Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Gdzie bym nie był, na ulicy, w metrze, autobusie, parku, sklepie, biurze, pubie, ludzie mówią tylko o jednym. O pieniądzach. Ile co kosztuje, dlaczego tyle, jak można zaoszczędzić, ile ktoś zarabia i jak mógłby więcej. Zniżki, przeceny, promocje. Przychody, koszty, transakcje. Funt jest na ustach wszystkich – i biznesmena, i żula, który prosi o kilka „pikaczy”.
W ten sposób Londyn płaci za swoją otwartość na świat. Jest dojną krową, której wszyscy potrzebują, ale nikt nie kocha. Jest kurtyzaną, która postanowiła uszczęśliwiać za darmo. Używa się jej do woli, a potem wychodzi bez słowa.
Nie widać również najmniejszych oznak społecznego myślenia. Każdy rzuca śmieci, gdzie chce, zachowuje się nieelegancko, niczego nie szanuje. Z wyjątkiem swoich pieniędzy, które pewnego dnia weźmie ze sobą i nigdy tu nie wróci.
Londyn to inkubator. Wyrasta się z niego i idzie dalej. Nawet Anglicy zaczęli się stąd wynosić na wieś, szukając czystego powietrza, przejrzystości rasowej i zwykłego porządku. Smutno mi się robi na sercu, bo jestem Londynowi wdzięczny za szansę, jaką mnie obdarował. Dlatego staram się nie śmiecić, segregować odpadki i brać jak najszerszy udział w życiu społecznym. Inni to widzą i powoli zaczynają doceniać.
Zaobserwowałem pewien fenomen. Czegokolwiek nie dotknąłem w Anglii, zamieniało się w złoto. Zacząłem od ogrodnictwa, potem było sprzątanie domów i biur, ulotki, szeroko pojęta budowlanka, wreszcie pub. A pomysłów wcale mi nie ubywa, ba, stają sięcoraz bardziej śmiałe, wręcz bezczelne. Przeciekają mi przez palce, stając się czymś w rodzaju figur retorycznych, czystej zabawy. Mógłbym obdarować nimi z 10 osób i każda odniosłaby sukces, gdyby tylko postanowiła skorzystać. Uprawiam rozkoszne marnotrawstwo, budując zamki z piasku na chwilę przed nadejściem przyplywu. Gdy fala zdrowego rozsądku rozpuszcza je i obraca w niebyt, zaczynam budowanie od nowa.
Nie mam zielonego pojęcia dlaczego robienie czegoś w Wielkiej Brytanii ma sens, a w Polsce nie. Może dlatego, że tu pieniądz żyje, rozmnaża się, krąży w nieskończonym cyklu reprodukcyjnym, u nas tkwi zaszyty w poduszkach, marznie w lodówkach lub chłodzie bankowych kont. Martwy, bezużyteczny, słaby. Czegokolwiek nie dotknąłem w Polsce, przynosiło straty, ból i rozczarowanie. Nikt mi nie wmówi, że to kraj wielkich szans. Wiem, bo sprawdzałem. I wielu moich przyjaciół także.
Obiecałem sobie kiedyś wrócić, ale nie wcześniej, niż z milionem złotych. Minimum. Mam czas i radość wstawania co rano. Moimi zmartwieniami są tak trywialne rzeczy, jak - co zrobić na obiad, jak pokierować pracą ludzi i kiedy kończy mi się podatek drogowy.
Za to w Polsce wciąż wszystko na głowie. Ilekroć włączam TVN 24, dopada mnie depresja. Teraz najważniejsza jest lustracja. Fala tej społeczno-politycznej paranoi nabrała w IV RP iście gigantycznych rozmiarów.
Z tego, co zrozumiałem, lustracja jest taka ważna, bo trzeba wiedzieć, kto był kim i jak to na nas wpłynęło.
W związku z tym zacząłem zastanawiać się nad bardzo poważną dla całego mojego życia sprawą. Mianowicie, jak by wpłynął na mnie fakt, że moja pani od plastyki była agentką tajnych służb – dajmy na to TW Plastelina. Czy to jakoś zmieniło moją wrażliwość artystyczną lub – nie daj Boże – dokonało fatalnych uszkodzeń mózgu? Albo ulubiony pisarz – dajmy na to – Adam Bahdaj był TW Poldek. Czy byłbym jakoś skrzywiony mentalnie, duchowo, moralnie? Czy byłbym gorszy? Potem zadałem sobie pytanie po co właściwie mi ta wiedza? I przyznać muszę, że... nie wiem.
Moim zdaniem wmówiono społeczeństwu, które samo, poprzez kolejne wybory zamówiło tę ekspertyzę, że to konieczność dziejowa.
Niestety, żaden filozof nie zabrał w tej sprawie głosu, a przynajmniej ja go nie słyszałem, więc odpowiadam sobie, jak umiem.
Nie funkcjonują żadne osiedlowe tybunały lustracyjne, w których krzepki pan Czesiek z energiczną panią Józią, badają przeszłość emeryta spod 14-tki. Nie funkcjonują, bo nie ma to za grosz sensu. Natomiast wielki sens dla lustratorów ma badanie czyjejś przeszłości jako broń polityczna. Zrujnowanie reputacji przeciwnika, wywołanie skandalu, dożywianie tabloidów. Innego celu nie widzę. Może jestem przeklętym liberałem. Nie wiem, bo nie mam żadnej świadomości politycznej. A może po prostu zwykłym śmiertelnikiem obdarzonym nutą inteligencji i refleksji.
W każdym razie wszystkie postaci Biblijne zasługują na przebaczenie, ale nie Judasz. Judasz to symbol do prześladowań specjalnych.
Właśnie na ekranie telewizora płynie informacja o domniemanych TW - Bogusławie Wołoszańskim, Ryszardzie Kapuścińskim, Stanisławie Wielgusie.
Co mam teraz począć z wiedzą, wyciąganą z oglądanych z wypiekami na twarzy programów, z czytanych z zapartym tchem książek, czy wysłuchanych w nabożnym skupieniu kazań? Wykasować? Stwierdzić, że jest niewłaściwa, bo pochodzi z niepewnego politycznie źródła? Zapomnieć?
Przerażające jest to, że podobno 70% ludzi w Polsce chce tego cyrku. Pytam z głębi serca po co i jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy to: żeby to wszystko werszcie skończyć. Posegregujmy, pokażmy palcem, zniszczmy, poprawmy podręczniki i chodźmy dalej - ku przyszłości, która wciąż wisi na łańcuchu niewyjaśnionych spraw.
I znów kraj ojczysty popsuł mi humor z samego rana. Po co ja w ogóle o tym myślę? Mam poważniejsze problemy. Na przykład podwójne opodatkowanie. Podobno rząd Belki wiedział, że problem nastąpi, ale zamiótł to pod dywan. Jedźcie, kochani, potem się o was upomnimy. Za cały 2006 rok mamy z fiskusem przechlapane. Jeśli się nie rozliczymy, wchodząc od razu na 40% próg podatkowy, nie mamy po co wracać. Nikt nie pyta jak drogie jest życie w Anglii, tylko wyciąga łapy po nasze pieniądze. Nie jestem pewien czy to zgodne z konstytucją, że Polacy w innych krajach mają spokój, a nas postanowiono prześladować. Niestety, nie ma kto tego zaskarżyć.
Chrzanię to – myślę sobie – najwyżej nie wrócę. Po chwili przychodzi jednak refleksja: przecież nie mogę tu zostać do końca życia. Bądź co bądź, to obcy kraj, język, obyczaje, kultura. I to okropne jedzenie. Gdybym kiedykolwiek podjął decyzję, że chcę zostać, na pewno otworzę polską restaurację.
Mój Boże, co musieli czuć bohaterowie II wojny światowej, gdy dotarła do nich świadomość, że nie mogą wrócić. Czy przywykli do życia tutaj? Czy pokochali przybraną ojczyznę?
Nic to, jak mawiał Wołłodyjowski i jedna z moich byłych.
Dopijam kawę i jadę do pracy.

