Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Macierzyństwo budzi wątpliwości : jakiego Geniusza wyda się na zamęczenie ?

Będzie miał macki i zlepi ze sobą półmózgowców udając, że ich zna i kocha jak własne stopy, a może przeciwnie, przewiesi przez ramię karabin i zsitowi po kolei bez wyodrębniania na dzieci i starców? Będzie odizolowany od głośnego rechotu przekupek i innej masy , materialnie niepoprawnej, albo przyłączy się do piania o północy. Będzie miał Geniusz trzecie oko którym sięgnie od szczytów po koniec pościeli, widząc co zwierzęta mają do zaoferowania. Ezoteryczne orgie w czterech ścianach. Zobaczy jak się wiją, okręcając namiętność gumą z majtek.
Nasz mały Geniusz weźmie sobie na drugie imię Sprawiedliwość i jak Budda po turecku nauczać będzie jak smażyć schabowego z pełnych ziaren, zamiast katować ledwo żywe gospodynie. Wielki G odwlecze proces szukania igły w stogu siana. Przemieli ziarna na piasek, wykryje zgubę i zarobi na kolejne mądrości.

Geniusz, zawinie się na kilka pali, oplecie głowę o konary, zatrzaśnie na zasuwy i stanie pokracznie.
Zedrze z siebie krzyk tłumu, który nazwał go geniuszem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zsitowi - podziurawi - takie moje słówko wymyślone
bo Budda kojarzy mi się z siedzącym po turecku łysolem ;)
kurcze jesteś drugą osobą której koniec sie nie podoba .... hmmm ... hmmm

pozdrawiam
Opublikowano

a mnie tylko ostatnie jedno nie pasi;p przedostatnie mnie sie podoba. Generalnie cały tekst w moim odczuciu ok:) Tylko ta guma z majtek...hm.

Troche mi sie nie wiedzieć czemu przypomniał wiersz Wisławy Szymborskiej, w którym opisywała Hitlera jako dzieciaka, który sie dopiero urodził i nikt jeszcze nie wiedział kim sie stanie...

Miniatura w porządku, pozdrowienia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...