Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pointa - mówię, że ta forma pisania słowa puenta jest mi bliższa, bo kojarzy się z kropką na końcu wiersza :)) tylko tyle, trochę odjechałam od tematu. zygzak zakończony kropką - w skrócie :)
Ach, to o formie zapisu - mowa! Chyba jednak muszę kogoś zwolnić:)
  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



pointa - mówię, że ta forma pisania słowa puenta jest mi bliższa, bo kojarzy się z kropką na końcu wiersza :)) tylko tyle, trochę odjechałam od tematu. zygzak zakończony kropką - w skrócie :)
Ach, to o formie zapisu - mowa! Chyba jednak muszę kogoś zwolnić:)

proponuję zwolnić tempo ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wiem, ja też mam tę świadomość, ale czasem mnie coś poniesie na grunt refleksji nad...
na taką krótką chwilunię ulotną, malutkie zachwianie
i dziękuję za zrozumienie

:)
Opublikowano

dla mnie trochę za prosty, za mało tu poetyki, poparłabym pomysł Rachel z tą rzeką lub osiką lub czymkolwiek, co nada mu trochę więcej, hmm, "poezji". Jakiś wymowniejszy obrazek, ciekawsze metafora... Póki co, takie tam, zwykłe przemyślenia, ubrane w enterozę. Coś tu jest, coś wartego zachowania, tylko może w nieco innych słowach. Rozumiem rozczarowanie warsztatem, ale to nie zmienia mojego poglądu, ze wiersz za wcześnie trafił do zetki.
pozdr aga

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




osika była w nagrobku, ale się w porę rozosikowała.
wiersz miał być prosty, nie potrzeba mu nadmiernej poetyki jest prowadzony jedną ciągłą kreską zakończony pointą i tak jest dobrze. nie do zmiany i nie na warsztat. może się nie podobać, rozumiem, w ogóle jestem w stanie wiele zrozumieć :)

dzięki
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




osika była w nagrobku, ale się w porę rozosikowała.
wiersz miał być prosty, nie potrzeba mu nadmiernej poetyki jest prowadzony jedną ciągłą kreską zakończony pointą i tak jest dobrze. nie do zmiany i nie na warsztat. może się nie podobać, rozumiem, w ogóle jestem w stanie wiele zrozumieć :)

dzięki
/b
to chyba muszę ograniczyć swoje wypowiedzi po twoimi wierszami do 'podoba się/nie podoba się', ew. +/-, co oczywiscie da się nawet nie tyle zrozumieć, co zrobić.
niniejszym
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




osika była w nagrobku, ale się w porę rozosikowała.
wiersz miał być prosty, nie potrzeba mu nadmiernej poetyki jest prowadzony jedną ciągłą kreską zakończony pointą i tak jest dobrze. nie do zmiany i nie na warsztat. może się nie podobać, rozumiem, w ogóle jestem w stanie wiele zrozumieć :)

dzięki
/b
to chyba muszę ograniczyć swoje wypowiedzi po twoimi wierszami do 'podoba się/nie podoba się', ew. +/-, co oczywiscie da się nawet nie tyle zrozumieć, co zrobić.
niniejszym


nie, tyle, że wiersz jest wymęczony dokumentnie zarzutami o braku upoetyzowania a nikt nie dostrzega prostoty, która go charakteryzuje i dlatego już mi trochę ręce opadły. wiersz nie jest genialny, wiem.
miło Cię widzieć pod wierszem.
każdy komentarz zabieram ze sobą jako pewną przestrogę, z pewnością się przyda w przyszłości.

dziękuję za wizytę i pozdrawiam
/b

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...