Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

drewniana konstrukcja
podparta snem. mech w ścianach
dach z piernika, ganek, piec.
tylko wejść i już
moczymy nogi w wannie.

to właściwie jest rzeka.
paruje mokra plaża.
pod kocem mieszczą się jeszcze
gniazda wędrownych jaskółek.
zwodzony most opuszcza
łatwopalne krzaki.
okrągłe owoce
obcych pór roku.

dzisiejsze popołudnie wchodzi bez pytania,
rozpala czoła cegieł, lampy, potem świece.
piasek grzeje się w tynkach.
modlitwa - pocałunki
coraz bardziej senne.

w najgłębszym wnętrzu papierowych tapet
pod pajęczynami
gęstnieje las.

w nim dziecko
otwiera usta.

Opublikowano

Pomysł na wiersz widać. Oszczędnie, skrótowo. Tym bardziej należy zwracać uwagę na słowa, bo każde ma coś znaczyć. Jeśli tytuł "dom", to niepotrzebny on w pierwszym wersie, więc:

drewniana konstrukcja podparta snem.

...tak bym widział pierwszy wers. Dalej - najmniej przekonuje druga zwrotka, bo za bardzo się "rozłazi" po znaczeniach, jest niekonsekwentna, sama w sobie. Coda ma wyraz (chce mieć wyraz), tym nie mniej - przemyślałbym, bo co to znaczy " najgłębsze wnętrze papierowych tapet" ?? A potem ten las i, co ma do tego dziecko? Z tą codą jest tak - jak się po niej prześliźniesz "z rozpędu" - jest ok i robi wrażenie, ale jak zaczniesz myśleć - niedobrze jest. Da się to prościej i równie mocno (=ładnie) zakończyć. Ale, powtarzam, tekst ma potencjał, chce mówić prosto o prostocie. W tym jego siła.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


o! dziękuję - właśnie szukałam w warsztacie tego wiersza,
chcąc rzucić okiem, co zmieniłaś - pamiętam, że tekst wywołał sporo zamieszania;
Krótko: kapitalny.

Pozdrawiam/iza
Zamieszania? Acha, pointa i czekoladka :-)
Lubię ten tekst.
Dziękuję
:-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jakiś czas temu przeglądałam w empiku tomiki - właśnie pod kątem powtórzeń tytułu. To się dość często zdarza. A ja chciałam powtórzyć słowo "dom", podkreślić, właśnie ze względu na zagracenie w drugiej zwrotce. Domy są zagracone - nazbiera się tego przez lata ;). Niech zostanie.

Tapety otaczają pokój - tak jak gęsty las z bajki otacza domek z piernika. Są tam czekoladki, ale jest i klatka, tyle że dziecko jeszcze o niej nie wie.
Tapeta - to też nazwa makijażu kobiety, czasem ta tapeta sięga głębszych, podskórnych warstw.
Myślałam o dziecku wewnętrznym.
Nie umiem tego ładniej zakończyć. Miałeś jakiś pomysł?

Dziękuję za komentarz.
:-)
Opublikowano

)))...Nie mam pomysłu, bo nie myślał nad tym, to Twój wiersz. Tapeta na twarzy odpada znaczeniowo, bo nie "papierowa", trzymajmy się treści tekstu...)...Jedyne, co mogę: przemyśl sobie dokładnie, szzcegółowo, co chcesz w codzie powiedzieć, a potem to napisz..) Z tym wstępem, owszem, są takie wiersze, ale pisane są z reguły innym trochę językiem, z inną dykcją. Ty zastosowałaś dla tekstu dykcję krótką, oszczędną, vide:

mech w ścianach
dach z piernika, ganek, piec.


...dodam, bardzo dobrze, że tak. No przemyśl to sobie...))

pozdrawiam.;-)

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myślę, Lobo, myślę, ale jako była sportsmenka wiem, że wyżej niż pozwalają geny i trening nie podskoczysz. Na razie chyba tak musi być jak jest :-)

Dziękuję :-)
Opublikowano

to właściwie jest rzeka.
paruje mokra plaża.
pod kocem mieszczą się jeszcze
gniazda wędrownych jaskółek.
zwodzony most opuszcza
łatwopalne krzaki.
okrągłe owoce
obcych pór roku.
---to mnie najbardziej zastanawia, intryguje....
jak i cała ta zwrotka dopatruję się tutaj wstydliwego tematu małego dziecka:
ta mokra plaża, zwodzony most,
obce pory roku?
moze sie mylę ale mam taki odczyt, interpretacje...
pozdr ES

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...