bądź migreną. Jeszcze gorzej sprawa się miała z obuwiem. Jednego razu asystowałem jej przy zakupie luksusowych botków z zameczkiem. — Jak ci się podobają? — Super. — A te? — Fantastyczne. — No, to które lepsze? — Sam nie wiem… — Jesteś typowy facet, nawet doradzić nie potrafisz! — Cisnęła we mnie butem i rozzłoszczona wybiegła ze sklepu. Myślałam też o biżuterii jako najbardziej oryginalnym sposobie wyrażania uczuć, tylko nie miałem pojęcia co wybrać. Na szczęście w katalogu w internecie natrafiłem na reklamę pierścionka z ośmiokaratowym opalem, oprawionym w srebro szterlinga i rod, doskonale imitujący o wiele droższą platynę. Bursztyny, perły, korale podobne są do siebie, ale dwóch identycznych opali nigdy się nie znajdzie. Kamień w zależności od pory dnia i roku mienił się tuzinem różnych barw, a ja widziałem w nim jej odbicie — rankiem przy śniadaniu uśmiechała się do mnie niczym blady płatek róży, wieczorem jej usta nabierały koloru dojrzałej brzoskwini. Niestety, również i tym razem mój trud poszedł na marne: zrobiła minę jakbym kupił to w sklepie z drobiazgami za dwa złote. Nigdy nie włożyła tego pierścionka na palec, a później się dowiedziałem, że sprzedała go na e-bay za całkiem niezłą sumę. Może najprościej byłoby zaprosić ją do restauracji na kolację przy świecach, albo na kawę i ciastko do coffeeheaven. Siedzielibyśmy w wygodnych fotelach, raczyli się delicjami, podziwiając widok na Zamek Królewski i rynek Starego Miasta, byłoby cudownie… Czy aby na pewno? Skądże, taka możliwość nie wchodziła w grę — była obsesyjnie przewrażliwiona na punkcie swojej figury i odżywiała się wyłącznie według ścisłej diety, której jadłospis żadnej restauracji by nie sprostał. Osobiście wolę kobiety o nieco bardziej zaokrąglonych kształtach, lecz nigdy nie miałem odwagi powiedzieć jej o tym. W końcu wpadłem na fantastyczny pomysł, prawdziwa bomba: podróż cruiserem po Adriatyku! Trasa z Dubrownika na wybrzeże dalmatyńskie, po drodze egzotyczne wysepki, gdzie niebo jest błękitne, a deszczu ani kropli. Czyż można ten ponury, lutowy dzień, spędzić w lepszym miejscu? Dzielilibyśmy przez osiem dni jedną kabinę, wspólnie jedli, pływali w basenie i grali w kręgle, tańczyli na dyskotece, a wieczorami spacerowali po pokładzie, obserwując delfiny, skaczące na tle zachodzącego słońca. Ten statek to byłby nasz Titanic. Poprosiłbym, żeby zamknęła oczy, poprowadził ją do poręczy na dziobie, schwycił za ręce, rozpostarł je ku górze i zawołał: — Teraz. A ona na to: — Frunę! Nie, takich momentów się nie zapomina, choćby musiała z powrotem polecieć na Wenus. Natychmiast się zalogowałem, żeby zrobić rezerwację… Co? Wszystkie miejsca zabukowane? Niemożliwe! Zadzwoniłem do agenta — to samo. W takim razie, może karnet narciarski do Jasnej w Słowacji? Warunki do zjazdu przyzwoite i taniej niż w Krynicy… Już widziałem nas zjeżdżających ze zbocza slalomem między świerkami, gdy naraz przypomniałem sobie, jak ostatniego dnia lata, wybraliśmy się na piknik do parku rozrywki w Powsinie. Tylko usiadła na kocu, od razu zaczęła podrygiwać i drapać się po całym ciele. — Jakieś robaki mnie oblazły, nie cierpię tego paskudztwa. Nie przywoź mnie tu więcej! W miarę upływających dni kończyły mi się pomysły. Niepocieszony krążyłem ulicami i obserwowałem przed-walentynkową gorączkę: Udekorowane sklepy na Nowym Świecie, przy wejściu tłum przechodniów. Chłopak w moim wieku kupuje drobiazgi, nie jakieś wyszukane nie wiadomo coś, tylko zwykłe karteczki z napisami, wierszykami, czerwone serduszka z błyszczącego papieru, pluszowe misiaczki, maskotki. Patrząc na niego próbowałem odgadnąć: czy miał aż tyle narzeczonych, czy może tę jedyną kochał tak bardzo? Zrezygnowany, zamierzałem wrócić do domu, kiedy na rogu ulicy zauważyłem sklep, którego przedtem tam nie było. Przeczytałem kolorowy szyld na ścianie i nie namyślając się wiele, wszedłem do środka. Choć front sklepu był dość wąski, wewnątrz wystarczało miejsca na obszerną sień, szeroką ladę, a za nią stos metalowych klatek, ułożonych jedna na drugiej, na kształt gigantycznej piramidy. — Czym mogę łaskawemu panu służyć? Za ladą stał niski, grubawy człowiek, ubrany wyjątkowo wykwintnie: czarną marynarkę, tego samego koloru spodnie i białą koszulę z włoskim kołnierzykiem, bez kieszeni, co nadawało jej elegancki ton. Szyję sprzedawcy ozdabiał niezbyt szeroki krawat z jedwabiu w wiśniowym kolorze, wiązany asymetrycznym węzłem z niedużą łezką. Krój mankietów wskazywał, że całość musiała pochodzić z najmodniejszej pracowni. Na rękach miał białe, bawełniane rękawiczki, a na jednej z nich, wyszyty purpurową nitką monogram „HP”. Mężczyzna wyglądał na około sześćdziesiąt lat; na jego głowie nie było prawie wcale włosów, za to nad górną wargą wyrastała kępka czarnych, gęstych jak szczoteczka i przystrzyżonych równiutko wąsów. Poza tym, nie było w jego twarzy nic szczególnego, może za wyjątkiem pary czarnych, przenikliwych oczu, które utkwił we mnie, gdy tylko zabrzmiał dzwonek u drzwi. Odniosłem wrażenie, że jest magiem i potrafi czytać głęboko w moich myślach. — Czym mogę łaskawemu panu służyć? — doszedł zza jego pleców zachrypnięty głos, choć w sklepie oprócz nas nie było nikogo. — Ja tak tylko… — zacząłem lekko zmieszany. — Przechodziłem ulicą… nigdy przedtem nie widziałem tego sklepu… Sprzedawca pozwolił mi skończyć, po czym pochylił głowę, oczekując konkretnych pytań, ale milczałem, więc się wyprostował, uśmiechnął i odezwał niespodziewanie energicznym, jak na osobę w jego wieku, głosem: — Nie mógł szanowny pan wybrać lepszego dnia, lecz proszę wpierw spocząć. Domyślam się, że sporo się pan dziś nachodził… To mówiąc wskazał fotel pod ścianą, który pomimo wiekowego wyglądu dawał wygodne oparcie, nie zapadł się, ale był idealnie miękki i sprężysty. Sprzedawca poczekał, aż przyjmę komfortową pozycję, za co byłem mu wdzięczny, gdyż nóg faktycznie już nie czułem. — Właśnie prowadzimy promocję wielu cennych okazów, których normalnie nie sprzedajemy w sklepie, tylko na prywatnej aukcji. Po tym wyjaśnieniu wskazał na niedużą alkowę z boku sali, gdzie na wysokich taboretach stało kilka stylowych klatek z bajecznie kolorowymi ptakami. Jeden z nich przekrzywił łebek i wpatrywał się we mnie parą malutkich, czarnych oczu. — Tylko na prywatnej aukcji! — powtórzył skrzeczącym głosem. Widząc moje zakłopotanie, sprzedawca kontynuował: — Podobnie jak ludzie, każda papuga jest inna, każda ma unikalne zalety… — A te… — Wskazałem na klatki w najniższym rzędzie. — Jaką mają zaletę? — Nie kosztują wiele, ale potrzebują dużo czasu, żeby się nauczyć prostych zwrotów, takich jak: „na zdrowie” lub „jak się masz?”. — A przeklinać potrafią? Sprzedawca uśmiechnął się spod wąsa. — Jeszcze jak! — i poważniejszym tonem dodał — ale po co marnować wybitny talent na tak przyziemne rzeczy. — A te wyżej? — Są w stanie się nauczyć do tysiąca słów w ciągu roku. Popatrzyłem na rzędy klatek piętrzące się pod ścianą. Z ich wnętrza przyglądały mi się z zaciekawieniem egzotyczne ptaki, różnej wielkości i koloru. — A ta liniejąca, pewnie po obniżonej cenie? — Pokazałem na papugę, która wyglądała jakby wyszła jej przynajmniej połowa piór. — Niech szanowny pan nie da się zwodzić pozorom. Upierzenie nie jest oznaką talentu, często wprost przeciwnie: taka co traci pióra, rozwija inne umiejętności. Wczoraj sprzedałem białą kakadu, która choć już nie najpiękniejsza, potrafiła zaśpiewać po niemiecku całą arię Królowej Nocy z Czarodziejskiego Fletu, bez jednej złej nuty. „Ta odpada, ona nienawidzi opery” — pomyślałem, a głośno dodałem: — A te w wyższych rzędach? — Potrafią naśladować języki podobne do polskiego: czeski, rosyjski… — To te nad nimi znają pewnie francuski i hiszpański? — Tak właśnie! Jak szanowny pan na to wpadł? — Sprzedawca nie posiadał się z zachwytu. Uniósł wysoko brwi i opowiadał z przejęciem: — Mój brat prowadzi podobny sklep na Rue Parrot w Paryżu. To taka mała uliczka, zaraz przy dworcu Gare de Lyon, kilka kroków od brzegu Sekwany… — Pan wybaczy — wszedłem mu w słowo — ale nigdy nie byłem w Paryżu. Asystent umilkł i spojrzał na mnie z wyrozumiałością. — Ach tak, nie szkodzi. Chciałem tylko powiedzieć, że raz na jakiś czas wymieniam się ptakami z bratem. Wtedy się uczą obcych języków jeszcze szybciej. — Ale czy zdążą? — Papuga żyje przeciętnie dwadzieścia lat, czasem sto, a nawet dłużej. To wspaniały kompanion na całe życie. Pan z myślą o sobie, czy o kimś innym? — Ja tak tylko… Zastanawiam się, po co komuś papuga, jaki z niej pożytek? Sprzedawca zaśmiał się z fałszywym tonem w głosie, jakby chciał ukryć wadę produktu, który zachwala. — Łaskawy pan to wytrawny klient, a ja takich cenię najbardziej. To prawda, że zwykłemu człowiekowi papugi mogą się wydawać czymś zupełnie zbytecznym: to straszne bałaganiary, zawsze się czegoś domagają, są hałaśliwe i samolubne, wiecznie zajęte sobą i narzekają na wszystko… „Znam dobrze taką jedną” — zaśmiałem się w duchu, lecz sprzedawca nic nie zauważył i ciągnął dalej: — Ale są piękne, a ile piękno jest warte, sam pan wie. — Tutaj wbił we mnie świdrujący wzrok. — Gdybyśmy nie mieli tej odrobiny piękna, tego powabu przyciągającego oczy, to otaczałaby nas zewsząd przeciętność i szpetota, czyż nie tak? „Och tak, czym byłby świat bez niej?” — Myśleliśmy całkiem podobnie. — No niech łaskawy pan raczy tylko spojrzeć na tę szkarłatną makawę z Meksyku. Czyż nie jest prześliczna? Czerwona główka, żółta kryza, a kuperek cały niebieściutki! — Owszem, jest niczego sobie, ale taki okaz musi kosztować. — Akceptujemy większość kart kredytowych i pobieramy tylko pół procenta od transakcji, a od łaskawego pana — w tym miejscu zmienił ton na poufny, jakbym był jego kluczowym klientem — na transakcji potrącamy zero, nulla. A więc? Szczyt piramidy był uwieńczony największą ze wszystkich klatek, we wnętrzu której drzemał ptak olbrzymich rozmiarów. Miał on jednakże nieproporcjonalnie krótki dziób, długi, przywąski ogon, jakby brakowało w nim kilku piór i ubarwiony był zgoła niepięknie, raczej na pstrokato. — A ten tam, na samej górze. Ile on kosztuje? Sprzedawca w odpowiedzi wyjął z pudełeczka wizytówkę, skreślił na jej odwrocie kilka cyfr i podał mi do ręki. — Specjalna oferta, tylko do następnej soboty. Popatrzyłem i pomyślałem, że za taką cenę można by równie dobrze kupić sobie kota w butach, który przyniósłby właścicielowi olbrzymią i dozgonną fortunę, bez potrzeby inwestycji i amortyzacji. Skoro tak, to ten ptak musi znać tysiące słów w rozmaitych językach i dialektach całego świata. — A co on potrafi, ile zna języków? Sprzedawca zamrugał oczami, jakby nie do końca zrozumiał moje pytanie. — On, języków? Żadnego. On jest tutaj dyrektorem.
    1 punkt
  16. jedyne czego mi potrzeba to poznać numer do nieba zadzwoniłabym i byśmy sobie pogadali powspominali o tym jak byliśmy mali byśmy się śmiali całą noc jak za starych czasów schowali pod koc ukryli przed prawdą i światem byśmy leżeli na ziemi jak to robiliśmy latem byśmy opowiedzieli co słychać u nas ile lat minęło, jak szybko mija czas i może bym się dowiedziała jak jest tam - po drugiej tęczy stronie kiedy nadejdzie naszych dni już koniec i byśmy byli tylko ty i ja - my sami tak jakby nie było nic poza nami jakbyśmy nie byli rozdarci pomiędzy światami...
    1 punkt
  17. złoto rozsypuje się w liściach a liście w brązach w czerwieni pojawia się mgła... (lubiana wersja @duszka) ====================== wszystko spowalnia... interwały coraz dłuższe złoto rozsypuje się w liściach a liście w brązach w sercach pojawia się mgła... (lubiana wersja @aff)
    1 punkt
  18. wybrane z kosza życzeń uśmiechnięte czasami swoje istnienie prezentują różne moje buraki marchewki i ziemniaki te które wykopałam te połamane w trakcie i te zazielenione brakiem albo nadmiarem słońca leżą tu obok siebie a ty kiedy przychodzisz witasz się nieświadomy że też nosisz swoje warzywa w każdym geście i słowie surowe kładziesz na stół gdy pytam czy gotować ależ nie ma potrzeby odpowiadasz bardzo zdziwiony tym że ktoś zauważył co kopcowałeś w sobie przez calutkie życie
    1 punkt
  19. KAI MINUS GERDA KAJ BEZ GERDY Kai Metov, the brightest symbol of the R-pop in the 90s, has refused to remain only a part of the past. He remains a living icon still able to gather the full house in Russia. You can't kill the first post-Soviet pop music's sex idol. His young-looking appearance, his velvety, a little bit hoarse voice made a charming impression on his audience, especially on women. A gifted arranger with the conservatory background, he used to reinforce the electronic pop music in a thrash style with the heavy metal inclusions in his songs. The dancing rhythm, true-to-life simple lyrics, special heartfelt sound of his slightly "vicious" voice, informal intonation and trash-like, bizarre settings of his music videos shaped his patented style. The lyrical hero of his songs was a naive and sentimental macho, the real, though not self-confident one. It attracted hearts and aroused sympathy. Kaj Mietow, najjaśniejszy symbol R-popu lat 90., nie chciał pozostać tylko częścią przeszłości. Pozostaje żywą ikoną, która wciąż jest w stanie zebrać pełny dom w Rosji. Nie da się zabić pierwszego seksualnego idola postsowieckiej muzyki pop. Jego młodzieńczy wygląd, jego aksamitny, nieco zachrypnięty głos wywarły na słuchaczach, zwłaszcza na kobietach, czarujące wrażenie. Utalentowany aranżer z konserwatorskim zapleczem, w swoich utworach wzmacniał elektroniczną muzykę pop w stylu thrash metalowymi