Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Smaruję się samoopalaczem. Jak w tej piosence… właśnie, kto to śpiewał? Rockowy zespół, jakiś. Stoję w łazience przed lustrem i nie mogę sobie przypomnieć. Nic dziwnego, takiej muzyki nie słuchałam od… liceum? Dokładnie to może od wakacji po czwartej klasie. Wtedy jeszcze były cztery klasy. Smaruje się samoopalaczem… nanana… co dalej, albo przed tym było? Patrzę w lustro – no i przytyło mi się od wtedy. Ale mam męża, mieszkam dalej w tej małej mojej mieścinie, dobrze mi tu. Grabów. Grabów nad Prosną. Nie udało się. Mąż ma stałą pracę. Ja też. Nie śpiewa Whisky, moja żono. To pamiętam. Dżem! Mój ulubiony zespół. Kiedyś modne było mieć ulubiony zespół… Kiedy? Z sześć, siedem lat temu. Boże, jak ten czas leci. Prawa noga. Skąd ten tekst z samoopalaczem? Nosiłam dzwony, różne koszulki z nadrukami pacyfistycznymi. Kupowało się je z Oficyny Agrafka – ciekawe, czy jeszcze istnieje – zawsze w kilka osób, żeby mało dać za przesyłkę. I kasety magnetofonowe.
Teraz to już prawie relikt. Do użytku w samochodzie, chociaż tam też coraz częściej CD. Muzyka zajmowała dużo realnej przestrzeni. Specjalnie przeznaczone do tego celu półki zapychałam kasetami w opakowaniach i bez. Przegrywane i oryginalne, z wytwórni znanych na cały świat i te z niezależnych oficyn. Lewa noga.
Mąż pracuje na rusztowaniach. Montuje je. Ukończył technikum jako mechanik samochodowy, czy jakoś tak. W tej samej szkole co ja liceum: Zespół Szkół Zawodowych nr 2 w Ostrzeszowie. Ale on nie uwieńczył swojej edukacji egzaminem dojrzałości. Szkoda, że wówczas nie robili jeszcze amnestii. Poznaliśmy się trzy lata temu – już po szkole. Na dyskotece. On nie kupował nic w Agrafce, nie jeździł na koncerty, nie słuchał Dżemu, a już na pewno nie będzie wiedział, z jakiej piosenki jest ten tekst z samoopalaczem. Tak wyszło, takiego sobie znalazłam męża. Może jest pracownikiem fizycznym, ale na rusztowaniach naprawdę nieźle się zarabia. Najgorzej, gdy wraca z delegacji zmęczony. Wszystko go wkurwia. Jak wczoraj, zupa za słona, makaron za miękki, pies na kanapie, kurz pod kanapą. Tyle praca męża – ja wylądowałam w okienku bankowym. Jak moja mama. Po znajomości zresztą. Czego teraz nie osiąga się po znajomości – tłumaczy mój ojciec – znać ludzi, którzy mogą ci coś załatwić to podstawa.
Mam dwadzieścia cztery lata.
Jak u Różewicza… Ocalony! Co oprócz Ocalonego napisał Różewicz? Kartoteka! Ale coś nowszego? Nie pamiętam, albo nie wiem po prostu. Tworzy jeszcze – chyba! Jakoś w klasie maturalnej jak byłam, to dostał nagrodę literacką Nike. Albo miał dostać. Za co? Moja koleżanka otrzymała jego tomik jako wyróżnienie za osiągnięcia w nauce. Czarna okładka z białą opaską i napisem Nike – tytuł mi umknął. Ja dostałam… jakąś niebieską książkę. Na sali gimnastycznej w ładnych strojach wyjściowych. Nawet chłopacy. Dumnie odbieraliśmy świadectwa maturalne. Obiecaliśmy sobie częste spotkania. Imprezy… czy wymieniałabym wszystkich chociaż z imienia? O nazwisku nie pomnę. Mówili o nas zgrana klasa. Trzydzieści bliskich mi osób. I dupa. Mam innych znajomych i przez pół dnia siedzę sobie w okienku bankowym, które wydawało mi się dużo ciekawszym miejscem, niż się okazało. Panienka z okienka po znajomości. Ale w końcu ukończyłam zaocznie Zarządzanie Biznesem, więc jestem odpowiednią osobą na to stanowisko. Przepraszam, proszę, dziękuję, nie, nie udzielimy panu/pani kredytu. A zaraz po LO zdawałam na polonistykę do Wrocławia. Ponad połowa mojej klasy tam chciała studiować, wiązaliśmy plany życiowe z tym miastem. Wyłożyłam się jednak już na egzaminach wstępnych. Zdarza się. Zresztą: mało kto z nas się dostał do Wrocławia. Brzuch.
Drugie dziecko w drodze. A tamta pociecha, to pięcioletni wrzód na tyłku. Tyle trzeba było dla niego poświęcić, a on… Zresztą małe to, to głupie. Trzy lata ma zaledwie. Pewnie teraz trzymając dwa ludziki-żołnierzyki biega po pokoju i udaje, że się biją. Plastikowe pamperki. Nasłuchuję. miałam racje, słyszę te odgłosy: DU, DU! DŻY! A jak przyjdzie szkoła? Podręczniki, zeszyciki, tornistry, mundurki – nie daj Boże. Coś mi jednak zostało w głowie z idei, którymi faszerowałam swój młodzieńczy umysł. Ten strach przed uniformizacją. Wszystkich do jednego poziomu wyglądu sprowadzić, a może i zachowanie jeszcze wszystkim jednakowe zaszczepić? To wydaje mi się gorsze niż te zbrodnie małolatów. Jak ja chodziłam do pierwszych klas podstawówki również nosiłam mundurek. Się nosiło mundurki. Do drugiej, albo trzeciej. Parami spacerowaliśmy po korytarzu w trakcie przerwy, ustawialiśmy się równiutko pod salą. Poza tym: strasznie drogie mają być te stroje. Wolałabym kupić jakieś firmowe kino domowe. Będziemy oglądać Dirty dancing, bo mój mąż wmówił sobie, że każda kobieta namawia na ten film swojego faceta. Ja wolę obejrzeć Imię Róży, chociaż oba te filmy już mnie nużą. Jeżeli nie mam na czym myśli i uwagi zawiesić to zasypiam. Jak podczas Podwójnego życia Weroniki.
Gdy byłam w liceum wszyscy z moich znajomych zaczęli chwalić Kieślowskiego. O ile Dekalogi potrafiłam jeszcze zmęczyć, tak Weronika była nie do przerobienia. Zasypiałam przeważnie w okolicach sceny pogrzebu. Oczywiście i ja twierdziłam, że to świetne filmy, że je lubię itd. itd. Tak się po prostu robi. Nikt nie chciał wylecieć poza grupę, więc byliśmy zbiorczo ekologami, anarchistami, pacyfistami… Zresztą podkochiwałam się w chłopaku, który grał w zespole punkowym. Potem poderwał mnie jego kolega – z kimś trzeba było chodzić. Jeździłam na koncerty, na festiwale: Krotoszyn, Koźminek, Woodstock. Miłość, Wolność, Pokój – zawsze z dużych liter.
Fajnie było. Wszyscy ludzie byli braćmi. Widzę w lustrze swój zadumany uśmiech do przeszłości, zamyślone oczy. Wracam do tej sceny: lipiec chyba. Siedzimy na jakimś koncercie, grają reggae, jest ciepło, dwójka kolesi dosiadła się do nas. My to ja i moja koleżanka Paulina. Właściwie rozmawiamy tak bez ładu i składu. Palimy papierosy, marihuanę, pijemy piwo. Ważne żeby tu być i po powrocie poopowiadać jaki był niezły klimat. Wszystko faktycznie jest dobrze do momentu, kiedy Paulina ląduje z tym jednym pancurem w namiocie. Jakoś mi tak to w niesmak właściwie. Ona na poważnie widać brała te brednie o wolnej miłości, czy jak to tam było. Ciekawe, czy chociaż zabezpieczyli się. Ale to taki brudas był. Żadnej higieny. Już nigdy tych facetów nie spotkałam, Paulina zresztą też nie. Myślę często o tej scenie, ale jakoś mało konkretnie, jak o moim obecnym życiu seksualnym z moim mężem, które jest takie… ‘normalne’? Odkładam samoopalacz na miejsce.
Kto to śpiewał? I czy tam było smaruję czy smaruje? Po co mi to właściwie wiedzieć? W niedzielne popołudnie. Pewnie nic ciekawego nie leci w telewizji wieczorem. Same powtórki ostatnio. Od kilku lat właściwie. Otwieram drzwi i słyszę z radia w kuchni tę piosenkę o odgłosach potłuczonego szkła. Na ESCE dobre utwory grają…

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...