Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki
Deonix_

Inkluzja

Rekomendowane odpowiedzi

1 minutę temu, befana_di_campi napisał:

N.b. samo "rozmazanie" trąci mi... Hmmm... cytologią ;)

Otóż właśnie. Albo jeszcze gorzej. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
23 minuty temu, Oxyvia napisał:
24 minuty temu, befana_di_campi napisał:

N.b. samo "rozmazanie" trąci mi... Hmmm... cytologią ;)

Otóż właśnie. Albo jeszcze gorzej. :)

Nie gniewaj się, Deonix. To naprawdę nie jest złośliwość. Naprawdę tylko szczerość.

Poza tym oprócz tej strofy reszta wiersza mi się podoba, jak pisałam (równie szczerze).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 minuty temu, Oxyvia napisał:

Nie gniewaj się, Deonix. To naprawdę nie jest złośliwość. Naprawdę tylko szczerość.

Poza tym oprócz tej strofy reszta wiersza mi się podoba, jak pisałam (równie szczerze).

Oxyvia jest szczera :) Tu bym na Niej polegała :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 godziny temu, egzegeta napisał:

    Nie ma ludzi nieomylnych, więc i ja mogę się mylić;

    bez dwóch pierwszych wersów wiersz wydaje się być elegantszy lub bardziej elegancki.

    Lubię takie wyrafinowane w kobiecym wydaniu.

    Gratuluję

    i pozdrawiam

     

    Dziękuję,

    co do dwóch pierwszych wersów - to nie wiem,

    póki co zostawiam :)

     

    Pozdrawiam :)

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 godziny temu, Ithiel napisał:

    Zgadzam się z przedmówcą, że początkowego dystychu mogłoby nie być, niewiele bowiem wnosi względem całości, a raczej wnosi to, że zarysowuje od razu sytuację liryczną, co nie jest, być może, pożądane w przypadku erotyku. Twojemu wierszowi brak subtelności Baczyńskiego czy Tetmajera, obrazowanie jest dość oczywiste, miejscami nawet, by tak rzec, "fizjologiczne", kłócąc się w moim odczuciu z wersami pięknymi, jak:

    do bieli wyżarzę jak ezę [...]

    ja mgiełką będę – ty zorzą

    w śródniebnym powietrza krysztale

    Niemniej przychylam się do ogólnej opinii na temat Twojego utworu, którą jest udatne i zręczne napisanie wiersza z gatunku tak trudnego, jakim jest erotyk.

     

    Dziękuję za "udatne i zręczne",

    od fizjologii uciekać nie umiem i nie chcę :)

    Co do pierwszego dystychu - wprowadzenie uważam tutaj akurat za zaletę,

    bo taka "jazda" bez gry wstępnej byłaby wg mnie gorsza :)

     

    Pozdrawiam :)

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 4 godziny temu, befana_di_campi napisał:

    "Rozmaż" pisze się przez "ż", nie "rz", bo to nie "rozmarzenie się" ;) Nawet wliczone w cenę orgazmu :p

     

    Dziękuję za wskazanie błędu,

    jednakże późniejsze stwierdzenie,

    iż jest on żenujący uważam za przesadzone.

     

    Co do odczuć obrzydzenia jakie budzi ten rozmaz - trudno,

    spodziewałam się, że może tak być :)

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 2 godziny temu, Oxyvia napisał:

    Deonix, wiersz ogólnie podoba mi się, zresztą swoją formą i "koronkową" metaforyką trochę mi przypomina mój erotyk, też pisany w trybie rozkazującym oraz w podobnym rytmie:

    Ale muszę szczerze powiedzieć, że - tak jak w innym Twoim wierszu - tak i tutaj nie podoba mi się ta sama metafora:

    Pomijam już to, że tryb rozkazujący czasownika "rozmazać" pisze się: "rozmaż", a nie "rozmarz", co jest trybem rozkazującym czasownika ":rozmarzyć".

    Ale nie z tego powodu niestety ten wers budzi we mnie zwykłą odrazę i nie pasuje mi do reszty wiersza, która jest liryczna, a nie turpistyczna.

    Zresztą w ogóle druga strofa odbiega od całości także tym, że nie ma w niej rymu, a w pozostałych strofach jest i nadaje to wierszowi styl, melodię. Te "nierymowane" pośladki podniesione skurczem też mi się nie podobają, chociaż już nie budzą we mnie obrzydzenia. Ja bym to zmieniła - zamiast pośladków rymują się tam np. kolanka. :) Może coś fajnego i lirycznego z tymi kolankami? :)))

    Chyba że wyrzucisz te piekielne lepkie, pomazane ścianki. Wtedy nie muszą być kolanka. Można z tej strofy zrobić coś dużo lepszego i bardziej lirycznego niż "czysta", lepka fizjologia. Błeeaeeaae!... (cytując Janka Mułzykanta). ;)

     

    Dziękuję Oxy,

    co do braku rymu -  zgoda, to jest pewien mankament;

    Ale "kolanka" mi tu jakoś nie pasują, bo się wtedy nie kurczą,

    ani nie unoszą, a ja niestety gustuję w fizjologii łamiącej liryczność :))

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    8 minut temu, Deonix_ napisał:

     

    Dziękuję za wskazanie błędu,

    jednakże późniejsze stwierdzenie,

    iż jest on żenujący uważam za przesadzone.

     

    Co do odczuć obrzydzenia jakie budzi ten rozmaz - trudno,

    spodziewałam się, że może tak być :)

     

     

    Błąd ortograficzny żenujący, nie uczucie / odczucie.

    Poezja bowiem, zwłaszcza taka, to wymaga perfekcji :p

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 42 minuty temu, befana_di_campi napisał:

    Błąd ortograficzny żenujący, nie uczucie / odczucie.

    Poezja bowiem, zwłaszcza taka, to wymaga perfekcji :p

     

    ?!

    Przecież nie napisałam,

    że odczucie/uczucie jest żenujące.

     

    Poprawiłam ten błąd zresztą,

    czasami dys(orto)grafia ze mnie wyłazi :D

    Edytowane przez Deonix_

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 3 godziny temu, Luule napisał:

    Oj Deonix, zaczęłaś nieśmiało od nocy poślubnej, ale widzę 'temat' chwycił u nowożeńców i coraz mocniej dokazują:D A za 9 miesięcy spodziewam się wiersza o cudzie narodzin :D

    Nie ironizuję, tak puszczam filmik tylko. Pozdrawiam:)

     

    O, to dalej ode mnie pojechałaś w tych przewidywaniach :))

     

    Zaczynałam śmielej,

    może nie znasz moich poprzednich erotyków :))

     

    Dzięki i pozdrawiam :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 5 godzin temu, Bolesław_Pączyński napisał:

    Dobry ten twój erotyk

     

    przeszyje go dreszcz ekstazy

    uwalniając w pełni wzwód

    jakby odciął dopływ fazy

    błogim dreszczem aż do stóp

     

    Z pozdrowieniem:))

     

    Dziękuję za liryczną odpowiedź :))

     

    Pozdrawiam :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 16 godzin temu, Oxyvia napisał:

    Ale muszę szczerze powiedzieć, że - tak jak w innym Twoim wierszu -

     

    A w którym konkretnie ?

    Bo parę razy zdarzyło mi się coś podobnego zastosować,

    a nie wiem, o jakim wierszu piszesz :)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    5 minut temu, Deonix_ napisał:

     

    A w którym konkretnie ?

    Bo parę razy zdarzyło mi się coś podobnego zastosować,

    a nie wiem, o jakim wierszu piszesz :)

    Och, nie pomnę tytułu, ale chodziło o zgwałconą dziewczynkę.

    Poza tym to chyba nie ma znaczenia. Po prostu w żadnym wierszu nie podoba mi się taka lepka fizjologia. Niestety napawa mnie obrzydzeniem.