wtrąceniami. Tańczący rytm, realistyczne, proste teksty, szczególne, serdeczne brzmienie jego nieco „okrutnego” głosu, nieformalna intonacja i tandetne, dziwaczne oprawy jego teledysków ukształtowały jego opatentowany styl. Lirycznym bohaterem jego piosenek był naiwny i sentymentalny macho, prawdziwy, choć nie pewny siebie. Przyciągał serca i budził sympatię. I do not believe you! Sung by Kai Metov. Nie wierzę ci! Śpiewane przez Kaja Mietowa Music, Lyrics and Vocal by Kai Metov Autor piosenki i piosenkarz Kaj Mietow I DO NOT BELIEVE YOU NIE WIERZĘ CI You made a dive in an ocean of friends, A female friend's but far from being a man. You say today you are forbidden, "Be kind!", But you are telling lies. Utonęłaś w oceanie przyjaciółek. Ale przyjaciółka jest daleko do przyjacióła. Mówisz, że nie możesz dzisiaj, Ale to wszystko bzdury. Call a good friend of yours; I've got a friend, We'll throw a party; it's a piece of cake. But you are telling that she isn't out for that, Besides she is engaged. Weź przyjaciółkę - mam przyjaciela Zróbmy przedstawienie – to kwestia trzech minut. Mówisz, że dzisiaj ona nie jest taka jak zawsze, Poza tym nie jest sama. CHORUS Your female friend, well, she can trust you, okay! But how can I accept the lie that you tell? I do not believe you! (x3) To twoja przyjaciółka może ci wierzyć, Ale jak mogę uwierzyć w twoje bzdury? Nie wierzę ci! (x3) You seem to go for a walk! Moonlit night! I wonder when then we are back tonight. But you are telling me, "Beware of my mom!" -You don't pile it on! Wygląda na to, że chcesz pospacerować przy księżycu. Pytanie: "Kiedy wrócimy do domu?" Mówisz, że podła matka czeka w domu, Ale to wszystko bzdury. CHORUS Votre réponse est "Merde alors!", Je veux que tu vois autre chose, Je veux te dire ce que je pense, Parce que nous sommes maintenant en transe. Twoja odpowiedź brzmi "Cholera!", Chcę, żebyś zobaczyła coś jeszcze, Chcę ci powiedzieć, co myślę, Bo jesteśmy teraz w transie. Hé, bébé, viens à moi! Je veux voir que tu dance ce soir, Je veux te toucher tous les jours, Dis-mois, "Oui!" et "Mon amour!" Hej, kochanie, chodź do mnie! Chcę zobaczyć jak tańczysz dziś wieczorem, Chcę cię dotykać każdego dnia, Powiedz mi, "Tak!" i "Mój drogi!" A cartoon-like voice in the background: "Don't let's make a thing of it! Don't let's? Well, I say, don't let's!` W tle głos jako z kreskówek: "Nie, nie chcemy. Zmienimy temat? Nie myślmy o tym!" I do not believe you! Sung by Kai Metov. Nie wierzę ci! Śpiewane przez Kaja Mietowa *** SOMEWHERE FARAWAY IT RAINS GDZIEŚ DALEKO PADAJĄ DESZCZE "Somewhere faraway it rains". Songwriter and singer Kai Metov."Gdzieś daleko padają deszcze". Autor piosenki i piosenkarz Kaj Mietow. Somewhere faraway it rains. So what, I don't care about rains. Only you I care about today. As to rains, today they'll have to wait. Gdzieś daleko padają deszcze. I co z tego, niech dalej padają. Jesteś dziś dla mnie najważniejsza, A deszcze poczekają dzisiaj. Somewhere faraway there rumble the seas. Let them rumble as much as they would like, All you care about today is me. Once the seas, all time the seas, that's right. Gdzieś daleko szumią morza, I co z tego, niech szumią. Dziś jestem dla tobie najważniejszy, A morza to w Afryce też morza. CHORUS I gonna switch off my phone To stay with you all alone. I wish all sorrows would pass. Only