Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Zawsze przed weekendowym telefonem do domu czuję radosne podniecenie, które wkrótce potem odbija się przykrą czkawką. Za każdym razem okazuje się, że Polska, nawet na odległość, sprawia mi ból. Kolejni znajomi tracą pracę i zaczynają planować ucieczkę na Zachód. Mieszkania i domy drożeją w takim tempie, że nawet zarabiając sześć razy więcej mogę nie zdążyć kupić własnego kąta na czas. Wbrew marazmowi, jaki panuje w Polsce, kurs złotówki jest bardzo mocny. Przez to funt znacznie stracił na wartości i z pieniędzy, które wzięła Aneta ubyło blisko 30 procent. Postanowiliśmy nie wymieniać ich do czasu, aż któryś z ważniejszych polskich polityków nie wywoła kolejnego skandalu i związanej z tym paniki walutowej.
Po tym telefonie całkiem straciłem dobry humor wywołany sukcesami w pracy.
Kiedy dzień wcześniej kończyłem strzyc kilkusetmetrowy żywopłot, usłyszałem największy komplement, jaki może paść z ust Anglika.
- Brilliant! – wykrzyknął zachwycony klient - Robi pan to najlepiej ze wszystkich ogrodników, którzy u mnie pracowali.
Podziękowałem skromnym skinieniem głowy, schowałem pieniądze i przez całą drogę do domu podsycałem towarzyszący mi nastrój euforii.
Oczywiście nie obeszło się bez zabawnych wspomnień. Pierwsze kroki w ogrodnictwie stawiałem u boku Arka, więc żadne ryzyko, że coś spapram, nie istniało. Dopiero, gdy zacząłem pracować samodzielnie, wyszło na jaw, ile pułapek na mnie czyha. Udając doświaczonego profesjonalistę, nie przypuszczałem, że praca ogrodnika w Anglii to nie tylko pielenie grządek i zamiatanie podwórka.
Mój pierwszy raz z kosiarką wypadł bardzo żałośnie. Patrząc na koślawe pasma, zapragnąłem uciec do najciemniejszej nory. Zdjęty paniką i oblany lodowatym potem, zacząłem kombinować, jak wybrnąć z kłopotu. Wtedy wpadłem na pomysł, żeby przyciąć trawnik prostopadle. Wyszło dużo lepiej, ale wciąż widać było niedociągnięcia. Przejechałem jeszcze po przekątnej i dopiero wówczas odetchnąłem z ulgą. Ta lekcja przydała się później niejeden raz.
Podobnie było z krzaczkami, które ktoś zaniedbał, a potem zadzwonił do mnie, bym zrobił z nich piękne, okrągłe kopułki. Męczyłem się z jednym ponad godzinę, daremnie próbując nadać mu kształt choć troszkę przypominający kulę. Z drugim poszło odrobinę szybciej, po czym uznałem, że kolejny egzamin mam za sobą. Krok po kroku, uczyłem się kiedy i jak sadzić rośliny, kiedy je przycinać i pielęgnować. Zyskałem też bardzo istotną wiedzę, których krzaków, z uwagi na ich wrażliwość, w ogóle nie wolno przycinać.
I tak doczekałem się komplementu, że jestem mistrzem w cięciu żywopłotów.
Po telefonie do Anety, przez pół godziny siedziałem bez ruchu, gapiąc się w ścianę. Mój „anglosaski” optymizm trafił szlag. Postanowiłem coś z tym zrobić i staropolskim zwyczajem zalałem robaka.
Już po paru piwach zrobiło mi się lekko i przyjemnie. Alkohol spłukał szlam z mojego mózgu, przywracając dobry humor.
I znów byłem mistrzem ogrodnictwa oraz fachowcem od remontów. Miałem roboty po uszy, ba, ledwie mogłem podołać tym wszystkim zgłoszeniom.
Nagle wyobraziłem sobie wielki skandal, jaki wybuchł z mojego powodu i głośny proces sądowy przeciwko mnie. Widziałem nagłówki w prasie: „Polski magister zdemaskowany”, „Wielka wpadka krakowskiego filmoznawcy”, Niezdarny inteligent odpowiada za szkody”... I te fotografie. Oczywiście, najohydniejszą (nieogolony, worki pod oczami, trzydniowy zarost z celi) zamieszcza The Sun. Sąsiaduję na niej z maniakalnym mordercą dwóch szesnastolatek. Obaj wyglądamy jak kumple ze szkolnej ławy. Odpowiadam za niemoralne wykorzystanie wdów, rozwódek i żon ludzi niezaradnych, którym po pewnym czasie pousychały kwiaty, obumarły krzewy, zawaliły się płoty, odpadły tapety, złuszczyła się farba. Machina sądowa rozkręca się, zarzuty obejmują wiele woluminów, a mnie od tego wszystkiego zaczyna boleć głowa.
Ubawiony tą wizją, rechoczę sam do siebie.
Trochę mi już odbija. Z przepracowania, z powodu zarwanych nocy, z tęsknoty za krajem, w którym nie mam już czego szukać. Muszę wytrzymać jeszcze miesiąc. Potem siadam w auto, zakładam lustrzanki, wystawiam łokieć za okno i ruszam do Polski. To będzie wydarzenie! Prawie czuję zapach naszych gór, smak potraw, atmosferę na ulicach. Londyn, choć jest moim naturalizowanym domem, nigdy nie będzie moim Bielskiem-Białą, Krakowem, Wadowicami.
Raptem chwyta mnie za gardło lęk, że mieszkając w tylu różnych miejscach, stałem się człowiekiem znikąd.
Fobia przegania sen, więc sięgam po jeszcze jedno piwo i mapę Europy. Po raz kolejny wirtualnie dojeżdzam do białych klifów Dover, o których marzył Hitler, pokonuję English Channel (dla francuzów i całego kontynentu La Manche, jednak każdy Anglik obraziłby się śmiertelnie, gdybym przy nim użył tej nazwy) i ruszam wybrzeżem Francji w kierunku Belgii. Mijam Bruggię, Eindhoven i wpadam do Zagłębia Ruhry. Potem dłuuugo jadę niemieckimi autostradami, hen do polskiej granicy.
Tylko miesiąc, jeszcze miesiąc.

Opublikowano

Wiesz Asher? Podobne odczucia miałem w Holandii, chyba dlatego Twój squat jest tak chętnie przeze mnie odwiedzany. W końcu stamtąd zwiałem i wróciłem do Polski na dobre. Nie chciałem być człowiekiem znikąd, ale chyba bardziej nie chciałem być obywatelem drugiej kategorii, bo to dało się odczuć w środowisku do którego trafiłem. To tylko mój wycinek losu, nie emigracji, nie należy więc uogólniać. I duży plus dla Ciebie, bo ja jakoś nie mam mocy by o tym pisać. Może kiedyś :)
Co do tekstu. Jest zwięzły, lekki i łatwoprzyswajalny. Pojawia się tu sentyment, którego wcześniej mi brakowało, jednak bohater nie wyparł się polskości. Tak trzymać.
Zdanie w nawiasie o kanale La Manche - radziłbym trochę doprecyzować, bo dopiero za trzecim razem dotarło do mnie co autor miał na myśli. Może wrzuć tam myślnik : "dla Francuzów i całego kontynentu - La Manche.....
Nie wiem czy "dłuuuugo" jest literacko poprawne, ale za to "hen, do polskiej granicy" jest tak polskie, tak cudownie nasze i od setek lat używane przez całe pokolenia emigrantów, że szalenie mnie urzekło. Dobrze, że wplotłeś tu nieco polskości.
Hen daleko, gdzie zielone łąki i śpiew skowronków...
