Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Koziorowska

W krainie marzeń II

Rekomendowane odpowiedzi

Oto kolejny rozdział mojej opowieści. Pominęłam część pierwszą, gdyż druga jest, moim zdaniem, ciekawsza. Jeśli chcesz przeczytać kolejne rozdziały, zapraszam na mojego bloga: ostatni-sen.blogspot.com. Bardzo prosiłabym o komentarze.

 

 

 

W krainie marzeń II

 

 

Kiedy otworzyłam oczy, z początku nie wiedziałam, gdzie się znajduję. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, że leżę w łóżku w twoim domku letniskowym. Przetarłam pięściami sklejone snem powieki i rozejrzałam się po pokoiku. Moje spojrzenie zatrzymało się na moment na oknie – ze smutkiem stwierdziłam, że przez noc nie przestało padać. Niebo było zasnute ponurymi, szaroburymi chmurami, wielkie krople stukały o szybę tak, jakby pragnęły dostać się do środka.

 

Jako że leżałam zwrócona w stronę okna, przewróciłam się na plecy, a potem na prawy bok. Byłam pewna, że zobaczę ciebie, smacznie sobie śpiącego, głęboko i spokojnie oddychającego – jednak ku mojemu zaskoczeniu stwierdziłam, że twoja połowa łóżka jest pusta. Mocno mnie to zaniepokoiło, bo należałeś raczej do śpiochów i zazwyczaj budziłam się jako pierwsza.

 

Poczułam nieprzyjemne, przyspieszone bicie serca. Co się stało, że nie było cię obok mnie? Dokąd mogłeś się udać? Zaczęłam przekonywać samą siebie, że pewnie wszystko jest w porządku, że siedzisz na kanapie na parterze domku i pogrążasz się w lekturze jednej z tych swoich mądrych książek. Albo że żłopiesz po cichutku kawę bądź herbatę. Tak, uspokajałam swoje rozpędzone serce, że nie ma powodu do obaw. Że zupełnie niepotrzebnie się martwię.

 

Odrzuciłam kołdrę i wydostałam się z pościeli. Na moment przysiadłam na brzegu łóżka, bo lekko zakręciło mi się w głowie od nagłej zmiany pozycji. Gdy poczułam się już dobrze, chwyciłam leżący nieopodal na podłodze szlafrok i zarzuciłam sobie na plecy. Zwróciłam uwagę na fakt, że twój szlafrok leży obok mojego. Moje serce zadudniło nerwowo.

 

Otulając się połami szlafroka, ostrożnie zeszłam na dół. Starałam się stawiać kroki ostrożnie, by robić jak najmniej hałasu. Poczułam, że moje serce ruszyło pełnym galopem.

 

Gdy pokonałam ostatni stopień, odetchnęłam z ulgą. Zobaczyłam, że siedzisz w fotelu, z nogami podwiniętymi pod siebie, i notujesz coś zawzięcie w czarnym brulionie, wspartym o jedno z twoich kolan. Nie od razu zauważyłeś moje pojawienie się. Dopiero gdy ruszyłam w twoją stronę, oderwałeś wzrok od zeszytu. Uśmiechnęłam się leciutko, mając nadzieję, że odwzajemnisz uśmiech. Ty jednak spoglądałeś na mnie ze smutkiem w zielonych oczach. Wciąż gniewałeś się na mnie za ten las! Gdy chciałam otworzyć usta i ponownie zacząć się tłumaczyć, uniosłeś lewą rękę na znak, żebym sobie odpuściła. Posłałeś mi jeszcze jedno ponure spojrzenie i jakby nigdy nic wróciłeś do bazgrolenia w notatniku.

 

Stałam z opuszczonymi ramionami, nie mając pojęcia, co zrobić w takiej sytuacji. Szukałam pomysłu, w jaki sposób mogłabym poprawić ci nastrój. Myślałam gorączkowo, czym mogłabym cię pozytywnie zaskoczyć. Seks raczej odpadał, to było zbyt trywialne… Namiętny pocałunek też nie wchodził w grę, bo pewnie nie dałbyś mi się pocałować.

 

I nagle przyszło mi do głowy coś, co sprawiło, że uśmiechnęłam się do siebie szeroko.

 

Postanowiłam, że nakarmię cię truskawkami, które przezornie ze sobą zabrałam. Chciałam jednak nakarmić cię w nieco nietuzinkowy sposób…

 

Odwróciłam się na pięcie i udałam do kuchni. Zajrzałam do lodówki, z której wydostałam moją tajną broń. Trzymając zimne, przezroczyste pudełeczko w dłoniach, ruszyłam w stronę pokoju.

 

Usłyszałeś szelest moich kroków, bo ponownie na mnie zerknąłeś. Na widok pudełka truskawek w moich dłoniach twoje oczy nagle się rozszerzyły. Nie dało się ukryć, że jesteś zaskoczony, bo spoglądałeś na mnie pytająco. Ku mojej uciesze, odłożyłeś zeszyt i długopis na pobliski stolik i wyprostowałeś nogi. Chciałeś się odezwać, lecz ja położyłam wskazujący palec na ustach. Bardzo grzecznie mnie posłuchałeś.

 

Uśmiechając się od ucha do ucha, podeszłam do ciebie. Gdy stanęłam nad tobą, zerkając ku tobie kokieteryjnie, zauważyłam, jak z trudem przełykasz ślinę. Twoje jabłko Adama gwałtownie się poruszyło. Ja, zupełnie bezpardonowo, rozsiadłam się okrakiem na twoich udach. Wtedy też otworzyłam pudełko z owocami. Ich słodki zapach natychmiast rozszedł się po pokoju. Gdy rzuciłam ci kolejne powłóczyste spojrzenie, zauważyłam, że oblizujesz wargi. Ujęłam jedną z truskawek za szypułkę i zawiesiłam ją nad twoją głową. Chciałeś ugryźć owoc, lecz ja w ostatniej chwili cofnęłam rękę. Spróbowałeś ponownie, ale i tym razem ci na to nie pozwoliłam. Aby podgrzać atmosferę, szeptałam ci do ucha niepokorne słowa. Drżałeś, gdy mój oddech spływał po twojej szyi. Kiedy w końcu zacząłeś prosić, abym pozwoliła ci spróbować truskawkę, zlitowałam się. Gdy wbiłeś zęby w pokaźny, słodki owoc, czerwony miąższ spłynął po twojej brodzie. Nachyliłam się, aby go zlizać. Wiedziałam, że to cię podnieca.

 

W podobny sposób droczyłam się z tobą, podtykając ci pod nos kolejne truskawki. W pewnym momencie włożyłam sobie jeden owoc do ust i zasugerowałam, abyś ugryzł wystający kawałek. Tym sposobem nasze wargi się zetknęły. Mmm, jaki słodki był ten pocałunek… Byłam wniebowzięta, że udało mi się poprawić twój humor. W twoich zielonych oczach znów paliło się to znajome światło, które pojawiało się, gdy byłeś spokojny.

 

Niestety, truskawki prędko się skończyły. Puste pudełko odstawiłam na stół i zsunęłam się z twoich kolan. Byłeś uśmiechnięty od ucha do ucha. Gdy wróciłam na kanapę i usiadłam obok ciebie, znienacka ująłeś moje dłonie. Spojrzałeś mi w oczy tak, jakbyś nie widział mnie przez wiele lat. W pewnym momencie dostrzegłam, że spod twojej powieki wydostaje się wielka łza. Wiedziałam jednak, że jest to łza szczęśliwa, bo wciąż się uśmiechałeś.

 

Nie puszczając moich rąk, zacząłeś mnie przepraszać. Za to, że posądzałeś mnie, iż nie dotrzymam danego ci słowa. Że pomimo twoich ostrzeżeń udam się do lasu. Prosiłeś, abym ci wybaczyła, że mi nie dowierzałeś… Gdy tak mówiłeś, poczułam, jak w moim gardle powstaje dławiąca gula, a do oczu cisną się łzy wzruszenia. Byłam do tego stopnia poruszona twoimi słowami, że sama się rozpłakałam. Podniosłeś prawą rękę i zgarnąłeś łzy z moich policzków. Przysunąłeś się bliżej mnie i przyłożyłeś głowę po mojej piersi. Wiedziałam, że słuchasz bicia mojego serca. Lubiłeś to robić. Dziś moje serce uderzało wyjątkowo mocno. Gładziłam cię czule po jasnej główce, szepcząc uspokajające słowa. Słyszałam, jak niezbyt głośno pociągasz nosem.

 

Przytulaliśmy się do siebie przed dobre kilka minut. Czekaliśmy, aż nasze emocje opadną. Gdy w końcu ochłonęliśmy, wyprostowałeś się. Miałeś na sobie czarną koszulę i czarne sztruksy, ja wciąż byłam ubrana w szlafrok. Przez chwilę miałam wrażenie, że zechcesz pozbawić mnie tego szlafroka, ale w tym momencie najwyraźniej nie miałeś na to ochoty.

 

Nagle przypomniałam sobie o zeszycie, w którym tak zajadle notowałeś dzisiejszego ranka. Brulion leżał spokojnie na stole, tuż obok długopisu. Zapytałam cię, co takiego w nim zapisywałeś. Nagle na twojej słodkiej buźce pojawił się szkarłatny rumieniec. Prawą ręką zacząłeś masować swój kark. Nie chciałam na ciebie naciskać – czekałam, aż sam mi o wszystkim powiesz. Dopiero po dłuższej chwili, zerkając na mnie nieśmiało, oznajmiłeś, że pisałeś piosenkę. Piosenkę o mnie.

 

Poczułam, jak zadrżało moje serce. Zapytałam cię, o czym dokładnie była ta piosenka. Zdradziłeś mi, że pisałeś o tym, jak mocno mnie kochasz. Na te słowa poczułam, jak ponownie zbiera mi się na płacz. Spojrzałam w górę, aby powstrzymać łzy. Gdy udało mi się uspokoić, zapytałam cię, czy mogłabym przeczytać ten tekst. Widziałam, że trochę się krępujesz, ale w końcu sięgnąłeś po zeszyt i wręczyłeś go mnie. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i otworzyłam brulion.

 

Byłam zachwycona twoim charakterem pisma. Było niezwykle zgrabne. Bez trudu można było cię rozczytać. Nie dało się ukryć, że jesteś artystą. Zaczęłam kartkować notatnik, szukając strony, na której spisałeś piosenkę o mnie. W końcu ją odnalazłam.

 

Czytałam tekst z zapartym tchem. Przeczytałam go kilka razy, aby zapamiętać słowa. Gdy zamknęłam zeszyt i spojrzałam na ciebie, znów poczułam, jak wzruszenie ściska mnie za gardło. Piosenka była wspaniała i od razu ci o tym powiedziałam. Z rozrzewnieniem zauważyłam, że ponownie spąsowiałeś. To było takie urocze i słodkie. Aby wyrazić ogrom mojego zachwytu, ujęłam jedną z twoich dłoni i na jej wierzchu złożyłam kilka pocałunków. Uwielbiałam twoje dłonie. Były bardzo delikatne i szczupłe, jedynie opuszki palców lewej dłoni były stwardniałe od gry na gitarze.

 

Gdy wreszcie wypuściłam twoją rękę, nasze spojrzenia jednocześnie zatrzymały się na oknie. Nie zauważyliśmy, kiedy przestało padać. Niebo znienacka rozpogodziło się, do pokoiku wpadł złoty odblask słońca. Uznaliśmy to za dobry znak.

 

Ścienny zegar wskazywał dziewiątą rano. Oboje poczuliśmy, że jesteśmy mocno głodni. Nie pamiętaliśmy, kiedy jedliśmy po raz ostatni. Udałeś się do kuchni, by przygotować coś na ząb, ja tymczasem poszłam się ubrać. Gdy wróciłam do saloniku, śniadanie było już gotowe. Mmm, uwielbialiśmy bułeczki z truskawkowym dżemem! Posiłek popijaliśmy gorącą kawą. Byłam pewna, że nie spałeś całą noc, bo miałeś lekko podkrążone oczy. Na moment obudziły się we mnie wyrzuty sumienia, ale czym prędzej się ich pozbyłam. Udało mi się załagodzić sytuację i nie chciałam jej ponownie psuć. Na szczęście, byłeś zbyt pochłonięty śniadaniem, żeby zauważyć, o czym myślę.

 

Gdy najedliśmy się do syta, zebrałeś brudne naczynia i poszedłeś odnieść je do zlewu. To było bardzo miłe z twojej strony, że nie pozwalałeś mi zmywać. Rozpieszczałeś mnie do tego stopnia, że momentami czułam się jak prawdziwa księżniczka.

 

Gdy wróciłeś do pokoju i usiadłeś obok mnie, zapytałam, czy zagrałbyś mi kiedyś tę piosenkę. Rzuciłeś mi nieco szelmowskie spojrzenie i odparłeś tajemniczo, że już wkrótce. Nie wiedziałam, jak rozumieć to „wkrótce”. Ty jednak tylko uśmiechnąłeś się i posłałeś mi perskie oko. No cóż, nie miałam innego wyjścia, jak uzbroić się w cierpliwość… Znałam doskonale twoją pomysłowość, więc byłam pewna, że czekasz na wyjątkowy moment.

 

Przez kilka minut pogrążaliśmy się w milczeniu. Gdy spojrzałam przez okno i zobaczyłam lazurowe niebo, zapytałam cię, co będziemy robić dzisiejszego dnia. Niestety, ale jutro po południu będziemy musieli wracać do domu. Byłeś umówiony na próbę z chłopakami i nie mogłeś tego przesunąć. Na moje pytanie odparłeś, że wieczorem możemy rozpalić ognisko. Niestety, nie wzięliśmy ze sobą kiełbasek, ale mimo to uważałeś to za dobry pomysł. Zdradziłeś mi, że w szafie na piętrze znajduje się gitara i mógłbyś coś zagrać.

 

Na twoje słowa zareagowałam jak mała dziewczynka. Klasnęłam radośnie w dłonie i roześmiałam się serdecznie. Gdy lekko ochłonęłam, zapytałam cię, co będziemy robić, zanim nadejdzie wieczór. Ty wtedy przysunąłeś się ku mnie… Twoja niegrzeczna dłoń wtargnęła pod mój podkoszulek, trafiając na biust… Szepnąłeś mi do ucha, że właśnie to chciałbyś robić…

Edytowane przez Koziorowska (wyświetl historię edycji)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do utworu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Ostatnio w Warsztacie

    • Akt IV

      Przeora

       

      image.thumb.png.ab53f2971490c24fc5ff5da12e2d519c.png

       

      Do celi Lony wchodzi Przeora, siada na podłodze przy niej i zaczyna gładzić delikatnie jej ramiona i włosy. Nachyla się nad nią i mówi:

       

      - Ejże, służko moja mała

      Coś ty tam narozrabiała?

      Skarżą na cię się dziewczyny

      Że oto z twojej przyczyny

      Biskup się pogniewać może?

      Zatem –mówię  ku przestrodze –

      Zachowuj się dzisiaj ładnie,

      Rozmawiaj z nim słodko, składnie,

      Dbając, aby się nie zjeżył!

      Bo od niego los zależy

      Zgromadzenia tu naszego!

      Ta moc od Boga samego

      Jest mu w życiu przypisana

      Bowiem w łaskach jest u Pana!

                     

      Lona unosi głowę, patrzy jej w oczy. Przeora uśmiecha się ciepło do niej, ciągnie dalej łagodnie:

       

      - Wszystko tu jest z jego woli,

      A że czasem poswawoli,

      Sobie z którąś ze sióstr naszych

      Toż to przecie… nic nie znaczy.

       

      Z dumą kontynuuje:

       

      -  I ja, kiedym młodą była

      Wybierana przezeń byłam

      Miałam ciało zdrowe, piękne

      Teraz patrz: Jakie uschnięte…

       

      Zasmuca się, oglądając swoje dłonie. Ale szybko wraca do pogodnego nastroju, mówi wesoło:

       

      - We wspomnieniach,  każda chwila

      Z nim spędzona - czas umila!

      Wszystko przecie wszak przemija

      Ale wspomnień nie zabija…

      Z tobą też tak, młódko, będzie

      To nagroda dla cię będzie,

      Zanim przyjdzie ta, co życie

      Wszelkie ścina. I w niebycie

      Zaśniesz … Do dnia zmartwychwstania!

      Który, jak gwiazda zaranna

      Jawi się nam… Z łaski Pana!

       

      Stańczyk:

       

      - Słucha młódka - i się lęka,

      Bowiem jest to dla niej męka

      Gdy pojąć czegoś nie może!

      I już nie wie, czy w uporze

      Nadal ma trwać przysiąg swoich?

      Czy też żarty sobie stroi

      Z niej to całe otoczenie,

      Co miało wieczne zbawienie,

      Przede wszystkim mieć na względzie?

      A tymczasem - jak w obłędzie,

      Seksualnym tkwią jej siostry

      Oraz Biskup! Ten wyniosły

      Władca ich dusz. Eminencja

      Mająca moce zaklęcia

      Które wiedzie do wiecznego

      Życia w niebie. Spokojnego!

       

      Narrator:

       

      - I tak, wierna służka Lona

      Poczuła się jak zdradzona.

      Ta, co miała przed złem chronić

      Zdaje się potwora bronić!

      I to nawet jej wyjawia

      Że seks sama z nim uprawia!

       

      Tymczasem Przeora, otulając serdecznie Lonę ramieniem, pociesza ją:

       

      - Nie bój się więc, moja mała

      Każda z nas mu kiedyś dała,

      Bo to nie jest grzechem żadnym

      Przespać się z tym panem władnym!

       

      Nie jest grzechem gdy ci włoży

      W cipkę chuja sługa  boży

      On ci da wieczne zbawienie

      Po co zatem to zmartwienie?

       

      Nie bój… Nie bój się kochana!

      Pościel pięknie już zasłana

      Idź. I umyj się starannie!

      Poleż sobie trochę w wannie

      Natrzyj ciało olejkami

      Niech mu pachnie, poziomkami!

       

      Bierze jej twarz z miłością w dłonie i szepce na poufnie na ucho:

       

      - Polubisz… Choć pierwszym razem

      Może boleć… Lecz ci radzę

      Teraz się tym nie przejmować

      Jeszcze będziesz mi dziękować…!

       

      Na koniec marszczy czoło, ale uśmiecha się pokrzepiająco:

       

      - Eminencja lubi czasem

      Nim rozpocznie dźgać kutasem

      Zakląć sobie. Powydzierać

      W słowach swoich nie przebierać

      Niech Cię jednak to nie płoszy

      Bo zaznasz z nim moc… Rozkoszy!

       

      Zatrzymuje się w drzwiach i odwracając się rzuca stanowczo:

       

      - W oczach Pana, zawsze, wszędzie

      Ty dziewicą czystą będziesz

      Bowiem taka jest moc jest dana

      Dla księdza biskupa z Pana

      Boga w niebie najwyższego

      Oraz Ducha Najświętszego.

       

      Koniec Aktu IV

  • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie wiem, czy wiesz, co mówisz ;) Gdybym TAK napisał, to chyba bym się nazywał  Jan Paweł D. (Krakelura), a jak zauważyłeś, (nie wiem, czy aby na pewno), że nazywam się inaczej. Wiesz, rozumiem co dwie głowy, to nie jedna, ale jednak wolę swój styl. Mówisz, że dużo słów, że prościej, bez pretensji, ale czy o to w poezji chodzi ? Minimalizm, oszczędność słów, maksimum przekazu - tak mawiał jeden z większych poetów, więc nie wiem, czy twoja droga jest równie ważna. Zastanawiam się nad jednym, czy ty (Pan) uważasz się (megalomania) za mistrza, że piszesz ludziom, jak mają pisać? Zasadniczo uwag merytorycznych nie widziałem, a sam zdaje sobie sprawę (w tym przypadku) z kilku, dodatkowo narzucasz sposób pisania, który, serio, nie jest poparty żadnym argumentem. Dodam tylko, że jeśli ktoś nie rozumie, co ja piszę, to chyba powinno to wzmóc ciekawość, zastanowić, w czym rzecz, że prawda treści nie jest dostępna bezpośrednio, w sposób tak łatwy, że człowiek wręcz upaja się sensem. W przypadku mojej poezji należy oddać nieco szacunku zawartości między pierwszą dużą literą a ostatnią kropką. Uważam, że warto! A co uważa czytelnik, to już jego sprawa. W każdego gusta poezją nie da się wstrzelić, bo albo coś jest jak gazeta brukowiec dla mas, albo dla szczególnych typów ludzi. Rozumiem, że wartość tego, o czym piszę, w twoim świecie, stoi nieco do góry nogami. To, co ja uważam za wartościowe, ty zaś za bez, więc jeśli chcesz czytać moją poezję, proszę, stań na głowie, a jeśli nie, to po prostu nie czytaj. Reszta komentarzy jest chyba zbędna. Ja nie sprzedaję ciepłych bułek, które rozchodzą się co ranek, bo ja sprzedaję suchy chleb, który albo kogoś zadowoli, albo nie. Są ludzie, którzy go przyjmą i zrobią wartościowy obiad, a są tacy, którzy tak bardzo urośli w piórka, bogacze pier****ne, że tym gardzą. Sam w odniesieniu do szeregu metafor odnieś się i znajdź swoje miejsce. Mimo wszystko pozdrawiam !!
    • @Grynszpani Dzięki. @Pan Ropuch Kupę reprezentuje pomięty papier. Dzięki. @Andrzej_Wojnowski Wybiorę się kiedyś, dzięki. @Gosława Dzięki serdeczne.
    • A nie mógłbyś tak pisać?:   Jeśli nie widziałeś trupa przejdź się latem do kostnicy, chłód panuje tam gdy upał kąsa niczym muchy żywych.   Martwi leżą i już nic im, chłód czy upał, nie przeszkadza, tylko panuje w kostnicy duch zrozumienia dla świata.   I być może atmosfera wcale nie jest tam grobowa - kto zmarłych w drogę ubiera mógłby powagi dochować?   Gdy krząta się wokół ciebie, tutaj naciągnąć, tu przyszyć, czy mógłby o suchym chlebie pracować żeby nie przytyć?   Nie łyknąć wprzód dla inwencji zanim ci zrobi makijaż, żebyś wyglądał jak świeży, z trumny jak żywy mógł wypaść   prosto na blask od świec licznych w ciszy kaplicy poważnej, niemal oddychał w dowcipnej żywej grze cieni i świateł.   Echo od gwoździ przypomni, że ty nie parskniesz już śmiechem, ktoś za konduktem żałobnym spojrzy w telefon i ziewnie.     (i dużo słów, ale prościej, klarowniej, bez pretensji...? To mój, nie musisz dziękować) 
    • @Sylwester_Lasota Tu zapewne odezwał się już buntowniczy 'nie żart'.  Ale dopiszę gwiazdkę tu dla poprawy i zmylenia oczów.     * *              I             2                Pozdrawiam. Drugą też dla zmylenia oczęt.    
    • @beta_b hej! Widzę, że trochę pozmieniałaś...czy więcej waży NIC, od nic...? "Ciężkie niebo  jest ciężkie"....brzmi niestety trochę jak Masło jest maślane.... Można napisać ....niebo jest ciężkie a poza tym nic....ale to nie mój wiersz. Pozdrawiam :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności