Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
@Annna2 Wstrząsający, erudycyjny wiersz. Elegancja formy (scherzo, tiule) kontrastuje tu z brutalnością historii, co tylko potęguje tragizm przekazu.
-
@Poet Ka zrozumiałem. ale nie rozplątała się różnica sygnałowa poezji. Ty piszesz poezję w której cały świat jest cudownym pejzażem słów, ludzi, znaczeń i osób. czyste doświadczanie piękna w anturażu piękna. to co robisz jest wspaniałe. ale gdzieś tam daleko od pań i panów pachnących Clive Christian. panowie we frakach z krótko przyciętymi wąsami a panie w wieczorowych toaletach trzymające dwoma palcami ucho filiżanki z chińskiej porcelany. a w ich domach podłogi lśnią jak psu jaja i gosposia oburza się kiedy ktoś rzuca kurwami. estetyka moich wierszy jest inna. to świat brudny, brutalny w którym chwyta się życie za twarz. miłość jest taka sama tylko.....tak bardzo inna. czytelnicy lubią Twoją poezję. ja też. jest czysta i higieniczna. moją lubią mniej. może się jej wstydzą. może czasem przeraża. i czemu powiedz mielibyśmy się nie zrozumieć? na koniec zacytuję fragment z Misia Stanisława Barei: "Hochwander: „Zrozumcie, jest prawda czasu i prawda ekranu. Prawda czasu mówi nam, że... no, że tak powiem... jest tak, jak jest. A prawda ekranu mówi nam: niech to, co jest, wygląda tak, żeby było widać, że to jest to, co jest!” miłego dnia poetko:)
-
Jestem tym o czym myślę
Jacek_Suchowicz odpowiedział(a) na Nata_Kruk utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
dzięki mnie też dorwało nie odstępuje nutki od rana mi w u chu dudnią zaś koleżanka tekst mi przysłała może zaśpiewa mi dziś preludium -
Jestem tym o czym myślę
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na Nata_Kruk utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Nata_Kruk u mnie muzyka zamienia się w obrazy, a czasem najwięcej robi cisza i przez chwilę myślę - czy naprawdę jesteśmy tym, o czym myślimy. -
@Alicja_Wysocka Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Bo na tym cmentarzu papieru i kurzu, gdzieś między „nie wyszło” a „blisko”, buduje się spokój po wielkiej burzy - karmiąc śmietnik, ocalam wszystko. :))) @Jacek_Suchowicz Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) Prawda! Te słowa w rannej piżamie czasem się potkną o własne nogi, lecz zanim papier się załamie, szukają pięknej, jasnej drogi. @Poet Ka @Simon Tracy Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
-
@Berenika97 czasem się słowa rano chcą składać może niezgrabie ciut ociężale więc trzeba wstać kształt im nadać subtelność lekkość ułożyć w miarę a śmietnik w kącie to inny wymiar zniknie wchłonięty w czeluść materii słowa zostają ktoś je zatrzyma z nich coś się dowie może coś zmieni :)))
-
@Migrena Bardzo dziękuję! Dziękuję za tak wnikliwe spojrzenie. Poruszyło mnie Twoje określenie o "transakcji" - faktycznie, czasem trzeba coś odrzucić, żeby nadać temu wartość w innym miejscu. Cieszę się, że dostrzegłeś w tym śmietniku bohatera, który jako jedyny potrafi przyjąć ciężar tych wszystkich słów. To "dzianie się niczego" bywa najbardziej pracowitym czasem dla myśli. :)) Serdecznie pozdrawiam. :)
-
@Charismafilos dzięki! Ta linijka była pierwszą która powstała:).
-
głowę mam jeszcze na karku więc wiążę koniec z końcem pozostał tylko skok wiary który zapiera dech w piersiach
-
@Berenika97 przykleił mi się Twój wiersz - te papierowe kule są bardzo sugestywne. Działasz na wyobraźnię :) kosz jest trochę jak cmentarz może nawet jak grzebień - bo coś się w nim chowa, grzebie zanim zdąży stać się słowem
-
@Berenika97 pustka ma to do siebie, że jest najbardziej chłonnym materiałem świata!!!!!! fascynuje mnie ta transakcja. Berenika oddaje "wnętrze”, żeby śmietnik mógł je odzyskac i przestać być pustym przedmiotem. to czysta ontologia braku - niby nic nie wychodzi, a jednak pokój wyścielony zgniecionymi słowami staje się bezpiecznym białym azylem . piękna, surowa lekcja o tym, że te wszystkie odrzucone próby nie są odpadem, ale jedynym możliwym budulcem dla Twojego " bałwana myśli”. paradoksalnie, im więcej kul mija kosz, tym cel jest bliżej. bardzo bliskie mi to Twoje nocne "dzianie się” niczego. dziękuję za ten chłód , który grzeje. szczególnie mnie. szczególnie teraz.
