Miłosz Graj Opublikowano 23 Maja 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Maja 2007 Fotel, czarny i wygodny. Na kółkach czterech, okrągłych. Jedno oparcie wysokie, leniwe. Zapadłem się i wzdycham. Firana szara, niewyprana, dwie barwne zasłony. Dwa kwiaty dwa okna... Granica mojej wolności. Po lewej ściana, po prawej... ściana, za mną... ściana. Tylko okno mi pozostało. Wspomnienie dawnej wolności. Wiatr o szyby się rozbija. Mróz, skostniały w okiennice puka, deszcz w futrynie dziury szuka... Nadziei mojej wolności. Gdyby tak można to szkło rozkruszyć, wyskoczyć jak ptak i wyruszyć. Zapomnieć o głodzie i pustce, przecinać życie rozpostartymi skrzydłami Jednak... marzenia są zgubą narodu. Mnie tu skrępowanego, zimny pokój pozbawia wszystkiego, kochanej wygasłej wolności. Płot za oknem wyrasta wysoki Przed nim rów, na trupa, głęboki. Żeby tak nie jego a mnie stracić! Pozwolić uciec do wiecznej wolności.
Gem Would Opublikowano 26 Maja 2007 Zgłoś Opublikowano 26 Maja 2007 Pierwsze wersy wiersza kapkę mnie zmieszały. Otóż myślałem, że sprawa tkwi w wyskoczeniu przez okno, gdzie czeka domniemana wolność. Tak napisany twór nie był zbytnio pociągający;p. A tak skonstrowany miło się czyta, choć na długo go pewnie nie zapamiętam.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się