Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Paweł Modrzejewski

****

Rekomendowane odpowiedzi

  • Autor
  • XXX

    Zapomniałem –
    - nie dotknąłem
    nie
    - to takie proste
    nawet ślad
    zawieruszyłem
    w szybkości
    w mgnieniu
    tylko tak w piersi
    - ciężko
    i trud przysiadł na ramieniu
    marszcząc czoło
    - już tak mało dumne
    Zapomniałem
    choć to było wczoraj
    Lecz dziś przy Tobie
    znowu się będę zradzał...

    Warszawa 18 czerwca 2004

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    Za pierwszym razem przeczytałem w puencie "zdradzam" zamiast "zradzam". No i cały sens wiersz uległ przekręceniu. Zrozumiałem, że mówisz o zapomnieniu, które jest lekiem na własną nieszczerość. To było naturalne; pozornie Twój wiersz ku temu prowadzi. Z początku nie widzać nadziei. I na tej fali doczytałem rzecz całą do końca. I dopisałem (doczytałem) Ci zdradę. Nie wyczułem zaplanowanego kontrastu, zaskoczenia. No, ale czytajmy jak trzeba...
    Niepamięć, która ma szansę odnaleźć swój przedmiot, to pamięć, która odpoczywa. I tylko jej właściciel o tym nie wie. Odpoczywa, byś mógł od czasu do czasu poznać smak tęsknoty, nostalgii (i napisać taki piękny wiersz); daje ci powód do rozmów, spotkań, oglądania starych zdjęć. Szukania tego zapomnianego. Zauważyłem, że ludzie w starym dobrym towarzystwie tym głównie się zajmują - wspomninaniem, czy raczej przypominaniem sobie przeszłości, umacniają się, że tak powiem, nawzajem w pamięci, więc i w tożsamości. Ten, kto pamięta, wie kim jest.
    A może twoja niepamięć trwa ledwie kilka godzin? Jesteś szczęściarzem - zapomnienie znajduje swój kres. Wracasz do domu (z roboty, z roboty). Jest taki, jakim go zostawiłeś, jakim go zapomniałeś. Wraca Ci pamięć i życie (będziesz się "zradzał"). Twoja Miłość jest przy Tobie. Powrót z zapomnienia. To sugestywnie miłe. Też tak lubię.

    PS. Podoba mi się "trud", który "przysiadł na ramieniu", ten kontrast. Na ramieniu zazwyczaj siada dusza, strach lub papużka (jeśli ktoś jest korsarzem). "Trud" to bardzo przekonujące skojarzenie. Jedynie samo słówko trąci nieco myszką, więc traci siłą rzeczy impet (anachronizmy językowe stają sie z czasem nieme).

    Pozdrawiam i czekam na więcej. MP

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kolejna Część Any tym razem trochę dłuższa.

         

        Poniedziałek nie był obwity w incydenty, do tego Ana nie przeszła większych zmian oprócz tego, że macki na odwłoku zaczęły rosnąć i na czarnym oku pojawiła się piąta tęczówka. Choć najciekawszy był wtorek. Gdyż po robocie byłem w sklepie Netto żeby kupić parę produktów i spotkałem jego.

         

        Kacpra Kowalskiego, mojego młodszego kolegę, (Jestem starszy od niego o sześć lat), poza tym to jest też mój kuzyn, no cóż było to dziwne spotkanie, gdyż był ubrany w łuskową złotą zbroje z nim szli dwumetrowi ochroniarze ubrani w garnitury. Oczywiście się przywitaliśmy i pogadaliśmy o mało ważnych sprawach jednak jak się zapytałem co on nosi i z wielkim uśmiechem powiedział mi ,,Że ja jestem Cesarzem Panaceum i mój stary kumplu możesz mnie prosić o co chcesz gdyż moi ludzie rządzą tym krajem,,. To było dziwne, no cóż takie życie spotykasz na drodze dziwaków (On pochodzi ze zwykłem robotniczej rodziny i ma skończone gimnazjum gdyż zrezygnował z Technikum dlatego iż ,,Polska edukacja jest zacofana i szkoli tylko kolejnych niewolników dla zysków rządzących,,). Jednak zastanawia mnie skąd wziął kasę na takie rzeczy. Też mówił o tym że za jakiś dwa tygodnie będzie mieć pierwsze przemówienie i dał mi zaproszenie, w pięknej zdobionej zielonej kopercie z czerwoną opaską i dodał żebym przyszedł z jakąś osobą towarzyszącą.

         

        Poza tym, Anie bardzo urosły jej macki na odwłoku i często je wykorzystywała do poruszania. Tego też dnia, postanowiłem ją nauczyć używania sztućców, a dokładniej łyżki, nauka ta szła całkiem szybko, wystarczyło raz pokazać do czego służy i już jadła zupę mleczną.

         

        Następnego dnia, dwie największe macki na odwłoku zaczęły pokrywać czarny pancerz. Po za tym skóra pod jej okiem zmieniała kolor na czarny, a jej usta przypominały coraz bardziej ludzkie niż dwie kości i jeszcze urosła do 1,30 metra. Skóra na plecach też zmieniała kolory, gdzieniegdzie pojawiały się zielone, niebieskie, fioletowe i szare plamki. Do tego jeszcze jej włosy urosły do odwłoka. Najciekawsze była inteligencja Any, kiedy widzi siebie w lustrze, nie reaguje jak zwykłe zwierze (czyli próbuje odszukać to zwierze, obchodząc lustro, próbując znaleźć inne zwierze) ale jak człowiek, czyli oglądała siebie w nim, jak raz dałem jej grzebień to się czesała przed lustrem, także umiała włączać i wyłączać telewizor za pomocą pilota, trochę kontroluje co ogląda w telewizji (kiedy oczywiście jestem w domu), na przykład włączam jej kreskówki dla dzieci, programy kulinarne i inne takie. Przy okazji kupiłem książki na temat psychologii.

         

        Na tym etapie jestem przygotowany, że ewoluuje coś podobnego w człowieka, jednak przy dalszym rozmyślaniu stwierdziłem, że wszystkie możliwości są prawdopodobne. Przy oglądaniu telewizji po prostu tak głaskałem jej głowę, zawsze gdy to robię głośno mruczy z zadowolenia, co ciekawe jej włosy zrobiły się bardzo gładkie i miękkie w dotyku.

         

        Kolejne dni były coraz ciekawsze, te dwie opancerzone macki zesztywniały i mogły się zginać tylko w jednym miejscu i bardzo przypominały nogi, raz widziałem że próbuje wstać i się podpierała na sofie w salonie, ale kiedy mnie zauważyła to od razu opadła na ziemie. Przy okazji kolejne dwie macki rosły do podobnej wielkości co dwie poprzednie. Skóra pod jej okiem powoli zanikała i została zastąpiona przez białko (tak mi się wydaje). Koło jej powstających warg pojawiały się małe dziurki i także zauważyłem że u niej zaczynają rosnąć zęby. Dodałem do jej diety owoce, warzywa i troszeczkę bardziej skomplikowane potrawy. Także kupiłem jej zabawki takie jak piłka czy inne coś plastikowego i dużego żeby nie zjadła tego przez przypadek.

         

        W piątek po pracy w drodze do domu spotkałem swojego starego kolegę Jana Balcera jak jego nazywam ,,Marta,, z powodu jego damskiego wyglądu, który jest spowodowany pewną rzeczą z jego dzieciństwa, której nie mogę napisać (to są sprawy bardzo prywatne). Ciekawie było się z nim spotkać po zakończeniu liceum, do tego z nim był jego syn pierworodny Andrzej, który ma trzy latka. Fajnie też było poznać gdzie mieszka, gdzie pracuje z kim spłodził swojego synka, ba nawet mi powiedział, że mogę wpaść do niego od czasu do czasu. Ja oczywiście powiedział ,,Kiedy będę mieć czas, może kiedy będę miał urlop, to za tydzień,,. Także porozmawialiśmy o różnych rzeczach, jak nam poszło i przy okazji zaszliśmy do sklepu żeby kupić jakieś produkty.

         

        Co do Any, coraz więcej razy próbuje chodzić na tych dwóch niby nogach, przy okazji skóra na jej prawym policzku tak samo jak pod okiem zaczynała powoli czernieć i zmieniać się w białko. Także przy białku, tam gdzie była skóra pod okiem powoli pojawiały się tęczówki. Tak widząc jej ciągły wzrost (bo chyba już mierzyła około metra czterdzieści) przeniosłem ją do jednego z pokoju nieużywanych.

         

        Sobota w ogóle nie obfitowała w żadne spotkania czy większe ewolucje Any, kupiłem więcej książek o psychologii i psychologii dziecięcej, plus z Aną zacząłem robić ćwiczenia z pisania tak, żeby w jakiś sposób się z nią skomunikować (Bo jedynie umie piszczeć, mruczeć czy wydawać inne dźwięki) jednak poza gryzmołami nie dało się na razie nic zrobić.

         

        Jeszcze wieczorem tego dnia oglądaliśmy znowu jakąś kolejną komedie romantyczną, ja oczywiście głaskałem ją po głowie i znów kiedy główni bohaterowie się całowali tym razem zamiast gwizdu i pomruków było mruczenie i patrzenie na mnie z zadowoleniem.

         

        W niedziele spokojnie odpoczywałem od pracy i innych obowiązków i patrzyłem w sieci jakieś informacje o rożnych rzeczach i zauważyłem że Ana stoi na swoich dwóch nogach i porusza się bez najmniejszych problemów, patrzyła się na mnie z uśmiechem i przy okazji mruczała. Byłem tak zaskoczony że wstałem i ona od razu podeszła do mnie przez chwile się na mnie patrzyła z zaciekawieniem potem odeszła do salonu. Przypominała swoja postawą i sposobem poruszania jakiegoś Quasimodo z Dzwonnika z Notre Dame. Wieczorem jak ją myłem zobaczyłem, że na klatce piersiowej pojawiły się dwie brodawki i jakaś dziwna karmazynowa plama pomiędzy tymi brodawkami, odwłok się coraz bardziej zmniejszał i na prawym policzku w paru miejscach znów się pojawiał kolor beżowy, pojawiły się kolejne tęczówki, w sumie było pięć tam gdzie było oko i sześć na policzku. Kolejne ewolucje mnie coraz bardziej zaciekawiały.

         

        Poniedziałek i odliczanie do urlopu. W pracy przez te dwa poprzednie tygodnie nic nie było ciekawego do pracy (tylko zwykła papierkowa robota) i tak samo było w tym dniu. Kiedy wróciłem do domu zastałem Ane siedzącą przed komputerem, nie robiła nic specjalnego tylko wciskała przypadkowe przyciski i klikała myszką. Nie miała w ogóle włączonego komputera. Kiedy usłyszała mnie wchodzącego do pokoju wstała i zobaczyłem ją. Jej odwłok całkowicie zanikł i wszystkie macki przeniosły się na plecy, jej kształty coraz bardziej przypominała człowieka i skóra wokół jej brodawek jakby… robiły się z nich piersi. A jej karmazynowa plama zamieniła się w coś podobnego do klejnotu. Potem popatrzyłem się na dół i … . Gdy to zobaczyłem, uświadomiłem sobie, że patrzę na… .

         

        Natychmiast poszedłem do szafy z ubraniami i znalazłem koszulkę i spódnice. Ubrałem ją tak szybko jak mogłem, choć się trochę opierała, później próbowała je zdjąć, lecz po godzinie się do nich przyzwyczaiła. Patrzyła na mnie z zaciekawieniem i na obiad który przygotowałem, bo było to Spaghetti z mięsem mielonym. Nigdy takich rzeczy nie robiłem, bo większość obiadów, były to mrożone zupy, pizze czy inne obiady do mikrofali lub coś na zamówienie. Nawet jej smakowało, bo poprosiła o dokładkę dwa razy. Później próbowałem z nią porozmawiać lecz nic poza mruczeniem i uśmiechem nie udało się wyciągnąć.

         

        Wtorek, jeszcze pięć dni do urlopu i nic się nie działo specjalnego w firmie, OCZYWIŚCIE. A w domu, Ana nauczyła się rysować i pisać (tylko nie wiem czy umie czytać, bo jakby ona powtarzała po mnie moje ruchy). Wracając do tych gryzmołów, najbardziej zapadły mi w oko trzy i one no cóż miały w sobie nutkę tajemnicy. Na jednym widziałem las lub coś do lasu podobnego, na gałęziach tych ,,drzew,, były zawieszone jakieś dziwne kształty, na innym były dwie wielkie czerwone oczy mające jakieś dziwne znaki, a na trzecim była twarz kobiety z rudymi włosami i zieloną skóra po lewej stronie twarzy. Także jakby zamiast jej rąk były macki.

         

        W okolicach bioder beżowa skóra wypierała pancerz. A te dwie największe macki zostały pokryte biało-szarą skórą. I kiedy robiłem obiad to Ana dała mi kartkę z napisanymi produktami i dodatkowo poniżej było napisane ,,po proszę te rzeczy na obiad który chce przygotować dla ciebie,, a ja na to.

        -Ana co ty chcesz zrobić? -

        Zabrała mi kartkę i napisała na drugiej stronie ,,Chce ugotować obiad, bo widziałam je w telewizji,,. Bardziej przyjrzałem się liście produktów, część z nich na pewno nie znajdę w sklepach a inne są za drogie, więc wykreśliłem część z nich lub napisałem tańsze zamienniki bo chyba się domyślałem co ona chce zrobić, pokazałem jej to i powiedziałem.

        -Ana – od razu jak usłyszała swoje imię bardziej się skupiła na mnie- zobacz, na to mogę się zgodzić -

        Ana widząc to przytaknęła, i włączyła telewizor, oglądała jakiś film, oczywiście co jakiś czas patrzyła się na mnie z uśmiechem.

         

        Środa, co ciekawe Ana wstała wcześniej ode mnie i zrobiła mi śniadanie, jajko i chleb z dżemem. Po pracy kupiłem te produkty co chciała i kiedy wróciłem do domu zobaczyłem ją w innym ubraniu. Nosiła bardzo piękną, czarną, zdobioną sukienkę do kolan, także na prawej stronie twarzy znajdowała się maska manekina. Jej figura miała kształt klepsydry co jeszcze bardziej ją upodabniało do kobiety. W dłoniach trzymała dużą kartkę z napisem ,,Podoba ci się,, cały napis był otoczony serduszkami, ja miałem zdziwioną minę. Tak staliśmy przez kilka minut i zapytałem.

        -Skąd to masz?-

        Po chwili napisała na odwrocie kratki ,,No znalazłam tą sukienkę w szafie a ta maska była w piwnicy,, (nie pamiętam żebym miał taką sukienkę w domu, może moja kuzynka coś takiego miała, tak samo mógłbym powiedzieć o masce manekina) podałem jej torbę ze składnikami i po dwóch godzinach mieliśmy obiad. Zapiekanka z kurczakiem i wieloma warzywami i serem. Kiedy podawała mi ją, patrzyła się na mnie bardzo uważnie, wyglądało to całkiem dobrze kiedy włożyłem kawałek do ust, nie było to złe ale też nie było to coś wybitnego.

        -Cóż Ana jak na pierwszy raz bardzo dobrze ci wyszło,- zrobiła przeogromny uśmiech – ale nadal musisz ćwiczyć … Ana ale dlaczego nie użyłaś wszystkich składników? -

        Ana znalazła jakąś kartkę i napisała ,, Bo chce jeszcze jutro zrobić obiad i tak na następne dni,,

        -Aha jesteś ambitna, a w sumie ładnie w tym wyglądasz Ana, ba nawet te macki są zakryte nie liczę tej ręki -

        ,,Dziękuje Adamie Ciesze się że ci się podoba a co do tej ręki to nie wiem,, słowo Adam też było otoczone serduszkami.

        -Wiesz może pójdziemy w Niedziele do parku co? - pokiwała głową

         

        Przy reszcie dni nic wielkiego się nie wydarzyło, oprócz czwartku w którym nasz szef ogłosił, że będzie się żenić z swoją narzeczoną. Poza tym Ana nauczyła się coraz lepiej gotować. A jej obiadki smakują jakby robił to jakiś szef kuchni. Zauważyłem też, że jej włosy robią się kręcone (trochę wyglądały jak włosy mojej kuzynki tylko, że czarne (ona jest blondynką)) i ta twarz, która nie jest zasłonięta przez maskę stawała się coraz piękniejsza, trochę połączenie moich najładniejszych sąsiadek. Także, kiedy idę spać, Ana zawsze patrzy przez uchylone drzwi czy aby na pewno nie idę spać, raz się spytałem o co chodzi to od razu uciekła do swojego pokoju. Też pojawiły się kolejne mutacje, na zakończeniu jej macek powstały fioletowo czarne guzy, teraz macka ośmiornicy przypominała rękę, i mogła zginać się tylko w jednym miejscu. Choć nadal nie ma dłoni i palców.

         

        Nadeszła niedziela i obiecany spacer, Ana wyglądała na bardzo podekscytowaną, najpierw obeszliśmy trochę moją ulicę a później poszliśmy do parku. Ciągle na wszystko patrzyła z zaciekawieniem, dotykała drzew, wąchała kwiaty, całkiem uroczo wyglądała w sumie nigdy ją nie wypuszczałem na mój ogród, kiedy była w tych innych formach. Potem usiedliśmy na ławce, wpatrywała się we mnie z wielkim uśmiechem, dobrze że miała na sobie swoją sukienkę i maskę manekina, ludzie którzy obok nas przechodzili, nie zwracali na nas żadnej uwagi (no może gapili się na jej maskę).

         

        Ana po chwili swoją prawą ,,macką’’ objęła moje ramię i położyła głowę o mój bark. Nawet było miło, gdy nagle Ana przybliżyła się do mojej twarzy i wyglądała jakby chciała mnie pocałować, jednak wtedy poczułem paraliżujący ból, jęknąłem, Ana od razu się odsunęła wyglądała na spanikowaną, nagle ból minął.

         

        Po tym incydencie od razu poszliśmy do domu, ja nadal nie wiedziałem co się dokładnie stało, a Ana wyglądała na bardzo smutną, może to była jej sprawka? Ale tylko jak? Myślałem o tym do końca dnia, w sumie to bardzo niezły początek urlopu.

         

        Kiedy miałem iść spać, Ana przyszła do mojego pokoju z pochyloną głową.

        -Co się stało Ana? - zapytałem, nie oczekiwałem odpowiedzi słownej a bardziej napisu na kartce

        -Jjjaaa…. Psie...pla...siam Adamku –

        Byłem osłupiony, jej pierwsze słowa, brzmiały jak… no właśnie nie wiem co. Jej głos przypominał połączenie głosu dziecka z jakimś głębokim głosem potwora, nie wiedziałem co odpowiedzieć i siedziałem.

        -Wie… no bo bajdzo mi psyko... co tam si stalo… ja nie cialam tego … - dalej kontynuowała

        -Eeee… Ana mówisz o tym co się stało w parku? - nadal byłem pod wielkim szokiem

        -Tiak… Adamku ja mam tu… - prawą ręką wskazała swoje zakończenie macki – tiaki no… iad iiii mi si tlosecke – złapała się za głowę – pses psypadek ja …. tobie go wlałam… albo wstrzyknęłam nie znam na razie tylu słów… jeszcze się uczę Adamie -

        To już było dziwne, jakim cudem zrobiła taki postęp w tak krótkim czasie( przecież musiała wcześniej jakiś czas ewoluować, zazwyczaj jeden dzień, teraz z mówienia trochę jak dziecko przeszła do mówienia jak normalna osoba w kilka sekund).

        -Adamie przykro mi ja… no cóż… - Wstałem i podszedłem do niej, jak do niej się zbliżałem wyglądała na jeszcze bardziej przygnębiona.

        -Ana, kim ty jesteś? - Tak drogi czytelniku dopiero teraz przypomniałem, że nie wiem o niej nic poza tym, że może szybko ewoluować i mogłem się spytać wtedy, kiedy umiała już pisać, tak jestem zapominalskim jełopem -Jakim cudem ty możesz tak szybko ewoluować? Skąd pochodzisz? -

        -Ja… ja …. ja… nie wiem, Adamie ja tylko najwcześniej pamiętam ten dzień... kiedy... no cóż mogłam się poruszać… po tym chyba wtedy jak mnie przygarnąłeś… wcześniej nic nie pamiętam ja… ja …. przepraszam, że nie mogę ci na to odpowiedzieć… i ja nie wiem kim ja jestem... -

        -Dobrze… a o co chodzi z tym jadem? -

        -No jak ci wcześniej mówiłam na końcu tej ręki mam wypustki i w nich są właśnie małe kolce i one wstrzykują jad, na szczęście on tylko mógł cię sparaliżować ale on nie mógł cie zabić… nie wybaczyłam bym sobie tego… nie chciałam tego specjalnie zrobić… one służą tylko do sama nie wiem czego -

        -A czy te macki mają też jad? - wskazałem macki na plecach

        -Nie Adamie… na szczęście nie… -

        -Mam do ciebie wiele pytań ale proszę zróbmy to jutro dobrze, teraz jest późno i muszę odpocząć po dzisiejszym dniu -

        -Tak koch…. Adamie -

         

        Poza tym pokaże wam rysunek Any zrobiony przez Merekę. 

        _commission__ana_by_mereka_ddwmp0m.png

        Edytowane przez Gathas (wyświetl historię edycji)
    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    • Zarejestruj się. To bardzo proste!

      Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

    • Ostatnio dodane

    • Ostatnie komentarze

      • @Natuskaa   Wiwat praca zmianowa :)))! Ja za chwilę zacznę popołudniówkę ;).     To raczej niemożliwe :). Zwłaszcza, że są wiersze, które specjalnie zostawiają pole dla różnych interpretacji. Twoja wizja w wierszu była inna od mojej. Prawdopodobieństwo, że się nie trafi w to co autor ma do przekazania jest spore. Ale po pierwsze jest to zabawne :). To tak jak próba odgadnięcia hasła w krzyżówce. Po drugie ciekawe, bo można spróbować poznać świat PLa - a autor może ci odpisać czy dobrze zrozumiałeś :). A po trzecie, może to pozwoli lepiej pisać. Autorowi, bo widzi jak taki mały żuczek jak ja postrzega jego dzieło. I mnie, bo analizując tekst mogę się nauczyć jak działa i starać się dzięki temu ulepszyć moje :).   Jeszcze raz dziękuję za wiersz :).
      • Kolejna Część Any tym razem trochę dłuższa.   Poniedziałek nie był obwity w incydenty, do tego Ana nie przeszła większych zmian oprócz tego, że macki na odwłoku zaczęły rosnąć i na czarnym oku pojawiła się piąta tęczówka. Choć najciekawszy był wtorek. Gdyż po robocie byłem w sklepie Netto żeby kupić parę produktów i spotkałem jego.   Kacpra Kowalskiego, mojego młodszego kolegę, (Jestem starszy od niego o sześć lat), poza tym to jest też mój kuzyn, no cóż było to dziwne spotkanie, gdyż był ubrany w łuskową złotą zbroje z nim szli dwumetrowi ochroniarze ubrani w garnitury. Oczywiście się przywitaliśmy i pogadaliśmy o mało ważnych sprawach jednak jak się zapytałem co on nosi i z wielkim uśmiechem powiedział mi ,,Że ja jestem Cesarzem Panaceum i mój stary kumplu możesz mnie prosić o co chcesz gdyż moi ludzie rządzą tym krajem,,. To było dziwne, no cóż takie życie spotykasz na drodze dziwaków (On pochodzi ze zwykłem robotniczej rodziny i ma skończone gimnazjum gdyż zrezygnował z Technikum dlatego iż ,,Polska edukacja jest zacofana i szkoli tylko kolejnych niewolników dla zysków rządzących,,). Jednak zastanawia mnie skąd wziął kasę na takie rzeczy. Też mówił o tym że za jakiś dwa tygodnie będzie mieć pierwsze przemówienie i dał mi zaproszenie, w pięknej zdobionej zielonej kopercie z czerwoną opaską i dodał żebym przyszedł z jakąś osobą towarzyszącą.   Poza tym, Anie bardzo urosły jej macki na odwłoku i często je wykorzystywała do poruszania. Tego też dnia, postanowiłem ją nauczyć używania sztućców, a dokładniej łyżki, nauka ta szła całkiem szybko, wystarczyło raz pokazać do czego służy i już jadła zupę mleczną.   Następnego dnia, dwie największe macki na odwłoku zaczęły pokrywać czarny pancerz. Po za tym skóra pod jej okiem zmieniała kolor na czarny, a jej usta przypominały coraz bardziej ludzkie niż dwie kości i jeszcze urosła do 1,30 metra. Skóra na plecach też zmieniała kolory, gdzieniegdzie pojawiały się zielone, niebieskie, fioletowe i szare plamki. Do tego jeszcze jej włosy urosły do odwłoka. Najciekawsze była inteligencja Any, kiedy widzi siebie w lustrze, nie reaguje jak zwykłe zwierze (czyli próbuje odszukać to zwierze, obchodząc lustro, próbując znaleźć inne zwierze) ale jak człowiek, czyli oglądała siebie w nim, jak raz dałem jej grzebień to się czesała przed lustrem, także umiała włączać i wyłączać telewizor za pomocą pilota, trochę kontroluje co ogląda w telewizji (kiedy oczywiście jestem w domu), na przykład włączam jej kreskówki dla dzieci, programy kulinarne i inne takie. Przy okazji kupiłem książki na temat psychologii.   Na tym etapie jestem przygotowany, że ewoluuje coś podobnego w człowieka, jednak przy dalszym rozmyślaniu stwierdziłem, że wszystkie możliwości są prawdopodobne. Przy oglądaniu telewizji po prostu tak głaskałem jej głowę, zawsze gdy to robię głośno mruczy z zadowolenia, co ciekawe jej włosy zrobiły się bardzo gładkie i miękkie w dotyku.   Kolejne dni były coraz ciekawsze, te dwie opancerzone macki zesztywniały i mogły się zginać tylko w jednym miejscu i bardzo przypominały nogi, raz widziałem że próbuje wstać i się podpierała na sofie w salonie, ale kiedy mnie zauważyła to od razu opadła na ziemie. Przy okazji kolejne dwie macki rosły do podobnej wielkości co dwie poprzednie. Skóra pod jej okiem powoli zanikała i została zastąpiona przez białko (tak mi się wydaje). Koło jej powstających warg pojawiały się małe dziurki i także zauważyłem że u niej zaczynają rosnąć zęby. Dodałem do jej diety owoce, warzywa i troszeczkę bardziej skomplikowane potrawy. Także kupiłem jej zabawki takie jak piłka czy inne coś plastikowego i dużego żeby nie zjadła tego przez przypadek.   W piątek po pracy w drodze do domu spotkałem swojego starego kolegę Jana Balcera jak jego nazywam ,,Marta,, z powodu jego damskiego wyglądu, który jest spowodowany pewną rzeczą z jego dzieciństwa, której nie mogę napisać (to są sprawy bardzo prywatne). Ciekawie było się z nim spotkać po zakończeniu liceum, do tego z nim był jego syn pierworodny Andrzej, który ma trzy latka. Fajnie też było poznać gdzie mieszka, gdzie pracuje z kim spłodził swojego synka, ba nawet mi powiedział, że mogę wpaść do niego od czasu do czasu. Ja oczywiście powiedział ,,Kiedy będę mieć czas, może kiedy będę miał urlop, to za tydzień,,. Także porozmawialiśmy o różnych rzeczach, jak nam poszło i przy okazji zaszliśmy do sklepu żeby kupić jakieś produkty.   Co do Any, coraz więcej razy próbuje chodzić na tych dwóch niby nogach, przy okazji skóra na jej prawym policzku tak samo jak pod okiem zaczynała powoli czernieć i zmieniać się w białko. Także przy białku, tam gdzie była skóra pod okiem powoli pojawiały się tęczówki. Tak widząc jej ciągły wzrost (bo chyba już mierzyła około metra czterdzieści) przeniosłem ją do jednego z pokoju nieużywanych.   Sobota w ogóle nie obfitowała w żadne spotkania czy większe ewolucje Any, kupiłem więcej książek o psychologii i psychologii dziecięcej, plus z Aną zacząłem robić ćwiczenia z pisania tak, żeby w jakiś sposób się z nią skomunikować (Bo jedynie umie piszczeć, mruczeć czy wydawać inne dźwięki) jednak poza gryzmołami nie dało się na razie nic zrobić.   Jeszcze wieczorem tego dnia oglądaliśmy znowu jakąś kolejną komedie romantyczną, ja oczywiście głaskałem ją po głowie i znów kiedy główni bohaterowie się całowali tym razem zamiast gwizdu i pomruków było mruczenie i patrzenie na mnie z zadowoleniem.   W niedziele spokojnie odpoczywałem od pracy i innych obowiązków i patrzyłem w sieci jakieś informacje o rożnych rzeczach i zauważyłem że Ana stoi na swoich dwóch nogach i porusza się bez najmniejszych problemów, patrzyła się na mnie z uśmiechem i przy okazji mruczała. Byłem tak zaskoczony że wstałem i ona od razu podeszła do mnie przez chwile się na mnie patrzyła z zaciekawieniem potem odeszła do salonu. Przypominała swoja postawą i sposobem poruszania jakiegoś Quasimodo z Dzwonnika z Notre Dame. Wieczorem jak ją myłem zobaczyłem, że na klatce piersiowej pojawiły się dwie brodawki i jakaś dziwna karmazynowa plama pomiędzy tymi brodawkami, odwłok się coraz bardziej zmniejszał i na prawym policzku w paru miejscach znów się pojawiał kolor beżowy, pojawiły się kolejne tęczówki, w sumie było pięć tam gdzie było oko i sześć na policzku. Kolejne ewolucje mnie coraz bardziej zaciekawiały.   Poniedziałek i odliczanie do urlopu. W pracy przez te dwa poprzednie tygodnie nic nie było ciekawego do pracy (tylko zwykła papierkowa robota) i tak samo było w tym dniu. Kiedy wróciłem do domu zastałem Ane siedzącą przed komputerem, nie robiła nic specjalnego tylko wciskała przypadkowe przyciski i klikała myszką. Nie miała w ogóle włączonego komputera. Kiedy usłyszała mnie wchodzącego do pokoju wstała i zobaczyłem ją. Jej odwłok całkowicie zanikł i wszystkie macki przeniosły się na plecy, jej kształty coraz bardziej przypominała człowieka i skóra wokół jej brodawek jakby… robiły się z nich piersi. A jej karmazynowa plama zamieniła się w coś podobnego do klejnotu. Potem popatrzyłem się na dół i … . Gdy to zobaczyłem, uświadomiłem sobie, że patrzę na… .   Natychmiast poszedłem do szafy z ubraniami i znalazłem koszulkę i spódnice. Ubrałem ją tak szybko jak mogłem, choć się trochę opierała, później próbowała je zdjąć, lecz po godzinie się do nich przyzwyczaiła. Patrzyła na mnie z zaciekawieniem i na obiad który przygotowałem, bo było to Spaghetti z mięsem mielonym. Nigdy takich rzeczy nie robiłem, bo większość obiadów, były to mrożone zupy, pizze czy inne obiady do mikrofali lub coś na zamówienie. Nawet jej smakowało, bo poprosiła o dokładkę dwa razy. Później próbowałem z nią porozmawiać lecz nic poza mruczeniem i uśmiechem nie udało się wyciągnąć.   Wtorek, jeszcze pięć dni do urlopu i nic się nie działo specjalnego w firmie, OCZYWIŚCIE. A w domu, Ana nauczyła się rysować i pisać (tylko nie wiem czy umie czytać, bo jakby ona powtarzała po mnie moje ruchy). Wracając do tych gryzmołów, najbardziej zapadły mi w oko trzy i one no cóż miały w sobie nutkę tajemnicy. Na jednym widziałem las lub coś do lasu podobnego, na gałęziach tych ,,drzew,, były zawieszone jakieś dziwne kształty, na innym były dwie wielkie czerwone oczy mające jakieś dziwne znaki, a na trzecim była twarz kobiety z rudymi włosami i zieloną skóra po lewej stronie twarzy. Także jakby zamiast jej rąk były macki.   W okolicach bioder beżowa skóra wypierała pancerz. A te dwie największe macki zostały pokryte biało-szarą skórą. I kiedy robiłem obiad to Ana dała mi kartkę z napisanymi produktami i dodatkowo poniżej było napisane ,,po proszę te rzeczy na obiad który chce przygotować dla ciebie,, a ja na to. -Ana co ty chcesz zrobić? - Zabrała mi kartkę i napisała na drugiej stronie ,,Chce ugotować obiad, bo widziałam je w telewizji,,. Bardziej przyjrzałem się liście produktów, część z nich na pewno nie znajdę w sklepach a inne są za drogie, więc wykreśliłem część z nich lub napisałem tańsze zamienniki bo chyba się domyślałem co ona chce zrobić, pokazałem jej to i powiedziałem. -Ana – od razu jak usłyszała swoje imię bardziej się skupiła na mnie- zobacz, na to mogę się zgodzić - Ana widząc to przytaknęła, i włączyła telewizor, oglądała jakiś film, oczywiście co jakiś czas patrzyła się na mnie z uśmiechem.   Środa, co ciekawe Ana wstała wcześniej ode mnie i zrobiła mi śniadanie, jajko i chleb z dżemem. Po pracy kupiłem te produkty co chciała i kiedy wróciłem do domu zobaczyłem ją w innym ubraniu. Nosiła bardzo piękną, czarną, zdobioną sukienkę do kolan, także na prawej stronie twarzy znajdowała się maska manekina. Jej figura miała kształt klepsydry co jeszcze bardziej ją upodabniało do kobiety. W dłoniach trzymała dużą kartkę z napisem ,,Podoba ci się,, cały napis był otoczony serduszkami, ja miałem zdziwioną minę. Tak staliśmy przez kilka minut i zapytałem. -Skąd to masz?- Po chwili napisała na odwrocie kratki ,,No znalazłam tą sukienkę w szafie a ta maska była w piwnicy,, (nie pamiętam żebym miał taką sukienkę w domu, może moja kuzynka coś takiego miała, tak samo mógłbym powiedzieć o masce manekina) podałem jej torbę ze składnikami i po dwóch godzinach mieliśmy obiad. Zapiekanka z kurczakiem i wieloma warzywami i serem. Kiedy podawała mi ją, patrzyła się na mnie bardzo uważnie, wyglądało to całkiem dobrze kiedy włożyłem kawałek do ust, nie było to złe ale też nie było to coś wybitnego. -Cóż Ana jak na pierwszy raz bardzo dobrze ci wyszło,- zrobiła przeogromny uśmiech – ale nadal musisz ćwiczyć … Ana ale dlaczego nie użyłaś wszystkich składników? - Ana znalazła jakąś kartkę i napisała ,, Bo chce jeszcze jutro zrobić obiad i tak na następne dni,, -Aha jesteś ambitna, a w sumie ładnie w tym wyglądasz Ana, ba nawet te macki są zakryte nie liczę tej ręki - ,,Dziękuje Adamie Ciesze się że ci się podoba a co do tej ręki to nie wiem,, słowo Adam też było otoczone serduszkami. -Wiesz może pójdziemy w Niedziele do parku co? - pokiwała głową   Przy reszcie dni nic wielkiego się nie wydarzyło, oprócz czwartku w którym nasz szef ogłosił, że będzie się żenić z swoją narzeczoną. Poza tym Ana nauczyła się coraz lepiej gotować. A jej obiadki smakują jakby robił to jakiś szef kuchni. Zauważyłem też, że jej włosy robią się kręcone (trochę wyglądały jak włosy mojej kuzynki tylko, że czarne (ona jest blondynką)) i ta twarz, która nie jest zasłonięta przez maskę stawała się coraz piękniejsza, trochę połączenie moich najładniejszych sąsiadek. Także, kiedy idę spać, Ana zawsze patrzy przez uchylone drzwi czy aby na pewno nie idę spać, raz się spytałem o co chodzi to od razu uciekła do swojego pokoju. Też pojawiły się kolejne mutacje, na zakończeniu jej macek powstały fioletowo czarne guzy, teraz macka ośmiornicy przypominała rękę, i mogła zginać się tylko w jednym miejscu. Choć nadal nie ma dłoni i palców.   