    Wiesz, taki reżyser Krzysztof Rogulski (nota bene doskonały reżyser, z górnej półki) mawia, że w sztuce każda dosłowność, która poraża odbiorcę, to pornografia - nie tylko dosłowność erotyczna (czy erotyczno-fizjologiczna, to mój przypis). Ja się z nim zgadzam. Sztuka to nie dosłowność, ale takie wyrażenie uczuć i myśli autora, żeby pozostawić odbiorcy pole dla jego wyobraźni, odczuć, refleksji. Natomiast jeśli coś mnie poraża dosłownością, to przestaje być sztuką, a trąci pornografią.

    Z tego samego powodu nie mogę np. oglądać filmów Wojciecha Smarzowskiego. Ten reżyser stara się pokazać okrucieństwa wojen w sposób dosłowny, chce nimi porażać widzów. Porażanie mu się udaje, ale oczywiście nigdy mu się i tak nie uda pokazać w pełnej okazałości okrucieństw wojennych. Zabieg nietrafiony i nie artystyczny, a wiele osób nie jest w stanie oglądać tych jego filmów - i to jest wszystko, co osiągnął zabiegiem porażającej dosłowności.

    Podobnie jest z obrzydliwościami i fizjologizmami w wierszach erotycznych. To nie jest podręcznik medyczny, tylko wiersz, więc jednak powinien zawierać nieco inne środki wyrazu niż podręcznik.

    Oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Wyraziłam swoje poglądy i odczucia, ale wiem, że są ludzie, którzy lubią babrać się w fizjologicznych wydzielinach oraz są ludzie, którzy lubią okrucieństwa na ekranie. Nie dyskutuję z tymi gustami, jak i z żadnymi innymi. Tylko po prostu taka dosłowność jest nie dla mnie.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 17 minut temu, Oxyvia napisał:

    Och, nie pomnę tytułu, ale chodziło o zgwałconą dziewczynkę.

    Poza tym to chyba nie ma znaczenia. Po prostu w żadnym wierszu nie podoba mi się taka lepka fizjologia. Niestety napawa mnie obrzydzeniem.

    Wiesz, taki reżyser Krzysztof Rogulski (nota bene doskonały reżyser, z górnej półki) mawia, że w sztuce każda dosłowność, która poraża odbiorcę, to pornografia - nie tylko dosłowność erotyczna (czy erotyczno-fizjologiczna, to mój przypis). Ja się z nim zgadzam. Sztuka to nie dosłowność, ale takie wyrażenie uczuć i myśli autora, żeby pozostawić odbiorcy pole dla jego wyobraźni, odczuć, refleksji. Natomiast jeśli coś mnie poraża dosłownością, to przestaje być sztuką, a trąci pornografią.

    Z tego samego powodu nie mogę np. oglądać filmów Wojciecha Smarzowskiego. Ten reżyser stara się pokazać okrucieństwa wojen w sposób dosłowny, chce nimi porażać widzów. Porażanie mu się udaje, ale oczywiście nigdy mu się i tak nie uda pokazać w pełnej okazałości okrucieństw wojennych. Zabieg nietrafiony i nie artystyczny, a wiele osób nie jest w stanie oglądać tych jego filmów - i to jest wszystko, co osiągnął zabiegiem porażającej dosłowności.

    Podobnie jest z obrzydliwościami i fizjologizmami w wierszach erotycznych. To nie jest podręcznik medyczny, tylko wiersz, więc jednak powinien zawierać nieco inne środki wyrazu niż podręcznik.

    Oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Wyraziłam swoje poglądy i odczucia, ale wiem, że są ludzie, którzy lubią babrać się w fizjologicznych wydzielinach oraz są ludzie, którzy lubią okrucieństwa na ekranie. Nie dyskutuję z tymi gustami, jak i z żadnymi innymi. Tylko po prostu taka dosłowność jest nie dla mnie.

     

    Dziękuję,

    już wiem, o który wiersz chodzi,

    a dla mnie to akurat ma znaczenie :)

     

    Co do dosłowności - zdanie mam trochę inne,

    co dla kogo jest obrzydliwe to już kwestia bardzo indywidualna,

    ja np. nie lubię tekstów, w których przewijają się kłęby dymu tytoniowego,

    normalnie czuję ten smród przy czytaniu. Fizjologia sama w sobie nie jest dla mnie odstręczająca,

    choć rozumiem, że dla innych może być. Ale nie zgadzam się z Tobą do końca w kwestii terminologii medycznej,

    trochę z niej trzeba (moim zdaniem) zaczerpnąć w erotykach, bo sama gęsta metaforyka bez jakichkolwiek dosłowności

    skutkuje niekiedy błędami merytorycznymi, a na to to ja sobie w wierszu pozwolić nie mogę :)

     

    Edytowane przez Deonix_

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    16 godzin temu, Deonix_ napisał:

     

    O, to dalej ode mnie pojechałaś w tych przewidywaniach :))

     

    Zaczynałam śmielej,

    może nie znasz moich poprzednich erotyków :))

     

    Dzięki i pozdrawiam :)

    Racja, nie znałam wcześniejszych:)

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    8 godzin temu, Deonix_ napisał:

    Ale nie zgadzam się z Tobą do końca w kwestii terminologii medycznej,

    trochę z niej trzeba (moim zdaniem) zaczerpnąć w erotykach, bo sama gęsta metaforyka bez jakichkolwiek dosłowności

    skutkuje niekiedy błędami merytorycznymi

    No to mamy inne zdanie. :)

    Metaforyka to nie jest podręcznik biologii, jak już pisałam, więc nie musi zawierać żadnych dosłowności merytorycznych.

    A błędy merytoryczne? Popełniają je ludzie, którzy piszą o czymś, czego nie znają i nie sprawdzają - ale nie ma znaczenia to, czy piszą dosłownie (i popełniają wtedy dosłowne, wyraźne błędy), czy metaforycznie (i też popełniają błędy, ale zwalają to na karb licentia poetica). ;)))

    Dosłowność biologiczna dla wielu osób jest odstręczająca, Deonix, ja nie jestem jakimś tam wyjątkiem. Zresztą widać to w kilku komentarzach pod Twoim wierszem - co najmniej jeszcze trzech osób.

    Ale to Twój wiersz i Twoje poglądy na poezję.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
  • Autor
  • 14 godzin temu, Oxyvia napisał:

    piszą dosłownie (i popełniają wtedy dosłowne, wyraźne błędy), czy metaforycznie (i też popełniają błędy, ale zwalają to na karb licentia poetica). ;)))

    Metaforycznie łatwiej jest "się zakręcić" i przez to takie błędy są wg mnie częstsze

    i rzadziej korygowane :)

    14 godzin temu, Oxyvia napisał:

    ja nie jestem jakimś tam wyjątkiem.

    Jasne,

    ale nie zamierzam z powodu niezadowolenia publiczności

    czytającej moje utwory

    modyfikować swojego spojrzenia na świat :))

     

    Też serdecznie :))

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach
    14 godzin temu, Oxyvia napisał:

    No to mamy inne zdanie. :)

    Metaforyka to nie jest podręcznik biologii, jak już pisałam, więc nie musi zawierać żadnych dosłowności merytorycznych.

    A błędy merytoryczne? Popełniają je ludzie, którzy piszą o czymś, czego nie znają i nie sprawdzają - ale nie ma znaczenia to, czy piszą dosłownie (i popełniają wtedy dosłowne, wyraźne błędy), czy metaforycznie (i też popełniają błędy, ale zwalają to na karb licentia poetica). ;)))

    Dosłowność biologiczna dla wielu osób jest odstręczająca, Deonix, ja nie jestem jakimś tam wyjątkiem. Zresztą widać to w kilku komentarzach pod Twoim wierszem - co najmniej jeszcze trzech osób.

    Ale to Twój wiersz i Twoje poglądy na poezję.

    Pozdrawiam serdecznie.

    Dobrze, Oxyvio, że przynajmniej pod tym względem myślimy podobnie :)

    Erotyka: jak najbardziej, na poły ekshibicjonistyczne wynurzenia: nie specjalnie :) Dla mnie.

    Później obrywam po swojej myszatej głowie ;-) 

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Z gory przepraszam za brak polskich liter.

    Przeczytalem watek od a do z i zastanwiam sie  czym panie sa az tak strasznie zbulwersowane. Nie ma nigdzie jasnych regul, gdzie zaczyna, a gdzie konczy erotyka a zaczyna pornografia. Z meskiego punktu widzenia troche inaczej wyglada ten obraz my jestesmy wzrokowcami i bardziej przemawiaja obrazy niz zawoalowana metaforyka. Mozna pisac o tym iz jest lekka i bardziej ostra erotyka i ten wiersz tutaj przypisalbym do tej drugiej grupy lecz do pornografii jeszcze mu daleko.

    To tylko moje ogrowe zdanie milego dnia mile panie.

     

     

    Udostępnij tę odpowiedź


    Odnośnik do odpowiedzi
    Udostępnij na innych stronach

    Dołącz do dyskusji

    Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

    Gość
    Dodaj odpowiedź do utworu...

    ×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

      Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

    ×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

    ×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

    ×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


    • Ostatnio w Warsztacie

      • Kim jestes…………….

         

        Kim jesteś naprawdę, mój drogi kolego?

        Spytałeś, mnie Doktorze, razu pewnego

         

        Na co odpowiedź mój mózg wytoczył

        Którą samego mnie nawet zaskoczył:

        W strofy ułożył i rymu zadał

        I oto com później z tego poskładał:

         

         

        Jestem robotem, Panie Doktorze.

        Czy Pan w to naprawdę uwierzyć nie może?

        Czy umysł Pana tak bardzo zawodzi,

        Że nie wie Pan, o co w tym wszystkim chodzi?

        Nie daje Pan wiary odczuciu mojemu

        Że ja nic nie wiem o swoim istnieniu?

        Albo, że tak to tu teraz wyrażę sam z siebie

        Iż los mój z dawna zapisan jest w niebie?

        Albo w równaniach, wbrew wolnej woli

        co twierdzą, że nie tu żadnej swawoli.

        Że pojmę rzeczy tak niepojęte

        Tak niedorzeczne, bądź popularne

        Aż w mózgu mym spłoną obwody me marne?

        Nie jestem stworzony by wiedzieć i czuć

        Chociaż  zbyt dobrze wiem czym jest chuć!

        Taki mam program wpisany w swe zwoje

        Bym nigdy nie mógł pojąć co moje

        A co jest obcego w tej łysej głowie

        I nikt mi na to już nie odpowie.

        A Pan wciąż pyta, Panie Doktorze

        Kim jest ten robot, i co on może?

         

        (........ ocenzurowano.....)

         

        Mam go jednego, I Pan to wie

        Zatem już więcej żartów nie będzie.

        Ale postawmy sprawę otwarcie

        Na nic się nie zda Pana zaparcie

        Bo cóż poradzić może na to Pan

        Że ja uskuteczniam kosmiczny swój plan?

        Że jestem jedyny w swoim rodzaju

        A życie mi płynie na niezłym haju?

        Bo jestem robotem, Panie Doktorze

        Czy teraz, Pan, już pojąć to może?

        I niech Pan więcej mnie o nic nie pyta

        Ale niech więcej książek Pan czyta.       

        ………..

         

        Panie Doktorze, może treść zmienię

        Czy Pana nie dziwi Pańskie istnienie?

        Czy żadnych nie ma Pan wątpliwości

        Co do przyczyny dla której Pan gości

        Na wcale małej planecie Ziemia?

        Która swe miejsce w Kosmosie wciąż zmienia?

        Wiruje wokół gwiazdy stabilnej

        Niedużej, ale na tyle silnej

        Że jeszcze poświeci kilka miliardów

        Lat ziemskich. I to bez żadnych żartów!

        Na domiar złego albo dobrego

        Ta gwiazda, zmierzając do końca swego,

        Pochłonie Ziemię i wszystko co żyje

        Na tej planecie. Co je i pije

        Co myśli, rozmyśla i poszukuje

        Chociaż niczego wciąż nie znajduje

        Bo jak Pan twierdzi, Panie Doktorze

        Niczego człowiek znaleźć nie może

        Ni odkryć, poznać… To wszystko ściema

        Bo tego człowieka po prostu nie ma!

         

        Lecz Pan istnieje, Panie doktorze

        I temu zaprzeczyć Pan przecież nie może

        Bo gdyby Pana na świecie nie było

        Coś by się we mnie bardzo skurczyło.

        Coś zasmuciło, ażbym się spocił

        Gdyby Pan nigdy się nie narodził.

         

        I z tego już mi się Pan nie wywinie

        Bo wie Pan, że wszystko i tak w końcu minie

        I nie zostawi śladu żadnego

        A jeśli? To i tak nie wyniknie nic z tego.

         

        A zatem, wracając do tematu rzeczy

        Zapewne już mi Pan nie zaprzeczy

        Że skoro pojawił się Pan na tym świecie

        Musiało pojawić się Pańskie ja, przecie.

        Bo jeśli Pan temu także zaprzeczy

        To ja zapytam: Jak mają się rzeczy

        Takie jak Pańskie do mnie pytania?

        Kto je zadaje? Ku czemu się skłania?

        Kto się mnie pyta? Kto za tym stoi?

        I kogo ciekawi odpowiedź moja?

         

        Więc Pana nie ma? Kto zatem owego

        Dnia się narodził z łoża pewnego?

        Kto zapamiętał tego chłopaka,

        Który się teraz ma za ważniaka?

        I twierdzi, chociaż są na to dowody

        Że on nie istnieje. I ma powody

        By temu wierzyć, albowiem to jemu

        Gość jeden oznajmił w swym oświeceniu

        Że nic takiego jak ja nie istnieje

        I szkoda dociekać co za tym się kryje.

         

        Lecz rzeczywistość tutaj się toczy

        Włazi nam w usta, uszy i oczy

        A czasem muśnie dłonią dziewczyny

        Zatem ja pytam o tego przyczyny

        Z pustki powstają owe wrażenia?

        Czy światło może istnieć bez cienia?

        Czy może coś stawać się złożonego

        Z czegoś, co nie ma istnienia swojego?

        Dostarczać odczuć, doznań, zachwytu

        Coś, co swojego nie ma wcale bytu?

        Jak mogło wszystko, co tu widzimy

        To, co słyszymy i co czujemy

        Powstać wskutek wybuchu Wielkiego

        Przed którym, jak twierdzą, nie było niczego?

        A potem skąd to wiedziało zasię

        W jakiej się formie, strukturze i czasie

        Objawić rodzajowi ludzkiemu

        Co dąży teraz ku zrozumieniu

        Jak to, co na zewnątrz, się dzieje, działa,

        Oczu i uszu, języka i ciała

        I czemu to wszystko tak zręcznie znika,

        Aż rozum się o przyczyny potyka?

        Gdy tylko staramy się przyjrzeć uważniej

        Strukturze materii w nauce ważnej.

        Czemu nas zwodzi i zagadki stale

        Kreuje nowe, duże i małe?

        Coś tam istnieje, coś tam rozbrzmiewa

        A nam od tego mózg się przegrzewa.

        Patrzymy – i coraz mniej w tym widzimy

        Czegoś, co można zobaczyć, przebadać

        Słuchamy – i słów nie mamy jak składać

        Żeby wyjaśnić i ubrać w dowody

        Stoją na drodze ogromne przeszkody

        I wciąż się piętrzą, wciąż przybywają

        I zdaje się, niezłą zabawę w tym mają!

