Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kim jestem? Studentem prawa. Niestety w trybie zaocznym. Ale chodzę z dziennymi na zajęcia, gdyż nie pracuję. Wiem, iż obciąża to finansowo moich rodziców, więc staram się to im wynagrodzić poprzez dobrą naukę. Kiedyś, gdy uzyskam dyplom i dostanę dobrą pracę, oddam rodzicom pieniądze, które we mnie zainwestowali. Bardzo ich kocham i doceniam trud, jaki wkładają w moje wykształcenie i całe życie. Nie chcę by martwili się o mnie i smucili z mojego powodu. Z tego powodu staram się uczyć jak najlepiej, choć nie czynię tego tylko dla nich. Robię... tak, myślę, że robię to głównie dla siebie. Niezwykle interesuje mnie nauka prawa i chciałbym w przyszłości pracować jako prawnik, a najchętniej jako pracownik naukowy. Pisałbym wtedy wiele książek i prowadziłbym zajęcia na Uniwersytecie. Realizowałbym w pełni swoją pasję i zainteresowania.
Poza nauką uprawiam sport, a konkretnie dwie dyscypliny. Są nimi: jazda na rowerze - codziennie jeżdżę na uczelnię i nie tylko, w zasadzie wszędzie, na rowerze- oraz kickboxing. Wiem, iż ten ostatni może się wydawać nie bardzo intelektualnym zajęciem, lecz jest to pobieżny osąd. Kickboxing, podobnie jak boks, nie wymaga tylko brutalnej siły, lecz szybkości, zręczności, zwinności, gibkości i przede wszystkim techniki, a także taktyki. Jest to sport, gdzie w wyjątkowo dużym stopniu, w porównaniu z innymi, używa się mózgu. To nie żadna farsa - naprawdę potrzebne jest tutaj myślenie. Na każdego przeciwnika trzeba obrać odpowiednią strategię, styl walki i rozsądnie rozplanować trening, a także starcie. Jest to, moim zdaniem, sport intelektualny. Oczywiście obrażenia głowy nie wpływają korzystnie na umysł, ale staram się ich unikać, a ponadto... no cóż... trzeba się zdecydować, czy akceptujemy pewne niedogodności. Ja je zaakceptowałem, ale oczywiści nie każę nikomu postępować tak jak ja i niszczyć swojego mózgu. Każdy musi podjąć indywidualną decyzję, gdyż nie ma jednej słusznej drogi.
Czasami gdy trenuję i ból oraz zmęczenie wprawiają mnie prawie w omdlenie, gdy pot spływa mi po całym ciele, myślę o granicach ludzkich możliwości. Czy zdołam ją osiągnąć, a może przekroczyć. To ideologia wpływa tak na mnie - nie ideologia taka, jaką ma każda sztuka walki, gdyż kickboxing nie jest nią, lecz sportem walki, a to jest wielka różnica. On jest jej pozbawiony, ale posiada ogólną ideologię sportu, jednaką dla niego jak na przykład dla kajakarstwa i tenisa. Dla mnie kickboxing to nie tylko dbanie o swoje zdrowie i kondycję. W moim przypadku jest to część życia, część samego mnie. Chciałem kiedyś napisać o kickboxingu wiersz, ale nie byłem w stanie nic sklecić. Może i słusznie, gdyż kickboxing to owszem poezja, ale nie poezja słowa. To poezja ruchu.
Kickboxing wyleczył mnie z kompleksów. Rozbudził moją wyobraźnię i rozszerzył percepcję piękna. Wstaję nad ranem, gdy jest jeszcze ciemno, jadę rowerem poza miasto, staję na wzgórzu i ćwiczę. Uderzenia, kopnięcia, poruszanie się i uniki. Jest zimno, szaro i ponuro, ale ja się nie poddaję. Ćwiczę dalej. I kiedy padam już ze zmęczenia, gdy mam się już poddać i przegrać, kiedy nie mam już sił - zaciskam żeby ( tu nie liczy się już wytrzymałość, lecz siła woli ) i ćwiczę dalej. I... wtedy... wstaje słońce. Pewnego razu ćwiczyłem tak rano z dwoma kumplami; oni walczyli ze sobą, a ja sam. W pewnym momencie wyczerpałem się tak, że poddałem się i położyłem na ziemi. Cierpiałem z bólu, lecz oni walczyli dalej, będąc tak samo zmęczeni jak ja. Walczyli dalej. Walczyli dalej. I wtedy wzeszło słońce nad nimi i oślepiło mnie. Jedyne co mogłem dostrzec to wszechobecne światło, jarzące się słońce i dwa cienie walczące na jego tle. Od tego czasu zrozumiałem, że muszę zawsze walczyć do końca.
A i jeszcze jedno: precz ze wszystkimi sterydami, anabolami i używkami. Sport to zdrowie. Sport to piękno.
Oprócz sportu interesuję się także literaturą. Lubię dramaty, które wolę czytać niż oglądać wystawiane w teatrze. Moim ulubionym jest "Dzika kaczka" Ibsena. Przewierca mnie na wskroś poezja, jakby chciał nauczyciel z "Ferdydurki". Lubię romantyzm, Mickiewicza i Słowackiego, oraz poezję nowoczesną: Skamandrytów, Herberta, Różewicza. Szczególnie tego ostatniego. jego wiersze z tomiku "Niepokój" powodują we mnie dreszcze i wstrząsy, a czasem nawet płacz. Wiem, iż to niemęskie płakać, ale taka jest prawda. Może jestem słabeuszem, nieprzystosowanym do brutalnego życia. Nie wiem, nie wiem. Wiem natomiast, że częścią mego życia, ech, żeby tylko życia, częścią mojej duszy, są właśnie te wiersze. Czasami mylę literaturę z rzeczywistością i wydaje mi się, iż to ja jestem Ocalonym, ja jestem Uczniem Czarnoksiężnika, ja jestem ogrodnikiem z "Róży".
Lubię także prozę. Przeczytałem wiele opasłych tomiszczy, takich jak "Ulisses", "Obłęd" czy "Chłopi", a także pełno mniejszych dzieł. Może się zbytnio chwalę, ale wiele godzin przesiedziałem w bibliotekach i na fotelu w domu, czytając. Nienawidzę się chwalić. Głupio mi teraz, że to zrobiłem. Strasznie głupio. Jestem głupcem.
Interesuję się też historią. Przeczytałem wiele książek z tej dziedziny, póki nie zajęło jej miejsca prawo. Kiedyś też pasjonowała mnie polityka. Codziennie czytałem na lekcjach w liceum "Dziennik", a wcześniej "Rzeczpospolitą". Ale to było kiedyś... Dziś uważam sztukę rządzenia państwem za brudną.
Uwielbiam książki bez morału, które nie pokazują nam idealnego typu człowieka ani stylu życia, gdzie każdy jest po trochu dobry i po trochu zły. Dostojewskizm. Za to cenię "Zbrodnię i karę" oraz "Granicę". W tej drugiej doskonale ukazano różne spojrzenia na tą samą kwestię, mianowicie jacy jesteśmy.
Jakiej muzyki słucham? Wielu gatunków. Od heavy metalu, przez rap, po klasykę. Nie jestem ekspertem w żadnej z nich, ale odczuwam, gdy słyszę daną muzykę. Lubię kaprysy Paganiniego, "Etiudę rewolucyjną" Chopina; interesują mnie teksty hip-hopowe 2Pac'a, Magika, Eldo, Vienia i Włodiego; natomiast ekstazy doznaję gdy słyszę gitarę Jason'a Becker'a, Marty'ego Friedman'a, Kirk'a Hammett'a, Dave'a Mustein'a, Tony'iego Iommy'iego i Jimi'ego Hendrix'a. Kocham muzykę, choć nie potrafię grać ani napisać żadnego tekstu do rymu, a i bez niego także. Jestem tylko konsumpcjonistą.
Cenię sobie kulturę i dobre wychowanie. Sam jestem świadomy wielu swoich wad, lecz staram się je zwalczać i pracować nad sobą. Nienawidzę chamstwa i prostactwa, a szczególnie dresiarstwa. Chodzą tacy z żelem na głowie, albo krótko ostrzyżeni, bądź nawet łysi i napadają na ludzi na ulicy. A jeśli nie, to krzyczą, drą się i klną. Często są pijani, choć nawet trzeźwi zachowują się jak orkowie z "Władcy pierścieni". Najbardziej uderza mnie, gdy osaczają dzieci i młodzież, najczęściej młodszych i słabszych od siebie, wyciągają noże i inne narzędzia zbrodni i żądają pieniędzy albo telefonów komórkowych, lub innych kosztowności. Ja potrafię się obronić, ale inni? Jak można napadać na kogoś bezbronnego? Gdzie humanizm i szacunek dla zdrowia i życia ludzkiego? Czy już kompletnie weszło w życie prawo ( bezprawie ) Homo Homini Lupus? Czy nic nie pozostało w nas, ludziach, ludzkiego? Chyba niewiele...
Już o tym mówiłem, ale chciałbym wypowiedzieć się na ten temat więcej. Chodzi mi o poezję, a dokładnie o postrzeganie świata, percepcję piękna. Dawniej poeci w tym źle, które nas otacza, szukali dobra i je pragnęli opisać. Dzisiaj w poezji znajdujemy cierpienie i nienawiść. Czy poezja może opisywać zło i być dobra, piękna? Wpadają do niej także twory popkultury i kapitalizmu, śmietnik wypełniony płytami Britney Spears, Coca-Colą, chipsami "Lays", "Snickers'ami", "Modą na sukces", "Big Brother'em", "Tańcem z gwiazdami", gumą do żucia, jaskrawym makijażem nastolatek i słownictwem współczesnych jaskiniowców - dresiarzy. Jak można znaleźć we współczesnym świecie piękno? A może nie można. Więc poezja czerpie ten śmietnik i nie jest już piękna, A jednak jest. Może poezja jest jak krowa, przerabiająca trawę i wodę na mleko. Przerabia zło w dobro, brzydotę w piękno. Nie wiem. Jestem tylko prostym człowiekiem.
Nie umiem pisać wierszy. A bardzo bym chciał. Może za bardzo. Dlatego mi nie wychodzi. Kiedyś jednak stworzyłem mój jeden jedyny wiersz, takie badziewie:

Noc

Noc...
Ciemność...
...Ale przecież gwiazdy świecą...
...Księżyc świeci...

Samotność...
Brak mi Ciebie...
Znów ( nie ) przyjdziesz do mnie

Przyjdziesz jako marzenia Nie przyjdziesz naprawdę

Chciałbym zniknąć

Straszne badziewie. Brak mi talentu. A tak wiele chciałbym powiedzieć. To straszne, nie umieć się wypowiedzieć. Dobrze przynajmniej, że sport i studia rekompensują to trochę i zwalczają zgorzknienie.
Mówiłem już, iż czytając wiersze płaczę. Nie jestem widać przystosowany do twardego, szarego życia. W ogóle nie jestem przystosowany. Jestem ponadto wewnętrznie sprzeczny. Czasami podoba mi się świat, gdy ćwiczę kickboxing, jeżdżę na rowerze, uczę się prawa; jednak gdy czytam literaturę, czuję smutek. Jestem słaby. Jestem słabeuszem, nie potrafię wykorzystywać wad innych na swoją korzyść, lecz pomagam ludziom je pokonać, za co oni mi się nie odwdzięczają, wręcz przeciwnie - ranią mnie. Nie umiem rozpychać się łokciami. Gdy wyjdę już na dany szczyt, samemu, bez niczyjej pomocy, podaję rękę innym, a oni po wejściu, kiedy już też tam stoją, zrzucają mnie w dół. jestem słabeuszem, ale mimo to walczę, gdyż mam dla kogo. Dla rodziców, rodziny i przyjaciół. Oni mnie nigdy nie zawiedli. Dla nich żyję i staram się dążyć do bycia dobrym człowiekiem i stawać sam na sam przed falą zła. Staram się, choć nie zawsze mi wychodzi. Walczę. Jestem wojownikiem. Wspiera mnie sport, nauka i literatura, szczególnie poezja. Staram się.
Jest jeszcze jedna pasja o której wam nie mówiłem. Jest ona silniejsza od wszystkich pozostałych, choć jedna z nich - kickboxing - współgra z nią. A więc lubię, uwielbiam, kocham... napierdalać się na meczach!!!
I nie tylko na nich, gdyż nie pogardzę żadną ustawką. W sumie to teraz więcej napierdalamy się na nich, gdyż na stadionach zbytni przypał. Wszystko przez ten jebany monitoring. Jebać kamery, ochroniarzy i oczywiście policję!!! No i straż miejską. Po chuj te skurwysyny mieszają się do naszego hobby?! No po chuj, kurwa, pytam. Czy przeszkadza im, że na stadionie wbijamy się normalnie kurwa na sektor kibiców drużyny przeciwnej? No kurwa, może jakimś pedałkom, którzy się nie napierdalają, a tylko przychodzą popatrzyć na mecz, ale chuj z nimi. Gdyby byli prawdziwymi kibicami, to by się nadubcali jak my. I co to za pierdolenie z tymi rodzinami przychodzącymi na mecze z dziećmi? Przecież oni mają inny sektor, a my się lejemy na innym. W ogóle to nie znoszę tego jebania smut, że prawdziwi kibice się nie biją, a my nie jesteśmy kibicami, tylko pseudokibicami. Gówno prawda! To my jesteśmy wiernymi fanami naszych drużyn!!! Naprawdę interesujemy się meczami, choć wynik zadymy czy ustawki jest ważniejszy. Naprawdę obchodzi nas gra piłkarzy, a wynik spotkania to nie tylko pretekst do walki. Ta jebana "Gazeta Wyborcza" oczywiści pierdoli jakieś smuty, że my w ogóle się nie interesujemy piłką nożną, nie kibicujemy na prawdę, lecz szukamy w piłce pretekstu dla chuligaństwa. Pierdolenie!!! Pewnego razu zajebiemy wszystkich gnoi, którzy chcą skończyć z ruchem hools. Zajebiemy także policję, bo po chuja się mieszają do naszych zadym i ustawek? Jeszcze do zadym to ostatecznie mogę jakoś to zrozumieć, ale do ustawek? Co im kurwa niepasuje, że napierdalamy się w lesie między sobą? Przecież nie mamy wątów do osób postronnych. Chuj w dupę policji! Jebać policję! Niech do nas nie podskakują, gdyż jest nas coraz więcej i pewnego dnia zajebiemy ich wszystkich. I niech nikt nie myśli, że jesteśmy jakimiś dresiarzami. Kłamstwo! Tylko część z nas nimi jest. Pozostali jesteśmy normalnymi, kulturalnymi ludźmi, sportowcami i intelektualistami. Tylko sport cenimy najwyżej. A ten sport wyraża nasz ruch: Hools. Tylko to nas różni od innych ludzi, że lubimy się napierdalać. I to przecież nie z bezbronnymi, tylko między sobą. Dlaczego kurwa wszyscy, na czele z "Gazetą Wyborczą" macie, kurwa, do nas wąty? Za co? Za zadymy i ustawki, za wierność własnym klubom? To nasze życie. W ten sposób manifestujemy właśnie wierność ukochanym barwom klubowym. Razem z piłkarzami dbamy o dobro naszych klubów. Tylko tym się różnimy, że zadaniem piłkarzy jest grać, a naszym kibicować, czyli chodzić na mecze, jeździć na wyjazdy i napierdalać wrogich kibiców. Ponadto naszą chlubą i dumą jest nienawiść do policji, straży miejskiej, ochroniarzy i jebanych konfidentów. A do wszystkich kibiców wrogich nam drużyn razem zgodnie krzyczymy: CHODŹCIE SIĘ BIĆ, KURWY!!!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wracaliśmy jakąś szeroką ulicą, to mogła być Krakowska albo Starowiślna. Zjeżdżające do centrum tramwaje stukotały miarowo o szyny, aż przypominałem sobie czasy, kiedy jako dziecko jeździłem przedziałowymi pociągami i zasypiałem, słuchając jednostajnych uderzeń w przerwy między szynami. Musiałem udawać trzeźwiejszego niż byłem, bo wiem, że alkohol faktycznie działa na mnie usypiająco, a przecież nie szedłem do niej się tylko przespać.  Faktycznie, nie miałem predyspozycji na alkoholika. Wydaje mi się, że to w głównej mierze otoczka alkoholu, miejsce i czas, powodują, że czuję się pijany, że mógłbym upijać się samym przebywaniem wśród innych, faktycznie pod wpływem, i przez osmozę czerpać ich entuzjazm. Przy okazji zaoszczędziłbym na tym parę dyszek. Czy to oznacza, że nawet uciekając się do używek, człowiek nadal zmuszony jest tylko szczęście udawać? Może, ale to chyba trochę przykre. Nie pamiętam jej perfum, nie pamiętam jej głosu, ale przede wszystkim pamiętam kroki - kroki ginące w gwarze centrum i te zdwojone w ciasnych uliczkach, jej, z twardym hukiem obcasa, i moje, wtórujące w niższych oktawach. To może być właśnie powracająca melodia, kroki - niecelowo stworzony motyw, który ma spinać te wszystkie wydarzenia w jakąś logiczną całość. Powoli dochodzę do wniosku, że może nawet ze sobą nie rozmawialiśmy (byłoby to chyba trochę bardziej romantyczne - nie sztuką jest kochać kogoś za to co mówi, tym bardziej krasomówcę, a za takiego się właśnie uznałem). Podobno jesteśmy więźniami naszej formy, jedyny sposób w jaki człowiek może istnieć poza samym sobą, to przez wyobrażenia jakie mają o nas inni ludzie, a jedyny sposób w jaki na to wpływamy to słowa. Mogłoby się wydawać, że człowiek może istnieć jedynie w słowach, że może niekoniecznie jego dusza per se, ale jej forma są trzymane w ryzach trzydziestu liter alfabetu, ale osobiście pokładam nadzieję w tym, że miłość bezwarunkowa, od pierwszego wejrzenia, udowadnia, że wcale tak nie jest. Miłość od pierwszego wejrzenia to zauroczenie samą formą, lub samą treścią, ale formy są powtarzalne, a miłość naiwnie wyjątkowa, a więc musi być to jedno z niewielu, o ile nie jedyne, okienko na człowieka, nieograniczone tej formy jarzmem. Oczywiście nie sugeruję, że ta dzisiejsza miłość była miłością, to chyba było te czyste zauroczenie formą, co jest wobec niej brutalnym stwierdzeniem, w końcu nikt nie chce być niewyjątkowy, ale na szczęście ona nie musi o niczym wiedzieć. Chyba, że zdąży jeszcze do mnie zadzwonić. Myślę, że powiedziałbym jej wszystko.   Kolejne budynki akademii mijały mnie w ślimaczym tempie, a ja czułem, jakbym odbywał jakiś relaksacyjny spływ kajakowy po spokojnym, rozgrzanym letnim słońcem strumieniu, gdzie wydział fizyki to moje Loreley, a Ren to oczywiście ulica Reymonta.  Kiedy kończy się dobrą książkę lub film, nagłe rozleniwienie fabuły, moment w którym po wielu przygodach główny bohater wraca do swojego rodzinnego Shire, aby siedzieć na fotelu w ogrodzie i popijać mleko, wspominać stare czasy, żyć długo i szczęśliwie, lub chociaż umrzeć, stawia się w dziwnym kontraście do całej reszty pokonanej fabuły. Nagle wszystkie smoki, księżniczki, walki na miecze i słowa, nowo rozlane krainy i nowo poznani ludzie - to wszystko znika tak szybko jak się zaczęło, tylnia okładka opada z tym samym impetem, o ile nie większym, z którym otworzyła się przednia. Ciężko to zaakceptować, w sercu czuć jakąś bezkształtną wyrwę i zdziwienie - jak to jest możliwe, że istnieją tygodnie, w których dzieją się dziesięciolecia, i dziesięciolecia, w których nie dzieje się nic. Prowadzi to do uczucia nazwanego kacem, kary wymierzonej w życie osoby, której udało się zachłysnąć światem pełniejszym od tego, co jest ona w stanie przetrawić. Nie myślę tutaj o moich minionych podbojach, o pustce po nich, nie, katzenjammer uznałem za oficjalny hymn mojego życia, zidentyfikowałem go jako zimną rękę melancholii, ściskającą moje serce, za wieczne nienasycenie, ale nie jedno z tych zmuszających człowieka do sięgania po więcej, ponieważ niewymierzone w żaden konkretny punkt. Nie znam się na medycynie, ale wiem, że niespokoje serca czuję w gardle, a strach w brzuchu. Wiem, że długo niewypowiadane słowa zaczynają palić gardło jak przełknięty kieliszek wódki. Dlatego za naturalną kontynuację “mdłości życia” Sartre’go, uznałem mojego kaca. Przede mną stanęły drzwi domu studenckiego “Itaka”, a nazwa akademika na wejściu mrugnęła z porozumiewawczym uśmiechem. @yfgfd123 jest to końcówka tekstu, który wrzucałem tutaj wcześniej. Mam nadzieję, że tekst może się obronić nawet bez zaglądania wstecz.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Poet Ka   Słońce ma dwa końce  Gdy daleko - ogrzewa Gdy blisko - zostajesz iskrą  - takie moje krótkie zwoje

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @leszek piotr laskowski Myślę, że każdy człowiek przechodzi przez ten etap. Zacytuję zasadę: "„Zmień najpierw siebie, jeśli chcesz zmienić innych."  Tytuł wiersza to otwarte drzwi do spełnionych marzeń.    Pozdrawiam.
    • Co do krotności, wiadomo, są różne teorie :-) Mnie się podoba teoria eonów, bo wolałbym, na zasadzie prawa do błędów i wypaczeń raczej kilka razy niż raz. A póki boli, to daje nam pewność że żyjemy,  o co w czasach wszechobecnej podróby made by AI jest coraz trudniej :-) 
    • @Migrena Jeju, dziękuję za tak ładny komentarz! :) Miło za przywołanie Leśmiana i za słowa o poezji w poezji. Bardzo bardzo mnie cieszy twój odbiór :) Pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...