Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dziewczynka i chłopczyk
na oko cztery pięć lat a może
mniej w kolorach sepii
kapelusik z piórkiem ciupaga
góralskie wdzianko

pamiątka z Kołobrzegu
a może z Rabki

--------------------------------------------
http://th.interia.pl/51,gfb42e7a72015779/i443233.jpg

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Smiało odpowiadam że ja to ten wyższy. :))))
Jak najbardziej. Miałem wtedy jak napisałem ze cztery może pięć lat.
I szczerze przyznam, że nawet nie pamiętam gdzie była zrobiona
ani z kim jestem na zdjęciu.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Smiało odpowiadam że ja to ten wyższy. :))))
Jak najbardziej. Miałem wtedy jak napisałem ze cztery może pięć lat.
I szczerze przyznam, że nawet nie pamiętam gdzie była zrobiona
ani z kim jestem na zdjęciu.
Pozdrawiam

Piotrze!
Uśmiecham się do fotki.
Mam podobne,w stroju góralskim.
Jestem na niej z przyjaciółką, nad Dunajcem.
Twoja przywodzi wspomnienia.
A prawdę mówiąc ,tak sobie Ciebie wyobrażałam.
Hii! dziwne ale prawdziwe.
Pozdrawiam i słoneczka życzę.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja też pamiętam i do tej pory mi głupio że Ci komputer mój link zwirusował.
Tymbardziej się cieszę, że zajrzałaś. :)))
A do tego pozytywnie.
Choć teraz mnie gryzie, że to może jednak nie Kołobrzeg???
Ale cóż tak jest śmieszniej :)
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak - ja (ten wyższy :))))))))
A co do sepii to umówmy się że to taka moja licentia poetica
Pozdrawiam również

niech Ci będzie,
ale zamień na sepię,
mogłoby być kolorowo;)
a że wyższy to widać
oj chłopczątko

pozdrawiam ciepło

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...