Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dlaczego Szanowny Kolego będziesz klął ? Brakuje Koledze kulturalnych słów w języku ojczystym aby wyrazić złość , niechęć ,zdenerwowanie ? A może język Kolegi jest tak ubogi ,że nie potrafi oddać tych uczuć ? Polecam przejrzeć słownik języka polskiego tam można znaleźć " parę mocnych określeń "!

  • Odpowiedzi 72
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Ne denerwuję się , bliższe jest mi uczucie żalu nad kaleczeniem języka nad miernymi "poetami",którzy to robią, a najbardziej szkoda mi czytelników stykających się z wierszoklectwem a raczej WIERSZOKALECTWEM tych osobników. Słusznie kolega zauważył , że dzisiaj Niedziela dzień , w którym warto się zastanowić nad swoim postępowaniem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czyli, reasumując, użala się pani teraz nad sobą, ponieważ to pani najczęściej styka się z "WIERSZOKALECTWEM". A co gorsze - jako główna twórczyni tego gatunku naraża się pani na epilepsja, szczególnie wtedy, gdy idzie pani, powiedzmy, pomyśleć do parku nad nowym kupoutworem, a tam przewraca się mężczyzna i mówi "o k...". Wtedy udar gotowy.
Mam dla pani ciekawsze hobby, niż męka tutaj - można np. chodzić po mieście i zmywać te wulgaryzmy ze ścian, z toalet (szczególnie męskich!), ba, nawet z chodników. I to korzystne rozwiązanie uwolni panią od biadania nad tą niemiłosiernie kaleczoną mową. I co ważniejsze - przestanie pani wreszcie pisać.
Opublikowano

Dziwi mnie nagłe wzburzenie kolegi , dopiero co pisał pan aby się nie denerwować ! Czyżbym dotknęła drażliwego dla kolegi tematu ? Łatwo osądzać kogoś niech pan się bliżej przyjrzy najpierw własnej TWÓRCZOŚCI(?), po murach rozumiem też kolega wypisuje takie słowa , gratuluję pomysłowości , w męskich toaletach nie bywam ,pan penie tak a może lubi pan damskie ? denerwuje pana że tam jest czyściej? NIE BĘDĘ PO PANU SPRZĄTAŁA !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A Szanowna Pani co? O)biad, obiad, ani książki, ani telewizji, bo przeklinają, ani wyjść z domu, ani wejść do windy, bo kabina też popisana, tylko te kartofle i kartofle. Ja dziwię się, że Szanowna pani odważyła się włączyć internet , który, jak pani doskonale wie, jest dziełem Szatana i Belzebuba.
Proponuje wrócić do paninych zajęć przed robieniem kariery tutaj, nie twierdze, że jest to sprzątanie toalet, bo pewnie w pani języku nie ma takiego słowa jak fizjologia. Żyje pani rosą anielską i podmuchem zefiru archanielskiego, jest pani nie z tej ziemi i nie korzysta z wygódki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ale dzieci to ma, jak każdy uległa pokusie. Ja tam bym się oparł najprzystojniejszemu mężczyźnie, a fe! :)

Pewnie zostały zesłane, albo znalezione w kapuście :)))
Ale znalezione powinno oddać się do Biura Rzeczy znalezionych.
Grzech tak rozejrzeć się czy nikt nie widzi i zabrać do domu.
Zesłane? Tym gorzej - tak bez oclenia, z pominięciem akcyzy?
Coraz bardziej zaczyna mi to wszystko wanieć siarą.
Opublikowano

Aha ! Nie dość ,że wulgarny to jeszcze męski szowinista , wypominanie obowiązków rodzinnych które lubię nie sprawi mi przykrości , rodzina o którą dbam jest moją ostoją , nie zamierzam jej zaniedbywać tylko dlatego aby zaspokajać swoje ego ? Pan pewnie swoją żonę czy przyszłą żonę będzie traktował w podobny sposób jak niżej podpisaną , tylko dlatego ,że jest kobietą... gratuluję! A co do robienia kariery na Tyn Serwisie to chyba u pana widać , zacięcie w tą stronę, niech się kolega nie łudzi Słowackim nie zostanie . Niech pan zweryfikuje lepiej swój słownik nie mój , bo to pan musi podkreślać swoje frustracje przez wszystkie k... , p.... ,ch.... gratuluję i jeszcze raz zachęcam do lektury słownika . Jeśli nie posiada kolega takowego w domu radzę zapisać się do biblioteki tam pomogą !

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wcale nie pomogą. Zapiszesz się Krzywak i powiedzą Ci, że masz sobie sam szukać. Mówię Ci, ja raz byłem w bibliotece.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może dla relaksu trochę o samym wierszu, który w zawoalowany sposób zachęca
do popełniania - tak, nie bójmy się tego w ten sposób skojarzyć - przekleństw.
Dlaczego tak uważam?

Język Polski jest zbyt piękny

zostało zestawione z:

Kto przeklina, jego wina

Jak wiemy, jest to często stosowany chwyt dla podkreślenia czegoś.
Bodaj nawet u Sienkiewicza stoi o tym, jak to hrabia Radziwiłł, podrywacz
i ruchacz jakich mało, otaczał się wyjątkowo szpetną i mizernej postury
służbą płci męskiej, aby tym urodziwszym wydać się kobietom na których cześć dybał.
Podobnie jest w polityce: eskaluje się rzeczy najgorsze, żeby odwrócić uwagę od własnych
matactw i chęci wybicia się, zrobienia kariery.

W tym wierszu mamy podobnie: poprzez wskazanie na przekleństwa
występujące w naszym ojczystym języku, mówi się tym samym, że jest on piękny.
Tym piękniejszy można powiedzieć, im bardziej czasem ktoś zaklnie.
Poza tyn, choć Hania nie wypowiada tego wprost w wierszu,
można doszukać się tu zachęty do odwiedzania tanich spelun,
aby po nasłuchaniu się słów od których więdną uszy, zrozumieć już nad ranem w domu,
jak blisko własnej żonie do zrealizowania naszych najskrytszych marzeń:


- czy mógłbyś zdradzić kochanie, gdzie byłeś?
- w burd... w niezwykłym miejscu, o którym twoje szlachetne zmysły nie mają pojęcia
- ależ ja wszystko potrafię zrozumieć, ponieważ kocham cię: bez-gra-ni-cznie
- w takim razie wyobraź sobie pomieszczenie, w którym wszystko jest na literę "k":
kotary, koledzy, koniak, kelnerki, a przede wszystkim... kurwy! - bo jak je inaczej nazwać:
zdarły ze mnie 500 zł!

"Cha, cha, cha, cha, cha, cha...
Co to się działo, co się działo!
Uzdrowiska pół ze śmiechu się skręcało!
I skręciłoby do końca biednych ludzi,
Gdyby wreszcie się basista nie obudził..."

- leci akurat w "Zapomniane Przeboje", a żona słucha i... milczy.
Zapominam, ile mnie to wszystko kosztowało, bo to właśnie
jedna z tych chwil, kiedy myślę, że jest Aniołem.
Opublikowano

Widzę ,że kolejny Pan wyczytuje między wierszami to co sam chce usłyszeć . Na pewno nie zachęcam Kolegi do tego o czym nieustannie marzy w domowym zaciszu a czego nie otrzyma od własnej żony... współczuję.

Opublikowano

"Porządny facet" ? Niech kolega spyta żonę co oznacza ten frazes. Proponuję się też zastanowić dlaczego "te żony" spędzaja czas na internecie , gawędząc z Tulipanami , może konwersacja z Wami Mężami je nudzi ...może nie zaspakajacie ....Ich potrzeb intelektualnych i nie tylko . Ciężko to przełknąć i zrozumieć .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tu jako osoba religijna, poszukałbym odpowiedzi w Biblii.
Na przykład: czemu kiedyś ludzie żyli kilkaset lat? Aż wreszcie Bóg postanowił
skrócić nam życia do około stu. Myślę, że w przypadku tak monotonnych
i nudnych żon jaką próbujesz nam tu kreować to i tak za dużo :)
O nie, sam obiad nie wystarcza - piciu i żarciu potrafi przy odpowiednim statusie
dać kelnerka i to przynosząc o wiele wykwintniejsze potrawy.
Phi... obiad za "Złote Wesele"?


zdjęcie nad łóżkiem -
księżyc i ćma w welonie
w rocznicę ślubu

Opublikowano

cóż trzeba było sobie lepiej dobrać partnerkę a nie zrzucać teraz wszystko na niesprawiedliwość dziejową , Kolega chciałby mieć w domu kelnerkę , kucharkę ,praczkę,sprzątaczkę,spowiednika,kochankę w zamian oferując ....SIEBIE... naprawdę propozycja przyprawiająca o gęsia skórkę .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zaraz, panie Haniu... kto tu od początku próbuje grać rolę kury domowej?
"Kucharkę ,praczkę,sprzątaczkę,spowiednika,kochankę"?
To są Twoje własne argumenty, choćby z wczorajszego dnia. Przykład:

Tyle, bo akurat mam wolną sobotę i robię mężowi pyszny obiad, co pewnie w twoim mniemaniu jest staroświeckie i absurdalne i niegodziwe i pruderyjne, jak wszytsko nazywasz to, co jest Dobre.


Dnia: Wczoraj 17:36:16, napisał(a): Hania K.

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=81214

Wieczór, a tu żona nagle sobie przypomina, że mąż nie jadł jeszcze obiadu.
Poza tym wykłada swoją troskliwość jak kartę atutową, jakby to było najważniejsze
w małżeństwie, czy zrobi mu obiad, czy nie.
Ale rozumiem: masz tu obiadek a teraz znów wracam włożyć nos w monitor.
Pańszczyzna odwalona.
Opublikowano

Ja nie gram ,żadnej roli , robię to co lubię i mąż też robi to co lubi ...razem to robimy.Dbanie o rodzinę o ognisko domowe , nie uwłacza mi , potrafię zadbać o męża w każdy sposób....nie tylko obiadem.O odwalaniu pańszczyzny pewnie pisze Kolega z własnego przykładu...Lepiej niech Pan odda już klawiaturę żonie niech się kobieta nie męczy i przynajmniej wirtualnie spędzi czas z kimś kto zaspakaja jej potrzeby. Litości ...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...