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dedykuję dla pokolenia, które dorastało w cieniu reaktora nr 4. - J. J. Zieleziński ++++++++++++++++++++++++++   Kak nam nakazał dyrektor Wania "Reaktor wymaga przetestowania"* Ponagla nas, aby rozpocząć test: "Wyłączcie mi zaraz E-Ce-Ce-eS*!" Moc reaktora planowo spada*, Partia z tego powodu jest rada. Już po raz czwarty z rzędu ten test*, Victor Bryukhanow nieomylnym jest. Zaraz to wszystko rozpocznie się, Napięcie wśród nas jak przed burzą jest. Już wyłączona jedna turbina, 50 procent reaktor trzyma. Wtem jakiś partyjniak z Kijowa Opóźnić test karze lub zastopować*. To pierwszy problem, który zaszkodzi, Lecz normy planowe jest mus wyrobić. Jest w pół do pierwszej – problemy nowe W rdzeniu zatrucie jest ksenonowe*, Lawina neutronów jest pochłaniana, Reaktor nie kwapi się do działania. eR-Be-eM-Ka* - reaktor ruski, posiada dodatni współczynnik pustki*, a to dla jego rdzenia oznacza, zbyt dużo pary tam nie popłaca*. Tymczasem Diatłow* swą mordę drze "Nu kak wy duraki diełacie ten test?!" Pręty* co w ryzach reaktor trzymały Wyciągnąć karze rozumek mały. Rozszczepień reakcji rusza lawina*, Nikt wzrostu mocy już nie powstrzyma*. Wszystkie wskaźniki są na czerwono, Koszulki prętów paliwa płoną*. Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć* Śmierć z reaktora zaciska swą pięść Radionuklidów wybuch wystrzela Rozpoczynając śmierci wesela. I przyszła ta blada, koścista pani... Po dzieci, po ludzi co nawdychani produktów przemian promieniotwórczych i chorób związanych z tym rakotwórczych. Wiatr z Czarnobyla zatacza swe koło, a w Polsce dzieci się śmieją wesoło* Nie straszno im eto? A to po cziemu? A... bo to było ze trzy dni temu...* W końcu podali nam płyn lugola* Lek wprost genialny jak ruska kola. Czy śmierć nas dotknęła? Tego nie wiemy,* Dziękujmy więc Bogu, że jeszcze żyjemy. ++++++++++++++++++++++++++ Wyjaśnienie * - gwiazdek (liczby po lewej wskazują na numery wersów): skróty wstępne: Rdzeń Reaktora nr 4 RBMK CEJ = R4CEJ CEJ = Czarnobylska Elektrownia Jądrowa 2 - "Reaktor wymaga przetestowania" – R4CEJ wymagał przetestowania. Jednak włodarze ukraińskiej partii ZSRR, aby zrealizować plan wykonawczy (i otrzymać nagrody), oddali go do użytku PRZED tym krytycznym testem. Test był na tyle krytyczny, że funkcjonalność była zarządzana przez wyższych rangą przedstawicieli partii ZSRR, co stawiało decydentów w niekomfortowej sytuacji – wiedzieli, że test musi absolutnie być wykonany. 4 - "E-Ce-Ce-eS" – ECCS = Emergency Cooling Core System = System Awaryjnego Chłodzenia R4CEJ, wyłączony ok. 14:00 25 kwietnia 1986, niecałe 11 godzin przed awarią. 5 i 12 - od 3:00 do ok. 13:05 25 kwietnia 1986 realizowano planowe obniżanie mocy reaktora z ok. 3200 MW do ok. 1600 MW (50% mocy znamionowej R4CEJ). 7 - feralny test był tak naprawdę już czwartą próbą zaliczenia testu awaryjnego rozruchu R4CEJ. 10 i 14 - Test odbywał się pod koniec miesiąca, przed Świętem Pracy, kiedy większość zakładów starała się wyrobić jak najlepsze normy (nagrody dla partyjniaków w fabrykach). Test zbiegł się w czasie z decyzją dyspozytora sieci energetycznej w Kijowie, który miał większe kompetencje niż dyrektor CEJ, więc test musiał zostać wstrzymany na ponad 9 godzin, do ok. godz. 23:00 25 kwietnia 1986. W warunkach niepełnej mocy R4CEJ gromadził w rdzeniu Ksenon-135, gaz silnie obniżający wydajność reaktora. 17 - "eR-Be-eM-Ka" = RBMK = Reaktor Bolszoj Moszcznosti Kanalnyj = Reaktor Kanałowy Wielkiej Mocy. 18, 20 i 23 - "posiada dodatni współczynnik pustki" – positive void coefficient – parametr fizyczny reaktorów RBMK: im więcej pary wodnej w rdzeniu, tym moc reaktora wzrasta (więcej neutronów do reakcji łańcuchowej). W kontrolowaniu rdzenia RBMK należy zachować równowagę między dodatnimi i ujemnymi czynnikami reaktywności. Dodatnie współczynniki reaktywności (zwiększają moc RBMK): wzrost temperatury moderatora (więcej pary → moc rośnie) wyciąganie prętów kontrolnych w początkowej fazie (mniej wychwyconych neutronów → moc rośnie) brak moderacji kanałów z paliwem (wzrost temperatury paliwa → moc rośnie) Ujemne współczynniki reaktywności (obniżają moc RBMK): wzrost ciśnienia w chłodziwie bez efektu dodatniego pary (spowolnienie neutronów → moc spada) zanurzenie prętów kontrolnych (wychwyt neutronów → moc spada) zatrucie ksenonowe (pochłanianie neutronów Ksenon-135 → moc spada) zwiększenie przepływu chłodziwa (wychłodzenie paliwa → moc spada) 21 - "Diatłow" = Anatoly Dyatlov – nadzorca techniczny, popierany przez partyjny zarząd CEJ. 25, 26 i 28 - Pozbawienie R4CEJ elementów hamujących jego reaktywność i niefrasobliwa utrata kontroli, a następnie próba wyhamowania nagłego wzrostu mocy – moc skacze lawinowo z ok. 200 MW do 30 000 MW (10-krotnie ponad dopuszczalną moc projektową). 29 - "Zero, raz, dwa, trzy, cztery i pięć" – choć wygląda jak odliczanie, wiersz odzwierciedla dokładny czas awarii R4CEJ: 01:23:45. To godzina drugiego wybuchu (reakcja wodoru z tlenem), sekundę po pierwszym wybuchu pary wodnej, który wyrzucił do atmosfery miliony radioaktywnych cząstek, m.in. jod-131, cez-137, stront-90 i pluton. 38, 40 i 41 - W Polsce alarm dla dzieci w szkołach wprowadzono dopiero trzy dni po awarii (około 28 kwietnia 1986), mimo że wyciek miał miejsce 26 kwietnia. Około 18 milionom Polaków (w tym dzieci) podano płyn lugola – "cudowne lekarstwo", często w niewystarczających ilościach i nieodpowiednim stężeniu. Miało to wprowadzić fałszywe poczucie bezpieczeństwa i brak roszczeń wobec władz PRL. 43 - Alegoria do osób, u których skutki awarii wystąpiły po latach – powolne, przewlekłe choroby śmiertelne. ++++++++++++++++++++++++++ Polecam obejrzeć serial "Czarnobyl" z 2019 roku. A tutaj niektóre materiały wideo (niestety nie znalazłem po polsku):              
    • @Zbigniew Polit Skoro jest Pan tak pewnym swego, empirykiem, to niech Pan udowodni, że Boga nie ma. Na pychę ludzką jeszcze nikt nie wynalazł lekarstwa... . Może właśnie poprzez moją osobę Bóg, stwórca nieskończonego wszechświata, zauważył i Pana, "krytycznego ateistę"? Pana  "wiara w to, że Boga nie ma" sięga korzeniami tzw. "oświecenia" i filozofii J.J. Rousseau, który dopatrywał się wyższości moralnej w pospolitym dzikusie. Chyba nie muszę Panu tłumaczyć dlaczego.
    • Słyszę serca bicie  Słyszę oddechy niespokojne    Ale nikt nie szykuję się  Na wojnę    A świat gubi  Powoli oddech...      
    • Łapy: szyfr, a harfy - cyfra harfy ,- zsypał.  
    • I naga ma akt: utka, ma gani.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...