Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Coś się "pisło". Taka mała zabawa (?) słowami. Liczę na szczere opinie - dotyczące głównie tego, jak się to czyta, czy się podoba, czy wciąga, jak tekst wyglada na tle interpunkcji i ortografii... czyli ogólnie dotyczące wszystkiego. Ale ma być szczerze.

1

Deszcz cichutko szemrzy znanym tylko sobie językiem. Rozmokłe świerki lekko tańczą z wiatrem. Kable energetyczne kołyszą się pod ciężarem spadającej wody. Niebo wydaje się bardzo odległe; przywdziało jasnoszarą suknię i mierzy mnie wyniosłym spojrzeniem. Odpowiadam mu uśmiechem – lubię taką pogodę.
Obserwuję małe krople na szybie. Jedne zatrzymały się w swojej wędrówce po szkle, inne powoli spływają ku framudze okna. Ich siostry, które lecą z nieba niczym małe, przerażone istotki, co chwila spadają na moje dżinsy i rozpływają się w zgodzie z szorstkim materiałem potęgując uczucie zimna. Wiaterek pląsa z wodą i liśćmi drzew, wiglotne powietrze przykleja się do mojej twarzy, ociera o dłonie i uprzykrza miłe chwile sam na sam z przyrodą.
Było zbyt zimno, zdecydowanie. Niebo popatrzyło na mnie szyderczo, śmiejąc się pewnie z naiwności małej dziewczynki siedzącej na parapecie, która uważała że nie zmarźnie. Pożegnałam je z krzywą miną, zeskoczyłam z powrotem do pokoju i zamknęłam okno. Zrobio się trochę cieplej.
Przeleciałam wzrokiem po zawartości mojego pokoju. Biurko z jasnego drewna, duży regał zapchany książkami, niepościelone łóżko i fotel przykryty wzorzystą kapą. Wszędobylski bałagan zaczął dawać mi się we znaki, więc zaczęłam sprzątać.
Och, ja bardzo nie lubiłam sprzątania. Dobrze o tym wiedziałam i bynajmniej nie sprzątałam z zapałem. Robiłam to raczej z niechęcią, co nie znaczyło że niedokładnie. Metodycznie, powoli ściągałam z półek bibeloty, przesuwałam książki i ścierałam kurze. W mieszkaniu panowała nieznośna Cisza, więc wygoniłam ją i włączyłam delikatne dźwięki przypadkowo wybranej płyty.
Dwie godziny później deszcz przestał padać, niebo było bardziej przychylne śmiertelnikom a ja mogłam powiedziedzieć, że skończyłam. Zjadłam coś naprędce, bardziej z przyzwyczajenia niż z głodu, złapałam klucze i wyszłam.
Była sobota. Klatka schodowa raziła ponurym odcieniem zieleni. Z ulgą niemal wyrwałam klamkę od drzwi i wytrysnęłam na dwór. Osiedlową drogą jechała ciężarówka z napisem „Piekarnia – pieczywo i ciasta” pozostawiając za sobą o dziwo nie zapach reklamowanych bułeczek, ale spalin. Raźno ruszyłam ku bramie. Nie lubiłam tego miejsca, było nieznośnie pospolite i schodzone.
Do centrum nie było daleko.
Z wprawą wtopiłam się w otoczenie. Było rano, aczkolwiek kilku zapracowanych biznesmenów już wyruszyło do pracy. Wczesne godziny postanowiłam przeczekać w pobliskiej kawiarni. Gdy weszłam do jasnego wnętrza w nozdrza uderzył mnie zapach mocnej kawy. Niemal żałowałam, że jestem za mała, by ją sobie zamówić.
Zamiast skosztować aromatycznej kawy, której nie będę miała okazji zasmakować przez kilka najbliższych lat, zamówiłam wodę – bezpłciowy płyn, dzięki któremu nie zwracałam na siebie uwagi. Stolik pod oknem wabił i przyciągał – usiadłam na niewygodnym krześle i zerknęłam na kelnerkę. Nie patrzyła – wszystko idzie według sobotniego planu. Misja: obserwować wtapiając się w tłum, cel: ludzie.
Wypuściłam na wolność myśli; pozwoliłam im wałęsać się po zakątkach umysłu. Myśli mają zwierzęce instynkty, a więc, jak to zwierzęta – potrzebują ruchu.
Wiele jest sposobów patrzenia. Chociażby jezioro – można widzieć odbijające się w wodzie chmury, dno i muł, ryby, albo wszystko po trochu. Ja patrzyłam oczami płaza. Czasem przebywałam wśród ryb, ale częściej wychodziłam na odrębny świat – Powierzchnię. Zwykłe ryby na niej umierają, ale płazy są przystosowane do życia na lądzie. Taki to już mechanizm działa od zarania dziejów, i tak najwidoczniej ma być. Trudno.