you I care about today, All the rest today will have to wait. Wyłączę telefon Będziemy tylko we dwoje. Niech przeminą wszystkie smutki Jesteś dziś dla mnie najważniejsza, A inni poczekają. That is what I wanted to reveal, But I do not know what there'll be, It's in human nature to dream dreams, But today my dream is only thee. Od dawna chciałem ci powiedzieć, Ale nie wiem, co będzie potem. Marzyć jest ludzką naturą Ale moim marzeniem dzisiaj jesteś ty. "Somewhere faraway it rains" live in 2014. "Gdzieś daleko padają deszcze" na żywo w 2014 r. *** GIMME, DO GIMME... DAJŻE MI, POZWÓL... Gimme, do gimme... Dajże mi, pozwól... How often in our lifetime we lose what сan't get back, We go on to live complaining of it after the fact. Gimme, do gimme a shot of mad joy, Gimme, do gimme... Często w życiu tracimy coś, czego nie można zwrócić. A potem besztamy się, kontynuując ścieżkę Dajże mi łyk szczęścia Dajże mi, pozwól... Let me be for once beloved, Let me be for once delighted, Since whatever they would rather, We have not forgotten each other, So gimme, do gimme! Pozwól mi choć raz być kochanym, Pozwól mi choć raz być szczęśliwym. Wbrew temu, co mówią, (war.: I cokolwiek by mówiono) Nie zapomnieliśmy o sobie nawzajem Dajże mi, pozwól! CHORUS Maybe someday hereafter we shall separate Like two ships in the blue sea we'll say good-bye and wave. But now that it is your eyes that look so tenderly in mine, With each other we feel fine, we'll just sing more than one time, La-la-la-la-la-lai, La-la-la-la-la-lai. Może kiedyś rozstaniemy sobie nawzajem. Nasze statki po prostu rozpłyną się w błękitnym morzu. Ale teraz kiedy patrzysz na mnie tak czule, I nie jest źle dla nas dwojga, nie raz zaśpiewamy: Ła-ła-ła-ła-łaj, Ła-ła-ła-ła-łaj. As you know, there is no smoke without flame. Anything that's true important is not pronounced in vain. Gimme, do gimme a shot of mad joy, Gimme, do gimme... Jak wiadomo, nie ma dymu bez ognia. Nikt nie wypowiada się ważnych słów ot tak Dajże mi łyk szczęścia, Dajże mi, pozwól... Let me be for once beloved, Let me be for once more artful, Since whatever they would rather, We have not forgotten each other, So gimme, do gimme! Pozwól mi choć raz być kochanym, Pozwól mi choć raz być podstępnym. Wbrew temu, co mówią, (war.: I cokolwiek by mówiono) Nie zapomnieliśmy o sobie nawzajem. Dajże mi, pozwól! CHORUS
    1 punkt
  20. @Rolek Słusznie. SFORĘ*
    1 punkt
  21. @GrumpyElf Weterynarz spod Babiej, opowiadał mi, jak jego wszystkie psy nagle przybiegły do domu. Za siatką posesji siedział basior. Taka jest moc wilków. Pozdrawiam
    1 punkt
  22. To było bardzo dawno dziś pamięć mnie zawodzi lecz o tym wciąż pamiętam byliśmy wtedy młodzi. Sadowiąc w jednej ławce złączyła nas belferka potem to już na przerwach graliśmy często w berka. Czasami i w dwa ognie a nieraz w chowanego graliśmy też w Piotrusia we flirt, kto kogo czego. Raptem sam nie wiem, kiedy bez żadnych podpowiedzi stwierdziłem, że miss szkoły tuż obok w ławce siedzi. Korony nie nosiła i wcale nie musiała powalił mnie jej urok a także bliskość ciała. Zacząłem, więc zaloty jej czynić a awanse czynione po raz pierwszy dawały nikłe szanse. Co niemożliwe dzisiaj wytrwałość wynagradza i ona po dwóch latach na randki ze mną chadza. Rozstanie było trudne ale je mężnie zniosłem a dziś w sejmowej ławie posłanka siedzi z posłem.
