Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
„Zachorowałem na tyfus. Opiekował się mną dziadek. Gdy tylko zaczynałem majaczyć, zanurzał mnie w beczce z wodą, gdy przestawałem, opatulał mnie szczelnie we wszystkie ubrania, jakie były. I cudem przeżyłem” – wspomina wnuczek.

Albin był także moim dziadkiem. Pochodził z Zagórza koło Korycina. Jego rodzice byli włościanami. Rodzinne podania głoszą, że podobno jeden z członków rodziny był hrabią. Ów hrabia ożenił się z panną ze wsi, co poczytano za mezalians, więc reszta rodziny zerwała z nim wszelkie kontakty. Zrozpaczony hrabia rozpił się i wnet z kompanami roztrwonił cały majątek. Albin już jako dorosły mężczyzna przeniósł się do miasta. Ożenił się z dziewczyną, wprawdzie niewykształconą, ale mistrzynią w zawodzie krawieckim, Stefanią. Mieli pięcioro dzieci. Powoli dorabiali się i powodziło im się całkiem nieźle aż do czasu, gdy w 1914 roku dziadek został powołany do armii rosyjskiej. Brał udział w pierwszej wojnie światowej. Do domu powrócił po dwóch latach.
Rodzina mieszkała w dużej kamienicy w centrum jednego z miast położonych niedaleko wschodniej granicy. Albin wkrótce zasłynął jako przedsiębiorczy przemysłowiec. Miał rozbudowaną sieć sklepów nie tylko w mieście, ale i w okolicy. Był powszechnie znanym i szanowanym obywatelem. Stefania, moja babka, była właścicielką znanego zakładu krawieckiego, z którego usług korzystała bardzo często tzw. miejska śmietanka. Powodziło im się coraz lepiej. Starszy syn Antoni został leśniczym, ożenił się i osiadł w leśniczówce k/Słonimia.
Druga wojna światowa zastała dziadka Albina w leśniczówce syna Antoniego. Przebywał tam z synową i wnukami. Z chwilą wejścia Sowietów przenieśli się do Rudy Jaworskiej, ponieważ na odludziu było zbyt niebezpiecznie. O synu wcześniej aresztowanym przez NKWD nie dochodziły żadne wieści, więc opiekował się jego rodziną. W lutym 1940 roku pewnego dnia o świcie usłyszeli łomot do drzwi. Po chwili żołdacy NKWD brutalnie wtargnęli do domu. Z wymierzonymi karabinami w zastraszonych ludzi kazali spakować się w ciągu dwudziestu minut. Potem wszystkich załadowali na ciężarówkę i zawieźli na dworzec. Przerażone dzieci płakały tuląc się do matki. Oprawcy byli niewzruszeni. Popychając kolbami karabinów wtłoczyli całą rodzinę do bydlęcego wagonu, w którym siedziało mnóstwo innych zesłańców.
W wagonie było ciemno. Maleńkie zakratowane okienko umieszczone wysoko u sufitu, pokryte grubą warstwą brudu, nie przepuszczało światła. Wewnątrz panowała duchota. Smród brudnych ciał i żelaznego wiadra w rogu wagonu, służącego jako klozet, był nie do wytrzymania. Najstarszy z wnuków, bardzo delikatny i wrażliwy, zwymiotował. Nikt nie zwracał na to uwagi, ponieważ wielu wcześniej też tak reagowało na te nieludzkie warunki.
Stłoczeni ze względu na ciasnotę, głodni, brudni i wycieńczeni zesłańcy, jechali bydlęcym pociągiem przez miesiąc. Pociąg raz na dobę zatrzymywał się w szczerym polu. Wtedy można było wyjść, rozprostować nogi, załatwić potrzeby fizjologiczne. Jednak mróz był tak siarczysty, że niewielu wytrzymywało. Prawie na każdym postoju rozsuwały się ze zgrzytem drzwi wagonów i strażnicy szukali zmarłych. Brutalnie wyciągali zwłoki, nie zważając na lament bliskich, i wyrzucali poza tory jak odpady.
Po przejechaniu tysięcy kilometrów pociąg zatrzymał się na końcowej stacji. Ci, którzy przeżyli, wytoczyli się z wagonów słaniając się na nogach. Na lichej tablicy widniał napis: Suczkowo. Dziadek i jego bliscy cudem przeżyli tę straszną podróż. Na miejscu przydzielono im nędzną izbę u niejakiego Sołowieja, gburowatego starego kozaka. W izbie nie było dachu, zastępowała go wojskowa pałatka. Na środku stała żelazna koza, która niewiele dawała ciepła. Można było tylko ogrzać ręce i coś ugotować, jeśli zdobyło się jakieś pożywienie. Najczęściej była to wodzianka, w której pływały przemarznięte kartofle lub brukiew. Trudno było zaadoptować się w takich ekstremalnych warunkach. Ponadto dokuczał siarczysty mróz i wszy. Brak było środków higienicznych, ubrań i jedzenia. Wyrok NKWD brzmiał przerażająco: „dwadzieścia lat przesiedlenia!”
Na początku 1942 roku ogłoszono amnestię. Pola, synowa Albina, za sprzedane prześcieradła, które przezornie zabrała z domu (miały wysoką cenę wśród miejscowych), zapłaciła za przejazd do Kazachstanu, gdzie, jak wieści donosiły, formowała się polska armia. Żywili nadzieję, że zostaną uratowani, jeśli uda im się dotrzeć do swoich. Podróż trwała kilkanaście dni. Wreszcie dotarli do Dżambułu, gdzie akurat szalała epidemia tyfusu. Pierwsza zachorowała matka. Zmarła pod koniec kwietnia 1942 roku. Dziadek musiał teraz zastąpić dzieciom ojca i matkę. Wkrótce choroba zaatakowała najstarszego wnuka. Potem nieco lżej chorowali również pozostali chłopcy. Dziadek robił, co było w ludzkiej mocy, by ratować dzieci. Udało się. Dzieci przeżyły.
Jednak wycieńczony organizm Albina nie wytrzymał. Wkrótce sam zachorował na tyfus. Miał wtedy sześćdziesiąt dwa lata. Kozak, u którego mieszkali, nie chciał zawieźć dziadka do szpitala mimo błagania dzieci, ponieważ z premedytacją czekał na tę śmierć. Upatrzył sobie futro Albina i teraz nadarzyła się okazja, by stać się jego właścicielem. Na oczach zrozpaczonych dzieci spokojnie patrzył jak choroba unicestwia właściciela cennego płaszcza podszytego futrem. Choć dzieci prosiły go na kolanach, by ratował dziadka, pozostał głuchy. Kiedy tylko chory wydał ostatnie tchnienie, kozak natychmiast zdarł z niego futro, mruknął coś pod nosem, zarzucił sobie na ramiona i wyszedł z izby, zostawiając bezradne dzieci, które z rozdzierającym płaczem rzuciły się na ciało ukochanego dziadka.
I tak oto niegdysiejszy przemysłowiec i przedstawiciel elity dużego miasta, pochodzący z Zagórza k/Korycina, zakończył życie w dalekim Dżambule latem 1942 roku. Osierocone dzieci trafiły do ochronki.

(z cyklu „Przetrwać w korzeniach”)
Opublikowano

Jak również w zdaniu "Z wymierzonymi karabinami w zastraszonych ludzi kazali spakować się w ciągu dwudziestu." zabrakło słowa "minut".

Ta historia brzmi bardzo wiarygodnie, chyba musi być oparta na faktach, przynajmniej częściowo. Spory kawałek "żywej" historii - szkoda, że tak mało osób sięga po takie tematy. W moim odczucie bardzo dobrze do treści został tu dobrany styl - oszczędny w emocje, bo same fakty mają już wystarczającą wymowę. Sądzę, że to pomyłka, że taki tekst trafił na forum dla początkujących. Jak by powiedziała UFO (której dawno tu nie było, a bardzo mi jej brakuje) - ode mnie duży plus! Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aniu, serdecznie dziękuję. To jest pierwsza część. Cykl sklada się z kilku części i jest gotowy. A że tu umieściłam? Nie śmiałam w Z. Chciałam najpierw przekonać się jak będzie przyjęta taka tematyka. Tekst oparty na faktach.

Cieplutko pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

W takim razie mam nadzieję, że jeszcze nam coś z tego cyklu pokażesz. Ta tematyka jest mi bliska - sama też próbowałam sił pisząc początek, w zamierzeniu najdłuższego z moich opowiadań, pt. "Trzy siostry". Ale ... ich historia jakoś nie posuwa sie do przodu - ugrzęzła na latach 50 tych. Czy Twój cykl ma charakter chronologiczny i jest doprowadzony aż do czasów obecnych? Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie. Każda część dotyczy innej osoby, a wszystkie należą do jednej rodziny represjonowanej przez sowietów. Każda z nich jest cząstką historii. Wydarzenia opisane na podstawie ustnej tradycji owej rodziny, dokumentów, starych fotografii oraz pamiątek i wywiadów z bliskimi tych, którzy zginęli, m.in. wnukami i dziećmi.
Pokażę wszystkie części stopniowo (limit!).
Zaciekawiły mnie "Trzy siostry"...może wrócisz do kontynuowania? Chętnie poczytam.
Dziękuję, że zaglądasz.

Serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Aniu, jakoś wytrzymasz...hehe;
Czytałam "Trzy siostry". Dobrze zaczęłaś. Spróbuj pociągnąć dalej. Przemyśl główne wątki, wpleć w nie wydarzenia z życia tych dziewcząt, nie zapomnij o historii, rozwiń dialogi (to zawsze nadaje wartkości akcji. Na pewno się uda jak zaczniesz żyć ich życiem, poczujesz jak one. Obiecuję, że sobie poczytam.
A więc do pracy!

Serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Już jestem;)
zgadzam sie co do stylu oszczędnego w emocje, tak jest na pewno lepiej. Natomiast troche mi brakowało bardziej rozbudowanych zdań i spójności międzyzdaniowej. Niekiedy bardzo fajnie udało Ci sie wpleść między dłuższe zdania te troche krótsze i urywane. Ale czegoś mi jednak brakuje, chyba że mam inne poczucie rytmu;p W każdym razie jest to dojrzały tekst, dlatego na pewno plusowo, czekam na kolejne zapisy tej historii. Ja nie mam chyba jeszcze odwagi i umiejętności do pisania czegoś takiego - a i dziadek niestety zachorował, nie był w stanie opowiedzieć mi wielu rzeczy, żałuję...bo dopiero teraz interesuje mnie jego życie, mając 8 lat jakoś mnie nie fascynowały opowieści o Niemcach, wojnach itd. A przeżył ich kilka, był też w Katyniu, słyszał strzały z lasu jak zabijali jego kolegów. Ale dobrze, że nawet na tym forum ktoś umieszcza takie teksty. Pozdrawiam zatem oczekująco
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Już jestem;)
zgadzam sie co do stylu oszczędnego w emocje, tak jest na pewno lepiej. Natomiast troche mi brakowało bardziej rozbudowanych zdań i spójności międzyzdaniowej. Niekiedy bardzo fajnie udało Ci sie wpleść między dłuższe zdania te troche krótsze i urywane. Ale czegoś mi jednak brakuje, chyba że mam inne poczucie rytmu;p W każdym razie jest to dojrzały tekst, dlatego na pewno plusowo, czekam na kolejne zapisy tej historii. Ja nie mam chyba jeszcze odwagi i umiejętności do pisania czegoś takiego - a i dziadek niestety zachorował, nie był w stanie opowiedzieć mi wielu rzeczy, żałuję...bo dopiero teraz interesuje mnie jego życie, mając 8 lat jakoś mnie nie fascynowały opowieści o Niemcach, wojnach itd. A przeżył ich kilka, był też w Katyniu, słyszał strzały z lasu jak zabijali jego kolegów. Ale dobrze, że nawet na tym forum ktoś umieszcza takie teksty. Pozdrawiam zatem oczekująco

UFO, bardzo dziękuję z "przylot" do mnie. Witaj. cieszę się, że Cię takst zainteresował. Co do braku rozbudowy zdań - zamierzone, ponieważ jest to relacja faktów; taki "zbeletryzowany" dokument. Dziękuję za plusa. Kolejne odcinki w miarę limitu!

Serdecznie pozdrawiam
-teresa
Opublikowano

Kurczę, aż mi głupio że takie równe babki opuściłam;p ale to tylko na czas jakiś. Musze sie jeszcze wybrać na dokunamente. Co do tego nieszczęsnego limitu, to robimy mały manifest na forum, możecie sie przyłączyć;)

Opublikowano

1) Wydaje mi się, że informacja o tym, iż podobno jeden z członków rodziny był hrabią nic do tekstu nie wnosi. Wręcz mam wrażenie, że narrator niepotrzebnie i w niezbyt stosownym miejscu tym się chwali - powoduje to lekki niesmak.
2) Trudno uwierzyć, że wspomniany hrabia rozpił się tylko dlatego, że rodzina zerwała z nim wszelakie stosunki.
3) "Rodzina mieszkała w dużej kamienicy w centrum jednego z miast położonych niedaleko wschodniej granicy." - Najpierw piszesz, że Albin jako mężczyzna przeniósł się do miasta, a dopiero później niniejsze zacytowane zdanie. Stylistycznie to jakoś źle wygląda. Moim zdaniem informacja o tym, że chodzi o miasto nad wschodnią granicą powinna znaleźć się wlaśnie w tym wcześniejszym zdaniu, w którym była mowa tylko o Albinie.
4) Skoro wcześniej jest mowa, że Albin był przedsiębiorczy, to nie lepiej byłoby w następnym zdaniu nawiązać do słowa "przedsiębiorczy" i napisać "Rozbudował sieć sklepów" zamiast "Miał rozbudowaną sieć sklepów"?
5) "Starszy syn Antoni został leśniczym, ożenił się i osiadł w leśniczówce k/Słonimia." - Tutaj niepotrzebnie napisałaś, że osiadł w leśniczówce, tym bardziej, że w kolejnym zdaniu piszesz, iż dziadka Albina druga wojna zastała w leśniczówce Antoniego. Wystarczy "...osiadł k/Słonimia"
6)"O synu wcześniej aresztowanym przez NKWD nie dochodziły żadne wieści, więc opiekował się jego rodziną." - Zaraz! Dopiero co w tekście weszli do Polski sowieci, a już wcześniej zdążyli aresztować jednego z synów? Przepraszam, ale ja nic z tego nie rozumiem. Przynajmniej mojej osobie należą się jakieś dodatkowe wyjaśnienia tej kwestii.
7)"Z wymierzonymi karabinami w zastraszonych ludzi kazali spakować się w ciągu dwudziestu minut." Nie pasuje mi "w zastraszonych", nie lepiej "w przestraszonych"?
8) "Przerażone dzieci płakały tuląc się do matki." - Rozumiem, ale mimo wszystko lepiej brzmi "tuliły się do matek".
9)"Oprawcy byli niewzruszeni. Popychając kolbami karabinów wtłoczyli całą rodzinę do bydlęcego wagonu, w którym siedziało mnóstwo innych zesłańców." - Przed tymi zdaniami, trzeba było napisać: " że kiedy wysiedli z ciężarówki to..." . Bez tej drobnej informacji robi się w tekscie galimatias.
10) "Popychając kolbami karabinów wtłoczyli całą rodzinę do bydlęcego wagonu, w którym siedziało mnóstwo innych zesłańców. " - "siedziało"? Przecież później piszesz, że byli stłoczeni? To co, siedzieli stłoczeni na podłodze? Wyjaśnij.
11)"W wagonie było ciemno. Maleńkie zakratowane okienko umieszczone wysoko u sufitu, pokryte grubą warstwą brudu, nie przepuszczało światła." Cały ten tekst to opowieść o prawdziwych wydarzeniach usłyszanych od ich uczestników. Jest wysoce nieprawdopodobne, by ktoś opowiadał o jakimś zakratowanym okienku, które w dodatku nie przepuszczało światła. Może gdyby przepuszczało, w ten sposób stało by sie symbolem czegoś, tym samym wartym zapamiętania. A tak to brudne okno, w zasadzie niczym nie różniło sie od ściany. Wspomnienie o tymj oknie, to moim zdaniem gruby błąd stylistyczny, na pewno nie powinno znaleźć się w tej konwencji opowiadania historii.
12)"Smród brudnych ciał i żelaznego wiadra w rogu wagonu, służącego jako klozet, był nie do wytrzymania" - Kto pamięta, że to było żelazne wiadro, komu potrzebna ta informacja?
Było to wiadro z fekaliami i tyle! Smród fekalii!
13) "Stłoczeni ze względu na ciasnotę" - Też się śmiejesz? :))
14) "Jednak mróz był tak siarczysty, że niewielu wytrzymywało." - To zdanie w kontekście dwóch poprzedzających zdań, również jest komiczne - wczytaj się. Po prostu wygląda na to, że nie wytrzymywali tych postojów raz na dobę.
15)"wyrzucali poza tory jak odpady." - Wyrzucali z wagonów! No bo co, wcześniej byli na torach?