Teraz właśnie wychodziłam z wody, choć raczej powinnam powiedzieć – wymykałam się tak, aby nie widziały mnie ryby. I oto stoję na Powierzchni, otrząsając się z resztek świata, w którym się urodziłam. Było mi dobrze: nadzieje przygrzewały mnie w plecy, myśli szumiały gdzieś niedaleko, emocje wirowały, a w oddali słychać było tętent pragnień. O, tak.
Marzycielstwo uderzyło mi do głowy. Niebezpiecznie oddaliłam się od wody. Gdybym chciała w natychmiastowym tempie powrócić do Rzeczywistości, miałabym utrudnione zadanie. Ja nie lubiłam być rozważna. Paroma skokami zwiększyłam dystans.
A potem już nie myślałam.
Zapadłam w nieznany mi jeszcze stan – nie słyszałam, nie widziałam, nie smakowałam i nie dotykałam. Za to bardzo, bardzo wyraźnie czułam. Wychwytywałam uczucia jakimś nowoodkrytym nadajnikiem, niczym fale dźwiękowe. Nagle ekstaza zamigotała i odzyskałam zmysły. Były jak po wizycie w Warsztacie – wyostrzone i odmienione.
Spojrzałam na Rzeczywistość.
Jakaś dziwna osoba mówiła coś do mnie. Z łatwością wychwyciłam słowa, także odmienione. Brzmiały tak, jakby miały ukryty sens.
- Czy mogę w czymś pomóc?
Tak, pomyślałam, możesz pomóc mi w wyrwaniu się z Powierzchni. Wyostrzony stan umysłu zaczynał mnie drażnić – czułam się jednocześnie trzeźwa i śpiąca – a to, wierzcie mi, może męczyć człowieka.
- Nie, nie, dziękuję, czekam na koleżankę – spostrzegłam że nawet nie ruszyłam zamówionej wody. Ach, biedne, niemyślące ryby!
Siłą zebrałam myśli. Przestraszone przemocą właścicielki chciały znowu się rozpierzchnąć, ale z niewzruszoną miną zamknęłam je w klatce. Starałam się nie słyszeć jęków i krzyków zza krat.
Sztywnym krokiem wyszłam z kawiarni. Chciało mi się śmiać. Ja, niby twardo stąpająca po ziemi marzycielka, dałam się złapać w sidła wyobraźni? Myślałam o tym bez ironii, raczej z uśmiechem. Było to nader dziwne uczucie i chciałam zachować je w pamięci jak najdłużej.
Zasiadłam na ławce niedaleko największego centrum handlowego. Wokół panował już wielkomiejski gwar, wielobarwny tłum z poważnymi twarzami cisnął się do wejścia sklepu. Wystawy krzyczały o obniżkach i wyprzedarzach, parę wczesnojesiennych liści pałętało się po brudnym chodniku. I to lubiłam w mieście. Było tam głośno, ale ten bezosobowy szum pozwalał mi się wyciszyć. A potem wbijałam wzrok w jednego z przechodniów i rozmyślałam; śledziłam w wyobraźni jego losy.
I było mi po prostu dobrze.
Ciekawe, co to była za ekstaza, ta nagła utrata podstawowych zmysłów i przywrócenie ich w nieznanej postaci? Zawsze dużo marzyłam, zawsze w soboty wychodziłam do miasta, zawsze siadałam w jakiejś kawiarence. Dlaczego ten dzień miał być wyjątkowszy?
Dostałam olśnienia, jak grom z jasnego nieba spadła na mnie niespodziewana myśl.
Dorastanie!
Ryby dorastają w inny sposób. Dziewczyny w moim wieku, zaczynają malowanie, dyskoteki, poznawanie chłopaków, randki, wyzywające ciuchy. A jak dorastają płazy?
Jak dorastam ja?
W jednej z zakurzonych części umysłu wygrzebałam potrzebne informacje. Płazy… Ach, tak. Powoli wyrastają im kończyny, a potem odpada ogon. Później wychodzą na ląd.
No nie! Nie potrzebuję kończyn, ale skrzydeł! A jeśli odpadnie mi właściwy dzieciństwu ogon pełen marzeń i fantazji to po prostu stanę się… dorosła. Z obrzydzeniem wyplułam ostatnie słowo, które spojrzało na mnie lekceważącym wzrokiem i odleciało, mieszając się z miejskimi odgłosami. Przeszły mnie dreszcze. Kilka istot popatrzyło na mnie słysząc słowo lecące wraz ze śliną.
Dobry humor prysnął.
Powlokłam się w stronę domu. Nie miałam zamiaru tam wracać, ale pragnęłam odwiedzić niedalekie mu miejsce nasycone wspomnieniami. Nasycone dzieciństwem.

Opublikowano

Dodaję drugą część. Ale może ktoś wyrazi opinię, bo nie wiem czy jest sens dalszego pisania?

2

W sumie nie wiem dlaczego ruszyłam właśnie w tamtą stronę. Żyłam w tym mieście całe życie, aby dotrzeć do miejsca nasyconego dzieciństwem równie dobrze mogłabym pójść do spożywczaka na rogu. To przecież tam pierwszy raz sama robiłam zakupy, to tam przewróciłam się i obtarłam kolano. Odezwały się jednak we mnie sentymenty – pragnęłam znaleźć się w miejscu magicznym.
Lubiłam wędrować, nauczyłam się tego, gdy co sobotę wychodziłam na wielogodzinny spacer. Szłam szybko, mimo że torba zawzięcie obijała mi się o prawe biodro, boleśnie kłując kluczami. Byłam jednak zbyt leniwa, aby zatrzymać się i przełożyć klucze do innej kieszonki. To już szczyt – żeby lenistwo wygrywało z komfortem? Zanim na dobre się zdenerwowałam, ujrzałam przed sobą podrdzewiałą siatkę ogradzającą zaniedbany ogród i starą szopę od reszty świata. Sprawnie wspięłam się na rozchybotane ogrodzenie i zeskoczyłam, oczywiście lądując w pokrzywach. Ślepe szczęście.
To był inny świat.
Ha, to jest inny świat!
Zdałam sobie sprawę że nie zmieniło się tu nic. Wydawało mi się, że nawet pokrzywy, w które wpadłam były tej samej długości co kilka lat temu, choć oczywiście musiało to być złudzenie. Chętnie mu się poddałam.
Rzuciłam torbę na ziemię, zdjęłam sweter narzucony na bluzkę i uśmiechnęłam się, jednak gdy zdałam sobie sprawę że huśtawka nastrojów też jest objawem dorastania, usiłowałam przybrać posępną minę. Nie udało się.
Gdy wyśmiałam się już do woli, połaziłam po drzewach, z których kiedyś co chwilę spadałam, a teraz nie zawahałam się przed postawieniem stopy ani razu, powygłupiałam i pobiegałam, podeszłam do chatki (szopą to w sumie nie było) i zastukałam do drzwi.
Wiedziałam, że w Rzeczywistości nikt nie odpowie.
Wyszłam na Powierzchnię i dopiero wtedy usłyszałam cichutki głos:
- Tam?
To była jej dziwna przypadłość – czasami słychać było tylko końcówki wypowiadanych przez nią słów. Teraz zapewne chciała zapytać „kto tam?”, ale pierwszego wyrazu nie usłyszałam.
- Ja.
- Ty?
- Mhm.
- Och.
Otworzyłam drzwi, pamiętając, aby najpierw je przycisnąć, a dopiero potem pociągnąć za klamkę. Zaskrzypiały pytająco. Padłyśmy sobie w objęcia.
Wróć. Chciałam, abyśmy padły sobie w objęcia, ale za drzwiami tylko wąski pas światła wirował z kurzem. Wiało nicością.
Z poczatku myślałąm, że wzruszona, przez przypadek wpadłam do Wody. Ale nie, wciąż byłam na Powierzchni. Nie chciałam za bardzo się oddalać, aby nie zapasć w Stan, ale niewątpliwie nie było mnie wśród Ryb.
Stanęłam jak wryta. Co jak co, ale żeby nawet ona odeszła? Przecież była Wytworem, moim własnym, wyłącznie! Co prawda nie umiałam nad nią panować, jak nad żadnym innym wyobrażeniem, ale… tak po prostu sobie pójść? Żadnej informacji, nic? Tylko dlatego, że spóźniłam się o parę lat? Bez niej nie mam nikogo!
Nikogo.
Słowo to, mimo że w małym domku nie było echa, odbiło się od czegoś i powróciło tysiącami powtórzeń. Nikogo, nikogo, nikogo. Nikogo.
Spróbowałam znów rozmawiać przez drzwi, ale nie wychodziło. Dopadła mnie panika. Naprawdę, naprawdę nie mam już nikogo! Moja najlepsza przyjaciółka sobie poszła.
A może ona też dorosła? Przecież była w moim wieku. Chociaż, właściwie – nigdy jej o to nie pytałam.
Nie lubiłam płakać. Nie dlatego, bo się wstydziłam, tylko dlatego że było to dla mnie nieprzyjemne. A teraz łzy subtelnie wżerały się w moje policzki, jak nigdy dotąd. Załkałam spazmatycznie. Oparłam głowę o próg Domu. Tak, ta stara, trzeszcząca rudera była moim domem, teraz uświadomiłam to sobie. Nikt z mojej rodziny tu nie mieszkał, za to mieszkało tu moje dzieciństwo. Kochałam Dom, kochałam Ogród a przede wszystkim kochałam Ją. Nigdy nie miałam przyjaciół, Ona mi to wynagrodziła.
Zauważyłam zmiany. W końcu. Drzewa były wyższe, podwórko bardziej zachaszczone, chatka osowiała, liście brązowe a łóżko zapewne niepościelone. Jego właścicielka zapomniała, a ja nie miałam siły pójść tam i zrobić to za nią. Chciałam wykopać grób, ale musiałabym pochować samą siebie.
Uplotłam wianek z długiej trawy. To chyba ona mnie tego nauczyła, nie pamiętam. Tak wiele umiejętności przyszło mi samo z siebie. Zapomniałam już, komu dziękować.
O tej porze roku nie było już kwiatów, toteż smutny, ciemnozielony wianuszek ozdobiłam liśćmi. Wyglądał jeszcze posępniej, ale przynajmniej pasował do moich uczuć. Trawiasty okrąg położyłam za drzwiami domu, które cichutko zamknęłam. Trawa rozłoży się, ale uczucia pozostaną nienaruszone jeszcze przez długi czas.
Starannie zamknęłam furtkę. Wiedziałam, że już tu nie wrócę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE
      Bułat Okudżawa

      Styx, AD 1965

      Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz!
      Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                           Tyś mój przeznaczenia szlak
      Ty i radość co dnia i nieszczęście me

      Przechodzący tu biegną tak od lat
      Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg
      Ach, Arbat, mój Arbat,
      Tyś mą religią jest
      Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł

      .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak,
      Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt
      Ach, Arbat, mój Arbat
                                                      Tyś ojczyzna ma
      Nigdy nie,
      Po sam kres...
      Nie przemierzę cię..

      1959
      Ostatnie tango na Newskim

      Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już,
      Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu
      Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg,
      Ostatni,
      Chociaż pierwszy z brzegu.
      – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg;
      Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy
      Trolejbus ostatni,
      Chociaż z brzegu pierwszy

      Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż
      I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż,
      I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc
      Przeżyli kraksę,
      Tragiczny zbieg szos

      Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź
      I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń
      Dla tych, którzy w ten czarny dzień
      Przeżyli kraksę,
      Katastrofę strof.

      Twoich pasażerów rozpoznaję w mig -
      Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak.
      Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat,
      Nie po drodze by było mi nie współczuć im.
      I gdyby nie byli tu od miliona lat,
      To czuć ich ból tak łatwo bym mógł

      Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły
      I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film...

      O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal,
      W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza
      O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja -
      Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy
      – a we mnie zawsze ty.
      |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy...

      | Виноградную косточку в теплую землю зарою, |
      Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę,
      | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, |
      i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.|
      | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... |
      i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, |
      Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy |
      | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен,
      | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic|
      | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... |
      Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) |
      | | |
      | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, |
      W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, |
      | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, |
      A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz|
      | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) |
      | | |
      | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, |
      | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: |
      Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: |
      | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... |
      Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... |
      | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... )

      Песенка о Павке Морозове
      (Dosłowne tłumaczenie)

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła,
      а он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама по проволоке ходила,
      Ona sama za cienki drut go wodziła
      махала белым рукавом,
      Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu.
      а то, что Ваньку погубила,
      I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło
      так это было уж потом.
      A potem drut zmiękł mu aż miło
      А он, кулак к щеке прижавши,
      A on, zacisnąwszy przy policzku pięść,
      на ту на проволоку глядел,
      Wciąż ciągnął swego życia cienki drut
      и все глядел, и все вздыхал он,
      i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła,
      и все сидел и все бледнел.
      i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł

      А в цирке музыка гремела,
      A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała,
      гремел литавр, труба звала,
      Grzmiał bęben, trąbka wzywała do..
      а в цирке публика шалела,
      A publiczność jak drut się wystroiła,
      кричала: «Браво!» и ума...
      Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od!

      А он пошел в ресторан «Савой»,
      A on poszedł do kasyna „Royale”,
      где пьют вино, едят медуз,
      Gdzie wina w bród, i meduz huk,
      и там, качая головой,
      i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale )
      свой изливал тяжелый груз.
      Podlewał i rwał swój gorzki żal

      За что ж вы Ваньку-то Морозова?
      Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia?
      Ведь он ни в чем не виноват.
      Przecież niczemu nie winien on....
      Она сама его морочила,
      Ona go (by naj mniej) zauroczyła
      а он ни в чем не виноват.
      A jego życia drut już jest kaput
      I nie ciągnie wsiom...
      Wsie paszli won!


      Duszny zaduch róż 33 BC

      Już od podwórza widać nasz dom
      Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom
      Tylko że tam, gdzie stał płot,
      Stoi Czarny Kot.

      On łapą sobie szarpie wąs i już,
      Podwórze patroluje... niczym w święto stróż
      Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot
      Stać będzie Czarny Kot.

      Mówią, że to pech,
      Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy)
      Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) -
      Że kot czarny jak grzech ma niezły pech

      A kot przy w winklu siedzi, tu
      I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu
      Albo mysz (tam gdzie płot)
      Prosto w paszczę trafi jak w lot

      Złapie czy nie - to mu wsio rawno:
      Mir to czy hyr nieważne, bo –
      Dla niego świat to po pierogach z pyr
      W ten deseń na deser serwowany syr.

      Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j
      Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy)
      Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy
      I tylko tam, gdzie łatwopalny płot
      Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot.

      ───

      Ad acta

      Żołnierz ten kiedyś na świecie żył
      Piękny i mężny, aż dziw bierze
      Lecz zabawką wojsk rodzajów był -
      Tylko z papieru żołnierzem.

      Chciał, byśmy byli szczęśliwi,
      I świat naprawić jak, miał zmysł,
      Lecz od papierów żołnierz to był na niby,
      I sam na cienkiej nitce zwisł...

      Gotów był za wszech w ogień i dym
      Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy
      A nas czułością ujął i tym,
      Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy!

      No, jak i gdzie sam idziesz w bój?
      Ach, widzowie aż siedzą niemi, ...
      „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój?
      Przecież pod tobą nie ma ziemi!”

      Lecz on rzucił się w płomieni cień
      Jak zwierz, co jeńców nie bierze,
      Ale bohater będzie marny zeń:
      Papiery na żołnierza miał... na papierze
      !

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Bułat OkPAPIERY POETY... NA PAPIEŻE Bułat Okudżawa Styx, AD 1965 Płyniesz jak rzeki bieg i tak dziwne imię masz! Asfalt twój w słońcu lśni, jak rzeki toń we mgle Ach, Arbat, mój Arbat                                      Tyś mój przeznaczenia szlak Ty i radość co dnia i nieszczęście me Przechodzący tu biegną tak od lat Wciąż obcasów stuk, za sprawami bieg Ach, Arbat, mój Arbat, Tyś mą religią jest Pode mną rozwijasz się w miraż mostów przęsł .. na twą miłość mi wciąż leku, antidotum brak, Choć tysiąca bym innych mostów kochał trakt Ach, Arbat, mój Arbat                                                 Tyś ojczyzna ma Nigdy nie, Po sam kres... Nie przemierzę cię.. 1959 Ostatnie tango na Newskim Kiedy ze starą biedą nie rady nie daję już, Gdy ogarnia mnie chandra, wtedy z biegu Wsiadam w akurat jadący trolejbus, siny niby śnieg, Ostatni, Chociaż pierwszy z brzegu. – I uciekam przed biedą nową wciąż jak z zimna siny zbieg; Wsiadam w podjeżdżający trolejbus, ten najzwyczajniejszy Trolejbus ostatni, Chociaż z brzegu pierwszy Nocny trolejbusie, w pustkę ulic gnaj wciąż I po bulwarach, skrzyżowaniach krąż, I daj schronienie tym, co w tę ciemną noc Przeżyli kraksę, Tragiczny zbieg szos Północny trolejbusie, w pustkę ulic pędź I wśród życia skrzyżowań sanktuarium schroń Dla tych, którzy w ten czarny dzień Przeżyli kraksę, Katastrofę strof. Twoich pasażerów rozpoznaję w mig - Tych żeglarzy słodkich wód, ich półgwiezdny szlak. Lecz gdyby nie nosił ich mój ciasny świat, Nie po drodze by było mi nie współczuć im. I gdyby nie byli tu od miliona lat, To czuć ich ból tak łatwo bym mógł Trolejbus jedzie wciąż, ostry cień tnąc mgły I wspomnienie wraca tak, jak w starym kinie film... O, Moskwo ma, jesteś jak równina fal, W ja w nim na dobre i na złe tkwię jak w oknie łza O, Moskwo moja, tyś ocean mój, a ja - Jestem kroplą w otchłaniach twych, plamką rdzy – a we mnie zawsze ty. |---|---|Na czarnym ekranie białych nocy... | Виноградную косточку в теплую землю зарою, | Winogrona pestkę w ciepłej ziemi zasadzę, | и лозу поцелую, и спелые гроздья сорву, | i ziemię ucałuję, i grona ich zerwę, jak życia nić.| | и друзей созову, на любовь свое сердце настрою... | i przyjaciół zwołam, i miłość na serca tronie osadzę... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Jeśli nie, po co mi na tej wiecznej ziemi żyć? ) | | | | | Собирайтесь-ка, гости мои, на мое угощенье, | Zbierajcie się, goście, na uczty mej uciechy | | говорите мне прямо в лицо кем пред вами грешен, | mówcie mi, w czym zgrzeszyłem, nie kryjąc nic| | Царь небесный пошлет мне прощение за прегрешенья... | Bóg przecież i tak wybaczy mi grzechy... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej po co mi na tej ziemi żyć? ) | | | | | В темно-красном своем будет петь для меня моя Дали, | W sukni ciemnokrwistej zaśpiewa mi Dali, | | в черно-белом своем преклоню перед нею главу, | A ja, na czarno-biało przed nią skłonię się, skromny widz| | и заслушаюсь я, и умру от любви и печали... | I w jej pieśń wsłucham się i umrę ze miłości tej, co pali... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo jak tak, po co mi na ziemi żyć!) | | | | | И когда заклубится закат, по углам залетая, | A gdy mgiełką zajdzie słońce, i zaprosi do świateł psoty, | | пусть опять и опять предо мною плывут наяву: | Niech znów i na nowo płyną, bo móc, to być: | | синий буйвол, и белый орел, и форель золотая... | Siny bawół, biały orzeł, i ten pstrąg złoty... | | А иначе зачем на земле этой вечной живу? | (Bo inaczej nie umiem już żyć... ) Песенка о Павке Морозове (Dosłowne tłumaczenie) За что ж вы Ваньку-то Морозова? No i cóż chcecie od Morozowa, Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona sama go (bynajmniej) zauroczyła, а он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама по проволоке ходила, Ona sama za cienki drut go wodziła махала белым рукавом, Białym rękawem go zawodziła to tam, to tu. а то, что Ваньку погубила, I koniec z końcem Waśkę całkiem zamuliło так это было уж потом. A potem drut zmiękł mu aż miło А он, кулак к щеке прижавши, A on, zacisnąwszy przy policzku pięść, на ту на проволоку глядел, Wciąż ciągnął swego życia cienki drut и все глядел, и все вздыхал он, i patrzył w siną dal i łza mu się do rzęs kleiła, и все сидел и все бледнел. i ciągle siedział, ciągle bladł, i ciągle chudł А в цирке музыка гремела, A do szpagatu na drucie muzyka przygrywała, гремел литавр, труба звала, Grzmiał bęben, trąbka wzywała do.. а в цирке публика шалела, A publiczność jak drut się wystroiła, кричала: «Браво!» и ума... Krzyczała: „Brawo!” i odchodziła zmysłów od! А он пошел в ресторан «Савой», A on poszedł do kasyna „Royale”, где пьют вино, едят медуз, Gdzie wina w bród, i meduz huk, и там, качая головой, i tam, prosty jak drut ( mal mince, mais fatale ) свой изливал тяжелый груз. Podlewał i rwał swój gorzki żal За что ж вы Ваньку-то Морозова? Co chcecie (by najmniej) od Vasslyia? Ведь он ни в чем не виноват. Przecież niczemu nie winien on.... Она сама его морочила, Ona go (by naj mniej) zauroczyła а он ни в чем не виноват. A jego życia drut już jest kaput I nie ciągnie wsiom... Wsie paszli won! Duszny zaduch róż 33 BC Już od podwórza widać nasz dom Obskurny więcej, jak Szymborskiej tom Tylko że tam, gdzie stał płot, Stoi Czarny Kot. On łapą sobie szarpie wąs i już, Podwórze patroluje... niczym w święto stróż Tylko że tam, gdzie stoi z azbestu płot Stać będzie Czarny Kot. Mówią, że to pech, Gdy kot ów w drogę wejdzie ci (nie daj Boże trzy) Ale na razie jest tak (niech weźmę dech) - Że kot czarny jak grzech ma niezły pech A kot przy w winklu siedzi, tu I czeka, aż rybka z akwarium zbiegnie mu Albo mysz (tam gdzie płot) Prosto w paszczę trafi jak w lot Złapie czy nie - to mu wsio rawno: Mir to czy hyr nieważne, bo – Dla niego świat to po pierogach z pyr W ten deseń na deser serwowany syr. Wielkie nam pustki poczynił kot bez cnot j Jest teraz ciszej, jak słyszę (a Bóg drży w ciszy) Teraz pomieszkują tam (a bo wim) tylko myszy I tylko tam, gdzie łatwopalny płot Czuwa płomieniem czarnym Czarny Kot. ─── Ad acta Żołnierz ten kiedyś na świecie żył Piękny i mężny, aż dziw bierze Lecz zabawką wojsk rodzajów był - Tylko z papieru żołnierzem. Chciał, byśmy byli szczęśliwi, I świat naprawić jak, miał zmysł, Lecz od papierów żołnierz to był na niby, I sam na cienkiej nitce zwisł... Gotów był za wszech w ogień i dym Pójść nie raz, lecz dwa i trzy razy A nas czułością ujął i tym, Że za świat umrzeć chciał, licho pal rozkazy! No, jak i gdzie sam idziesz w bój? Ach, widzowie aż siedzą niemi, ... „I dokąd lecisz tak, ach Boże mój? Przecież pod tobą nie ma ziemi!” Lecz on rzucił się w płomieni cień Jak zwierz, co jeńców nie bierze, Ale bohater będzie marny zeń: Papiery na żołnierza miał... na papierze !
    • A czytam tak:   Chciałabym uciec od problemów świata, odlecieć od ludzi: co nie mówią mi jak wysoko, beztrosko i wolno orzeł lata...   I tak podobnie i tak dalej
    • @wiedźma Sugestywny obraz przemijania i upadku. Pozdrawiam Cię.
    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...