Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kochanie, a jeśli niema żadnej tajemnicy
teorii chaosu głębszego sensu
drugiego dna

a jeśli to tylko krzykliwi ludzie na zakrętach życia
biegający co rano po swoich zapracowanych
światach Małego Myślenia

co jeśli to tylko drgające ciała umysły spłaszczone
maglem pieniędzy luksusu lodówek i blasku
co zabijają szybko bezboleśnie i trwale
nawet bezkształtne dzieci bezkształtne marzenia
zanim złapią pierwszy oddech
zmrużą oczy widząc cud słońca
cud życia

a jeśli to tylko oczywistość wygasania gwiazd
tego ze umrzemy na wieki i żyjemy tylko raz
ze jesteśmy mrugnięciem wszechświata
pomyłką przypadkiem Ślepej Fortuny
biologią i różową pętelką kodu

kochanie, a jeśli powiedzieli już wszystko
przejrzeli nas w socjologicznej paplaninie
od której nie uciekniemy naszym człowieczeństwem
i nie ma już dla nas węzłów gordyjskich
do rozsupłania do przemyślenia
ani miejsca na błędy młodzieńcze
bunty sprzeciwy

i może to właśnie tak wygląda ta miłość
może to wielkie namiętności uniesienia
reakcje chemiczne hormonalne wulkany
a nie małe dłonie schowane w jaskini ramion
drogowskazy Twych oczu

a jeśli tu nie ma miejsca dla nas
bo myślenie to tylko błazeństwo- nie sztuka
dobrowolny krzyż na dowolnej górze krzyży
co zasłoni w końcu cierpieniem
i naszą tajemnicę


kochanie, a jeśli jesteśmy ostatni
jeśli ostatni pamiętamy że na ławkach w parku się siada
i że niebo jest niebieskie a trawa bywa zielona
a drzewo to coś więcej
niż papier w kratkę


kochanie
kochanie
a jeśli kochanie
jesteśmy ostatni,którzy umierając powoli
będziemy żałować pamiętać wspominać
że żyliśmy?

Opublikowano

Ciągle się tego boję ze .....nie ma już żadnej tajemnicy ....
Wiersz jest tak prawdziwy że aż przerażający - oczywiście w cudzysłowie ...

Wszyscy wielcy wieszcze mogą spać spokojnie ...
Ich dokonania nie zostały zapomniane ...

Ujął bym to co prawda w troszkę inną formę ale autor decyduje ostatecznie ...

W każdym razie podoba mi się niesamowicie

Opublikowano

jak dla mnie to za duzo tych "niewiadomych"... wszystko pozostawione bez odpowiedzi, bez zadnej nadziei, bez niczego w zasadzie... ale takie mialas zalozenie... ogolnie to troche ten wiersz przegadany mozna powiedziec, bo kolejne zwrotki nie wnosza nic nowego do wiersza... ogolnie sredni...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...