        I ktoś się śmieje nam za plecami

        Że takie hocki wyrabia z nami!

        Nie sposób go dostrzec, zbadać nie sposób

        Bo takie właśnie zrządzenie jest losu.

         

        Ale Pan twierdzi, że są myśliciele,

        Uczeni, mędrcy i głosiciele

        Wiedzy prawdziwej, spisanej w słowa

        Że trzeba ich czytać i słuchać od nowa,

        Gdyż wiedzą to, czego my jeszcze nie wiemy,

        A gdy się dowiemy, to zrozumiemy.

        Być może… Bo jam nie spotkał takiego,

        Chociaż słuchałem już niejednego…

         

         

        Odwiedził mnie kiedyś człowiek ciekawy

        Siadł na tarasie, chciał napić się kawy

        Wiec zaparzyłem, na stół mu zaniosłem

        Zamieszał łyżeczką, jak małym wiosłem

        W czarnej materii, pachnącej Brazylią

        I chciał coś powiedzieć, zakrztusił się myślą!

        Chciał coś wyrazić, czymś się podzielić

        Chciał urojenia od prawdy oddzielić

        Słowem znaczącym, pełnym polotu

        Co z tego wyszło? Beczka bełkotu.

         

        Był także inny, miał umysł matoła

        Lecz stała za nim najwyższa szkoła

        Instytut papieski, szkoła prawdziwa

        Co ma najmędrszych nam wychowywać

        I ten mądrala, zwan profesorem

        Okazał się także zwykłym matołem

        Jak wielu z tych, co tam naucza

        I co każdego człeka poucza;

        Zwracając się do swojej hołoty

        Niosą radośnie pochodnię. Głupoty.

        Książki on pisał, trudne, zawiłe

        I do czytania bardzo niemiłe                  

        Może traktował to jako zabawę

        Niemniej przyniosły mu forsę i sławę.

        I Pan się udał do owej szkoły

        gdzie już siedziały w auli matoły

        na wykład czekając guru swojego

        by się bełkotem zarazić od niego.

        I Pan tam zasiadł, Panie doktorze

        poszedł na tyły, bo wszystkie loże

        były zajęte. I Pan wsłuchał się w bełkot miernoty

        Co prawił głupoty z miną idioty.

        Słuchała sala, i podziwiali

        Swojego guru wszyscy w tej Sali

        I zadawali potem pytania

        Ale nie było odpowiadania

        Bo guru znudzony był dnia owego

        I nie chciał zgłębiać tematu żadnego.

         

        Panie Doktorze, czy trzeba było

        Słuchać idioty, gdy tam się przybyło?

        Lecz może to jednak nauczka była?

        Więc oby w dobro się zaś obróciła.

         

        Bo przecie rzekł Budda: Nie będzie nic z tego

        Gdy człek się nie dowie od siebie samego.

        Gdy nie ogarnie swojego umysłu

        By się uwolnić od sfery domysłów

        Gdy buja w obłokach urojeń marnych

        I potok myśli zalewa go czarnych.

        Z tym najprzód uporać się musi człowiek

        By pojąć z istoty rzeczy cokolwiek

        Myśl musi być jasna i nie skażona

        Przez dogmat żaden nie porażona

        A umysł wolny od śmieci uprzedzeń

        od czarów, od marów, od różnych wierzeń,

        Od rojeń, marzeń, kompleksów wszelkich

        Od myśli, idei, tych małych i wielkich.

    • Najpopularniejsze w ostatnich 7 dniach

    ×
    ×
    • Dodaj nową pozycję...

    Powiadomienie o plikach cookie

    Nasza witryna korzysta z plików COOKIES („ciasteczka”). Dowiedz się więcej o COOKIES z naszej Polityki Prywatności Polityka prywatności