Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. @Berenika97 Bardzo lubię właśnie takie wiersze,przemawiają do mnie bardzo. Wywołują refleksję. Pamiętam, że bardzo podobał mi się Twój wiersz "Luiza" , to jakby druga jej odsłona - fajnie, jakby była to seria o niej. Również ten bardzo mi się podoba.
  3. @Migrena To wiersz niezwykle oryginalny w swoim słownictwie, unikając banału, ukazujesz intymność jako siłę potężną, miażdżącą i ostatecznie - transformującą podmiot w pustą przestrzeń. Świetny!
  4. @bazyl_prost Tytułowe „jakoś” bardzo dobrze oddaje klimat tego zapisu, bo i sam tekst zostawia czytelnika w takim zawieszeniu. Rymy gładko płyną, ale czuję spory niedosyt – chciałoby się z tego leniwego, spokojnego nastroju wyciągnąć jakąś głębszą myśl. Pozdrawiam :)
  5. @Migrena Niesamowity wiersz! Ta metafora bliskości jako "rozszczelnienia" i wpadania w siebie bez dna bardzo mocno oddziałuje . Fascynuje mnie tu język fizjologii użyty do opisu metafizycznego lęku. Piękne, choć niepokojące studium zatracenia się w drugiej osobie.
  6. @Migrena To chłodna, a jednocześnie pełna bólu wiwisekcja układu, w którym zabrakło odwagi na koniec. Znakomite studium trwania. Świetne pióro!
  7. @Toyer Miłość rządzi się swoimi prawami. Czasem to smutek, a czasem radość. Wszystkie jednak te koleje losu, dobrze się wspomina na starość.
  8. Rozumiem, mam podobnie. Pozdrawiam.
  9. @Łukasz Wiesław Jasiński, Dziękuję za obecność pod wierszem.
  10. Na stole teksty poszarpane, poplamione stronice. Pogięte okładki… Gdzie? Co? Nic nie wiem. Nie wiem, u licha! Ale bal trwał w nieskończoność. Do samego końca dojmującej treści. Powiedz mi, dlaczego tak było, tak było? Echo odbija się od ścian, majaczy pogłos wielokrotnych powtórzeń i westchnień: o, dzieło moje jedyne! O, dzieło… Majaki przychodzą i odchodzą. Czas poplątany. Czas chciwy. Natrętne obrazy. Co jeszcze mnie tak męczy? Wszystko! Albowiem wszystko. Zdjęcia rozsypane. Czarno-białe pejzaże. Głębokie otchłanie przeszłego czasu. Jakieś listy nie wiadomo do kogo i przez kogo pisane. Stosy papierów. Wiersze wybrane, Bal w operze, Kwiaty Polskie… to znane, a reszta? Nie wiem… Zostawcie mnie. Dlaczego się tak na mnie patrzycie? Kto? Kto? Moje własne odzwierciedlenia. Moje imaginacje. Julian Tuwim stoi przy oknie w jakiejś takiej niedbałej pozie. i opierając się o parapet pali papierosa. Wypuszcza kłęby błękitnawego dymu. Patrzy się na mnie czujnie i z trwogą: co ja tu kombinuję, co sobie wyobrażam: On próbuje pisać!… Patrzy się z wyższością i zażenowaniem. Spogląda na kogoś, kto siedzi przy stole i pisze albo spogląda w sufit pełen pajęczyn i kurzu. Spogląda i nie dowierza. Jak ktoś taki mógłby… - jak ktoś taki… Wiesz, powiem ci, jedyna: Tak. To już kiedyś było. Tylko że kiedyś był to Albert Camus. Stał w podobnej pozie i też palił papierosa. Teraz Julian. Dlaczego akurat on? Patrzą się na mnie twarze spłowiałe. Tu i tam. Uśmiechnięte. Zastygłe. Fotografie rozrzucone na stole, podłodze… Julian już zniknął. Rozpłynął się w smudze zachodzącego słońca. Takiej pomarańczowej i bystrej. I cichej. Tak przerażająco cichej. Cichszej od szumu płynącej krwi. Od szumu piskliwej w uszach gorączki. Przystawiam do oka butelkę. I poprzez płyn przezroczysty, niezmącony niczym. Poprzez płyn spoglądam w ten dziwny poblask natury. Julian się rozpłynął. Zniknął. Powrócił? Dokąd? Do piekła? Czyśćca? Raju? Boska komedia leży na stole, gdzieś w odmętach pogniecionych, zatłuszczonych szpargałów… Trącam dłonią szklankę. W ferworze jakiejś wewnętrznej walki albo gniewu. Albo po prostu: tak niechcący. Przez nieostrożność. Nieuwagę. Zmęczenie nieskończoną nocą. Wywraca się i tłucze na miliony lśniących kawałeczków. Rozlewa się na stole plama. Strumienie trunku spływają po drewnianej nodze na klepki podłogi. Na dębowe. Ułożone w jodłę. Na rozmaite esy floresy sęków i wiekowych słojów, które pamiętają jeszcze kroki mojej matki… Za oknem trwa straszliwy pęd przemieszczania w czasie. Teraźniejszość staje się odległą przyszłością. Omiata mnie blask unicestwienia. Nieokiełznana struktura kryształu. Postać dziwnego słońca, jak w kalejdoskopie. Oślepiająca jasność wydobywa się z wnętrza przedmiotów. Ze wszystkiego. Ze mnie... Lecz, co to? Budzę się. Noc. Światło zwykłej wiszącej lampy nade mną. Leżę na podłodze. Tuwim właśnie wychodzi ze swojego mieszkania. Widzę przez ściany, które są przezroczystą szybą. Choć nie. Jestem tam. Na ulicy, w mroźny dzień styczniowy. Nagie drzewa. Wiatr sypiący w oczy drobinkami lodu. Niebo stalowe. To znowu słońce. I znowu cień obłoku na twarzy… Stoję opodal, niewidzialny. Przezroczysty jak powietrze. Jak absolut nieistnienia. Jak nic. Tuwim w ciemnym płaszczu i w kapeluszu. Wychodzi z kamienicy. Wychodzą. On i jego żona w futrze. Kilka rzeczy. Kartonowe pudła nikną na pace ciężarówki. Ktoś się patrzy. Obserwuje z ukrycia. Z któregoś piętra. W oknie. Spoza firanki. W szarości dnia. W szarej poświacie mżącej pikselami czasu. W szarym oknie przesłoniętym szarą firanką zapomnienia. Ktoś się patrzy. Nikt. Już nikt... Zaciskam mocno powieki. Otwieram... Na ulicy oślepiająca plama czerwcowego słońca. Na chodniku rozedrgane cienie gałęzi. Drzewa szumią zielone. I kwiaty w donicach. Te właśnie róże czerwone. Uśmiechnięte. Ogromny skwar osiada leniwie na twarzy. Na włosach. W którejś godzinie upalnego, dusznego lata. Wspomnienie przeszło, minęło. Jakieś dzieci biegną piskliwie niczym owadzie piszczałki, machając radośnie pół-przezroczystszymi skrzydełkami. Faeries. Przebiegają po dawnych śladach, kogoś, kogo już dawno nie ma. Przechodnie. Samochody. Rozgwar szumiącego miasta i obojetności. Ściana kamienicy niby ta sama. Te same drzwi. I okna te same. Lecz nie ma już.. Lecz już… Rozpływa się wszystko w teraźniejszości opadającej powoli. Tak zwyczajnie. Tak najzwyklej. (Włodzimierz Zastawniak 2026-06-22)
  11. @Waldemar_Talar_Talar Waldemarze, przede wszystkim warto dla własnego szczęścia - bo to ono zostaje i karmi duszę.
  12. @Migrena Jak entropia...
  13. @Migrena Poczekam cierpliwie - czuję, że masz tam jeszcze coś schowane :)
  14. Dzisiaj
  15. Poet Ka

    biribomby

    @bronmus45 mam piosenkę, jest napisana przeze mnie, żadnych nawiązań do innych utworów Fajrant z pawiem Fajrant, fajerant, odbiór towaru. Korowód tirów zmierza do baru. A bar zamknięty... Czy o tej porze głodny kierowca zje kawał schabu? Schabu nie było, bo drzwi zamknięte. Złączyli w pięści sprawy mniej święte. Że nie powinni? Bo żony, matki mają na smyczy takie gagatki. A głód w żołądku doskwierał, siatka- ptak sobie chadzał, wzięli gagatka. Puszczali pawie, Tu chodził nowy! Łeb mu skręcili, na grill- gotowy! Dobrym koniakiem mocno zapili. Dzień, noc i znów dzień Tam odpoczęli. Fajrant, fajerant, odbiór towaru. Korowód tirów zmierza do baru. Jeśli dodasz muzykę, autorów jest dwóch- ja i Ty! Bardzo, bardzo proszę, wstaw wtedy pod tekstem opublikowanym w dziale "Fraszki i miniatury poetyckie":)
  16. @beta_b czekamy zatem z Tobą na maleńkiego chłopczyka ♥️trzymamy kciuki ! 👌😘
  17. @Berenika97Dziękuję pięknie
  18. Tak namiętnie do mnie milczysz widzę tylko słowa czy kochać to znaczy wierzyć jak nadzieja oswojona że dusza z duszą się dotyka w bez dźwięku rozmowie a jednak jest możliwa mowa zamknięta w niemowie przychodzisz lecz nie na nogach niewidomy patrzę codziennie na ciało kąpiące się w słowach tak namiętnie milczysz do mnie
  19. @FaLcorN Czy Ty uważasz Kornel, że ja komentuję bezrefleksyjnie ? 😉🤔
  20. wraz ze wzrostem temperatury kąt postrzegania rozszerza się i w oku, co jest jak kula gorącej tkaniny, zostaje wytworzony obraz. wojny. stawiam czoła trudnym do zdefiniowania wrogom, daję odpór. nagle przyplątuje się przerażony chudoadiutant, krzyczy z przerażeniem, że markietankę zabiło, markietankę zabiło! lecę cały w nerwach. leży. krew na chlebie i w nim, czerwień wżarta głęboko w świetliste bochny. okruchy w odłamkach, paznokcie i włosy na skórce. z zamkniętymi oczami wskakuję w głąb leju. próbuję nie myśleć o tym, co jem. następny obraz: supermarket, dział mięsny. nie wiem, co brała pracownica, jaki drag wywołał u niej niepowstrzymywalne chichotki. śmiech jest perlisty, odchlastane tasakiem palce – niczym (tak mi się, głupio skojarzyły)... niedopałki papierosów, które jakiś maniak palenia wciągnął w głąb płuc. i wykasłał. podbiegam do nie kontaktującej zdragowczyni, próbuję dokleić, wcisnąć jej utracone fragmenty ciała. nie trafiam we właściwe miejsca. palce w nozdrzach, jeden w uchu, dwa pod wargami. straszne wizje. próba opisania bólu, jaki jest moim udziałem, gdy próbuję scalić na siłę, po szczeniacku i bez wyczucia. wybaczaj mi te nieudolne próby. tak bardzo cię kocham, Dostarczycielko.
  21. @Migrena dział Fraszki i miniatury poetyckie
  22. @Poet Ka a gdzie te miniatury znaleźć?
  23. @Migrena i Twoje wiersze są inne od naszych, czyli wyróżniają się formą, metaforą, tematem i długością 🤩👍 @Migrena a jak się jeden mój wiersz wyróżnił, przeczytaj na miniaturach "Fajrant z pawiem":)
  24. @Marek.zak1 @Alicja_Wysocka @MIROSŁAW C. Mam problem z przeżywaniem emocji, bo za mocno je odczuwam. Każdą zdradę, porzucenie, oddalenie a dziś wnuk się rodzi - zatem strach o dziecko i córkę. Dziś mam kombo. ;) Ściskam Was ciepło, bb
  25. @beta_b fajne , czasami to co się nam jawi jako katastrofa jest czymś zupełnie innym
  1. Pokaż więcej elementów aktywności


×
×
  • Dodaj nową pozycję...