To tyle, jeśli podoba Ci się mój sposób komentowania, to prześledzę tekst dalej. Tylko daj znać.
Pozdrawiam

Opublikowano

Dziękuję za wnikliwy komentarz. Zanim odpowiem, chciałabym wyjaśnić, że relacje były spisywane na podstawie uczestników zesłania, którzy przeżyli, a wtedy byli dziećmi, więc opowiadali tak jak zapamiętali.

1) Wydaje mi się, że informacja o tym, iż podobno jeden z członków rodziny był hrabią nic do tekstu nie wnosi. Wręcz mam wrażenie, że narrator niepotrzebnie i w niezbyt stosownym miejscu tym się chwali - powoduje to lekki niesmak.

Przepraszam. To nie narrator się chwali, tylko dowiaduje się, co głosiła tradycja rodzinna; chce być wierny wywiadowi. więc przekazuje, co słyszy.

2) Trudno uwierzyć, że wspomniany hrabia rozpił się tylko dlatego, że rodzina zerwała z nim wszelakie stosunki
Nie śmiałam zaprzeczać temu, co oni słyszeli w relacjach rodzinnych.

3) "Rodzina mieszkała w dużej kamienicy w centrum jednego z miast położonych niedaleko wschodniej granicy." - Najpierw piszesz, że Albin jako mężczyzna przeniósł się do miasta, a dopiero później niniejsze zacytowane zdanie. Stylistycznie to jakoś źle wygląda. Moim zdaniem informacja o tym, że chodzi o miasto nad wschodnią granicą powinna znaleźć się wlaśnie w tym wcześniejszym zdaniu, w którym była mowa tylko o Albinie.

Najpierw przeniósł się do owego miasta, a potem się ożenił. Jako rodzina zamieszkali...
4) Skoro wcześniej jest mowa, że Albin był przedsiębiorczy, to nie lepiej byłoby w następnym zdaniu nawiązać do słowa "przedsiębiorczy" i napisać "Rozbudował sieć sklepów" zamiast "Miał rozbudowaną sieć sklepów"?
Tu przyznam rację i ja bym tak napisała, ale takie wypowiedzi byly w wywiadzie (emocje, łzy przesłaniały pamięć, to były wciąż bolesne wspomnienia zapamiętane przez dzieci).

5) "Starszy syn Antoni został leśniczym, ożenił się i osiadł w leśniczówce k/Słonimia." - Tutaj niepotrzebnie napisałaś, że osiadł w leśniczówce, tym bardziej, że w kolejnym zdaniu piszesz, iż dziadka Albina druga wojna zastała w leśniczówce Antoniego. Wystarczy "...osiadł k/Słonimia"
Ok
6)"O synu wcześniej aresztowanym przez NKWD nie dochodziły żadne wieści, więc opiekował się jego rodziną." - Zaraz! Dopiero co w tekście weszli do Polski sowieci, a już wcześniej zdążyli aresztować jednego z synów? Przepraszam, ale ja nic z tego nie rozumiem. Przynajmniej mojej osobie należą się jakieś dodatkowe wyjaśnienia tej kwestii.

Zrozumiesz, gdy będzie odcinek o tym synu...a relacje oparte tym razem będą na dokumentach (kserokopie nawet wojskowe)

7)"Z wymierzonymi karabinami w zastraszonych ludzi kazali spakować się w ciągu dwudziestu minut." Nie pasuje mi "w zastraszonych", nie lepiej "w przestraszonych"?

Znów przyznaję rację, że od siebie też bym to tak ujęła.

