Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem jak ten Anioł bezdomny
Nie mam własnej drogi, celu, ani duszy do opieki
Moje skrzydła zostały podcięte i zwisają bezwładnie
Już nie polecę do nieba szczęścia
Rany otwarte, ciężko się zrastają,
Może nawet nigdy skrzydła nie odzyskają swego piękna
A może każda blizna sprawia że są piękniejsze?
Jak zagubiony wędrowiec tułam się po drodze
Ścieżki usłane różami, których kolce ranią stopy
Droga kręta i długa wiedzie do przeznaczenia.
Lecz krzaki te choć dają szczęście również ranią
Nie pozwalając iść dalej, przerywają marsz...
Polecieć nie mogę, bo skrzydła zwisają bezwładnie
Krew wciąż kapie ze skrzydeł, zostawiając ślad na drodze
Jak groszki, które pozwolą wrócić do przeszłości
Jednak czy można ją zmienić?
Nawet Anioł tego nie może.
Szczególnie bezdomny, bez imienia, tułający
Czy znajdzie odpowiedni tor?
Porzucony przez swoje przeznaczenie, brnie naprzód
Ze spuszczoną głowa, łzy kapią na ziemię
Czy to jest konieczne?
Polecieć pragnie, bo iść nie może
Jednak nadaremnie...

Wrócić by odmienić przeznaczenie, by podopieczna wróciła
Zechciała go jeszcze, obserwuje Ją przez prześwity,
bo ich ścieżki są równoległe
Pragnie ją dosięgnąć, lecz kolce przeszkadzają,
Serce bije mocno, ale jeszcze mocniej boli
Ból rozdziera pierś, a Anioł wydaje krzyk
Rozdziera ciszę, buntując się temu co się dzieje.
Zawrócić nie może...
Czy coś zrobił źle?
Pragnie coś zrobić, lecz wszystko mu przeszkadza
Poranione skrzydła, krzewy, które bronią dostępu
Niegdyś nie były straszne, lecz teraz?
Wszystko w nim wrze, gniew i złość rodzi się
Pragnie zmienić tok wydarzeń
Lecz czasu nie cofnie
Czy może coś naprawić?
Czy dalej ma podążać swoja drogą?
Czy jest sens by walczyć?
Odrzucić wszystkie krzewy i sprawić by znów nie zadawały bólu?
Dręczy go ta myśl,,, Pragnie zmienić los, by znów wszystko było dobrze...

  • 6 miesięcy temu...
Opublikowano

Wiesz Andre, ja nie wiem o co walczy ten Twój anioł, ale wiem o co Ty musisz walczyć - o dobrą formę. Czym dalej brniesz w tekst, tym więcej błędów popełniasz. Interpunkcja kuleje i powtarzasz się. Skróć ten wierszyk. Zbierz myśli, albo napisz nowy tekst.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...