Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

obrzmiały pęcherz rodził się gdzieś na wschodzie
krzyczały mewy łodzie tarły o siebie kadłubami i rdzewiały
próbowaliśmy to utopić

pomiędzy deskami świeciły kawałki ryb wierzyłem
jeszcze nauczymy się zapominać
zatęchłe drewno skrzypiało ty też
obiecałaś sobie wiele

Opublikowano

no dobra Piotr - jak zabawa to zabawa
pozwól, że najpierw rozbiorę tytuł

pom - pomorski (chodż pomorze zupełnie z innej beki się wzięło)
ost - wschód

a teraz hip-hop:

obrzmiały pęcherz jak długopis
okrzykiem mewy trącej łodzie
podzielić chciało by się topić
lub pisać w fali bo w tym wschodzie

pomiędzy dechą i rybami
zatęchły myśli dnem lecz na dół
idą tak zwani bohaterzy
co mieć nie mieli w pen'ie wkładu

i sugestie

rdzewieć - może tlenić - oddychać?
próbowaliśmy - znosiliśmy lub nosilismy

z ukłonikiem i pozdrówką MN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



rdza - związana z metalem - a tu na łodziach te brązowe to protista - chyba mają nawet swoją nazwę - acz, widzisz zapomniałem, hi, napewno nie pantofelki (bo to bakterie) ale jakoś tak otoczaki? nie pamiętam, sorka

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ej tam - drewniane czy nie drewniane
a łodzie "jedne o drugie" winny trzeć
a jak mogą o siebie? mogą też o piasek
ejć, dobra - bo się czepiam - próbowałem
tylko przekazać - kiedyś literaci
czepili się Mogielnickiego - bo napisał
"i sobie sam" - a winno być "sobie samemu"
ech - zatęchłe drewno nie umie skrzypieć
to co słyszymy to efekty dźwiekowe ciśnienie wody
w nich "samych sobie" - ejć - koniec kadzenia
chyba że Ci to nie przeszkadza - nie zamierzam
walczyc - jedynie być na Tak albo Nie
jeśli co
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

proszę mi wyjaśnić dwie rzeczy:

1. czym jest gniot
2. czym jest lobo

jeśli chodzi o pierwsze pojęcie, ciekaw jestem Twojego podejścia do niego, bo nie raczyłeś wyjaśnić, dlaczego.
a czym jest lobo po prostu nie wiem, domyślam się, że to Twój guru poetycki. Tym chętniej chciałbym zobaczyć jakieś namiary, żeby sobie to ułożyć.

Poza tym, jeśli stać Cię jedynie na taki komentarz, to przy następnych moich tekstach je sobie daruj.
Szacunek wymaga wyjaśnienia swojego zdania. Jeśli natomiast nie szacunku Ci brakuje, to po cóż się odzywać?

Opublikowano

zapytałem, jak te sugestie odnoszą się do wiersza, bo jako podmiana słów mi nie pasowały. Chętnie porozmawiam.

A Pan Mirek dał upust chamstwu i czmychnął. Podejrzewam, że jest to wynikiem nieprzychylnego komentarza pod jego tekstem, ale mimo to domagam się wypowiedzi bardziej dojrzałej.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jajć, zmiany to Twoja sprawa - próbowałem Ci tylko przekazać swój obraz i taki tam jeden przypadek z "siebie" - widzisz - jeszcze jedno mewy chyba nie krzyczą, jajć, słyszałeś ich normalny głos? mewy mogą drzeć powietrze - ale oczywiście przyznasz, że to wyświechtany skrawek czyjejś podłogi, zresztą same mewy nam nie powiedzą, nie wyszepczą, nawet nie wykrzyczą co robią z dziobem, hi, ajć czasem mewy myli się też z innymi ptakami

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

ale ja nie neguję Twojego odbioru i obrazu. Przecież to właśnie jest najważniejsze. Darcie powietrza to moim zdaniem dobre połączenie. Tutaj chodziło mi o krzyk, pl tak to odebrał.
Zauważ, że bohater tekstu nie musi znać się na ptakach, na dźwięku. To wiersz o świecie wewnętrznym, nie musi być nieomylny. Powinno się raczej unikać pomyłek w tekstach bardziej moralizatorskich, czy filozoficznych. Tak sądzę.