    1 punkt
  23. To nic, że miałeś swoje "jazdy" Czekam na Ciebie, myśląc o Tobie. Wiem, że będziesz gdy zabłysną gwiazdy Życie rozkwitło wyobrażam sobie, Że nigdy jego kwiatów nie zmiecie wiatr, Mimo upływających dni, miesiący, lat...
    1 punkt
  24. Zgadza się:). https://www.tennis.com/baseline/articles/in-case-you-forgot-andy-murray-played-the-2022-us-open-with-a-metal-hip
    1 punkt
  25. Witam - nie uniknione - każdego dopadnie - Pozdr.
    1 punkt
  26. @OloBolo Taaa żeby mi się tak chciało jak czasem mi się nie chce, pozdrawiam
    1 punkt
  27. I ZA KADREM MERDA KAZI.
    1 punkt
  28. zgadzam się z założeniem, że głowa kontroluje resztę ciała i należałoby zacząć od niej, miłego dnia:)
    1 punkt
  29. gdzieś na dnie rozpaczy smutek rozdaje karty to on rządzi chwilą niestety tak jest gdzieś na dnie rozpaczy błąka się obawa szuka racji która ma nie boleć gdzieś na dnie rozpaczy nadzieja się tli - to ona spełnieniem tego co ma być
    1 punkt
  30. @Rolek Rolek cud chłopak... Igopatriota, bo gra jak Chopin... rakietą Kota! Trzymaj się zdrowo.
    1 punkt
  31. kombinuje każdy ranek krótkowzrocznie nasz baranek
    1 punkt
  32. Niestety takie myśli oznaczają, że na uzdrowienie już za późno, a jeśli nie, to zacząłbym od leczenia głowy, gdyż ona kontroluje resztę ciała. Pociesz się, że każdego to czeka. ?
    1 punkt
  33. Dlatego pisz półsłówkiem: wilk syty i owca cała. ?
    1 punkt
  34. Kontuzja kolana, więc pierwsza zwrotka mi pasuje najbardziej. Pozdrawiam
    1 punkt
  35. @GrumpyElf No właśnie ubrałaś myśl.
    1 punkt
  36. Cleopatra https://historia.org.pl/2009/10/17/kleopatra/ https://film.wp.pl/kleopatra-nie-miala-prawa-sie-udac-niezwykle-kulisy-hitu-wszech-czasow-6393273209157761a Nie wybaczę Elizabeth że film z MM - "Something's Got to Give" nie wszedł na ekrany ;)
    1 punkt
  37. Racja, trochę te części niespójne. Pierwszą wywalę, trzecią zmodyfikuję :) Dzięki i również zdrówka .
    1 punkt
  38. Witaj - podoba się - Pozdr.
    1 punkt
  39. Piekne, wrażliwe słowa i piękne zdjęcie - aż pachnie lasem. Dziękuję Ci za nie :) Tak, od modlitwy do "grzybobrania" trzeba czasu, ale ile - o tym nie wiemy :) Dziękuję Joanno! Tak! I chciałam dopisać coś o deszczu, ale nie udało mi się, więc zostawiam go w domyśle. Miło mi, że pomimo tego się podoba. :) Pozdrawiam, Waldemarze! To chyba własnie to "grzybobranie" - grzybów jadalnych i zdrowych :) Cieszy mnie Twoja refleksja - dziękuję!
    1 punkt
  40. Po drodze z mięsnego między ławką a koszem znalazłem wiersz prawie nieużywany ale popsuty rozsypał się na drobne pozbierałem wszystkie słowa i przecinki w domu, na stole rozrzuciłem z nadzieją że odczytam z nich dobrą wróżbę
    1 punkt
  41. Iga, Robert, Hubert = Chopin, Mozart, Schubert !!!
    1 punkt
  42. Jak za dużo topspinu, piłka wolniej leci, jak mało, szybciej, ale większe ryzyko wyrzucenia. Nie ma lekko:).
    1 punkt
  43. @Czarek Płatak Wiersz poważny i wali między oczy, ale ta stara kurwa z wielkiej litery sprowokowała mój mimowolny uśmiech - przewrotność level master. Genom obejmuje też społeczeństwa i narody, w lżejszym uścisku, ale to prawda.
    1 punkt
  44. @OloBolo najprawdziwsza prawda... cieszmy się, póki jeszcze jest ten nasz świat...
    1 punkt
  45. Jack (ジャック, Jakku) Animated by Shigeru Yamamoto Voiced by Masachika Ichimura (Japanese); Billie Lou Watt (English) Margaret (マーガレット, Māgaretto) Animated by Tsuneo Maeda Voiced by Linda Yamamoto (Japanese); Corinne Orr (English) Bean-seller [lit., the Old Bean-seller, figuratively, Wonderland Oldman] (豆売りの老人, Mame Uri no Ro:jin) Voiced by Ko: Nishimura (Japanese); Ray Owens (English) Prince Tulip the Giant (巨人 – チューリップ, Kyojin (Chu:rippu) Animated by Teruhito Ueguchi Voiced by Hiroshi Mizushima (Japanese); Ray Owens (English) Madam Noir (ノワール夫人, Nowāru-fujin), or Madame Alice Hecuba in the English dub Animated by Kazuko Nakamura Voiced by Kirin Kiki (Japanese); Billie Lou Watt (English) Crosby (グロスビー, Gurosubi:) Animated by Takateru Miwa Voiced by Kazuo Kamimura (Japanese); Jack Grimes (English) Harp (たて琴, Tategoto) Animated by Kanji Akahori Voiced by Nobue Ichitani (Japanese); Billie Lou Watt (English) Mother (おっ母, Ohhaha) Voiced by Miyoko Aso: (Japanese); Billie Lou Watt (English) Paper priest (紙の司祭, Kami no shisai) Voiced by Takeshi Kusaka Mii (ミイ) Animated by: Toshio Hirata The Mice (ねずみたち, Nezumi-tachi) Animated by Toshio Hirata The beans open and the beanstalk grows, a huge tower reaching up into the heavens. The beanstalk (豆の木, Mame no ki). Animated by Kanji Akahori.
    1 punkt
  46. The soundtrack is undoubtedly worth listening to only in the Japanese original. Such a beautiful soundtrack, it's just incomparable and always to the point. Ścieżka dźwiękowa jest niewątpliwie warta wysłuchania tylko w japońskim oryginale. Taka piękna ścieżka dźwiękowa, jest po prostu nieporównywalna i zawsze na temat. No doubt as well that the Japanese voice acting is also superb. Everything is of high quality and very professional. Bez wątpienia również japońskie aktorstwo głosowe jest znakomite. Wszystko jest wysokiej jakości i bardzo profesjonalne.
    1 punkt
  47. gdy kończy się sierpień jesiennieją wiersze gubiąc po drodze słowa i myśli tęskniące chwilami wiatr wieje w przeciwną stronę przynosząc ze sobą chłód coraz dłuższych nocy samotność doskwiera tam gdzie puste miejsca dają znać o sobie bezsennością wspomnień kolejny raz zebranych w przytulnym kąciku na samym dnie serca za rok się spotkamy do zobaczenia
    1 punkt
  48. Powróciłam do mej Róży co wyrosła tuż o wschodzie wiatr mi z płatków jej powróży gdzie jest szczęście czy w przyrodzie Pszczoła co dzień nektar spija słońce złoci trawę drzewa wiosną pachnie cała ziemia słowik słodkie trele śpiewa Róża tylko zadumana wśród stokrotek i zieleni to dlaczego jestem sama i czerwienią się rumieni Nie bądź smutna ma Różyczko nikt ci nigdy nie dorówna przecież jestem bardzo blisko możesz więc być z siebie dumna
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...