8) "Przerażone dzieci płakały tuląc się do matki." - Rozumiem, ale mimo wszystko lepiej brzmi "tuliły się do matek"

Tu chodzi o konkretną matkę tych konkretnych dzieci, miały tylko jedną...

9)"Oprawcy byli niewzruszeni. Popychając kolbami karabinów wtłoczyli całą rodzinę do bydlęcego wagonu, w którym siedziało mnóstwo innych zesłańców." - Przed tymi zdaniami, trzeba było napisać: " że kiedy wysiedli z ciężarówki to..." . Bez tej drobnej informacji robi się w tekscie galimatias.

Może i tak...

10) "Popychając kolbami karabinów wtłoczyli całą rodzinę do bydlęcego wagonu, w którym siedziało mnóstwo innych zesłańców. " - "siedziało"? Przecież później piszesz, że byli stłoczeni? To co, siedzieli stłoczeni na podłodze? Wyjaśnij.

A siedzieć lub leżeć w tłoku nie można? Przecież chyba na stojąco nie wytrzymaliby tyle kilometrów.

11)"W wagonie było ciemno. Maleńkie zakratowane okienko umieszczone wysoko u sufitu, pokryte grubą warstwą brudu, nie przepuszczało światła." Cały ten tekst to opowieść o prawdziwych wydarzeniach usłyszanych od ich uczestników. Jest wysoce nieprawdopodobne, by ktoś opowiadał o jakimś zakratowanym okienku, które w dodatku nie przepuszczało światła. Może gdyby przepuszczało, w ten sposób stało by sie symbolem czegoś, tym samym wartym zapamiętania. A tak to brudne okno, w zasadzie niczym nie różniło sie od ściany. Wspomnienie o tymj oknie, to moim zdaniem gruby błąd stylistyczny, na pewno nie powinno znaleźć się w tej konwencji opowiadania historii.

Nie będę się upierać...to okienko nic nie wnosi do historii...

12)"Smród brudnych ciał i żelaznego wiadra w rogu wagonu, służącego jako klozet, był nie do wytrzymania" - Kto pamięta, że to było żelazne wiadro, komu potrzebna ta informacja?
Było to wiadro z fekaliami i tyle! Smród fekalii!


Nie masz pojęcia, co mogą zapamiętać przerażone dzieci...nie śmiałam zaprzeczać.
W tekście można zmienić.

14) "Jednak mróz był tak siarczysty, że niewielu wytrzymywało." - To zdanie w kontekście dwóch poprzedzających zdań, również jest komiczne - wczytaj się. Po prostu wygląda na to, że nie wytrzymywali tych postojów raz na dobę.

Komiczne...wg mnie niestosowne słowo, ale wczytam się.
Postojów nie wytrzymywali, bo widzieli wyrzucanie trupów i czuli jednocześnie mróz (wypowiedzi naprawdę były czasami urwanymi strzębkami obrazów)...i właśnie to sprawiało, że serce się ściskało, ech...

15)"wyrzucali poza tory jak odpady." - Wyrzucali z wagonów! No bo co, wcześniej byli na torach?
To tyle, jeśli podoba Ci się mój sposób komentowania, to prześledzę tekst dalej. Tylko daj znać.
Pozdrawiam

Dziękuję. Zapraszam.

Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Opublikowano

Twoja odpowiedź na mój komentarz to zarówno przyznawanie się do błędnego formułowania pewnych rzeczy, jak i usprawiedliwiania niektórych zapisków słowami, że tak wypowiedział się świadek wydarzeń. Gdybym był złośliwy, doradziłbym Tobie abyś wszystko usprawiedliwiała wadliwymi wypowiedziami świadków. Pamiętaj, że cytujemy biorąc w cudzysłów. Z tego co mi wiadomo, to np. dziennikarzy uczy się, aby poprawiali polszczyznę osób, z którymi przeprowadzają wywiad.
Moim zdaniem wszystkie błędy w Twojej książce będą szły wyłącznie na Twoje konto i zdecydują o tym, że będziesz postrzegana jako autorka jeszcze nie posiadająca dostatecznego warsztatu.

Teraz odniosę się do poszczególnych odpowiedzi na moje uwagi:
1) Podtrzymuję. Moim zdaniem wierność wywiadowi, nie powinna przysłaniać historii, tym bardziej jeśli nie jest to wywiad autoryzowany. Z wywiadu bierzesz tylko to, co jest potrzebne do opowiedzenia historii. By to sobie uzmysłowić, wystarczy wyobrazić sobie przykład ekstremalny. Oto masz wujka, który jest okropną gadułą, ale mówi bardzo nieskładnie i wciąż zbacza z tematu, który Ciebie interesuje. Co robisz? Zapisujesz wiernie wszystko co z siebie wyrzucił? Nie!!!
2) Ano niestety trzeba przeczyć, mówić że to niewiarygodne, tym samym zmusić rozmówców do wyjawienia większej ilości szczegółów. Każdy pisarz powie tobie, że najważniejsza w książce jest wiarygodność, że to niemal święta sprawa, o którą na każdej stronie musi walczyć pisarz z czytelnikiem. Inna rzecz, to taka, że niemal każdy pisze swoją historię właśnie dlatego, że jest ona niesamowita, niewiarygodna, niecodzienna. Kwestia jest taka, że nad tym co jest najbardziej niewiarygodne trzeba się bardziej niż nad innymi i dłużej niż nad innymi kwestiami - pochylić. Innymi słowy, wyraźnie zaznaczyć, że się wie i ma się świadomość, iż to tak dziwnie brzmi, ale to i tamto, tamto i to. W tej chwili pomyślałem sobie nawet, że takie podejście do niewiarygodnych kwestii to jeden z kluczy pozwalających na wejście do świata prawdziwej prozy.
3) ?
4) Znowu mamy przykład usprawiedliwiania się wypowiedzią świadka. Któż z tych świadków zarzuciłby Tobie złą wolę, gdybyś naniosła konieczne poprawki w ich polszczyźnie? Odwrotnie. Mogą mieć pretensje, że ich nie naniosłaś.
Powiedz sobie, że tak jak ludzie powierzają w celach inwestycyjnych swoje pieniądze znającemu się na rzeczy maklerowi, tak samo – analogicznie osobie świetnie posługującej się językiem powierzają historię jej naoczni świadkowie.
5) OK.
6) OK.
7) Kolejne usprawiedliwianie się.
8) OK.
9) Na pewno! Jeśli tego nie widzisz, to jest bardzo źle!
10) Masz rację! Zabrakło mi wyobraźni. Przepraszam za głupią uwagę.
11) No właśnie, to „okno”. Mamy przykład zapamiętania czegoś, co nie powinno utkwić w pamięci, z tych powodów które opisałem. ALE może jednak da się! Poświęć dwa, trzy, cztery dni na pomyślenie, pół strony kartki, aby uwiarygodnić zapamiętanie tego brudnego okienka! Zaznacz w tekście, że nie powinno być ono zapamiętane, tym samym pokaż czytelnikowi jak jesteś literacko świadoma, ale napisz, że zostało zapamiętane z innych powodów. W tym momencie zrobisz pierwszy krok do literatury 
12) Trzeba było zaprzeczać, drążyć! Bo to kolejny szczegół! Pochyl się nad nim! Niech wyda dźwięki żelaza, niech któremuś dziecku wciąż kojarzą się z czymś… Diabeł tkwi w szczegółach!
14) Podtrzymuję, że komiczne i proszę, abyś prawdziwością opisywanych wydarzeń nie szantażowała mojego krytycznego spojrzenia na język. Szczerze powiedziawszy, nic mnie nie obchodzi, czy podczas słuchania ściskało ci się serce. Interesuje mnie tylko to, co literacko zrobiłaś z usłyszaną historią. Tylko to!!!

Kolejne moje uwagi:
16) „Dziadek i jego bliscy cudem przeżyli tę straszną podróż.” – jeśli w wagonie wydarzył się jakiś cud, to należy go opisać. Jeśli nie wydarzył się, to słowo „cud” jest zbędne, wystarczy napisać, że „przeżyli”.
17) „W izbie nie było dachu, zastępowała go wojskowa pałatka.” Kolejna niewiarygodna rzecz, cały dach zastąpiła pałatka? Lepiej: dużą dziurę lub znaczny ubytek w dachu zakrywała wojskowa pałatka.
18) . „Na środku stała żelazna koza, która niewiele dawała ciepła. Można było tylko ogrzać ręce i coś ugotować, jeśli zdobyło się jakieś pożywienie.” – Tendencyjnie piszesz, że wszystko było marne itd. A to marny, tani chwyt. Wszak to, że można było coś ugotować było czymś pozytywnym. Szukaj pozytywów!
19)”Dziadek musiał teraz zastąpić dzieciom ojca i matkę.” – W tym momencie musiał zastąpić matkę. O tym, że zastępował im ojca napisz wcześniej.
20) „Kozak, u którego mieszkali” – Znowu u kozaka mieszkali? Ta wielka Rosja zamieszkana jest przez samych kozaków?

Podsumowując: Jest zdecydowanie za krótko, nawet jak na streszczenie.

Opublikowano

Don Cornellos.
Bardzo dziękuję za wnikliwą analizę. Nikt nigdy mojej prozy w taki sposób nie komentował. Uwagi na spokojnie rozpatrzę. Właśnie takiego spojrzenia literackiego jak Twoje, było mi bardzo potrzeba. Teraz nie żałuję, że "wyjęłam z szuflady" ten tekst i wkleiłam. Takie konstruktywne komentarze pomogą mi w dalszej pracy.
Dodam, że nie usprawiedliwiałam się, choć to tak wygląda, chciałam tylko wytłumaczyć, dlaczego tak a nie inaczej. Zaskoczył mnie Twój komentarz i pogubiłam się w wyjaśnieniach. Mam nadzieję, że nabiorę wprawy. Będę wdzięczna za pomoc.
:)
Serdecznie pozdrawiam
-teresa

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 ... bo zabrakło ludzkiego spojrzenia co bliźniego spostrzega   nie odwraca głowy do pomocy jest gotowy    trudno być dobrym nie tylko w lustrze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • "Na górze róże, na dole fiołki, kochamy się jak dwa..." Wpiszesz mi się? Tylko wiesz, adres zostaw. Wyświetlisz mi się? Kto dziś listy piórem pisze drobniutkim ledwie maczkiem Wysyła z naklejonym śliną znaczkiem? Dzień dobry proszę Pana, jak się ma Hania z rana? Ach jaka cudna brzana świtem brana Znowuż rozszumiała snem czereśnia, ona ambrozją jest tylko do września. A słowik o świcie chwali życie. On hejnałem niemożliwym nad ranem, O piątej, ale tak bardziej z wieczora, O rany, to niemożliwe znowu zaspałem! Jakże jest pięknie powiedział wczoraj, czyż to nie jest szczęść urodzaj?        
    • Song Sans Paroles (Nieparzystość wolę) Chciałabym o piękności Twej  Napisać bielą biały song  Do bladej melodii tej, Co w ciemną noc zakwitła w jasność twą  Chciałabym, przecież dobrze wiesz Jak koronki z Alençon   Misterny utkać wiersz Najczystsze "Kocham czystość twą" Oświadczyć  ci "Miłości ma" Prosić cię "Zawsze trwaj" Ale w tysiącu stron... Ale na tysiąc pas  Dać tobie to: "Wysnujmy stąd miłość swą" Powiedzieć: "Spłońmy czułością tą, Płońmy nią wciąż, każdego dnia, Palmy się ku wszystkich pór dniom" Lecz nim rozświetli się ma myśl,  Na pergaminie mym w tę noc, Nim pióro w rękę ujmę, i Zanim stemperuję go, Nim sformuję  ją w  blask gwiazd By z  nicości wydobyć rzecz Nadejdzie czas, Gdy już  nie kochasz mnie Zagraj "Pieśń bez słowa"... Pozwól mi być - drugi głos Nienawidzę tego, że sprawiłam, że mnie pokochałeś -  Powtórz to - Martin Garrix Sanktuarium Tłumaczeń - Evanescence Starzy ludzie nic nie mówią już,  Tylko czasem szepce ich wzrok... Nawet bogaci biedni są: nie mają złudzeń, nic, tylko jedno serce dzielone przez pół W domach ich pachnie tymianek, czystość, lawendaa i słowa, co odchodzą w mrok Czy w Paryżu mają dom, czy na prowincji wiodą niedolę swą, gdy  długo zbyt życia trzymają się Może dlatego, że zbyt często wpadali w śmiech,  ich głos łamie się, gdy bieżą ku  przeszłym dniom, I  płacz też był częstym gościem ich, więc łza  im wciąż klei się do rzęs A jeśli  drżą, to  przez to, że ich wzrok śledzi, jak srebrny zegar  wahadłu nałożył srebrny włos, I mruczy w salonie,  mówi "tak", i  "nie", i mówi "czekam tu, czekam wciąż" Starzy ludzie już nie śnią, ich książki przysypiają,  fortepian zamknięty stoi, jak stał  Kotek odszedł już, niedzielny apéritif  nie wchodzi w śpiew Starzy ludzie nie ruszają się, ich gest ma zbyt wiele zmarszczek, zbyt mały jest ich świat  - łóżko okno  łóżko  znów fotel a potem łóżko i łóżko jest A jeśli wychodzą, za rękę wciąż, cali w sztywność ubrani są, To idą za słońcem, na grób  kogoś starszego ,  brzydkszej, niż.. I przez chwilę, szlochając, zapominają na godziny pół o srebrnym zegarze, co  W salonie warczy,  mówi "tak",  mówi "nie", i że czeka właśnie ich... Starzy ludzie nie umierają, zasypiają pewnego dnia i  już nie budzą się  Trzymają się za ręce, boją zgubić szlak, więc gubią go A drugi zostaje sam, na dobre lub na zle, łagodne lub surowe pół Nieważne, które zostanie, już w piekle jest  Można to zobaczyć,  czasami,  gdy wchodzą w deszczu i w smutku toń  Wykraczają poza dzisiejszy dzień, wciąż  przepraszając za to, że nie gdzie indziej są  I chłonąc innych wzrok uciekają przed srebrnym zegarem, ostatni raz A on w salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "czekam wciąż" W salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "oczekuję was" ... Zagraj w "Starych" Amazon Music Unlimited (reż. reklama) Paroles.net ma umowę licencyjną z Society of Music Publishers and Authors (SEAM) Jacques Brel (Światła, podkład, żel) Winniśmy, ma  Następny! Villona już mamy za... Owinięty tylko w ręcznik, co nim przepasalem się w pas Czoło rumieńcem lśni, a w dłoni mydło mam, już czas: Następny, ja was...! Miałem dwadzieścia lat, a było nas chyba ze stu Byłem następny...! Za tym, za co już dostąpił u... Następny, ku..! Tylko dwadzieścia lat mam, a mam nauczyć się żyć W wędrownym burdelu tym, i ten sierżanta ryk jak życia mego nić: Następny, bo wam w rzyć...! Ja chciałbym tylko czułości ciut, choć na lek... Albo uśmiechu pół, lub po prostu czasu czek... Następny, trzeci bieg...!! I wiem, to nie było Waterloo, nie, nawet nie Verdun  To było jak parę chwil, gdy żałujesz, że w szkole byłeś dno den  Następny, ruchy, bo jak cie w tę..! Ale przysięgam, że ten sierżanta zza pleców głos Był jak los rzucony, bynajmniej, na gruzów stos Następny, bo wos...! Przysięgam na wszystkie... To było jak pierwszy tradzika swąd  I ten głos, który wciąż słyszę, tych przekleństw swąd: Następny, wy...mi stąd! Ten głos, co pachniał jak czerstwy chleb i jak bimber zły Ten głos narodów, ten zew czarnej krwi Następny, zasuwać mi!: I nawet dziś, gdy kobieta spermą podpisuje kapitulacji akt, W moich wątłych ramionach zdaje się szeptać w mych biódr takt: Następny, bo wpis do akt! Następcy moi że świata czterech stron powinni za ręce się wziąć I krzyczeć to, co ja co noc, mój zwykły koszmar śniąc: Następny, następny! Wciąż i wciąż A gdy gorączka spadnie mi, myślę sobie, że Bardziej brudzi cię to, że jesteś po zamiast przed Następny, bo cię... W ten durny łeb ! Kiedyś na wózek przesiądę się, do zakonu, lub na stryczka ostatni sznyt, W taki obrót spraw, że nie będę musiał się martwić zbyt... Następny! Nie! Ja nie chcę  tej najbardziej zdartej z płyt! Następny, dawaj, git chwyt.. ...księgowanego kryt... [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jeśli mam mieć tylko Twój żar, By odziać nas w życia cud I ubrać w słońca czar Przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jestem tej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę - Za bolączki, jakie zna świat, Za mój trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar By go ofiarować tym, których jedyny dar - To wpleść się światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Daj mi wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I ten hymn, co ciszę skradł, By werbel już zamilknąć chciał Wtedy, mając za jedyną broń Siłę, którą daje Twój żar, Wreszcie ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę.... ( I. Od chryzantemy do chryzantemy Przepadają przyjaźnie nam  Od chryzantemy do chryzantemy Wypada z jaźni to, czego pragnęliśmy bardziej, niż sam... Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą, by... Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok nich Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze raz Zawlec znów kości stare Do słońca, aż do lata, z wiosną wraz Do wiosny dojść, którąś z jutra tras... Zaraz będę, już za parę chwil Ale tak bym chciał jeszcze znów  Zobaczyć raz, czy rzeka trzyma kil, Ciągle czeka nas, czy zatoka naszych snów Jest przystanią wciąż, znów być tam, gdzie nuci gil... Zaraz będę, szybciej, niż myśl  Ale dlaczego ja, czemu teraz i tu  Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwil... Oczywiście, że Mu... Zawsze byłem  przybyszem tu... Od chryzantemy do chryzantem - Za każdym razem coraz bliższy ci, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej ponad liczbę dni... Zaraz będę, za chwilę już... Lecz chciałbym tak nie zniknąć z map... Znów w miłość wsiąść, jak ostatnia z gap... Jak łapie się autobus, choć cel jest tuż Zamustrować się, nim zamknie się trap  By zawinąć na czyjś próg, być jedną z dusz Znowu dobrze się czuć, nic nie musieć już... Zaraz, za chwil, zaś... Ale tak pragnął bym,  Gwiazdami znów nakarmić jaźń, Drżące ciało, i martwy paść  Miiłością spalony, jak słońcem, Twym  Sercem, spopielonym, czasowi, skraść... Za. Raz. Za... To nawet nie ty, jesteś, wcześnie - To spóźniłem się ja  Za. Raz. Będę. Kto? Za. Wsze. Był,em. Kimś. Innym, niż...  Przy, bysz, em... Wciąż.  Tak... II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości ) Norwida ( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałaś/liśmy się w powietrza ]dal[ I każde tu pamięta z nas, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y bas); Nic nie przypomina(ło) tam już nic (whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(już czas!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale: miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/ Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dnia Wciąż cię kocham, wieszKocham Cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki)  Jak szarmanckiego( -księcia ) Od czasu (do czasu), traciłem/liśmy }się{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku ] w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/na czas Aby się zestarzeć, bez [fazy] dorosłości  {Precz z krużganku!} Im więcej czasu nas otacza [brak dźwięku] Tym więcej )w tej przyszłości( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[na gracza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę (wkrótce) mniej  Rozpadam się trochę później ja ] kawałki/na[ Mniej wierzymy naszym sekretom (przed/po wódce). Nie: Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz już uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia Ni zwierza, Ni człeka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, ... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczynę w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje...  III. Nie zostawiaj mnie,  Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż  Nie daje nam  Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu   Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów  Wyzutych ze snów,  Lecz ty ich sens i każdy ich kęs,  Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia   Widzieli raz i dwa, jak  Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król  Na serca zmarł ból, bo nie mógł  Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz  Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co  Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas,  Co nam nie daje wciąż  Zapomnieć to, co  Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu...  Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat...  Wciąż nie wiemy, jak  Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu  Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie  Nie pada deszcz.  Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót  I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co...  Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich  I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to...  Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów  Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech,  I tak aż po zgon..  A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu  stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi...  Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż  Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ...  Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet  Milknę, bo już nie wiem, gdzie...  Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień  
    • @Wiechu J. K. dziękuję i pozdrawiam z nad morza :)
    • @Leona ... to nie wymaga pisania to złamana gałązka wymaga podtrzymania   i wiem nie z opowiadań że potrafi zakwitnąć być ... potrzebna dłoń dobrego ogrodnika  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia  Tak łatwo poddajemy się z pomocą. Najłatwiej powiedzieć NIE DA SIĘ 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...