Nadeszła niedziela i obiecany spacer, Ana wyglądała na bardzo podekscytowaną, najpierw obeszliśmy trochę moją ulicę a później poszliśmy do parku. Ciągle na wszystko patrzyła z zaciekawieniem, dotykała drzew, wąchała kwiaty, całkiem uroczo wyglądała w sumie nigdy ją nie wypuszczałem na mój ogród, kiedy była w tych innych formach. Potem usiedliśmy na ławce, wpatrywała się we mnie z wielkim uśmiechem, dobrze że miała na sobie swoją sukienkę i maskę manekina, ludzie którzy obok nas przechodzili, nie zwracali na nas żadnej uwagi (no może gapili się na jej maskę).   Ana po chwili swoją prawą ,,macką’’ objęła moje ramię i położyła głowę o mój bark. Nawet było miło, gdy nagle Ana przybliżyła się do mojej twarzy i wyglądała jakby chciała mnie pocałować, jednak wtedy poczułem paraliżujący ból, jęknąłem, Ana od razu się odsunęła wyglądała na spanikowaną, nagle ból minął.   Po tym incydencie od razu poszliśmy do domu, ja nadal nie wiedziałem co się dokładnie stało, a Ana wyglądała na bardzo smutną, może to była jej sprawka? Ale tylko jak? Myślałem o tym do końca dnia, w sumie to bardzo niezły początek urlopu.   Kiedy miałem iść spać, Ana przyszła do mojego pokoju z pochyloną głową. -Co się stało Ana? - zapytałem, nie oczekiwałem odpowiedzi słownej a bardziej napisu na kartce -Jjjaaa…. Psie...pla...siam Adamku – Byłem osłupiony, jej pierwsze słowa, brzmiały jak… no właśnie nie wiem co. Jej głos przypominał połączenie głosu dziecka z jakimś głębokim głosem potwora, nie wiedziałem co odpowiedzieć i siedziałem. -Wie… no bo bajdzo mi psyko... co tam si stalo… ja nie cialam tego … - dalej kontynuowała -Eeee… Ana mówisz o tym co się stało w parku? - nadal byłem pod wielkim szokiem -Tiak… Adamku ja mam tu… - prawą ręką wskazała swoje zakończenie macki – tiaki no… iad iiii mi si tlosecke – złapała się za głowę – pses psypadek ja …. tobie go wlałam… albo wstrzyknęłam nie znam na razie tylu słów… jeszcze się uczę Adamie - To już było dziwne, jakim cudem zrobiła taki postęp w tak krótkim czasie( przecież musiała wcześniej jakiś czas ewoluować, zazwyczaj jeden dzień, teraz z mówienia trochę jak dziecko przeszła do mówienia jak normalna osoba w kilka sekund). -Adamie przykro mi ja… no cóż… - Wstałem i podszedłem do niej, jak do niej się zbliżałem wyglądała na jeszcze bardziej przygnębiona. -Ana, kim ty jesteś? - Tak drogi czytelniku dopiero teraz przypomniałem, że nie wiem o niej nic poza tym, że może szybko ewoluować i mogłem się spytać wtedy, kiedy umiała już pisać, tak jestem zapominalskim jełopem -Jakim cudem ty możesz tak szybko ewoluować? Skąd pochodzisz? - -Ja… ja …. ja… nie wiem, Adamie ja tylko najwcześniej pamiętam ten dzień... kiedy... no cóż mogłam się poruszać… po tym chyba wtedy jak mnie przygarnąłeś… wcześniej nic nie pamiętam ja… ja …. przepraszam, że nie mogę ci na to odpowiedzieć… i ja nie wiem kim ja jestem... - -Dobrze… a o co chodzi z tym jadem? - -No jak ci wcześniej mówiłam na końcu tej ręki mam wypustki i w nich są właśnie małe kolce i one wstrzykują jad, na szczęście on tylko mógł cię sparaliżować ale on nie mógł cie zabić… nie wybaczyłam bym sobie tego… nie chciałam tego specjalnie zrobić… one służą tylko do sama nie wiem czego - -A czy te macki mają też jad? - wskazałem macki na plecach -Nie Adamie… na szczęście nie… - -Mam do ciebie wiele pytań ale proszę zróbmy to jutro dobrze, teraz jest późno i muszę odpocząć po dzisiejszym dniu - -Tak koch…. Adamie -   Poza tym pokaże wam rysunek Any zrobiony przez Merekę. 
      • @Marek.zak1 Dzięki i pozdrawiam! Miło, że ktoś załapał nawiązanie do no free lunch :)
      • heheh! Świetna scenka. Trochę Bareja, trochę Piwoski, a polityka teraz nawet z lodówki wyłazi.  
      • Genetyka się zwraca, z autopsji, masz ładną żonę i duża szansa, że dzieci będą też ładne. No free lunch, potwierdzam, przy okrągłym i kwadratowym stole.  Też pamiętam, jak Honegger z podobnymi zamiast tego lunchu chciał coś innego sprezentować. W Chinach poszło inaczej.  Ciekawy tekst, na duży plus. 
    • Najczęściej komentowane

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności