Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wielu wciąż czeka
trębaczy anielskich
Boga-człowieka
pól elizejskich

Patrzą się w niebo
czekając Piołunu
Szukają swojego
Armageddonu

Smutno mi czasem
że nie spostrzegł żaden
że Ziemia jest czyścem
niebem, tartarem

Armageddon już dawno się zdarzył
wszystkie zaświaty istnieją dziś razem.

Opublikowano

"Smutno mi czasem
że nie spostrzegł żaden
że Ziemia jest czyścem
niebem, tartarem"

Ależ spostrzegają, niektórzy...
tylko łatwiej coś robić gdy gwiazda wskazuje drogę lub gdy płoną ognie i trąby trąbią
a anieli mieczami sieczą
gorzej tak w szarą środę otwierać jakichś niebios bramy

wierszyk -dobry i ciekawy
pozdraaa

Opublikowano

Dziękuję za komantarze. Dopisuję kilka strof :



"Apokalipsa"

Wielu wciąż czeka
trębaczy anielskich
Boga-człowieka
pól elizejskich

Patrzą się w niebo
czekając Piołunu
Szukają swojego
Armageddonu

Nikt słyszeć nie chce
że dawno że było
wystarczy uwierzyć-"nie
nic nie skończyło"

Trudno im przyjąć
że końca nie będzie
woleliby niknąć
w wiecznej gehennie

Żyć nikt nie może
bez miecza nad głową
obawy: "ukarze"
nadziei: "nagrodzą"

Bo co za sens
żyć ideałami
po co gdy kres
daleko za nami

Smutno mi czasem
że nie spostrzegł żaden
że Ziemia jest czyścem
niebem, tartarem

Armageddon już dawno się zdarzył
wszystkie zaświaty istnieją dziś razem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pierwsze strofy były najlepsze.

Ale do rzeczy: grubą czcionką zaznaczyłem strofy, gdzie nie potrzeba zmian (prócz tych wskazanych), kursywą te, którym przydałaby się drobna zmiana. Niezaznaczonej mogłoby w ogóle nie być, a jeśli już - to też wartoby ją przemyśleć.
To rzecz jasna porady z mojego punktu widzenia. Zrobisz z nimi co zechcesz. Nawet bez popraw wiersz jest dość dobry, choć mógłby być lepszy.

Jeśli znajdziesz miejsce na jeszcze jeden zaświat, to możesz wspomnieć o Szeolu.

Pozdrawiam
Opublikowano

dziękuję bardzo za rady! I pochwały :)

"Żyć nikt nie może
bez miecza nad głową
obawy: "ukarze" nadziei: "nagrodzą" "

Z ukarzą się zgodzę. Z 'nadzieje' nie :)

Chodzi mi o to że nie mogą żyć bez miecza, bez obawy(że ukarzą) i bez nadziei(że nagrodzą).

:)

czyściec oczywiście racja- literówka

Co do jakości zwrotek mam takie samo zdanie :)

Może jeszcze nad nim posiedzę :)
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...