Opublikowano

mam pewne przemyślenia po przeczytaniu twojego ciekawego tekstu, a szczególnie po fragmencie dotyczącym lustracji;
wydaje mi się oczywistością, że po czasach komuny został pewien rachunek krzywd do wyrównania /zawsze i w każdej społeczności, od najmniejszej rodzinnej do największej między narodami, rachunek zła musi być zapomniany albo rozliczony / i w przeciągu 18 lat od odzyskania niepodległości nie uczyniono prawie nic aby nastąpiło takie oczyszczenie;
w sprawie lustracji poszczególni ludzie, czyli my, musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy konfidenci i donosiciele którzy byli na służbie władzy komunistycznej, mogą funkcjonować między nami jak gdyby nigdy nic, czy poprzez, chociażby wyjawienie swojej ponurej przeszłości zyskają status osoby wolnej od grzechów przeszłości;
mógłbym może wybaczyć komuś kto przyjdzie do mnie i przeprosi, że donosił na mnie, moją siostrę czy moich znajomych i powie, że jego podłe zachowanie spowodowane było np. strachem,
ale na pewno nie podam ręki donosicielowi o którym dowiem się pierwszy, że na mnie donosił i być może nawet przez niego spędziłem 11 miesięcy w centralnym więzieniu w katowicach za działalność na szkodę interesów politycznych prl;
nie chcę tez aby donosiciele-obrzydliwcy panoszyli się w moim kraju i aby od nich zależała nasza przyszłość, że już nie wspomnę o możliwych naciskach na nich przez obce wywiady;
moim zdaniem lustracja, ukaranie winnych morderstw i prześladowań oraz niszczenia gospodarki narodowej i zdrady naszego państwa w okresie komunistycznym muszą być rozliczone;
lustracja jest więc warunkiem sine qua non naszego kraju;

Opublikowano

Zgadzam się z tym, co piszesz i jestem za. Natomiast kogo zabił Kapusciński? Albo Wołoszański? Być może zacietrzewiłeś się, bez wgryzienia się w sens tego, co tam napisałem.

Opublikowano

asher,
wgryzłem się w twój tekst jak należy;
cały sens lustracji polega na przyznaniu się do swojej przeszłości donosiciela;
kapuściński, wołoszański i tysiące im podobnych pewnie nikogo nie zabili ani też nie okradli i nikt im przecież tego nie zarzuca, byli natomiast donosicielami bezpieki komunistycznej, a przypomnę tylko, że komuniści i socjaliści byli największymi mordercami wszechczasów i każdy przecież roztropny człowiek wie o tym, od co najmniej kilkudziesięciu lat, więc wiedział i wołoszański i kapuściński i twój plastelina z poldkiem i inni donosiciele;
twoje życie po pobieraniu nauki u nauczycieli którzy z doskoku donosili na sb mogłoby się niczym nie róźnić od życia bez takich "atrakcji", ale moje i bardzo wielu innych, poprzez kontakt z konfidentami nabierało rozmachu w wezwaniach na przesłuchania,rewizjach i dokuczliwej obecności nieproszonych gości;
jakoś razi mnie też, kiedy byli funkcjonariusze znani ze szczególnego dręczenia swoich ofiar mają emerytury wielokrotnie od emerytur swoich ofiar wyższe;
warto w polsce zrobić wreszcie porządek lustracyjny wzorem niemiec czy czech i uwolnić się od hydry z coraz nowymi mordami, nawet jak są one takie same, jak gęby wołoszańskiego czy kapuścińskiego;

Opublikowano

Czy rozróżniasz coś takiego jak perfidne, cyniczene donoszenie na kolegów, przyjaciół, bliskich itd. od napisania kilku jałowych i nic nie znaczących raporcików,sporządzonych w dodatku na odczep się, tak, żeby nikomu nie zrobić żadnej kyrzwdy, bo tylko w ten sposób można było pracować w ten sposób? Mówię tu oczywiście o Kapuścińskim. Jak można w ten sposób mówić o takich ludziach, w dodatku juz nie żyjących. Stopień generalizacji jaki tu zastosowałeś jest porażający.

Opublikowano

donosiciel w państwie policyjnym jest zawsze donosicielem i nie ma w tym nic porażającego z wyjątkiem tego co ci degeneraci robili;
żyłem w tamtych czasach i wiem, że komuchy to byli "oni" i byli zawsze naszymi wrogami;
dzisiaj ujawniani donosiciele mówią, że oni nic złego nie robili,zawsze byli przeciwko komuchom i nawet ich oszukiwali albo się nimi bawili i w zasadzie to powinni być teraz na piedestale bo robili ubecje w konia - takie rozumowanie nie jest obce części narodu którą ten naród dalej nazywa komuchami lub różowymi hienami;
jeżeli chcesz to rozważaj sobie zagadnienia ważności donosu na dwie lub sześć osób i który donosiciel jest gorszy;
identycznych jak twoje argumentów używali na procesach zbrodniarzy hitlerowskich ich adwokaci;

Opublikowano

Niestety, gdzieś podskórnie wyczuwałem problem, który tu nastąpił.

Przykro mi tym bardziej, że piszę z daleka. z punktu widzenia osoby neutralnej.