"rdzewieć - może tlenić - oddychać?
próbowaliśmy - znosiliśmy lub nosilismy"

wyjaśnij mi to, bo nie wiem, jak się odnieść. Sugerujesz zamianę słów?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



rdzewieć znaczy tyle co utleniać się, a o rdzy na już się wysłowiłem, że najczęściej tylko sie wydaje - boć to protista, pierwotniaki

próbować - coś przeżywać, znosić, doświadczać

ale to tylko sugestie - żaden napad, a jeśli moralizuję to sory, spróbuję się przestawić,

dziś Piotrze już wybacz, czas na mnie, możech coś zmienisz a jak nie to tyż dobrze

z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

zmieniłbym, jeśli miałoby to jakieś znaczenie dla wiersza.
łodzie rdzewiały (zauważ, że to wyklucza drewno, o którym wspomniałeś). i nieistotne, czy rdzewiały przez pierwotniaki. jakie to ma znaczenie. księżyc lśnił, bo lśnił, a nie dlatego, że odbijał światło słońca.
a próbować ma także drugie - i częściej używane znaczenie, które konotuje miejsce walencyjne 'coś', próbować coś zrobić.
myślę, że Twoje sugestie w tym przypadku niczego nie wnoszą. To treść poza tekstem, o której - owszem - można dyskutować. Jeśli natomiast zmieniłbym tak, jak to zalecasz, przesłoniłoby to wątek, który w tekście jest istotniejszy. Takie szczegóły budują jedynie nastrój, pamiętaj o tym.

Opublikowano

tylko, że łodzie nie rdzewieją - boć u nas się tak w światku przyjęło
że jak jest jakiś nalot to zaraz pewnie koroduje - a tu okazuje się
że to zabezpieczenie przed korozją, tak też jest z tymi pierwotniakami
i jeśli nawet jest jakiś przekaz w wierszu to nie mydl, bo już z wieloma
innymi rzeczami zamydlono - ot chocby z duchami na bagnach czy
jakim kolwiek innym stworem (ot choćby z cyklopami - bo Grecy
odnajdywali czaszki z wielkimi oczodołami i "se" wymyślili, że to
cyklopy - a w rzeczywistości to były czaszki słoni), ech - na morzu
to chyba nie łodzie a kutry są, a zresztą trza spytać tych co pracują
na morzu - boć znów wyjdzie "blaga" - dlatego warto żyć by prócz wiersza
móc przekazać te "coś" więcej

z ukłonikiem i pozdrówką MN

Opublikowano

Idąc tym tropem można zacząc zamieszczać definicje encyklopedyczne w wierszu.
W dalszym ciągu myślę, że nie ma to znaczenia dla wiersza. Skoro ludzie mówią, że łodzie rdzewieją (nawet, jeśli wynika to z niewiedzy), to jest ok.
Podobnie dla samej mitologii greckiej poślednie znaczenie miały czaszki słoni (dla sensu, nie genezy).
Ale dziękuję za wnikliwe dociekania.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki za dociekanie, hi - wiesz - pewnie, że dziś się mówi oprócz pomarańcza i pomarańcz, hi, ale - czemu tak zakłamany świat podaje (serwuje) - "PRÓBUJE" udowodnić, że Grecy mieli bogów, a my? stąd każde słowo ma swoją wartość i jeśli przekręcasz znaczenie słów to myślę, że - a zresztą - w wielu miejscach zawarłeś błędy i nie pisz, że encyklopedię możnaby było - nawarstwienie słó tworzy nowe słowa - ale jeśli używa się starych słów - to bądź konsekwentny - wiersz w zasadzie jest o niczym i jeszcze (powtórzę się) zawiera błędy - typowe dla początkujących - sorka - nie atakuję - wskazuję Ci jedynie - zasugerowałem zmiany - a Ty? do kaduka, żadnej mądrości nie wywiodłeś, sory, a może wszystko wypłynęło w morze? (morze, orze - orz - to dawny koń wykorzystywany do pracy) - jajć, ale po co ja Ci to piszę i tak wiesz swoje
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Witam.
Więc to jest ten wiersz od dawana przepowiadany ;-)
Ten fragment rzeczywiście tworzy klimat:

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Natomiast tutaj nastrój gdzieś przepadł na rzecz rozbawienia:


Nie jestem pewna, czy do końca zrozumiałam przekaz (kawałki ryb?). Moim zdaniem wiersz wart chwili zatrzymania.
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...