Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

- A on mnie przezywa buuuu! – usłyszał w słuchawce Atomizer Adamski. Po głosie poznał, że to był jego najlepszy funfel Dżak Menel. Nie wiedział co odpowiedzieć. Budzik na szafce nocnej pokazywał drugą w nocy, trochę był zaspany. Jednak nie wypadało zostawić przyjaciela na lodzie, zwłaszcza, że znał jego wrażliwą naturę. Zapytał lekko zaspanym głosem:
- To ty Dżak?
- Tak, buuu, chlip, chlip, to ja. Weź im coś powiedz, bo zrobię sobie coś złego – płakał przez telefon. Był w całkowitej rozsypce. Adamski znał ten histeryczny ton w głosie swojego najlepszego funfla. Wiedział, że to nie przelewki i że musi jak najszybciej zareagować. Powiedział do Menela:
- Uspokój się kochanie. Już sprawdzam.
- Byle szybko, byle szybko...buuuu...bo sobie coś zrobię – histerycznie powiedział Dżak i rozłączył się. Adamski słysząc w słuchawce rytmiczne „beeep, beeep, beeep” wiedział, że także i tym razem to nie żarty. Znał przecież Dżaka nie od dziś. Postanowił działać. Wstał, szybko założył różowy szlafrok w krasnoludki, który dostał na 69 urodziny od Dżaka, włączył komputer. W wyszukiwarce internetowej wpisał adres: www.nieszuflujtakdżak.com, następnie zalogował się do panelu administratora – tylko on znał hasło. Szukał na „Forum”, szukał w dziale „Wiersze”. Nic nie znalazł. Po kilkunastu minutach poszukiwań zaczął się lekko denerwować. Spod drżących i spoconych palców wymykały się klawisze zabrudzonej klawiatury komputerowej. Adamski wiedział, że czas nagli, że Dżak może sobie coś zrobić, że musi działać. Nie znalazłszy żadnego postu czy komentarza, który mógł być przyczyną sprawczą histerii Dżaka, wybrał pierwszy lepszy nick, zaznaczył opcję: „blokuj” i nacisnął „ENTER”.
Teraz pozostało mu tylko czekać na telefon od Menela. Mała wskazówka na zegarze zbliżała się do godziny trzeciej. Dżak nie dawał znaku życia. Telefon milczał.
- Czyżbym się pomylił? – pomyślał Adamski. – Ale przecież ja się nigdy nie mylę! Jestem nieomylny! – pocieszał się, chociaż jak zawsze w takich przypadkach nigdy nie miał stuprocentowej pewności. Trzymając nieustannie rękę na słuchawce, czekał na telefon. Gdy minął kolejny kwadrans a Dżak nie dawał znaku życia, w głowie Adamskiego pojawiła się pewna wątpliwość:
- Czyżby awaria telefonów w mieście?
Podniósł słuchawkę i wykręcił jedyny numer, który znał na pamięć: 9393. Gdy usłyszał łagodny głos: „Tu biuro obsługi klienta...” odetchnął, wiedział bowiem, że telefon działa, że łącza są w porządku. Nie odłożył jednak słuchawki by wyczekiwać sygnału od Dżaka, tylko jak zawsze zasłuchał się w głosie miłej, automatycznej pani operatorki z Błękitnej Linii. To była pierwsza i ostatnia kobieta, którą pokochał. Kryła w sobie tyle tajemnic i jednocześnie była taka znajoma. Każde jej słowo znał na pamięć. Każdy akcent, najmniejsze jej westchnienie wytatuował sobie w pamięci. Był nawet taki okres w życiu, gdy chciał porzucić Dżaka dla tego niebiańskiego głosu telefonicznej kobiety. I pamiętał, że nawet próbował z Dżakiem rozmawiać na ten temat. Czysto hipotetycznie wówczas pytał: „A może odpoczęlibyśmy od siebie?”. Dżak wówczas robił szalone awantury. Groził to samobójstwem, to zabójstwem, to skandalem obyczajowym. Dlatego postanowił, że nigdy nie powie prawdy o swojej prawdziwej namiętności. Ukrywał to uczucie przed Dżakiem, nie chciał go zranić. Zresztą nie uważał, by jego potajemne uczucie do Automatycznej Sekretarki było warte tych scen zazdrości, które mogłoby zmienić ich związek w koszmar.

Po dwudziestu minutach odłożył słuchawkę. Teraz, gdy miał pewność, że telefon działa, czekał już tylko na sygnał od Dżaka.


