Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spogląda na mnie tymi swoimi czarnymi, błyszczącymi oczami. Są już trochę matowe, padło na nie bielmo. Jest już stary, myślę.
-Jestem stary…- przyznaje spokojnie, odczytując słowa z mojej twarzy jak z otwartej księgi. Po kąpieli jego futerko znów się wybieliło. Jest już jednak sztywne i rzadkie. Kolejna oznaka minionych lat.
Odrywam od niego wzrok. Za dużo problemów… Przerzucam kilka pożółkłych kartek
w brulionie. Na biurku leży sterta moich rzeczy. Podręczniki, książki, zeszyty… Ten sam widok prezentuje się na parapecie i skrzyni. Czy to nie w niej są moje lalki? Może jeszcze są…
-Są, a gdzież miały by być?- podąża za moim wzrokiem i natychmiast odgaduje co mnie trapi. Nie odpowiadam. Milczę. Piszę. Kolejna litera rozmazała się. Tu kiedyś padła łza. Pewnie moja… Czarny atrament fantazyjnie rozlewa się po pożółkłym arkuszu.
-Tak…Naprawdę pięknie.- przyznaje, przechylając się przez moje ramię. Pachnie cudownie. Snem i odpoczynkiem. I zawsze używa lepszych słów niż ja. Lubi to robić, stare słowa na starych wargach dobrze brzmią. Bawi się nimi, droczy, krzyżuje. Wyrazy w jego małych, miękkich dłoniach wirują. Symbolizuje wszystko to, co bezpowrotnie minęło. Najlepsze lata mojego życia. Jego los został bezpowrotnie spleciony z moim, dawno, dawno temu przez kogoś innego. Ta twarz, okrągła i puszysta, to także wspomnienie smutków. Niektóre z nich ranią mnie do dziś. Śmieszny to ból, bo chociaż nie pamiętam tamtych dawnych, złych przygód, ich cienie dręczą mnie tak samo.
-Wiesz przecież, że cię kocham…- przylega do mnie. Siedzę sztywna niczym wykuta
z marmuru. Zimna, choć nie całkiem obojętna. Ale czy ja cię kocham? Tak, oczywiście… Co za pytanie?! Cierpiałam, gdy nie było ciebie przy mnie. Na twoje barki składałam ciężar swoich trosk i problemów. Płakałam w twych drobnych ramionach. Nadal to robię, chociaż coraz trudniej jest się do tego przyznać… Najgorsza jest niepewność.
-A pamiętasz…- zagaduje i zaczyna wspominać. Ma spokojny, melodyjny głos. Nigdy go nie podnosił i nie zrobi tego teraz. Nawet, jeżeli nie będę słuchać. Najbardziej lubi wspominać swoją młodość. Naszą wspólną… Pod wpływem jego słów w mojej głowie odżywają dawne obrazy. Cienie budzą się w krańcach umysłu. Niektóre z nich zaginęły w mojej pamięci tak dawno, że ich ciągłe istnienie jest dla mnie zaskakujące. Nie wszystkie są szczęśliwe. Od tych drugich, mroczniejszych, ściska mnie w dołku, a jakaś wielka gula zatyka krtań i przełyk.
-Misiu…- szepczę. Niektóre ze wspomnień są straszne. Po prostu: ból i łzy. Smutek. To było tak dawno, a jednak pamiętałam, że to nie kłamstwo. Że obrazy to wydarzenia. Stare, och, stare. Te wszystkie rozstania, zagubienie, samotność… Było.

Pod wpływem żalu i goryczy odpycham go. Leci do tyłu. Bardzo szybko. Za szybko. Coś zgrzyta. Patrzy na mnie z dołu. Wydaje się taki mały i bezbronny. Opuszczony i porzucony.
Z czarnych oczu wypłynęły łzy, niczym diamenciki. Mimo wszystko wciąż się uśmiecha. Jak zwykle.
Czuję ukłucie smutku. Jestem zła na siebie. Bardzo zła. Pochylam się, stawiam go na nogi. Drży nieznacznie, kiedy go dotykam. To pewnie postępujący artretyzm… Staram się być najdelikatniejsza.
-Przepraszam…- szepczę do jego ucha, wytartego na krawędzi od ocierania łez. Gładzi moje mysie włosy. Szepcze słowa pociechy do ucha. Tak cicho. Tak słodko.
-Wiem.-mówi. Ja też wiem. Mam świadomość, że on zrozumie wszystko.
-Rozumiem.- powtarza moje myśli na głos. Łzy kapią na atrament na kartce. Kap. Kap. Litery się rozmazują. Wyglądają jak stokrotki o postrzępionych płatkach, tyle że czarne. Teraz to już strzępy słów. Co ja tam napisałam? Mrużę oczy. Nie mogę rozpoznać znaków, które postawiła moja własna ręka…
-„Mój Miś”…- czyta tym swoim spokojnym, ciepłym głosem, nie przestając mnie tulić ani przez sekundę.
-Mój Miś.- powtarzam, nie wypuszczając go z ramion.

* * *
Siedzimy obok siebie. Zeszyt jest już zapisany, co do ostatniej strony. Pierwsze litery stawiałam w chwilach załamania. Czy był wtedy przy mnie? Był, oczywiście, ale nie tak blisko.
-Mamo, jak on się nazywa?- moja mała wdrapuje mi się na kolana. Jak pięknie umie to robić. Wyciąga swoją rączkę i pokazuje na mego towarzysza. Widzę na jego wargach uśmiech. Nigdy nie rezygnuje z uśmiechu. Ma ten sam wyraz twarzy, co podczas wszystkich wspólnie spędzonych lat. Niesamowite. Ja nie potrafiłabym wytrzymać tyle czasu.
-To Miś.- odpowiadam, gładząc ją po włoskach. Patrzy na niego błyszczącymi, ciemnymi oczami. Odpowiada jej spojrzeniem. Coś iskrzy między to dwójką.
-Skąd on się wziął, mamo?- ciągnie mnie za włosy. Uśmiecham się łagodnie.
-Przyszedł w czasie burzy. Widzisz, już się przejaśnia.- wskazuję na okno, za którym pierwsze tego dnia smugi słońca wypływają spomiędzy szponiastych, grafitowo-brunatnych chmur, których całe groźne stadko piętrzy się nad dachami.
-Zostanie tu, póki nie wyschnie mu futerko. –przedstawiam ich sobie. Jak starzy przyjaciele, najpierw ostrożnie podchodzą, później padają w swoje ramiona.
-Spójrz, jaki jest wychudzony! Pewnie nie jadł od kilku dni. –mała maca jego brzuch. Śmieje się, gdy jej małe paluszki dotykają go pod pachami. Dawno nie cieszył się tak jak dziś.
-Jest cudowny!- oświadcza moja córka. Natychmiast zatapia krzywe ząbki w jego uchu, sprawiając mu tym jeszcze większa frajdę.
-Mamo…-widzę, co się szykuje. Odwraca do mnie głowę. Oczy ma wielkie. Błagalnie patrzy na moją twarz szukając odpowiedzi, chociaż nie zadała jeszcze pytania. Zastanawia się przez chwilę. Potem, niczym katarynka, zalewa mnie potokiem słów.
-Czymożebyćmój?
Moje wyczulone, matczyne ucho wychwytuje natychmiast pojedyncze wyrazy. I tak wiedziałam, o co zapyta. Widziałam też, co odpowiem.
-Oczywiście, kochanie…- całuję ją w czoło. Ale jej już nie ma. Jego też nie. Czuje się trochę winna względem niego. Chciał tego, chciał trafić do młodszych rąk, poczuć młodsze łzy i słabsze ramiona wokół swojej piersi. Mam wyrzuty sumienia. Zawsze je miewam. Straciłam teraz cos ważnego- jego. No cóż, nie bezpowrotnie. A może?
Ukradkiem zerkam do pokoju. Siedzą razem, pogrążeni w rozmowie. Nie, to ona mówi. On tylko siedzi i słucha. Spokojnie popija napój z filigranowej filiżaneczki. Kiwa głową. Przytakuje jej. Najwyraźniej zauważa mój wzrok. Mruga dyskretnie. Oczy ma te same. Błyszczące. Z warstwą bielma. Uśmiecha się. Wie, co teraz czuję. On tego nie rozumie. Podoba mu się ta sytuacja. Znów jest młody. I Świerzy. I znów jest zakochany. Mała ciągnie go za rękę. Nie lubi, gdy się ją ignoruje. On odwraca do niej głowę. Bardzo powoli.
Z uśmiechem na ustach. Mała przedstawia go lalkom. Wszyscy śmieją się. Myślę, że tak powinien skończyć. Szczęśliwy. W końcu postawiono mu ciężkie zadanie- mnie. Sądzę, że się z niego wywiązał. On też tak myśli. Znów się śmieje. Teraz to jej Miś i nie da sobie wmówić inaczej. Ale ja wiem. To zawsze będzie także Mój Miś.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...