Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

[sub]

różany płatek
czerwienią pobladł
i tapla się
w kuble na śmiecie

za połóg świata
za mądrość trola
i za wszechniebyt
w niebiesiech

wybacz mi proszę
jeśli podołasz



kiedy usłyszysz szare łzy
pozwól mi spać najzwyklej
śnić

dla ciebie głód to obcy gość
za normę bierzesz szczęście

a spróbuj raz przytulić się
tak twarzą
wprost
do bruczej kostki miejskiej

zmrożone krople
maleńkich trosk
ściekają gdzieś po szybie

to wszystko
dziś
darował mi
łagodny losu uśmiech

.
weź moje serce
ja już go nie chcę
weź moje serce
żyj

jedynie siebie
oddaj w podzięce
jedynie siebie
tchnij


się wywróciłem

schowane ciut ze strachu dziecię
spłacało dług
rozdarty czas na dwa

gdy spadasz stąd
nie widzisz słów
nie ciąży ci modlitwy kat

jakoś tak wieje
prosto w twarz
od domu aż do smutku

za niski próg
przekraczasz go

tu
nie ma boga
niech żyje bóg

nie bój się bać

łza czysta więcej
niż potok łez



"sanktuarium puebla


Zielone chaszcze
Były dziś świadkiem
Niemocy aktu
Zwierzęcą dłonią
Oddaną chuci
Garbatą wizją
w tańcu kogucim

Dopóki jeszcze w trąby dął Bachus
dopóty z gadem walczył spartakus.
A kiedy demon ogłady palce
jął przepoczwarzać w nierównej walce

zadając stronie z goła nadobnej
ciosy sromotne i siarki oddech
- nie dumna pani, lecz ludzki instynkt
lamenty wznosił do obcych istnień.

Tu dwaj przechodnie dojrzali wiekiem
co szli opodal doli kobiecej
podnosząc larum, ostrożnie przecie
nastawić czoła chcieli w odwecie

Lecz, że za sobą mieli już etap
kiedy to pięścią niszczy się nietakt
zwoławszy pomoc wskazali drania
który pośpiesznie wdziewał ubrania

W tym to momencie grom z nieba jasny
tuż przed psubratem jakiś Don z Manczy.
Posępny czerep, chmurne oblicze
za kikut łapie i chrząstki liczy

Prowadź łachudro – prowadź – powiada
Do Dulcynei coś ból jej zadał.
Bieży skulony, piętami bijąc
kark pochylony, ze strachu wyje.

Och ! miła pani - odziej się proszę
nakłania drugi, też przybiegł w odsiecz
- już za chwileczkę żandarmów wołam
ubierz się damo, boś przecież goła.

Tutaj na moment rozpęd zatrzymam
Bo białogłowy skrzywdzonej mina
Nie wsparcia prosi i nie w nadziei
Wzrok nieobecny pokłada w kniei

Być może ona wciąż jeszcze w szoku,
Posępny Kichot łypie swym okiem.
I tuż przy bladym niewieścim ciele
dostrzega bukłak z diabelskim zielem.

Ot i fermentu czarci eliksir
Rozbuchał żądze do granic tchu
W narodu żyłach rycerz nie wystygł
I to refleksją niech świeci mu

Zawżdy to lepiej sześć razy chybić
Niźli bezdusznie ominąć ból






milczenie owiec

Umarł Milewicz
Kto
Milewicz Waldemar
Gość z telewizji
Ten sam

Ten który kulom
Czoła nadstawiał
Oblicze prawdy
Skrzętnie odsłaniał
Co bohatersko
Na szaniec rzucał
Sprzęt do przekazu
Z wojenek
Smutnych obrazów

