Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Andre jeszcze raz spojrzał do tyłu. Gliny najwyraźniej zgubiły trop, bo ich kroki stały się dziwnie odległe. Zatrzymał się w miejscu, gdzie kilka godzin temu odsunął pokrywę. Wciąż była obluzowana. Z trudem uniósł znowu. Zgrabnie wsunął się do kanału i zaciągnął za sobą pokrywę. Smugi światła odbiły się od półokrągłych, pokrytych grubą warstwą śluzu, gdy grupa gliniarzy z latarkami przeszła nad kanałem. Był już jednak daleko, cichszy od szczurów popiskujących w ciemnościach.

-Śmierdzisz jak szczur!- Enricke wykrzywił swoją małą buzie, kiedy starszy chłopak minął go w drzwiach starego teatru. Andre puścił mimo uszu uwagę chłopczyka.
-Gdzie jest Henry?- zapytał, zrzucając płaszcz i niedbale zawieszając go na zjedzonym przez korniki wieszaku. Potem rzucił się na starą, obitą skóra kanapę, z której natychmiast wystrzelił tuman kurzu.
-Włóczy się po mieście.-odparł Enricke, wpatrując się w niego wyczekująco.
-O tej porze?- Andre uniósł się na ramionach, wyraźnie zaskoczony. Jego wzrok powędrował do starego zegara na ścianie. Z niedowierzaniem przyglądał się zardzewiałym wskazówką. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że zegar nie działa. Baterie już dawno się wyczerpały.
Enricke przechylił się przez oparcie kanapy. Jego małe oczy płonęły chciwo, gdy zadawał pytanie.
-Masz to?- powiedział cichym, pobożnym głosem, jakby to, o czym mówili, było świętą tajemnicą.
-Co?- mruknął, udając, że nie rozumie. Młodszy chłopczyk nerwowo oblizał wargi.
-To, po co wyruszyłeś!- powiedział zduszonym głosem. Zaciśnięte kurczowo palce na kanapie pobielały.
-W kieszeni płaszcza…
Enricke jednym susem doskoczył do wieszaka i z zapałem zaczął obszukiwać materiał. Po chwili zapiszczał z radości. Andre obserwował go uważnie z pod przymkniętych powiek. Małemu z zachwytu odebrało mowę. Usta otwierały się, nie wydajać dźwięków, a oczy rozwierały szeroko, niedowierzając. Po chwili Enricke odetchnął. Z zdumieniem spostrzegł, że przez cały czas z podniecenia wstrzymywał oddech. Jakby wszystko mogło okazać się snem…
W dłoni trzymał najpiękniejszy złoty zegarek, z misternym wzorkiem na zamknięciu i ze srebrnymi trybikami w kształcie zwierząt. Pierścionek z rubinową różą. Nóż do papieru ze szmaragdową rączką. Złote kolczyki w kształcie małych kluczyków. Łańcuszki: srebrne, złote, grube, i bardzo delikatne. Wisiorek z szafirem, bransoletkę z piaskiem pustyni, mieniącym się ciepło złotymi refleksami. Korale, pierścienie, pojedyncze kamyki, klipsy…Przez chwilę myślał, że Andre obrabował sklep jubilerski. „Nie!” pokiwał głową. „Nikt nie jest taki głupi, żeby rzucać się na jubilera! A Andre jest mądry!”
-Podoba ci się?- spytał sennie Andre. Enricke nie odpowiedział. Nie musiał. Wyraz jego twarzy mówił sam za siebie. Andre zasnął wkrótce, zadowolony, mając przed oczami obraz małego Włocha, w którego spojrzeniu odbijały się wszystkie skarby świata. Przez krótką chwilę mógł odpłynąć w krainę zapomnienia, marząc o lepszych czasach.





