Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Znikam



By nie zyskać, by nie stracić

Nad losem nigdy już nie płakać

By za błędy swe zapłacić

Z samą sobą wciąż się zmagać

By utonąć w snach i marach

By zapomnieć i pamiętać

By zanurzyć duszę w czarach

By w oddali postać święta

Dłoń wyciągnąć do mnie mogła

Chociaż z bólem wznoszę modły

Po kilkakroć śmierć mnie zmogła

Zabił mnie żal i świat podły




Wiersz jeden z licznych i pewnie nielicznym się spodoba, ale cóż:) Kwestia gustu. Ciekawa jestem opinii. Jeszcze do Was zajrzę.
A póki co zapraszam na blog, m.in. z wierszami.
www.myworldmydreams.bloog.com

Pozdrawiam

Vesper Miracle

Opublikowano

brzmi trochę jak tekst czarownic z Nocy Walpurgii. Ale czy ten styl odpowiada naprawdę Twojemu ja?
Prawda to utożsamienie się z wyrazem własnego ja. Tylko wtedy tekst może być dobry.
Pozdrawiam Lea Len

Opublikowano

Uważam, ze wiersz to część człowieka, jego duszy czy serca. Wiersze bardzo często powstają pod wpływem uczuć jakie nami targają w danej chwili. Są w pewnym sensie obrazem tego co czujemy. Piszę utwory o różnej tematyce i w różnych stylach. Tu zamieściłam tylko jeden, gdyż nie widziałam sensu dodawania nowych. Jak do tej pory otrzymał on wszak tylko jeden komentarz:) Ten wiersz jest jakąś cząstką mnie, tak jak każdy, ktory wychodzi spod mojego pióra ;) Co nie znaczy, że na jego podstawie mozna ocenić to kim jestem lub też kim nie jestem.

Pozdrawiam

Vesper Miracle

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...