Dziewięć mu wiosen
Stało w zawodzie
Czterdzieści osiem
Na łez padole

Dzisiaj nie żyje

Kirem łzy naród Ociera

wojtuś umierał
Kto
wojtuś synek Beaty
ten który żygał
na lekcji polskiego
ten z drugiej ce

ciężki przypadek
tornister
do szkoły nosił
ale kanapkę ukradł i zasnął


chciał być piekarzem
by w domu gościł
bochenek chleba
codzienny taki

Aha


trzy kolory – czarny


1

w kolejkę przoszę
w kolejkę
dłoń padre i jego pierścień
za chwilę wpłyną niesione
tu młodzież niech stanie
tam serce
nie tam , kamery są po tej stronie



biały 7

wyschnięty gar z gliny
słota wypala kolejny rok
pozłota puchar szklany
przelewa wino w kadzideł smród
nabrzmiały worek lenny
nadzieja płynie z rąk do rąk


bielszy odcień bieli 3

chodź do mnie miły
wycałuj krocze
wgryź się w pachwiny rozdarciem na dwa palce

chodź że tu miły
stań lustrem przed katedrami
słyszysz te dzwony to ich jest szloch po drugiej stronie

...ty drżysz

pragnieniem obuchem w tętnienie skroni
zatapiam oczy w bezsenność rąk
chodź miły do mnie
móc zmysłom szarpać kajdany kołyskę nocy
strzęp prześcieradła
i zerwij ze mnie hossannę



ico i nic

no widzę przecież nie,
sapiesz bełkotem nad łbem
łap g o b o zwieje
nie wkładaj źrenic do kibla
zamoczysz czerep
widzenia jasność
zaśmierdzisz
to tfój - śmierdziel – gdzie on jest

a on rytuał obchodzi spokojnie jak gdyby nic
bez rąk, najpierw budzi się dotyk
a twarz ma na wpół do za pięć

i znowu konwulsją zatacza kuglarz
zabawny, ja wiem
bo taka już rola kaca by bawić się z tobą w bęc

myślisz że czas ów dobrodziej
przytuli i wrzaśnie ! mru mru
a gówno, on pluska się w wodzie

czasami tylko spływa do rur


pytasz kim

czucia niebytem
emocji splotem
na szubienicy
krzykiem człowieczym
po nocnej ciszy
sercem kolibra
mgłą na księżycu
sepią
grafitem
umbrą paloną
liścia na wietrze
gessem porażki
kwarkiem promienia
nadziei plamą
wśród akwareli

tętną gangreną
rozdartą żyłą
sumienia płaczem
śmiechem
skowytem
lub tego cieniem
i więcej niczym


salowa


ktoś widział może
mówili że
odnaleźć poszła
za ciasny dren
oparła głowę
o zdarte łokcie
za mało snu
niczyja
wina
kap
kap
mofriną

o własną myśl
na wspak pod płotem
marudna trochę
zalana w sztok

aaa...
- przed obchodem
poproś o basen
kolejka czeka
partyjka też

skurcz
przykurcz
skurcz
pokurcz
przyj mała przyj



mytyja


mówisz że ja
to kilka szmat
starganych wiatrem

mówisz że mam
miast dupy twarz
pewnie masz rację

wypluwam
z siebie rynsztoku płacz
ale powraca o świcie

krzyczysz że po co
tych pare nut
zmęczone sączą paznokcie

pod powiekami
gdzie soli smak tam jest zazwyczaj mokro

a kiedy susza
niech strużki dni
spaprany
koją widnokrąg



gdy nucisz gram

bieli akordem
w tonacji fis
spękana skała
skruszony puch
strun fortepianu
nie wiń że drżysz
oddaj tej chwili
wszystko co masz
podnieś powieki
i ugaś blichtr
ogonem iskier
rozpruj tę noc
istnienia woń
w klawiszach zamknij
flakonem ust
flakonem piór
odeszły czas




w ogrodzie wanny – higiena crocuta’s


chrapy
nie kobiety małże uszu
skupione zachłystem nadziei
linią brzegową nosa
policzek dziewicy
nie nęcący
kuszenia istota

warkocz
paciorek kręgów szyjnych
nawleczony szpikiem tęsknionym
przecieka pęknięciem korali
cierpliwie w czekaniu
sytem
niesyty
głód czerwieni
oczy
żywi subtelnie zlizując pustkę

(cięcie )

( w tym samym czasie )
lubię twoje foremki
( zaczyna się rytuał samotrawienia )

(cięcie )(synkopa)

komara ssąc
kropelkę

bo skrzydła przecież mam
i taki ładny brzuszek
i mogę wstać.

