Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z lotu ptaka to miasto wygląda jak nieregularny stół zastawiony po brzegi potrawami niczym obfity posiłek dla wielkoluda. W centralnej części sterczą drapacze chmur niczym strzeliste torty a na rogach zalegają rozsypane w nieładzie ciastka bloków różnej maści i wielkości. Gdzieniegdzie zielone sałatki parków leżą przywiędłe i ogłuszone spalinami wszechobecnych robaczków z kołami zamiast odnóży i jak to bywa z produktami do spożycia zawsze trafi się coś stęchłego. To stare kamienice, które jakby zawstydzone swoją nieświeżością chowają się w zaciemnionych zaułkach przytłoczone cukierkowymi apartamentami prącymi na siłę w kierunku lukrowanego centrum. Aglomeracja, jakich wiele i kiedyś była posiłkiem obiecanym, dającym pracę i nadzieję na lepszą przyszłość, a jej liczne zakłady niczym parujące gary i gwiżdżące czajniki oznajmiały, że będzie suto i dostatnio. A dzisiaj?...
No, ale wystarczy i proszę wybaczcie mi te przydługie metafory, to moja mała słabość. W obecnym stanie wszystko kojarzy mi się z jedzeniem, no i jeszcze z czymś. Wiadomo, z czym, wszyscy przecież znamy teorie Freuda. Postaram się bez zbędnych wywodów przedstawiać to, co widzę i za bardzo nie wnikać w umysły moich bohaterów, aby nie ułatwiać zrozumienia czegokolwiek. Z prostej przyczyny zawsze mnie drażnili wszechwiedzący opowiadacze, czyli ci, co niby wiedzą lepiej i przenikają swym intelektem wszystko i wszystkich, by się dopieścić zachwytem nad samym sobą, co niektórzy wręcz doprowadzają się do szczytowania, ale nie mam zamiaru przeciągać dalej tego wywodu zalatującego twórczym onanizmem.
O przepraszam muszę kończyć, coś mnie przyciąga. Co my tu mamy ciekawego? Obniżam lot i ląduję na jednym z osiedli. Wzdłuż bloku nr 33 przemieszczają się dwie dziewczyny i idą w moim kierunku, mają na sobie krótkie spódniczki i barwne koszulki na ramiączka. Dyskutują zawzięcie i wykonując zamaszyste gesty, co chwile wybuchają śmiechem.
– Kaśka jesteś pewna, że nas przyjmie? – zapytała z obawą wysoka blondynka, dziewczyna o cielęcych, niebieskich oczach i pokaźnym biuście, który wręcz nie pasował do szczupłego ciała i niemal dziecięcego wyglądu.
– Anka jak cię zobaczy ten Tulipan, to ci oda wszystko, o co poprosisz.
– Już mnie muli od tej twoje gadki!
– Podobno uwielbia małolaty, a ty jesteś taka świeżutka, że tylko palce lizać...
– Kaśka złaź ze mnie!
– Dobrze wiem, o co biega tym starym prykom, oj wiem – zapewniła brunetka a w jej głosie można było usłyszeć pewność popartą bezpośrednim doznaniem w tym względzie.
Zaciekawiła mnie ta ciemnowłosa dziewczyna, była nieco niższa, miała mocniejszą budowę fizyczną i wyróżniała się od koleżanki cienką talią, która podkreślała krągłość bioder. O, no proszę, właśnie w jej oliwkowych oczach zapaliły się iskierki, jakby chowała w nich małe diabełki.
– Myślą tylko o jednym, jak się dobrać do jakiejś cielęcinki i smakować, jeść, chrupać – mówiła z przekąsem, nachylając się coraz bliżej do ucha koleżanki, chciała ją ugryźć w ucho, ale chybiła.
– Ten Tulipan to jakiś zbokol? – mina Anki, świadczyła o tym, że dziewczyna ma ochotę uciec jak najdalej od tego miejsca.
– Ten Tulipan jest właścicielem firmy „Tulipanki”, słynnej na całe miasto rewii erotycznej.
– No przecież wiem!
– Coś się tak zburaczyła? – zakpiła z niej Kaśka i roześmiała się na głos.
– Boję się, że wpadniemy w jakieś kłopoty i to jak zwykle po same uszy.
– Przecież my jesteśmy laski pełnoletnie, nie?
– No niby tak, ale...
– Co ale?
– A jak zapyta o dowód osobisty?
– A co musisz mieć przy sobie?!
– No niby nie.
– A jakby, co to jak zwykle, ty masz dziewiętnaście a ja dwadzieścia.
– No dobra, ale...
– O co ci biega?
– A jak się zacznie dobierać to, co? – zapytała z obawą Anka i zaczęła obciągać mini spódniczkę, która jak na złość wspinała się w górę, po jej szczupłych biodrach.
– Nie rób siary!
– Pytam tylko, jakby, co.
– To nie wiesz, co się robi, jak facet w majty grabie wkłada?
– No, co, co?
– To kopa w ptaszka!
– No, co ty?
– I poprawka w gniazdo, tak dla jaj żeby się wykluły...
Kaśka złapała koleżankę za ramiona i dla zabawy zaczęła ją tarmosić, symulując kopnięcia z kolanka w krocze. Rozbawione dziewczyny wpadły do klatki schodowej i nagle spoważniały. Zobaczyły staruszka, który opierając się o parasolkę schodził powoli, schodek po schodku i sapał jak parowóz.
Dziadek rozjaśnił się na pomarszczonej twarzy i skwapliwie poprawił okulary. Najwyraźniej ucieszył się z przypadkowego spotkania. Powstała ślina w kącikach ust dowodziła, że widok młodych kobiet budzi w jego umyśle obrazy, które powinny pozostać tajemnicą, oczywiście ze względu na swoje gęste zabarwienie erotyczne. Tymczasem zgrabne panienki nieświadome tego, że są obserwowane rozglądały się po wizytówkach na parterze, w końcu minęły starszego pana, który ukradkiem śledził ich jędrne uda. Dziewczęce biodra uwięzione w ciasnych spódniczkach zamrugały do niego jędrnymi pośladkami i zanikły na półpiętrze. Staruszek przetarł zaparowane okulary i pokuśtykał za nimi po schodach. Wygląda na to, że nigdzie mu się nie spieszy. Zaczął szeptać pod nosem jak katarynka i jak dobrze zrozumiałem przeklinał swoje dobre maniery i nienaganne wychowanie, które mu wpajano od dzieciństwa.
– Tyle lat zmarnowanych. Tyle lat, a teraz zeżre mnie do reszty ta prostata i dobije leniwy zięć. Ale ze mnie pierdoła, straszna... Jeszcze w gimnazjum mogłem degustować do woli, tyle miałem wspaniałych koleżanek, były takie chętne przeżycia tego pierwszego razu. A Renata, ta z drugiej ławki? Ech! Jakie ona miała włosy kręcone i długie, aż po te gruszkowate biodra? A Monika? Ach Monika i te jej drgające pośladki, jak galareta drgały, gdy wycierała tablicę, no normalnie, to był cud cudowny... A Jola? Ach Jola, z ostatniej ławki. Ależ przyjemnie bujały te melony piersi prowadzące ją do odpowiedzi. Od nauczycieli dostawała najwięcej stopni a im dłużej szła tym miała lepszą ocenę… Ech, tyle lat zmarnowanych i to w kwiecie wieku, kiedy jeszcze mogłem i to jak? Co bym dał, żeby to wróciło, no i żeby jeszcze mieć ten rozum, co teraz, to doświadczenie... Miałbym, co wspominać, a tak. Trzeba było mi z życia brać pełnymi garściami... Ech, tyle lat zmarnowanych, tyle lat, a teraz zeżre mnie do reszty ta prostata i dobije leniwy zięć...
Pozostawiłem staruszka samemu sobie, jak chce niech się dalej gramoli stopień po stopniu i dźwiga umysł ciężki od erotycznych wspomnień. O już jestem na piętrze. Z wcześniejszych rozmów wywnioskowałem, że dziewczyny szukają jakiejś informacji o firmie, w której mały nadzieję znaleźć pracę i zarobić.
– Żebyśmy tylko nie wpadły w jakieś kłopoty – wyraziła swoje obawy Anka już po raz kolejny z rzędu..
– Zapomniałaś, po co tu jesteśmy? – zauważyła rozdrażniona Kaśka, która najwyraźniej miała dość zrzędzenia koleżanki.
– Już sama nie wiem, co ja tu robię...
– Mamy zarobić na nowe ciuchy, zapomniałaś?
– No tak, a może uda się odłożyć na studia...
Zauważyłem, że już na pierwszym piętrze jest mieszkanie z dużym napisem reklamowym - Rewia Erotyczna „Tulipanki”. Dziewczyny nagle zamilkły i podeszły do drzwi jakby się skradały.
– No pukaj i popraw się łajzo – wyszeptała Kaśka i szarpnęła koleżance spódniczkę, której zamek przesunął się nieznacznie w bok.
– Ty też się popraw – warknęła Anka, odwracając się na pięcie.
– No pukaj w końcu, jak ci mówię.
Anka zaczęła się poprawiać specjalnie powoli, a rozdrażniona Kaśka zwróciła uwagę na drzwi, które posiadały dużą ilość zamków i co ciekawe miały staroświecką dziurkę od klucza. Nachyliła się i zaczęła podglądać przez otwór zamka. Przeliczyłem bezwiednie zabezpieczenia drzwi, to była oczywista przesada.
– I co Kasiek, co widać? Są jakieś dziewczyny? Co robią? – dopytywała się nachalnie Anka i nie mogąc wytrzymać z ciekawości zaczęła odpychać koleżankę, która nie dawała za wygraną i broniła się zawzięcie.
– Chwile!
– Teraz ja!
– Kuźwa no mówię chwila!
– Kasiek daj luknąć!
Tymczasem na półpiętro dotarł zasapany staruszek. Błogi uśmiech rozjaśnił mu twarz i złagodził zmarszczki. Tą metamorfozę spowodował widok, jaki roztoczył się przed nim z miejsca gdzie stał. Zachęcony miną staruszka niezwłocznie spojrzałem z jego punktu odniesienia i rzeczywiście, nie zamieniłbym tego widoku na żaden inny, choćby najpiękniejszy i reklamowany na folderach zagranicznych kurortów. Zresztą wszystkie one były w zasięgu moich możliwości gdyż potrafię podróżować z prędkością myśli, ale mniejsza o mnie wróćmy lepiej do naszego punktu obserwacji. Na piętrze przywitały nas gołe pośladki, wychylające się z pod kusej spódniczki. Dopiero, gdy czarnowłosa dziewczyna nachyliła się jeszcze bardziej stwierdziliśmy z dezaprobatą, że jednak ma na sobie czerwone stringi. Staruszek odetchnął głęboko, bo przez chwilę tak go zatkało, że bezwiednie wstrzymał oddech. W tym momencie druga panienka przepchała pierwszą i pochyliła się. Miała na sobie białe, koronkowe majtki, takie, jakie lubię, podobno już teraz staroświeckie i niemodne.
– Ale co oni tam wiedzą, ja tam lubię, to znaczy lubiłem odpakowywać ciastko, a im więcej czasu temu poświęcałem tym lepiej. O Bożesz ty mój, jakie to było smaczne, kiedy już były gołe. Ale bym sobie teraz klepnął, tak delikatnie z wyczuciem, aby sobie pobujały. Jaka szkoda, że jestem duchem, ale szkoda. O przepraszam zdaj się, że zapomniałem was poinformować o mojej przenikliwej naturze, to znaczy ciele astralnym przenikającym materie. No i po co o tym wspomniałem, przecież ta opowieść nie jest o mnie, przynajmniej jeszcze nie...

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka ... a gdyby na początek z ptakami podzielić się myślami   polecam wróble są wielkimi gaduałami ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie  Miało ochotę na pyszne łakocie  Pytają więc gości  Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie 
    • RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją  Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty   Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór  Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi  A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są... Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum?  Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż: Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię  Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto  Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel  To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek...  "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak  Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak  Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek...  "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję.  Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus   TANGO ANUS  Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj  poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc  Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią  Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak  I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat,  A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.  
    • nie szukam  naszych śladów  jeszcze nie jest pora    patrzę na czas  już bez makijażu  zabiorę ze sobą  nie tylko złudzenia  wezmę  uśmiechy emocje   wizytówka z marzeń  zostanie    spojrzenie z mola  zatopiło się w morzu  niebo rzuca cień  zaglądam do zatłoczonych myśli  przystanki zbyt długie  oczekiwanie poza skalą    otworzę drzwi do jutra  nie zostawiając śladów  most na drugą stronę  już nie daje azylu przeprowadza  przypadkowych  przechodniów    może kiedyś … zapiszemy kartkę  z drugiej strony    6.2026 andrew   
    • A za groby cywil da wina
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...