Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
gdzie tylko wody przestronne
miejsce po stopie w głąb opada rybą*


na ile wycenisz moment z papierosem
na ile dni łamać wyczekiwanie
drobinki złota zostające na dnie
po goldwasserze

a dziś? krawędzie morza
ciężka cykliczność pływających wrażeń
dziś powielane wołaniem o brzęk szkła

jak dziecko uciekam
nieznośnym przypływom zaćmionym słońcom

i tnę. niebo na bletki; płótno na obrazy


jak?

żeby wolność pisała się przez wodę,
jak przez błonki liści wyschniętego kwiatu**


już mi ciebie zabrakło, zamilkły
wołacze, ale wiem: noszę

kryształki soli, ciężar wody spowalnia nurt
nuty dalekobieżne, słowa odbijają się, czy to
początek końca
głębszy od cichej mimiki fal?

obliczalny jest oddech. im dalej tym ciężej
wejść w zaćmione słońce, przepływy.

na ile mi ciebie wystarczy? można
dojrzeć do chwil, zacząć od napięć.

tli się niebo, tylko jak?


----------------------------------------------
* J.Matej
**E.Pasewicz
Opublikowano

dobrze że nie "libido byłego" - nie ma nic gorszego, niż kiedy kobieta odchodzi wraz z nim ;D

tekstu nawet nie doczytałem - te przytoczone cytaty były tak denne, że nawet nie chce wiedzieć co sama potrafisz stworzyć, skoro takie dziadostwo musisz pożyczać :)
pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



i słusznie Stanko, ten pierwszy jest mój, gratuluję intuicji:) a czyj jest "jak?" dowiesz sie jeśli autor zechce się przyznać:) buziak

kazelocie
skoro ten cytat jest dla Ciebie denny to tym bardziej na Twojej opinii co do wiersza mi nie zależy, wiec nie musisz wytężać umysłu by go w ogóle przeczytać:)
pozdrawiam

alleno
szkoda, ale jak to mawiała moja babcia: jeszcze sie taki nie urodził co by kazdemu dogodził:) zapraszam pod następne jeśli będą, pozdrawiam

/m.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


kłamałem - zawsze czytam teksty które krytykuje - ale jedno moje nieprawne w takich bajerkach oko może powiedzieć: tekst mniej więcej na poziomie tych cytatów..
inna sprawa że to chyba jednak oszustwo: wybierać sobie takich "mistrzów" których można "przeskoczyć" po tygodniu nauki :)
pozdr :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny to miłe...dziękuję:)
    • Posługujesz się językiem tajemnym, znanym tylko poetom. 
    • Przypomniały mi się słowa "kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie". Nie traktuję tego dosłownie, jako obietnicę życia wiecznego. Myślę, że w słowach tych kryje się tajemnica mówiąca o tym, że kto wierzy w dobro, choćby upadł - powstanie. Na tym polega zbawienie.
    • @Poet Ka dzięki :))   @KOBIETA dzięki za informację  :))   @Berenika97 jak się okazało  - może :)))
    • Chciałbym powrócić na opuszczone wybrzeże, gdzie napotkałem tę parę. Ona była dla niego, on dla niej. Ja byłem postacią z oddali. Ona mogła być Eurydyką, a on Orfeuszem, tuż po tym, jak wyrwał ją z głębi piekieł, bowiem w tym wymyślonym świecie każdy mit miał szczęśliwe zakończenie. Choć „zakończenie” to złe słowo, bo oni rozpoczynali pisać swoją historię. Widziałem, jak wspinają się ścieżką na wysoki klif. Nad nimi stał chylący się ku upadkowi dom. Nie jest to tylko metafora, bo dom ten, naprawdę chyląc się ku morzu, spoglądał pustymi oczodołami okien w wiszącą pod nim przepaść. On nigdy nie lubił zabaw w dom, ale dziś myślał, że chętnie zobaczyłby ją, wieszającą w oknach muślinowe zasłony. Ona jeszcze nie wiedziała, czy jej widok krzątającej się wokół codziennych spraw byłby dla niego przyjemny. To mógł być ich pierwszy dzień wakacji, urlopu od życia, jaki wzięli w tajemnicy przed bliskimi. Nikt nie zauważył ich zniknięcia. Na wąskim pasku plaży pod klifem wyrastały obumarłe pnie drzew. Nocami ktoś śpiewał na wydmach. Nocami zapalały się pojedyncze światła w oddali, światła domów identycznych do tego, w którym mogli zamieszkać razem. Wybrzeże było pełne wymyślonych światów. Tej nocy głos świerszczy podobny był do piasku przesypującego się w klepsydrze. On usiadł na ławce przed domem. Pachniał kwitnący bez. Był też inny zapach, dobrze mu znany, choć nie potrafił go nazwać. Tak pachnieć mógł przebudzony las, wilgotne włosy kobiety, o której marzył. Ona siedziała tuż obok, nie zdając sobie sprawy, że to, co się dzieje, jest prawdziwe. Niby wierzyli, że opuścili piekło dawnego życia. Jednak, by wiara stała się prawdą, potrzebowali czasu, wybuchów żalu zapadających w morze. Drobiazgów, z których składa się każdy dzień.    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...