Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

cały salon pachnie wódka
proszę pana
przy kominku obok pana
kpiący śmiech

pańska prawda proszę pana
nam nie znana
wiarę wciąż zamienia
pan na sex

czy conscience proszę pana
pan posiada
lady killer zwykły babiarz
S. O . S

co pan czuje patrząc w niebo
proszę pana
spowiedź wachlarz łgarstw
tak czy nie?

Opublikowano

Rytm super.
Pomysł fajny.
Wolę drugą pychę. Znaczy tę.

czy świadomość pan posiada
proszę pana
lady killer zwykły babiarz
S. O . S

co pan czuje patrząc w niebo
proszę pana
spowiedź grono kłamstw
tak czy nie?

Pozwoliłem sobie, wybacz, poprzestawiać i zmieniać. Tobie chyba nie szkodzi :) Jeśli tak to
sory:) consience mi nie pasowało rytmicznie do reszty, to samo z wachlarzem łargst będącym też gimnastyką języka :) chociaż i to kłamstw też zbyt długie jak na jedną sylabę. Pokombinowałbym. Pozdrawiam:)

Opublikowano

Aluna: wytknęłaś mi nielogiczność, słusznie z resztą. Śpieszę z tłumaczeniem :) Rytm był zaburzony wg mnie, tam gdzie napisałem, a wtym że rytm super chodziło mi o hmm pomysł na rytm? rytmikę tego co mi gra. Wiem dziwnie. Niekonsekwentnie używam słów :) Pozdrawiam. Wesołych.

Opublikowano

słusznie popieram alune, rytm poszedł razem z wątkiem. Nie wiem jak często cięaresztuja za tą "poezje".
PS
Ja nie jestem jak inni nie przytakuje zeby wam było wesoło. A strasznie was obraziły moje wyzwiska. Dorośnijcie swiat jest okrutny. Ja byłem mily. Jak was na ulicy zwyzywaja to co?
do mamy polecicie i naskarzycie. i co wam to da? Chyba tylko wrogów. :D:D:D
Miłego roku 2009:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...