Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wracając do naszej rozmowy,
też bywam, niestety, rozpustna,
lecz wybacz mi proszę tę słabość,
że kocham, gdy czuję smak w ustach.

nie moja, nie twoja też wina,
coś tak mnie wciąż bierze na śmiałość,
potrzebny substytut rozkoszy,
gdy seksu ma człowiek za mało.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



kapryśna jesteś, rozpustna,
lordowskie smaki ci w głowie,
ja proponuję, byś w usta
włożyła lizak. co powiesz?

nono, a xocolatl chociaż niemleczna?
Opublikowano

xocolatl - indiański napój
dziś być może czekolada
którą nie jeden amator
z rozkoszą wielką zajada

czy myśli o seksie przy tym
to raczej trudno dociec
lecz figle nam sprawia życie
on właśnie zlizuje nosek

a potem usta i szyję
karczek, piersi i brzuszek
resztę zasłoną okryję
bo wierszem chyba was kuszę

na koniec jeszcze zdradzę
że obżarł się ten łasuch
i skończył ucztę w łazience
na seks - "zabrakło czasu"

i stwierdzam tutaj publicznie:
gdy widzę kobietę nagą
ze wszystkim ja ją kojarzę
tylko nie z czekoladą!
;)))))))

sedczności Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A skąd ci przyszedł Amehobie
do głowy pomysł, taki jakiś,
że oprócz pysznej czekolady
mogłabym lubić też lizaki?

no dobra, lubię, już się przyznam
łakomstwo, ludzka rzecz, przypadłość
ale nie będziesz na to patrzył?
wiesz co, nie wierzę, zgaszę światło

Ps. Czekolada Wedla, najlepiej nadziewana :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no to będę miał czekoladowe sny :))
dziękuję za wieczorne poprawienie humoru
*
kiedy tak patrzę na dziewczyny
i wyobrażam z czekoladą,
zaraz zapadam w letarg dziwny,
a w uszach dzwoni: mało, mało.

dlatego nie dziw się, że lizak;
normalny facet z wyobraźnią
wciąż proponuje go z ukrycia,
bo jest ciut tańszy, bo - za darmo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



raczej nie myśli 'przy tym'
o żadnej czekoladzie
lecz zjada 'zamiast tego'
tak jest, nic nie poradzę

i może często widzisz
po kątach złotka sprząta,
to powiem Jacku, co tam
nie dobrze to wygląda

nie słuchaj, gdy ci mówi
że lubi, za nic nie wierz
receptę mam sprawdzoną
pewnikiem brak - lecz ciebie :)

Dziękuję za wierszyk, pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nocne koszmary, dziwny sen,
źle się rozpoczął nowy dzień.

otwieram orgię, a tu wiersz
do rymu mówi: bierz i mierz.

ekierka, cyrkiel, wzdłuż i wszerz,
zmysły w panice wstrząsa dreszcz.

duuuuży! mi mówisz jednym tchem.
głośno, publicznie, wobec, wszem!

folię zdejmuję, jakość niech
spełnia wymogi jakie chcesz:

słodka powierzchnia, słodki brzeg,
właściwa grubość itp.

mierzę raz jeszcze, staram się,
bom jest życzliwy tobie człek,

no i z landrynki, śmiej się śmiej,
zrobiłem rozmiar XXL,

a ty go teraz liż i cierp
bo wielki lizak to jest grzech.
*
jeżeli ci zaparło dech,
jeżeli mało rymów z ech

to dopisz jeszcze, bo on jest
na rym podatny, śpiesz się spiesz.

już nic nie mówię, milknę, lecz
układam w głowie nowy skecz.




ps.
a u nas pada znowu śnieg,
słodki, jak wata z cukru, ech.
:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak właśnie lubię, jeszcze śpię
a on już na zakupy chodzi
i tylko po to wcześnie wstaje,
żeby poranek mi posłodzić

nie wraca długo, już się martwię
dostanę zaraz kręćka, hopla
ja z tym rozmiarem żartowałam
mam lek na oczy, viagra w kroplach

:)

Dzień dobry bieluśkie i śnieżne dla Ciebie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mówisz, że viagra? na lizaka?
zamiast do oczu, pić ją trzeba
trzy razy dziennie i nie płakać,
że jest za duży, że na medal,

bo kiedy oczy zakropione
i wzrok odbiera bodźce złudne,
to jestem pewny, że nie pojesz,
a po konsumpcji nawet schudniesz.

na cóż iluzja na śniadanie,
fatamorgana i wariacje,
krople doustnie bierz co ranek
a słodki lizak na kolację.


:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie Amehobie, jest na oczy
dokładnie tak jak mówię w kroplach
na te rozmiary widzimisię
wzajemne zresztą, zatem popraw

że ten kto lizak mi daruje
ma wielkie serce, tyle powiem
i to wystarczy, reszta mniejsza
tak tylko żartowałam sobie

:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a już tak dobrze się bawiłem,
cztery tabliczki, miej na względzie,
przy komentarzach razem z winem
skonsumowałem, miodzik w gębie.

na co nam viagra i lizaki,
dziś jest początek festiwalu,
miast czekolady, rym wszelaki,
daję w prezencie, droga Alu.

dobry wieczór :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...