Chłopcy poznali się jakiś czas temu. Dżak należał do tego rodzaju basałyków, którzy w dużych okularach, zasłaniających połowę twarzy zawsze siedzieli na ławce, zamiast razem z innymi dziećmi budować zamki z mokrego piasku w osiedlowych piaskownicach. Mimo, że był wesołym dzieckiem – przynajmniej za takie się uważał – to jednak okrucieństwo jego rówieśników, zmieniło go w typ skrajnie introwertyczny. Nasłuchawszy się dziecięcych rymowanek typu: „Okularnik, piąta szyja, dziś ode mnie dostał w ryja”, nie tylko wycofał się z życia społecznego, ale już w wieku siedmiu lat postanowił wziąć definitywny rozbrat z zabawkami – reliktami świata, który go nienawidził i którego on nienawidził – i zdecydował, że będzie pisał podobne rymowanki. Codziennie, po powrocie ze szkoły, siadał i jadł obiad, który podawała mu zatroskana matka. Nie miała ona dostępu do tych ściśle tajnych pokładów hermetycznych myśli, które kumulowały się w głowie jej syna. Ojciec zdawał się ignorować to, że jego jedyny syn, gwarant przedłużenia rodu Menelów, nie tylko nie spełni swego synowskiego obowiązku, ale w przyszłości nie będzie się do niego w ogóle przyznawał. Gdyby w trakcie tych codziennych obiadów, gdy zasiadał do stołu mając po swej prawicy małego Dżaka, miał choćby odrobinkę wiedzy przyszłej, gdyby wiedział, że za kilkanaście lat Dżak wygra gminny konkurs im. Kościotrupków i że odbierając nagrodę postawi jego jako ojca w ostatnim szeregu, to pewnie zachowałby się teraz inaczej. Jednak ojciec nie miał tego cennego daru widzenia przyszłości. Siadał zatem milcząco przed talerzem zupy, zjadał go a następnie czytał gazetę.
Swoją pierwszą rymowankę Dżak stworzył – przynajmniej tak głosi legenda – już w kołysce. Było to dziecięce: „gga, ga ga, gga”. To niewinne, niemowlęce gaworzenie w interpretacjach jednego z jego późniejszych przyjaciół: Kubysława Winniczka, miało być początkiem trudnej drogi do stania się wieszczem. Ale zanim do tego doszło, zanim „gga” stało się złotym rogiem poezji internetowej, Dżak musiał stanąć oko w oko z własnymi demonami, a przede wszystkim zmierzyć się z własną seksualnością. O tym jednak za chwilę. Tym czasem Dżak dorastał. Wielkie, plastykowe okulary zamienił na zgrabne okularki w dyskretnych oprawkach. Przebrnął bez większych problemów przez okres mutacji i zaczął się golić. Irytował go zawsze ten meszek pod nosem i był niezwykle szczęśliwy, gdy ojciec podarował mu pierwszą jednorazową maszynkę BIC, którą zgolił dziecięcego wąsa. Nigdy nie zapomni tej chwili, tych pierwszych postrzyżyn. To wówczas, gdy jego niewprawna młodzieńcza dłoń prowadziła ostrza po gładkim licu zaciął się. Wówczas to pierwszy raz w życiu zobaczył krew. Wrażenie to było tak silne, że kilkanaście lat później napisze rymowanki o tym jak w jednym mgnieniu oka zaciął się brzytwą. Największe wrażenie zrobił jednak na dorastającym Dżaku film porno, który przypadkiem obejrzał, gdy rodzice kupili odtwarzacz video. Wówczas to, jeden z chłopców z tej samej klatki schodowej, na której on mieszkał, a którego wcześniej nie znał – Atomizer Adamski, przyszedł o niego z wypiekami na twarzy i pokazał mu czarne, małe pudełko. Była to kaseta VHS z naklejką, na której ktoś odręcznie napisał: „Pornus DDR. Grannies”. To spotkanie dwóch dojrzewających chłopców okazało się być początkiem wspólnej drogi życiowej, ale wcześniej obejrzeli film. Włączyli kasetę i ich oczom ukazały się stare, pomarszczone kobiece ciała. Dialogi zredukowane do: „fick mich! fick mich! und jetzt blass mich an! Ooo...sehr gut! Tiefer! Tiefer!“, zmieniły na zawszę ich sposób postrzegania kultury niemieckojęzycznej. Od tej pory zarówno Dżak jak i Adamski będą darzyć szczerą nienawiścią Wagnera. Ale był jeszcze jeden podświadomy skutek tego wspólnego seansu. Otóż w chłopcach zrodziła się na początku potajemna, a następnie zupełnie świadoma szczera awersja do kobiecego ciała. Ich wyobrażenia o wiecznej młodości, o wiecznej jędrności kobiecych piersi prysła. Od tej pory każda kobieta jawiła im się jako zwały otłuszczonej, pomarszczonej skóry. Mimo tego wstrętu, także i oni – tych dwóch młodych chłopców – podskórnie odczuwało potrzebę obcowania z nagością. Poszukując jakiegoś ekwiwalentu dla gołych cycków, odkryli po jakimś czasie piękno własnych ud, a w miarę upływu czasu także i pośladków. Ich seksualna robinsonada zakończyła się któregoś wieczoru, kiedy Adamski zapukał do drzwi Dżaka. Ten mu otworzył prezentując gładki tors adonisa. Adamski nie wytrzymał napięcia. Rzucił się na Dżaka. Przytrzymując go za włosy z tyłu głowy przyparł go z całej siły do ściany w wąskim przedpokoju. Dżak rozłożył ręce na ścianie. Śliska boazeria pod palcami nie dawała żadnego punktu zaczepienia. Adamski zdarł z niego spodnie, następnie slipki i runęli razem na podłogę. Wijąc się wspólnie na podłogowym gumoleum, całowali się i pieścili. Obaj wiedzieli w tej chwili, że będą wiecznie młodzi, że nigdy nie urosną im wielkie, pofałdowane cycki, których to wspomnienie odmieniło ich estetykę raz na zawsze. Jednak ani Dżak ani Adamski nie wiedzieli, jak blisko im wówczas do znienawidzonego Wagnera, gdy szeptali sobie: „głębiej, mocniej...oooo...”. Co za ironia!

