Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a ja troszkę pofantazjuje
z twoim haiku.



chwilę po burzy
na sznurach od bielizny
tęczowe krople

pozdrawiam Waldemar

a po co sie tak uporczywie trzymac tych kropli ?

chwilę po burzy
na sznurach od bielizny
schnie tecza
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ładne odwrucenie --- "suszą się krople" =:)))) ktoś tu zdonżył przed nawałanicom i teraz pżyglonda śie zza szyby dyndajoncym kroplom... a co gdyby to odwrucić? gdy by oddać nie-spodziewane nadejście rzywiołu! i jego tempo poruwnać z sikaniem małej dzidzi? :)))

przelotna burza
na sznórze od bielizny
różowe śpioszki
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



bez schnie było by ładnie!! schnie tencza to jakieś poetyckie widzimisiem? ruwnie naciongane jak tanczy tencza kiedy komóś wesoło :-)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



bez schnie było by ładnie!! schnie tencza to jakieś poetyckie widzimisiem? ruwnie naciongane jak tanczy tencza kiedy komóś wesoło :-)))

after the rain...
invisible people drying
on the clothes-line

- Ethel Yanova

trzeba wiecej czytac :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



bez schnie było by ładnie!! schnie tencza to jakieś poetyckie widzimisiem? ruwnie naciongane jak tanczy tencza kiedy komóś wesoło :-)))

after the rain...
invisible people drying
on the clothes-line

- Ethel Yanova

trzeba wiecej czytac :)

czytam czasem i dlatego sondzę rze schnie w tym wypadku szpeci pienkny poazatym obrazek.... schnie brrrr... co za brzytkie słowo???
ale najwienkszym zażutem jest to rze "schnie" jest podpowieceniem tego co mana myśli autor? wcześnie som pżecież sznóry od bielizny" i wiadomo do czego słóżą... do schniencia!
poco zaraz potem do-powiadać rze coś schnnie na nich??? a jak by to byla bielizna to co?

chwilę po burzy
na sznurach od bielizny
schnie bielizna

znów schnie jest pszegadane okropne! bo poza tym obrazek nadal ładny morze nawet lepszy od tenczy? pokazóje rze pszeszła nawałanica i fszystko wraca na sfoje miejsce nawet bielina na sznóry od bielizny... jakto muwiom: "po buży jest pogoda" :-)))))) czyli poprostu

chwilę po burzy
na sznurach od bielizny
bielizna
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a co jest nie zwykłego w tenczy? bielizna zaraz! po bórzy sógeruje wiele żeczy
- ktoś zmókł i teraz sószy óbranie
- turz po bórzy wszystko wraca na swoje mniejsec wienc i bielizna
- ktoś nie zdonżył zdjonć bielizny i została na sznurah
- coto jest bielizna? ostatnia żecz ktura nas zakrywa :-)))) a po bórzy to jest nie na nas to jest na sznórach... bórza nas obnarzyła!

nie hodzi o zaskakiwanie rze tencza shnie czy tańczy tylko o obserwacje: tencza na sznurze
a ta widać czasem i w sloneczny dzień
zostajonc pszy sznórze i buży takom obserwacjom bendzie na pszykład coś takiego:

po bórzy
sznór od bielizny
blirzej nieba

tencza po bórzy jest oczyfista i ótarta a to? jak sondzisz? oczym muwi?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



sluchaj jakby poezja miala opisywac rzeczy oczywiste w taki sposob jak standardowo sie je widzi to pojawily by sie podreczniki do geografii pisane wierszem. musi byc element zaskoczenia, jakis paradoks cos co chcesz pokazac ze jest inne niz zawsze bo w innym przypadku po kiego grzyba wogole cos pisac ? co do tego sznura co to jest blizej nieba (skadinad calkiem niezly kawalek) to tez masz tam paradoks bo przeciez fizycznie sznurek pozostaje na tej samej wysokosci podobnie jak tecza na ktora patrzysz przez przypadek pod takim katem ze wydaje sie ze wisi na sznurku.
wogole to tak na marginesie: masz problemy z klawiatura czy cie zeby bola ?

pietrek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dlatego bielizna na sznórze od bielizny jest zaskoczeniem! pojawia śię pytanie: dlaczego to takie warzne niby zwykła żecz? co niby inego miało wisieć? to nie jest zwykle spojżenie!

teorety-cznie to paradox ale dlaczego w takim razie przed bużą lózuje się linki w namiotah?
to rze sznór jest blirzej nieba po buży to nie tylko pżenośnia nie tylko tencza nanim pżybliża go do nieba

zemby terz ale pzede fszystkim ólomność za co straśnie mocno pszepraszam... to pszejściowe podobno nienieóleczalne z czego śię cieszem :-))))
Opublikowano

W takim razie może wyjaśnię mój zamysł:

"Suszą się" to nie to samo co "schną".
Schną - np. z żalu i tęsknoty.
Suszą się - leniwie, może z wyboru.

Wysuszone śpioszki pozostają śpioszkami.
Krople, które się wysuszą - przestają istnieć. Chciałam pokazać pułapkę.

Dziękuję za haiku i za dyskusję :-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



toterz napisałem fajne te odfrócone... krople (woda) które śię sószą! :-)))) to morze jeszcze dokreślem mocniej ostatni obrazek ktury pszyszedł mi na myśl czytajonc ten o kroplach i oglondajonc zdjencie... fszystko wtedy idzie do nieba nie tylko woda nie tylko ptasie óradowane tele ale i tróizm f czystej! postaci

opar po bórzy
nawet sznór od bielizny
bliżej nieba

ja terz dzienkujem :-)))) za miły nastruj wy-wołany chaiku i pszepraszam szczeże za ewentóalne błendy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie ma za co, jeżeli nawet - nie zauważyłam.
:-D

to jeszcze ras:

Bardzo Pani dziękuję za przednią zabawę. Chwile spędzone nad Pani haiku uprzyjemniły mi wczorajszy wieczór i dostarczyły niezapomnianych wrażeń.

ten text napisał ma mojom proźbę specjalnie dla Pani muj serdeczny pszyjaciel... barco go o to prosiłem!!! a sam po sfojemu jeszcze ras dzienkujem... jesteś barco kohana! :-)))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Na odwrocie paragonu" Poezja to nie bilet ani żaden VIP dla wybranych; nie tym, co odpowiedzi w obłokach szukają, co to dusza. Nie wyrasta z dyplomów ni pochwał przez mędrców samonazwanych, gdy słowo z myśli prosto w serce szczere jak pocisk wyrusza. To nie są wyścigi po wieńce, które gniją u krytyka, ani żadne egzaminy dla elity w sztywnym kołnierzu. Na co dzień ona nie śpi w tomiszczach, gdzie tylko kurz spotyka – nie znajdziesz jej w herbach pochodzenia ani w pańskim spichlerzu. Możesz mieć dłonie w smarze, jak również buty z grubą zelówką, być tam, gdzie serce pęka lub cieszy dziecko radosną wiosną. Te słowa, które w tobie siedzą, wypuść na wolność stalówką – chociażby na odwrocie paragonu, niech z napiwkiem wzrosną. Poezja nie zdobi salonów – ona jest jak kromka chleba, jest jak te drzwi, które dla wszystkich stoją otwarte na oścież. Jeden z niej rzeźbi diamenty, bo taka jest jego potrzeba, drugi zaś rzuci testament – najkrótszą drogą i najprościej. I obydwa są tak samo ważne i tyle samo warte. Prawdziwe wiersze są stołem, przy którym każdy usiąść może. Nie bój się, że masz słownictwo surowe i czasem uparte – tutaj nie mierzy się twych wersów linijką o żadnej porze. Nie słuchaj wykładów, kiedy w tobie tętni rozmowa żywa; stare wieńce laurowe już dawno nikogo nie wzruszają. Jeśli coś cię uwiera, rodzi się w tobie, twój mózg rozrywa – to jest to prawdziwa sztuka, którą ludzie w sobie miewają. Poezja nam służy po to, by wreszcie przerwać milczenie głów, gdy rzeczywistość robi się ciasna i pęka twoja szuflada. Usiądź wtedy śmiało przy tym stole we wspólnym szeleście słów – chleb jest nasz, ten wspólny, w którym jest i twoja własna prawda. -Leszek Piotr Laskowski
    • @Berenika97 Świetna miniaturka. I na czasie :)   Przedwiośnie kusi. Jak każda nowa ułuda. Pij, póki słodkie.   Pozdrawiam
    • Bolonia  Złożyła naukę Architekturę Złożyła sztukę Rozebrała się Z Renesansu Przyszedł wiatr I uciszył miasto A ono zmieniło się W diament
    • @FaLcorN     Kornel …dobrze już dobrze;) przecież wiesz, co ja mam i miałam w głowie :)  tak naprawdę to robiłam wszystko, żeby odsunąć w czasie sprzątanie domu

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ponieważ mi się nie chciało!    nie będę zarumieniać Le-sława :) ale intryguje mnie co się stało z komentarzami.?           
    • @vioara stelelor Bóle porodowe twórcy. Każdy chyba przez to przechodzi :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          Niczego nie odkładaj :)   Pozdrawiam
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...