Cóż, wolałbym jednak, by ścigano katów, nie ofiary.

I wiesz co, Padalec, nadal uważam, że to nie jest lustracja wzorem państw, o których wspomniałeś, tylko wybiórcza broń polityczna. Ktoś nie pasuje, to szukamy. Nie lepiej otworzyć wszystko i w końcu to załatwić?

Opublikowano

oczywiście,że lepiej otworzyć archiwa na oścież, ale boję się, że strażnik dostępu do przeszłości czyli sławetny trybunał na to nie pozwoli;
a jeszcze słowo o twoim tekście - bardzo ciekawy i inspirujący !
pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Czyli ogólnie wyznajesz teorię, w myśl której każdy, kto choć raz miał najmniejszą styczniość z aparatem represji w tym znaczeniu jest naznaczony wiecznym piętnem, skazą, blizną moralną i jak leci dalej. Czy w takim razie wypełnienie formularza paszportowego było równoznaczne z trądem moralnym?
Opublikowano

ogólnie wyznaję teorie, że każda podłość wobec drugiego człowieka musi być odkupiona chociażby przyznaniem się do tego;
a najważniejszym elementem człowieczeństwa każdego z nas jest honor;
jeżeli go posiadasz to on jest latarnią twojego życia;
jeżeli nie, to jesteś krętem, oszustem, koniunkturalistą;

nigdy też nie byłem zwolennikiem bandyckiej teorii odpowiedzialności zbiorowej;

bardzo wielu ludzi przyznało się do WSPÓŁPRACY z komunistycznym aparatem przemocy, a jakoś nie słyszałem by komuś spadł z tego powodu włos z głowy, natomiast wielu z tych, na których w zasobach ipn znaleziono obciążające ich dokumenty, kręci, pomniejszając lub bagatelizując swoją rolę - dla mnie są to ludzie bez honoru;

a jeżeli chodzi o ten wniosek paszportowy, to absurdalność podania przez ciebie takiego przykładu jest oczywista, bo funkcjonowanie każdego z nas opierało się na składaniu różnych wniosków i oświadczeń, pisaniu życiorysów i podań, występowaniu o przydział i nadanie, ale to wszystko nie miało nic wspólnego z działaniem na szkodę drugiego człowieka;

kapuś, konfident, donosiciel, oprawca, prześladowca - słowa te określają ludzi z którymi nie chcę mieć nic wspólnego i o takich bydlakach tutaj piszę, i mało mnie obchodzi na jaką literę zaczynają się ich nazwiska i na jaką kończą;

Opublikowano

Nie ważne ile pan x donosił, nie ważne, czy musiał to zrobić, był zastraszny aż w końcu zgodził się donosić. Napisał parę nic nie wartych raportów, po czym zakończył współpracę. A teraz został postawiony na równi ze zdrajcami.

Problem w tym, że lustrtacja przebiega w oparciu o materiał zawarty w TECZKACH.
Jeżeli się nim kierujemy i na nim się opieramy, to nie mamy prawa mówić o Kapuścińskim jako o kapusiu. Owszem, zgadzam się co do konieczności lustracji, ale potępienime powinno spotkać ludzi, którzy naprawdę szkodzili krajowi. Nie na zasadzie: wyciągamy świstek, nie ważne co zawiera zresztą, po co do niego zaglądać.
http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=18766

Opublikowano

czy człowiek który zabił jest mordercom ?
czy człowiek który ukradł jest złodziejem ?
czy człowiek który zdradził jest zdrajcom ?
czy człowiek który donosił jest donosicielem ?

i nie jest ważne czy człowiek zabił w obronie własnej, czy ukradł z głodu, czy zdradził dla miłości, czy donosił ze strachu;

na wszystkie pytania można odpowiedzieć tylko " tak";
takie wyznaję zasady życiowe;
amen;

Opublikowano

Stoimy ciągle uparcie przy swoim, więc wyopadałoby już tego wszystkiego nie ciągnąć dalej.
Co zrobić z takim apostatą jak ja?
(To amen ma taką siłę)

Ale spójrz, jak nabiliśmy licznik asherowi! Przynajmniej jedyne co wynika z tej dyskusji.

Opublikowano

Właśnie chciałem nabąknąć o liczniku... To, co napisałem jest po prostu osobistym odczuciem bez żadnych pretensji do nadrzędnych racji. Refleksja bez narzucania się. Przynajmniej taką mam nadzieję.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...