Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

telewizor włączony, jak trawa zielona gdy zimno w piwnicy,

ściany ciemne ciemne pomarańczowe, i płonie ognisko a sufit jest nisko...

walizko... ze skóry krokodyla co nie zdążył dać dyla,

gdy dzwonił telefon jak radio "maryja",,,

dostałem z kija długiego jak żmija, ogonem wywija, przemija,

a liście z drzew spadły po drodze zbladły, jak rwący potok gdy wody brak.

wszystko nie tak...! gdzie leci ten ptak?

co macha skrzydłami, jak mrówka nogami gdy zupa zjedzona a teściowa kona

jak stara opona, jak pociąg jadący po torach gnający,

w niebiosach szybuje, maluje, choruje

a w piecu sie pali kamienie od drwali, czarnych kowali,,

niech świat sie spali, mnie już to wali...!





proszę o szczere komentarze :P

Opublikowano

Tytuł adekwatny do treści - bezsens, totalny bezsens.
Co prawda, moża się dopatrzyć kilku ciekawych sformulowań, ale tak trochę chaotycznie to wszysko zgrane.
Ja też pisać bezsensem lubię, ale światu tego nie pokazuję, bo, cóż, większego sensu to nie ma.

Jak to zwykle mam w zwyczaju, pod ostrzał pójdzie także forma przekazu. Kilka uwag, co do techniki:
- nie widzę potrzeby robienia takich większych przerw międzi wersami tekstu, wyszło na to, że każdy wers to osobna strofa. W moim mniemaniu, wyszło beznadziejnie.
- wersy są stanowczo za długie.
- nie znam czegoś takiego, jak 'trzyprzecinek', ewentualnie znam trzykropek.
- interpunkcja ogólnie leży i płacze. Ale może to ogólny zamysł? Niestety, nie wyszło.

Pozdrawiam.

Opublikowano

dzięki za szczerość odstępy miedzy wersami wyszły same nie chciało mi sie zmieniać :P, ale nie bardzo rozumiem twoje ostatnie zdanie, piszesz że.

interpretacja leży i płacze, ale może to ogólny zamysl i ze niestety to nie wyszło..
czyli jak to był mój zamysł i nie wyszło to jednak jest ta interpretacja? zdanie zaprzecza samo sobie....


poza tym to jest Abstrakcja nie do zinterpretowania i omówienia....


i mam prośbę, które sformułowania są ciekawe zęby wiedział w którym kierunku dążyć?

thx i pozdrowienie i uszanowanie el poeto Filuś :):):)

Opublikowano

Leży i płacze dlatego, że zasady jej stosowania chyba gdzieś uciekły i jakoś nie zamierzają wrócić. A to, co jest, jest do poprawki.

Hm, zaraz zobaczymy, co jest nawet niezłe.
"a w piecu sie pali kamienie od drwali, czarnych kowali"
"a liście z drzew spadły po drodze zbladły, jak rwący potok gdy wody brak." - to jest ciekawawe, jednakże nie odpowiada mi forma
"jak trawa zielona gdy zimno w piwnicy" -ciut bezsensem napisane, ale ujdzie

no, tyle. pozdrawiam

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...