Inicjacje seksualne często budzą wstyd. Dlatego i Dżak po przygodnie z przyjacielem, postanowił na jakiś czas wyjechać. Chciał dać sobie czas na przemyślenie tego całego zdarzenia, ale przede wszystkim pragnął się oswoić z tym miłym uczuciem, które towarzyszyło mu w trakcie i po. Kiedy nadeszły wakacje i otrzymał promocję do klasy maturalnej pochwalił się cenzurką przed rodzicami. Ci jak zwykle pochwalili synka-prymusa, chociaż przyzwyczaili się do koloru biało-czerwonego paska na świadectwie ich latorośli. Po obiedzie syn ich zaskoczył. Zjadłszy talerz pomidorówki powiedział:
-Mamo, tato chciałbym wyjechać gdzieś na wakacje. Najlepiej na wieś.
Rodziców najpierw zamurowało. Zaskoczony ojciec odłożył na chwile gazetę. Ściągnął okulary odkładając je tuż obok talerza. Spojrzał to na syna, to na żonę i odparł:
- Na wieś? A dlaczego na wieś?
- Bo tam się można łatwo wzruszać tato – odparł Dżak.
Matka wstała od stołu. Podeszła do szafki kuchennej i wyjęła z niej czarny notesik. Wertowała przez chwile kartki mówiąc:
- A gdzieś tu miałam adres do stryjecznej córki ciotki babki, która u wujka brata ciotecznego, który był stangretem w dworku hrabiów Koniecpolskich, myła garnki. O znalazłam.
Podała Dżakowi karteczkę z adresem.
Na drugi dzień Dżak był już gotowy do podróży. Spakowany plecak, w którym oprócz dziesięciu puszek konserwy tyrolskiej było miejsce dla trzech par bielizny oraz dla ulubionej książki Dżaka: „Jak osiągnąć sukces”, stał obok drzwi. Udzieliwszy kilku rodzicielskich porad synowi, rodzice odprowadzili Dżaka na pociąg. Dżak rozsiadł się wygodnie w przedziale i wyjął ulubioną książeczkę. Nagle usłyszał dudnienie w szybę. To był on – Adamski, który przyszedł się z nim pożegnać. I wówczas Dżak zdobył się na niebywały wręcz kontrkulturowy gest. Zapomniawszy na chwilę o drobnomieszczańskiej socjalizacji, podciągnął tiszert i przywarł sutkiem do szyby, żeby poczuć ciepło dłoni swego ukochanego. Inni pasażerowie, siedzący w tym samym przedziale zamarli, gdy zobaczyli tego ładnego, papuśnego chłopca w tak obscenicznej pozie. Pani z pieskiem, która przysiadła się jako ostatnia, pierwsza zaprotestowała:
- A fuj! Wstydziłbyś się!
Pan z wąsem, zajmujący miejsce tuż obok Dżaka, odsunął się nagle i powiedział:
- Taki młody, a już pedał.
Tylko starszy, siwiutki dziadunio, który wyglądem przypominał stetryczałego profesora lwowskiej uczelni, z radosnym uśmieszkiem oblizywał lubieżnie usta. Jak się miało okazać, dziadziuś ten był jednym z głównych jurorów przyznających nagrodę w gminnym konkursie im. Kościotrupków. On jako jedyny w tej chwili spośród wszystkich pasażerów przedziały, odkrył w chłopcu potencjał.
W atmosferze miniskandalu Dżak dojechał wreszcie na wieś. Spojrzawszy jeszcze chwilę na oddalający się pociąg, zarzucił plecak na ramię, poprawił okulary i ruszył przed siebie, a dzień wówczas był bardzo upalny. Po jakichś trzech godzinach marszu Dżak dotarł do małej wioski. Przechodząc obok chłopskiej zagrody, zobaczył starowinkę krzątającą się pieczołowicie przy trzodzie. Mając w pamięci dobroduszność polskich chłopów, których psychologię poznał studiując długimi godzinami powieści Reymonta (Dżak zawsze chciał mieć piątkę z polskiego), zagadnął:
- Witajcie dobrodziejko, czy poczęstowalibyście mnie świeżym mlekiem? Długa droga za mną a i jeszcze szmat drogi przede mną.
Starowinka odwróciła się do Dżaka i powiedziała:
- A wypierdalaj ino w podskokach!
Dżak chciał jeszcze coś powiedzieć ale gdy zobaczył, że babuszka schyla się po kamień, wiedział, że to nie przelewki. Uciekał co sił w nogach. Oddaliwszy się na bezpieczną odległość, Dżak zwolnił. Zziajany, całkowicie zlany potem, przysiadł na przydrożnym kamieniu i zaczął rozmyślać o naturze polskiego chłopstwa. Zdarzenie, którego był naocznym świadkiem i uczestnikiem, uświadomiło mu jak wielka jest przepaść między tym, co było a tym, co jest.
- To się nadaje na rozprawę filozoficzną – pomyślał w duchu.
Ten incydent z chłopką miał się odbić szerokim echem w twórczości Dżaka jako wieszcza. Od tego bowiem czasu zaczął gustować w przydługich frakach, połyskujących cylindrach; zaczął reanimować dawne maniery. Historia stała się dla niego czymś, co jest teraz, a teraz traktował tak, jakby nigdy nie zaistniało. Złośliwcy twierdzą, że owo zauroczenie czasem przeszłym u Dżaka wzięło się z jego podróży w czasie, które to odbywa za pomocą magicznego pierścienia, który nosi na palcu, a z którym się nigdy nie rozstaje. Pierścień ten miał zostać wykuty przez krasnoludy zamieszkujące onegdaj ziemię i ma mieć tę właściwość, że umożliwia każdemu, kto go posiada podróż w czasie. Jednak jest to opowieść całkowicie fantastyczna, którą wymyślili ci, którzy zazdroszczą Dżakowi sławy. Nie zmienia to faktu, że Dżak posiada pierścień na jednym ze swoich smukłych palców. Nie wykuły go jednak żadne krasnoludy. Otóż, gdy Dżak dotarł w końcu do majątku, w którym stryjeczna córka ciotki babki u wujka brata ciotecznego, który był stangretem, myła garnki, został zakwaterowany na poddaszu. Jak każdy człowiek, także i Dżak miał pewne problemy z zaśnięciem na nowym miejscu. Dlatego też szwendał się nocą po strychu i zupełnie przypadkiem znalazł pierścionek ten w jednej z szuflad starego kredensu. Kiedy założył go na palec, zdecydował, że nigdy go już nie zdejmie, nawet do kąpieli, bo tak mu się spodobał. Całą noc siedział i oglądał swoje znalezisko, zastanawiając się: „do kogo mógł należeć?”. Wreszcie wymyślił sobie historię romantycznego szlachcica, który posyła pierścionek swojemu ukochanemu w zalakowanej kopercie. W tym momencie wspominał swojego przyjaciela: Atomizera Adamskiego i gdy tak obracał pierścionek przyrzekł przed bogiem:
- Boże, przyrzekam przed tobą kochać go z całego serca! Nie opuszczę Atomizera aż do śmierci! Tak mi dopomóż bóg!
Dżak powtórzył przysięgę dla pewności, że zadziała jeszcze 18902 razy, a następnie całkowicie zmęczony położył się na sienniku i zasnął.

Opublikowano

Moim zdaniem generalnie tekst jest w porządku, zwłaszcza dla wielbicieli tego typu prozy. Przyznaję, że mnie taka tematyka niezbyt interesuje, być może dlatego niektóre fragmenty wydają mi się nieco przegadane. Z usterek technicznych, w początkowej części, najbardziej rzucił mi się w oczy brak dużych liter po wykrzyknikach i pytajnikach. Pozdrawiam - Ania

  • 4 tygodnie później...
  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...