Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki


Lidia W

żółte, szare, białe

Rekomendowane odpowiedzi

żółte natarcie jesieni

ścieżki się mienią deszczem

a on to ze mną doceni

ten szary dzień i jeszcze

 

tyle więcej dni jak ten

wyblakłych jak zapomnienie

lub jak wczorajszy sen

wszystko będzie zdarzeniem

 

jakiego nie było wcześniej

choćby to samo ciasto

mój fotel, lampka i jesień

stawiając kroki przez miasto

 

ucieszy mnie, że jest szare

mokre i ciągle w pośpiechu

bo będę go mieć na stałe

wracać do jego uśmiechu

 

do ciepłej dłoni w mojej 

gdy mróz już mocno trzyma

wzruszona śniegiem stoję

to moja pierwsza zima

 











 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach


25 minut temu, Lidia W napisał:

@Sylwester_Lasota Dziękuję pięknie i także pozdrawiam ;)

Nie ma za co. Wróciłem do wiersza i myślę sobie, że całkiem nieźle, to trochę za mało. To jest naprawdę dobry wiersz. Zastanawiam się o kim opowiada. Na pewno jest to ktoś bliski. Tata może?

Edytowane przez Sylwester_Lasota

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
30 minut temu, Lidia W napisał:

@Sylwester_Lasota Raczej o nowej miłości, przez którą wszystko wydaje się nowe i "pierwsze" :)

Ok. To było moje pierwsze skojarzenie, ale to trzymanie za rękę w pierwszą zimę zawiodło mnie na inne tory.

Powodzenia :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio w Warsztacie

    • Kruszeją ściany, łaszą się ściany
      Do stóp, w bluszcze się odziewając,
      Ciemnieje Księżyc, w słońce przybrany,
      Obłoki z niebios spełzają
      I śliskie od deszczu, od płaczu śliskie
      Ich poszarzałe kończyny,
      Jakby opary nad uroczyskiem, 
      Nie dar dla ludzkiej rodziny.
       Bukiecą się gwiazdy niedopłakane
      Gotowe zsiąść z firmamentu,
      Czyż to nie smutek, odległy Panie,
      Szloch zduszony w ręku?
      Czy to nie źrenic ślepych, złowróżbnych
      Toń czarna, chociaż nie wroga,
      Klnie skrzydła aniołów na wieki posłusznych
      Milczącym rozkazom Boga?
       

      Westchnieniem pieścim podnóża tronu
      Nie odnajdziem już domu
      Posoka spływa spomiędzy szponów
      Niemilim naprawdę nikomu
       

      Gdybyś, o Antaresie szalony
      Jak siostra Twa, Sol, nabrzmiał lśnieniem
      I chwałą swą oblał ziemskie kaniony
      I wyrwał z rąk starczych marzenie
      Szaleńca, co wszystko przećmiewa
      Sam przezrocza skrywając
      Dłonią, której nie znam
       

      Jednością wyście, skłóceni
      By krew spijać, co w gleby wsiąka
      Ty, strzegąc strwożonych źrenic,
      I Ty, co się po ziemi błąkasz 
      Ten ledwie robactwem mnie nazwał,
      Już wysławia motyle,
      Ten ledwie kobiece dał łono,
      Już pyta prześmiewczo: Ile?
      Ten łka, aż się czerń zazieleni,
      Choć pewno nie ze smutku,
      Ten w sierpie księżyca utkwił swe zęby,
      Omgli mię pomalutku.
      Kimżeś był, z pyłów gwiezdnych
      Zrodzon, artysto światła?
      Enigmo, kto Twemu łonu
      Pocałunki skradał?
      Dlaczego, otworzywszy powieki,
      Zamknąłem się w Tobie na wieki?
      Ja, niewolnica, ja, w zastaw oddany
      Ja, gorszy od bomb, rozdygotany
      Ja, klątwa i błogosławieństwo zarazem
      Ja, źródło podłości, co niesie ekstazę
      Ja, który widzi tak wiele, że wcale
      Ja, tak samotny, że szepcę stale
      Ja, z cieniem walczę, przed blaskiem uciekam
      Ja, określ inaczej niźli człowieka.
       

      Na próżno wsparty rozumem,
      Ja, Boże, cię kochać nie umiem.

      Edytowane przez Immortelle
  • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio komentowane

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Kruszeją ściany, łaszą się ściany Do stóp, w bluszcze się odziewając, Ciemnieje Księżyc, w słońce przybrany, Obłoki z niebios spełzają I śliskie od deszczu, od płaczu śliskie Ich poszarzałe kończyny, Jakby opary nad uroczyskiem,  Nie dar dla ludzkiej rodziny.  Bukiecą się gwiazdy niedopłakane Gotowe zsiąść z firmamentu, Czyż to nie smutek, odległy Panie, Szloch zduszony w ręku? Czy to nie źrenic ślepych, złowróżbnych Toń czarna, chociaż nie wroga, Klnie skrzydła aniołów na wieki posłusznych Milczącym rozkazom Boga?   Westchnieniem pieścim podnóża tronu Nie odnajdziem już domu Posoka spływa spomiędzy szponów Niemilim naprawdę nikomu   Gdybyś, o Antaresie szalony Jak siostra Twa, Sol, nabrzmiał lśnieniem I chwałą swą oblał ziemskie kaniony I wyrwał z rąk starczych marzenie Szaleńca, co wszystko przećmiewa Sam przezrocza skrywając Dłonią, której nie znam   Jednością wyście, skłóceni By krew spijać, co w gleby wsiąka Ty, strzegąc strwożonych źrenic, I Ty, co się po ziemi błąkasz  Ten ledwie robactwem mnie nazwał, Już wysławia motyle, Ten ledwie kobiece dał łono, Już pyta prześmiewczo: Ile? Ten łka, aż się czerń zazieleni, Choć pewno nie ze smutku, Ten w sierpie księżyca utkwił swe zęby, Omgli mię pomalutku. Kimżeś był, z pyłów gwiezdnych Zrodzon, artysto światła? Enigmo, kto Twemu łonu Pocałunki skradał? Dlaczego, otworzywszy powieki, Zamknąłem się w Tobie na wieki? Ja, niewolnica, ja, w zastaw oddany Ja, gorszy od bomb, rozdygotany Ja, klątwa i błogosławieństwo zarazem Ja, źródło podłości, co niesie ekstazę Ja, który widzi tak wiele, że wcale Ja, tak samotny, że szepcę stale Ja, z cieniem walczę, przed blaskiem uciekam Ja, określ inaczej niźli człowieka.   Na próżno wsparty rozumem, Ja, Boże, cię kochać nie umiem.
    • Żyjemy w czasie teraz do tego potrzebne było wczoraj a jutro gdy dożyjemy znowu stanie się teraz :))) PozdrawiaM.
    • @Marlett to nie jest za mało, w drugim wersie wszystko jest przecież wypisane 
    • Żyję jakby jutra nie było a ono uparcie nadchodzi wbrew logice doświadczeniom z głowy mi nie schodzi. Było wczoraj było dzisiaj jutro się rumieni: "przecież byłem nawet zimą a ty czekasz do jesieni?" Inni żyją tylko jutrem chwalą się i szczycą to ich zawał bywa trzaśnie plany się posypią. Czy jest morał? Każdy sobie po cichu dopowie (w jakim czasie żyje) jeden w tyle drugi w przodzie wieki albo chwilę.
    • wrzeszczy rym dzieci - świeci jak bez rymów to bez rymów Pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności