Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


bingo!!! i ... Wielkie Dzięki. to dla mnie wielka radość, że treści które chciałem przekazać nie uległy zatraceniu w formie, którą wybrałem do ich prezentacji, a tego potwierdzeniem jest dla mnie Twój komentarz. co do pytania, to postanowiłem sobie, że nie będę dokonywał autointerpretacji, ale tutaj, z prostej przyczyny, mogę zrobić wyjątek. po prostu, nie wiem. były to pierwsze stworzenia jakie przszły mi do głowy (i w takiej właśnie ilości) po tym jak zaświtało mi żeby napisać coś o tym, co w morale. co zabawne, o ile treść miałem z góry przemyślaną, to nie byłem przekonany co do formy. zastanawiałem się np. czy tego nie rozwinąć i nie napisać prozą ;). jeślibym jednak miał zagłębiac i dochodzić dlaczego takie postacie i w takiej ilości, to myślę, że odpowiedź znalazłbym gdzieś w swoim życiorysie (a jeśli nie ja, to napewno jakiś dobry psycholog). pozwolisz jednak, że tym się już nie będę dzielił. jeszcze raz Dzięki i pozdrawiam serdecznie.
Opublikowano

no, wkońcu udało mi siezalogować... wy teżmacie takie problemy z logowaniem?

w każdym razie do wiersza, od początku podobalo mi się to że komunikacja jest w tym wierszu bardzo dobrze zachowana. również treść jest na dobrym poziomie.

tylko jedna rzecz mnie zabolała, że tak mało jest opisów, emocji, i innych rzeczy które mogły by oddziałać na wyobraźnię.
też miejscami brakuje mi troche treści, bo mam wrażenie jak by było coś wycięte, dlatego też dodałem moje propozycje na początku... :)

a dopowiadając, zainspirowałeś mnie(nie tylko ty) do napisania własnej opowieści, pt:
"Rycerska opowiastka o białych koniach" na 40 stronach wierszem... :P

już powstały dwa pierwsze rozdziały :D

Opublikowano

stehr, przepraszam, że z takim opóźnieniem odpowiadam, ale byłem zajęty obserwowaniem innego swojego wiersza ;). z logowaniem w tym czasie nie miałem problemów. no i ciekaw jestem co wyjdzie z Twojego, ambitnego projektu. mam nadzieję, że przed wysłaniem na forum podzielisz to jakoś ;). pozdrawiam.

  • 14 lat później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
    • O gilu, ligo.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...