-
@monon 1. Pomysł na wiersz - jest. Opowieść o miłości i śmierci w ujęciu mityczno-kulturowym. Jedno staje się tożsame z drugim, co symbolizuje uwodzicielska postać syreny. Śpiew to nie tylko doświadczenie artystyczne, lecz także, a może przede wszystkim, droga pełnej, kompletnej inicjacji w inny wymiar duchowości i w inny sposób "istnienia" we wszechświecie. 2. Zaletą tekstu jest kontrola nad emocjonalnością. 3. Utwór kończy się interesująco - bo śmierć nie jest w nim "końcem" umysłu, ale przejściem na wyższy poziom. Co bym zmienił: 3. Pozbył się nadmiaru zaimków: mój, twój, itd., a zwłaszcza archaicznie i nienaturalnie brzmiących form skróconych ("twe", "swym"). 4. Przemyślałbym metaforę: "Twe oczy wyrysowały dziurę." - gdzie? Jaką? W czym? -> zalecane doprecyzowanie, domknięcie obrazu. 5. "Jak w potok? Jak z potokiem?" -> literówka, której poprawienie jest konieczne, aby fraza miała jakikolwiek sens. 6. -> Pozwól mi zostać (...) - na moje ucho, tak brzmiałoby lepiej, mniej potocznie. AH
-
@MIROSŁAW C. Brardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
-
@Migrena nie zrozumiałeś mnie, piszę o kategoriach estetycznych. absolutnie nie mam zamiaru oceniać Cię jako człowieka. utwór jest wysokiej próby pisanie zaproponowałam zakończyć nie z braku argumentów, tylko z braku atmosfery do rozmowy nie utożsamiam Cię z podmiotem lirycznym ani z bohaterami wiersza. w żadnym razie!!! "bardziej chodzi o to chyba, że inaczej postrzegam miłość i bliskość - ty potrzebujesz dociśnięcia nawet w rozmowie..." - zapewne nawiązujesz do tych słów- pozwól, że sprostuję.. postrzeganie miłości i bliskości- ale jako kategorii estetycznych dociśnięcie w rozmowie- nie ukrywam, że czasami to przykre, choć jak sam piszesz, szczere... myślę, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie osobnego działu...na twórczość graniczną serdecznie pozdrawiam
-
@Nata_Kruk Bardzo dziękuję! Tak jakoś mi się zamarzyło! :))) Serdecznie pozdrawiam. @Natuskaa Bardzo dziękuję! O tak, świat mogą odmienić. :) Serdecznie pozdrawiam.
-
jeszcze nie przegrałem
Alicja_Wysocka odpowiedział(a) na P.Mgieł utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@P.Mgieł To taki opis chwili, jakby niezmarnowany, bo opisany, nieprzegrany, jak ślad odciśnięty butem, a u Ciebie - piórem. -
"Klepsydra zmierzchu. Rozważania tautologiczne".
Zbigniew Polit odpowiedział(a) na Maciej Szwengielski utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Maciej Szwengielski To nie ma nic do rzeczy. To osobna kwestia. I nawet poszlakowo nie potwierdza istnienie Boga. Istnieje zatem w naszej wyobraźni, chyba napisałem tu już kiedyś. I nie w znaczeniu pejoratywnym, broń Boże ;) -
@Poet Ka zaskoczyłaś mnie. odpowiem więc tak: proponujesz zakończenie rozmowy w momencie gdy z braku argumentów literackich przeszłaś do ocen personalnych. to wygodne, ale mało rzetelne. mylisz podmiot liryczny z autorem, a literacką bezkompromisowosć z brakiem ogłady - to błąd podstawowy. wiersz nie jest moją kartą pacjenta, a ty nie jesteś moją terapeutką, by oceniać, czego "potrzebuję w rozmowie'. moja prywatnosć zaczyna się tam, gdzie kończy się ostatnia kropka tekstu!!!!!!!!!!!!!!! skoro nie potrafisz oddzielić tekstu od człowieka, to faktycznie nie mamy o czym rozmawiać. literatura wymaga odwagi do zmierzenia się z utworem, a nie ucieczki w psychologizowanie autora.
-
Szacunek przyjaźń i miłość
Zbigniew Polit odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@Waldemar_Talar_Talar Pozwolę sobie uzupełnić ten wierszyk. Otóż w galerii tych pięknych słów brakuje jeszcze słowa "kobieta". ;) -
Czwarta nad ranem. Zegar się nie spieszy. Lubi blues. Sen wyszedł bez słowa, jak ktoś, kto wie, że przeszkadza. To chyba najlepsza pora na wiersz. Papierowe kule znów mijają kosz. Zgniecione słowa ścielą pokój jak śnieg. Ulepię bałwana z zamarzniętych myśli - wreszcie jakiś cel. Nikogo nie poruszy załamany papier. Cieszy się tylko śmietnik w kącie. Znów otrzymał wnętrze.
-
Ktoś na harfie gra o przemijaniu
Aleksander Hoorn odpowiedział(a) na Waldemar_Talar_Talar utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Na końcu wiersza, w ostatniej cząstce, wreszcie znalazłem coś wartego uwagi. AH -
@Somalija kiedy ja używałam cokolwiek do malowania:) już mi nie zależy;)
-
Otworzyłem obitą i zdartą szufladę, dębowego, zabytkowego biurka. Narobiła hałasu jak zawsze, gdy potrzebowałem jej nieocenionej pomocy w ukryciu kolejnej mojej ofiary. To jest, maszynopisu zaczętego ledwie rozdziału książki, która kuła nie tylko moje, przekrwione i wypełnione obawą oczy autora. Ale szczególnie zainteresowałaby tych z góry. Recenzentów, wydawców, edytorów a w szczególności cenzorów. Oni najchętniej cisnęliby ją w ogień a mnie do celi na Kriestach a potem kula do nogi lub do głowy. Droga na Kołymę lub do ziemnej dziupli grobu. Poeta-śpiewak wśród ludu. Pomazaniec boży między szarakami. Król Lir, siedzący jednak na tronie ze szpilek i gwoździ, zamiast na kremlowskim tronie czerwonego terroru. Mimo środka, krótkiego styczniowego dnia, w pokoju panował półmrok. Wszędzie tylko szare kontury mebli, czarne zagłębienia i zaułki, ciemne dusze postaci na ścianach, które słuchają każdego osobnego oddechu i raportują o nim dalej. Dzień i noc. Drzwi były liche, miękkie, prześwitujące. Nie spełniały się w roli zachowania intymności. Zamek nie był w pozycji zamkniętej. Każdy mógł sobie wejść i przeszukać pokój, moje ciało i duszę. Nie miałem nic do ukrycia. To maszyna wypluwała z siebie litery i całe zdania. To szuflada kolaborowała z zachodem. Ich zesłać do łagrów a poetę zostawić w spokoju. I tak zdechnie. Bo jaką może mieć inną rolę w teatrze czerwonych kukiełek? Sięgnąłem po butelkę samogonu, czekającą cierpliwie na swą kolej. Pociągnąłem zdrowy łyk. Duży i łapczywie. Jak dziecko, przywarte do piersi matki. Wreszcie odetchnąłem. Nie z powodu mocy alkoholu a ulgi. Pomoże uciec mi w sen. Nie spokojny i głęboki oraz nie ten kolorowy. Czarno biała projekcja umysłu. Wszystko rozmyte w szarości. Ludzie, drzewa, budynki, place… i serca ludu. Wszyscy wokół solidarnie, umyli ręce. Przemyli swe twarze. I zrozumieli, że jednak można tu żyć. Bez głębi potrzeb. Bez uczuć wyższych. Bez cudownie ocalonych wybawicieli. Ich jedynym prawem była niewola. Złożyłem zbyt mocne okulary i wsadziłem je do kieszeni. Znów straciłem dzień. A może wygrałem kolejny. Wszystko tutaj jest nieoczywiste i stoi na głowie. Nic nie wydaje się zbyt groteskowe. Zbyt fantastyczne. Zbyt niedorzeczne. A jednak świat potrafi płatać dziwne figle. Ktoś zapukał do otwartych drzwi. A więc to już czas. Przyszli i tutaj. Po mnie i mój maszynopis. Cudownie. Otwarte, rzuciłem zbyt srogo i odważniej niż zamierzałem. Drzwi ustąpiły lekko. Klamka zapadła się pod ciężarem czyjejś dłoni. Na granicy progu, stały dwie postaci. Mężczyzna około pięćdziesiątki oraz jego towarzysz… bezsprzecznie był to duży, dorodny, czarny kocur, stojący niczym człowiek na tylnych łapach. Mężczyzna ubrany był w płaszcz podbity futrem, grube walonki i czapę z gronostaja. W ręku dzierżył srebrną, elegancką laseczkę zakończoną głową węża. O dziwo kot nie był jedynie w swym naturalnym futrze. Narzucił na nie całkiem szykowny, z pewnością drogi i dobry gatunkowo smoking. W butonierce spoczywała, żywa, czerwona róża. Nie miał na łapkach butów, lecz na łebku spoczywał mu, skórzany, wąski cylinder, przepasany białą, jedwabną wstęgą. Dopełnieniem stroju był biały długi szal oraz tożsama lecz krótsza laska, tak jak w przypadku mężczyzny. Pierwej patrząc na nich pomyślałem o trupie cyrkowej lub jakimś niesmacznym żarcie biura