gdy z dołka się poruszę
nie pierwszy raz
nie moja krew



trendowatym

" jeden upija się drugim. "
byle nie martwy
od wieka ćwiartki
różnice w las

a siłę masz
napluj mi w twarz
i kijkiem strykiem
ze stryjkiem
ciabarach brach

przez poniedziałki do czwartku
kryształ nie pęka strzemiennie
z homontem za chomont
a niech tam sto lat

nehaj żiwe
za nasze zdrowie
psia ichnia mać
to jutro

dzisiaj
klepsydry w piach




Ostatni z miotu

czule
najczulej
wiatr
twoja sierść

dokąd chcesz odejść
mamo
mam jeszcze krew


Flogisto ty

ziarnami wrzosów
po wypalonych darniach
wytartych dróg
na ile można

mocą serc
tym płodem ziemi
spopieleniem
od zlewisk mętnych
pragnienie

nie ugaszeni
to w nas
mniejszych
od gwiazd
oprawcy słów
tlenu tęsknoty



Chcę być dzisiaj Sam

bo wiesz - sąsiedzi
znów w windzie gadali
że czepiam się osiedlowych drzewek,
- a przecież ja nie mam psa

- że plotę sam do siebie ?
- nie Sam !
- nie odkładaj słuchawki
napisała mi list –posłuchaj :

jedynie mnogość mnogość i miech
płucna rozedma rozprutych kobz

stąd po wezgłowia znów hula świerszcz
stąd po bezkresy braknie mi strun

jeszcze przed kawą poranną haust
po stan zapalny gorączki łyk

jeszcze w ten skrawek źrenice wbić
zatopić palce w zamglony dźwięk

nawlekam igły na każdą z nut
by czuć po trosze dziurawość piór

- mów głośniej
- nie, nic takiego
- napisałem Jej ten kawałek o Szkocji-
ten o Danae, kiedy padało, że twarz kobiety zaklęć półtony obmywa kroplą sen tak wilgotną, że zapomniała czym dla mnie widok, kiedy na deszczu złudzenia mokną
i za ten jeden obraz jej nagi, oddałem wszystko to o czym marzę.



wszystka wierność żon świata
mało
bezdźwięczne bębny pustynne

smyki harmonii nad tarasem
kolibrze snują melodie

wrzask albatrosa kobiecy
na wiatr ten czas

słyszysz
ryk słoni błękitnych
umiera by żyć

w skowycie wilka galaktyk taniec
rodzi pokornie słoneczny splot

"już się nie czepiam osiedlowych drzewek


wszedłem więc w symfonię bo usłyszeć chciałem delikatne dłonie zrozumieć
skrzypce wszak kochałem
siadłem jak przystało pod sceną, na schodach tuż przede
wszystkim w duchu grało
na schodach po cichutku- temu wielkiemu
oczy wydłubałem
albo zamykałem- nie pamiętam, ciemno przecież
przez świeczkę małą nieśmiało, ukradkiem
taktów kilka spadło

kolana podkurczone jakieś
zadumane
drżeć jakby struny zaczęły i
drżały
wtedy potargałem smykiem nutę
skrzypek
strun tych dotykanie majaczyło
moje takie całe, moje
tak jak pani
z miotłą zasprzątana ciut niedbale
siadła też nieznacznie, przycupnęła
zagadała
czy może
szeptem
lepiej będzie
jak ja panu teraz futerał otworzę




drogą

dalej niż
pieśni Navaho
bliżej jednak
niż Tybet
i tak przecież
bolą mnie stopy

w podmuchach
meduzy zapachy
w błocie
wieczornej skały
i tak niemały
to zakręt

gdzieś tutaj
zasnę pod płotem
gdzieś tutaj
na deszczu zmoknę
i tak drep tam
kropla za kroplą



ñTðT jTq3D ò%ðTðTôT






[/sub]










[sub]Tekst był edytowany przez Maniek Sadkowski dnia 12-08-2004 13:43.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pani to przeczytała ?!?! całe??? !! ( :) ) podziwiam... ja jak zauważyłem ze to zbiór wierszy które jużna portalu były...ale nie potrafie teraz skojarzyć, czyje, i czy wszystkie tego samego autora...

ciekawe czy komuśjeszcze uda sięcałość przeczytać ? ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...