Henry zobaczył ją w chwili, gdy kradła jabłko z jednego z wciąż otwartych straganów. Mimo późnej pory na wąskiej ulicy wciąż kłębiło się weneckie życie. Ludzie robili zakupy, turyści przechadzali się po mieście, zakochani szli przed siebie, nie zważając na otaczający ich świat. W tym całym zamieszaniu zdołał wychwycić dziewczynę.
W pierwszej chwili myślał, że wszystko mu się przyśniło. Dziewczyna najpierw pochłonięta była rozmową z właścicielką straganu, tęgą, młodą kobietą o twarzy zniszczonej przez ospę. Pewnie dyskutowały o jakiejś błahej sprawie, jak kosmetyki czy ciuchy. Sprzedawczyni najpierw uważnie słuchała swojej rozmówczyni, a potem wylewnie opowiedziała o swoich problemach. W każdym razie dziewczyna nie skupiała się tylko na konwersacji. Zręcznym ruchem nadgarstka, pod nieuwagę rozochoconej sprzedawczyni, za zasłoną tłumu, zgarnęła ze straganu jabłko i podała je… psu. Zwierzak niespiesznie odszedł od dziewczyny i zniknął za pierwszym zakrętem.
-Ha! Widziała to pani?!- zapytała wyraźnie wzburzona dziewczyna. Sprzedawczyni powiodła wściekłym spojrzeniem za znikającym kundlem.
-Pies-złodziej! Co to się porobiło na tym świecie!? I psy też kradną?! Jak byłam mała, to pies był przy budzie i żaden wyrzutek nie kręcił się po ulicy! A teraz? Odwrócisz wzrok i już!
Dziewczyna pokiwała powoli głową, całkowicie zgadzając się ze sprzedawczynią.
-Teraz to w Wenecji źle się dzieje! Brud i hańba! Turystów coraz więcej, to i poziom przestępczości wzrasta. Ostatnio kręci się tu taka zgraja.. Jeszcze mają mleko pod nosem,
a już schodzą na złą drogę. – dziewczyna wzruszyła zrezygnowana ramionami, wkładając ukradkiem do torby dwie pomarańcze.
-Takie czasy!- rzuciła smętnie dziewczyna, podziękowała sprzedawczyni i zniknęła za zakrętem, tym samym, w który wbiegł pis. Henry ruszył za nią. Nie wszedł jeszcze w uliczkę, kiedy zobaczył dziewczynę siedzącą przy kundlu. Wyciągnęła do niego rękę, a psiak położył na niej jabłko. Dobyła noża z torby, zwykłego, kuchennego z drewnianą rączką i przecięła owoc na pół. Część dała zwierzakowi, który połknął ją łapczywie. W drugą wgryzła śnieżnobiałe zęby. Henry znalazł się przy niej, kiedy wyrzucała ogryzek.
-Sprytnie, jak na dziewczynę.- zagadnął stając tuz obok, w jak najbardziej wyluzowanej pozie. Zmierzyła go chłodnym spojrzeniem.
-Dziękuję, ale to wątpliwy zaszczyt słuchać komplementów kogoś, kto kryje się w mroku!- odparła, prostując się. Henry postąpił krok do przodu. Na znak dobrej woli chciał pogłaskać wielką psią mordę, ta jednak natychmiast zalśniła od kłów.
-Nie radzę.- ostrzegła dziewczyna, kładąc uspokajająco dłoń na karku zwierzaka.
-Rzadko spotyka się dziewczynę z pchlarzem, która okrada porządnych ludzi.
Dostrzegł po jej twarzy, że ugodził w czuły punkt.
-Masz coś do tego?- ruszyła w jego stronę. –Bo jak nie to spadaj!
Uśmiechnął się, prezentując mniej imponujące uzębienie.
-A jeśli nawet?
-Uważaj, bo mój pchlarz ciągle jest głodny!



Ktoś gwałtownie potrząsnął Andre. Chłopak otworzył oczy i kilka razy przetarł powieki. Pryszczate oblicze Henry’ego wyszczerzyło się w najpaskudniejszym uśmiechu.
-Wreszcie się obudziłeś!- krzyknął mu prosto do ucha chłopak. –Śmierdzisz, stary!- skrzywił się. Andre uniósł się z kanapy i przeczesał palcami włosy.
-Czemu mnie budzisz, idioto?- warknął, rozmasowując obolały od leżenia na zapadłej kanapie kark. Henry uśmiechnął się jeszcze szerzej i kiwnął głowa w kierunku drzwi.
-Obyś miał powód…- burczał Andre, odwracając się. Spojrzał ku wejściu do starego teatru i oniemiał. Rozglądając się bacznie po zrujnowanym pomieszczeniu, w pomieszczeniu stała dziewczyna, a obok jej nogi posłusznie siedział ogromny pies. Z tą chwilą Andre doszedł do wniosku, że chyba ciągle jeszcze śpi…
Henry wyrzucił pustą puszkę po orzeszkach do pełnego już zlewu. W pomieszczeniu, które z przyzwyczajenia nazywali kuchnią, a które pełniło rolę bufetu za czasów świetności teatru wyposażone w kilka lodówek, piecyk i lady wystawowe oraz zlew i pochłaniacz. Andre oparł się plecami o lodówkę.
-Jeżeli chcesz się zabawić, możesz to zrobić u siebie.- warknął starszy chłopak. –Nie trzeba od razu zrzucać mnie z kanapy!
Henry pokręcił głową.
-Ta mała ma ręce równie zręczne jak Enricke!- powiedział Henry, zaglądając do lodówki. –Wpadła mi w oko, mówię ci. I ten jej kundel! Szkoda, że nie widziałeś, jaki numer wykręcili!
-Co ty sobie wyobrażasz, Henry?- mruknął. –Że ona zamieszka z nami…?!
-Nawet bym nie chciała.- weszła do pomieszczenia sprężystym krokiem. Zajrzała do zlewu
i wydała z siebie przeszywający syk.
-Tyle dobrze, że nie ma tu jeszcze karaluchów. – powiedziała, odsuwając się od zlewu. Pies wszedł za nią. Obrzucił wszystko lekceważącym spojrzeniem i zwrócił wielki pysk w stronę Andre.
-Niech się wynoszą!- warknął do Henry’ego. –Ona i jej kundel!
Pies w odpowiedzi zamerdał ogonem i poczłapał, aby obwąchać chłopaka. Drugi nastolatek uśmiechnął się zadowolony.
-Lubi cię!- ucieszył się Henry. –Na mnie szczerzy kły.
-Co za dużo, to nie zdrowo!- dziewczyna przywołała psa do nogi. –Nie wiem, po co przyprowadziłeś mnie tu, Harry.
-Mam na imię Henry…
-Bez znaczenia.- przerwała mu. –Twoja „złodziejska brać” nie jest zachwycona moją osobą. Zatem- idę!
Henry zastąpił jej drzwi i wlepił w nią błagalne spojrzenie.
-Czekaj jeszcze chwilkę!- poprosił. Po chwili znalazł się przy Andre.
-Pomyśl tylko!- szepnął mu do ucha. –I co z tego, że to dziewczyna? To także złodziejka
i to całkiem niezła…
-Będzie siedzieć w kuchni?- spytał jadowitym głosem, nie spuszczając z niej wzroku. Obróciła się gwałtownie, piorunując go spojrzeniem.
-Chyba kpisz…!
-Jasne, że będzie!- Henry jednym ramieniem objął Andre drugą ręką przytrzymał dziewczynę za łokieć. –A teraz poznajcie się! To jest Andre. A to Leah.
Wymienili wściekłe spojrzenia.
-A teraz pokarzę ci twój pokój…
-O nie!- Andre zaśmiał się upiornie. –Ona śpi na kanapie.
Leah odwzajemniła spojrzenie.
-Łaski bez, Henry. Kanapa wystarczy.

Opublikowano

1) Smugi światła odbiły się od półokrągłych, pokrytych grubą warstwą śluzu, gdy grupa gliniarzy z latarkami przeszła nad kanałem. - Co było pokryte grubą warstwą śluzu? Co w rzeczywistości odbiło światło? - Przyznaję, że nie rozumiem. Aha, chodzi o pokrywy, ale to trzeba napisać, mimo wszystko - użyć jakiegoś synonimu "pokrywa"
2) "zawieszając go na zjedzonym przez korniki wieszaku" - Gdzie był ten wieszak? - w żołądkach korników? - lepiej: nadgryzionym przez korniki wieszaku
3)obitą skóra kanapę - skórą
4) Jego wzrok powędrował do starego zegara na ścianie - na stary zegar, ponieważ wzrok może spocząć na czymś, zatrzymać się na czymś - ale nie wchodzi do...
5) zardzewiałym wskazówką - wskazówkom
6) Jego małe oczy płonęły chciwo - chyba "chciwie", ale głowy nie daję, sprawdz w słowniku
7) obserwował go uważnie z pod - spod
8) Z zdumieniem spostrzegł - ze zdumieniem
9) w który wbiegł pis - a za nim PO z Tuskiem na czele :))

Resztę błędów zostawiam do znalezienia innym.
Podsumowując: Świetnie piszesz! Jesteś materiałem na pisarkę! Lekkość twojej narracji sprawia wrażenia, że czyta się utwór profesjonalisty, starego wyjadacza. Tylko te błędy.
W ogóle nie mogę zrozumieć, skąd takie błędy u Ciebie. Czyżbyś zbyt mało czasu poswięciła na korektę?
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...