Tomasz_Tylczyński Opublikowano 4 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 Ciemno, atrament, ktoś wziął mnie za rękę Księżyca paznokieć nie chciał światła dać Poszedłem za nim choć strach wiązał mi sznurowadła Chichot nie wiem wiatru czy cieni I nagle poczułem lekki powiew Łza otarta najdelikatniejszym z piór Przestała palić skórę, czułem sól Ziemia odpływa ja i on w górze niesieni Kołyska wiatru cicho otulona Nic nie słyszę, nie widzę, nie czuję I nagle już rozumiem, już nie potrzebuję
Witold_Adam_Rosołowski Opublikowano 4 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 Tomku - potrzeba jest najwazniejsza z cech rzeki plynacej do przodu - poeta jak zwykle pod prad drze skore - wiersz w formie niezbyt elastyczny ale jak oddac ceche natchnienia - chyba tylko takim rwacym potokiem - do ostatecznosci - do braku potrzeby wyplyniecia lub bycia w sobie pozdrowko W_A_R ps. wybacz brak polskich znakow diaktrycznych - nie mam ich z powodu braku zainstalowania na kompie na ktorym siedze - nic nie moge poradzic
Michał Kowalski Opublikowano 4 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 dla mnie w porządku...poważnie drażni jedynie zrymowane 'piór - sól'. pozdrawiam
Tomasz_Tylczyński Opublikowano 4 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Przepraszam ale rym niezamierzony i tak juz zostanie, dziękuję Pozdrawiam
Gość Szymon Paweł Oberszt Opublikowano 4 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 uwagi ogólne: zastanowiło mnie czy rzeczywiście kiedyś przeżyłeś śmierć, czy wiesz jak to naprawdę jest? pewne elementy wiersza na to by wskazywały... zdziwiło mnie początkowo czemu spokój przeplatasz ze strachem... (ja czułem tylko spokój i szczęście), bo odczytuję nastrój spokoju w ciemności (ten atrament jest...plastyczny... oddaje!) przez którą ON Cię prowadzi...;lekki - kojący nerwy?- powiew; pióra łzę ocierające; i uczucie "odpływania" (- to najbardziej niesamowite z doznań jakie miałem w życiu), kołyska... a z drugiej strony: paznokieć księżyca (mnie kojarzy się z drapaniem, choć Ty dałeś go w metaforze znikomości!:)); potem świetna dla mnie metafora sznurowadeł!; i chichot... i te moje zdziwienie nad pomieszaniem uczuć wyjaśniło się nagle... bo przecież w NIEZNANE On Cię wiódł... ten chichot nie daje mi spokoju...czemu? z zazdrości, śmiech tryumfalny... Chciałbym wskazówkę jakąś, albo nie! "już rozumiem, już nie potrzebuję" Pozdrowienia Szymon Paweł
Tomasz_Tylczyński Opublikowano 4 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 4 Września 2004 Ukłony Szymonie, od Gabriela.... Pozdrawiam KT
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się