Cóż, że cioci imieniny
i że goście lekko spici,
ja ich wierszem zaszokuję,
poetyckie rzucę wici,
stworzę tutaj, tak od ręki,
dzieło Panteonu warte,
nic, że trudy, nic, że męki,
vivat ja, e viva l’arte!
Lecz nie wyszło nic z zamiarów,
strofy ledwo rozpoczęte
pośród pijackiego gwaru
padły w kąt na kartce zmiętej.
Wiersz, co mógłby w antologiach
ochów, achów być przedmiotem,
teraz w starym gdzieś brulionie
nieskończonym leży gniotem,
wpół przerwaną wypociną
na zszarzałym już papierze,
porzuconą w kąt szuflady.
.Nie rozumiem, nie uwierzę,
nie chcę wierzyć, ale teraz,
wśród rozpaczy i zamętu
- nie skończyłem – myśl mnie zżera,
gdyż zabrakło mi talentu,
bo zabrakło siły sprawczej,
co poezję w strofy wiąże
zwanej Weną – ścigam babsko,
ale czy dogonić zdążę?
Mam ją, już uspokojony,
brak talentu? Śmiechu warte...
wiersz przed Wami już skończony,
vivat ja , e viva l’arte!