politycznego towarzystwa literatów. Mężczyzna miał wzrok ostry i nie lubiący sprzeciwu ani walki. Objął nim najpierw pokój a potem mnie. Wstałem jak uczniak do odpowiedzi, bo i spodziewałem się od niego pytań. Wy obywatelu jesteście Paweł Fiodorowicz Żerebcow? Tak, odpowiedziałem pewnie jak na apelu. Chciałem dodać jeszcze a wy, ale jakoś język ugrzązł mi na zębach. Mężczyzna i kot weszli śmiało jak do siebie. Wystawili prawicę na przywitanie a ja uścisnąłem je, może trochę zbyt mocno. - Nazywają mnie Mistrzem, obywatelu Żerebcow a to mój przyjaciel … ekhmm … - kot chrząknął tak jak gdyby chciał dać znać Mistrzowi by ten się nie zagalopował i nie powiedział zbyt wiele na wstępie - No tak… ma imię lecz nie lubi się nim dzielić. Jest bardzo znane, jak i on sam. Lecz nad wyraz stronnicze i nie wiedzieć czemu pejoratywne w odbiorze przez ludzi. Kot uśmiechnął się tajemniczo lecz miał przez chwilę dziwnie zły błysk w oku. - Rozumiem, że jest pan oficerem i Mistrz to jedynie przykrywka. To oczywiste. A kolega kot. Kamuflaż doskonały. Zapewne mój kat a może zbawca. Ale obiecuję iść dobrowolnie, nie róbmy niepotrzebnej hucpy. Aha… przeszukanie jest zbyteczne. Maszynopis jest w szufladzie biurka. Drżyjcie, palcie, depczcie. Wszystko jedno. Kula i tak czeka. Mistrz udał się do wskazanej szuflady i wyjął bezsprzeczny dowód zbrodni, ale i powód do kary. - Ten maszynopis macie na myśli obywatelu Żerebcow? My w tej sprawie właśnie. Nie sądziliśmy, że pójdzie jak z płatka. Zamiast jednak kuli w skroń czy potylicę mamy dla Was coś lepszego i nie mam na myśli carskich wczasów na Kołymie. Kot przejął maszynopis, poślinił łapkę i przekartkował całość strona po stronie. - Wspaniała robota Żerebcow. Macie talent i nie boicie się wsadzać kija w mrowisko lub szybciej w ul pełen wściekłych os. Za to jest wyrok śmierci. - podsunął mi książkę pod nos - Ale ja mam dla Was umowę. Wy podpiszecie a mój szef to wyda. Mało tego, nie wyda Was Żerebcow. Będziecie wolni, będziecie mistrzem jak ten tutaj - wskazał na Mistrza z uznaniem i szacunkiem - Podpiszę choćby i wyrok własnej śmierci. Nie boję się niczego. Kot wyjął zza klapy smokingu staromodny pergamin z dwiema pieczęciami u spodu. - Oto kontrakt. Jest trwały… wieczny i jego postanowienia nie podlegają żadnym późniejszym zmianom ani modyfikacjom. Wy mistrzem a mój szef panem i władcą waszej … ekhmm Tym razem Mistrz uciszył Kota. Ten zrozumiał rychło swój błąd i dokończył - Twórczości i talentu … bo przecież nie duszy - uśmiechnął się pod długim wąsem. - To co podpisujecie obywatelu Żerebcow? Wziąłem pióro ze stołu i już chciałem nachylić się do złożenia podpisu, gdy Kot chwycił mnie za przegub. - Jeśli można to wolimy podpis krwawym atramentem. To nie boli. - Mistrz wyszedł przede mnie. Trzymał w ręku lekko zakrzywiony nóż. Naciął nim skórę na moim serdecznym palcu i przyłożył go do pergaminu. Krew się zagotowała i zostawiła trwałe odbicie linii papilarnych. Kot podpisał piórem obok znaku. Podpis brzmiał, Behemot. Diabeł czy nie Diabeł było mi wszystko jedno. - Teraz czekajcie na decyzję Towarzystwa Literatów. Dobrego dnia. Zwinęli cyrograf, zabrali maszynopis. Ukłonili się serdecznie i zniknęli za progiem. A ja wiedziałem, że Diabeł nie tkwi w szczegółach, nie w sztuce a w duszy każdego z nas.
-
- proza poetycka
- sztuka
-
(i 6 więcej)
Oznaczone tagami:
-
szklana menażeria
Aleksander Hoorn odpowiedział(a) na hollow man utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
@hollow manTo ma taki wydźwięk, jakbym chciał Ci się podlizać. Ok. Nie jestem przecież drobiazgowy.
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne