Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Można żyć chwilą i za nic ją mieć,
Iść do przodu i nie oglądać się wstecz.

Salony zwiedzać; pić wino co noc;
bawić się i słoje miłości tłuc;

Można być poetą i podróżnikiem też,
Marzycielem i buntownikiem,

Lecz nie trzeba być muzykiem,
Żeby przegrać własne życie.





....
I ferie:) trzeba powrócić do żywych.
Dzięki za przeczytanie.
seweryn

Opublikowano

brzmi jak "pean" prawie jak reduta "seweryna" - Panie kolego przed czymś się chyba chowasz, przed czymś bronisz - ten wiersz odczułem jako rezygnacja z czegoś co miało zaistnieć, coś co się nie powiodło - taka drobna sugestia:

na początku - "można żyć chwilą" a na końcu "przegrać własne życie" - a może "przegrać chwilę" ????

ale to tylko sugestia

pozdrówko W_A_R

ps. jestem muzykiem i ile to ja już chwil przegrałem, he, he, a żyję ...

Opublikowano


Nie obraz sie Sewerynie, ale ten wiersz jest okropny...Niby koncowka niezla, ale tez nieodkrywcza..Jesli to mialo byc cos w rodzaju wyliczanki to tez sie nie udalo..Nie ma ani tytmu ani pozadnych rymow..

Sama kiedys cos podobnego napisalam, ale tez nie bylo zbyt dobrze ocenione..

Wole inne twoje wiersze..
Opublikowano

w butelkę grasz?
ja tak
o, znów na mnie wypadło
co zrobić mam?
ulepszyć świat?
a czasu...całą dobę
to może tak
chwilę poczekaj
pozbieram myśli rozrzucone
marzyciel...polukrował świat
aż klei się nieprzyzwoicie
buntownik...wszczął w ludziach złość i gniew
sprowadzi swiat do samowolki
podróżnik... a jemu zbędne ulepszanie
chce swiat jakim jest i ten zgłebiać
poeta....no ten to dopiero artysta!
ale może da radę?
do pomocy chce muzyka
ponoć gra im się swietnie układa
nawet idyllistyczne ulepszanie swiata

więc doba panowie
ni więcej ni mniej
za chwilę się zacznie...
proszę grać fair!

ożywcze promienie zbudziły sprawnionych wrażeń zapaleńców, można zaczynać! układają plan...( ja układam plan, oni to pionki....to taka gra) przed nimi mapa świata, tu a tu jest źle, tam powiedzmy względnie choć teoretycznie też nienajlepiej, no tu różnie, tam nienadzwyczajnie źle....iii? ( mapa cała pokreślona odcieniami zła) toż to piekło na Ziemi! ( moje pionki marudzą, też coś! a tacy byli chętni) "proszę panów tutaj, no już, do roboty!" nieoglądając sie za siebie ruszyli, napotykanym osobom mówili co chciały słyszeć, co poprawiało ich samopoczucie, chorych leczyli, głodnych karmili..południe...minęli sto osób.
ile liczy ziemia?
...aż tak dużo!?...czarno widzę muzyk, za moment ruszamy dalej, chwila przerwy nikogo nie zbawi ( na swiecie z różnorakich przyczyn właśnie zmarło 1000 osób)
"no śpiochy! wstajemy, chwila minęła"
ech poeto ruszyliśmy z motyką na słońce
nie marudź muzyk, daleka droga przed nami, a nóż widelec czy łyżka nam się uda?
....
poparli org chroniące: środowisko, zwierzęta, rośliny, dzieci (dzięki net-łączom zajęło im to chwilę)
kombinowali dalej...
moze coś zagram pod coś co napiszesz?
tak, ot, dla przyjemności, umilić innym czas.
pokażmy, że umiemy pozytywnie innym ludziom grać
uchronić świat...nie, ulepszyć świat, tak?
tak
to ulepszajmy jak umiemy, na trzy cztery...
raz
dwa
trzy-czte-ryyy!

"a wy co?"
ulepszamy świat
"niby jak?!"
ano tak, każdy jak potrafi i ile z siebie może dać
"aha..."

i wiecie że ulepszyli?! mnóswto osób mijało ich z uśmiechem,poprawiali humory przechodniom, śpiewali razem pogodne teksty, rozchmurzali smęty otaczające swiat ... ulepszyli go, na chwilę, ale jednak, podołali ( wygrałam!)

teraz ja kręcę butelką...grasz?

chciałam tylko powiedzieć, że życie chwilą ma swe uroki, ma też czasem nie planowane konsekwencje, ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie jest, bo człowiek przegrywa życie albo gdy je traci ( ewidentnie, czli umiera) albo, gdy pod wpływem pewnych spraw załamuje się traci do siebie szacunek, ma do siebie żal, nie chce mieć nadziei nie wierzy w lepszy świat

nie podoba mi się :"bawić się i słoje miłości tłuc"....jakie słoje?... najpierw myślałam o takich drewnianych, na pniu, ale nie te chyba...potem o słoju z miodem, no ten jak stłuc to nic miłego..

a pewnie że można żyć chwilą ale nie za często, uzależnienie potem może być zgubne...chyba, nie wiem.

nie można mieć za to chwili za nic! z pewnością.

a nie oglądać wstecz? można, bo czemu by nie

wiersz hmmm.....no powiedzmy że lubię temat "chwili"....

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Dziękuję wszystkim za komentarze.

Natalio,
Tutaj nie chodzi o muzyka, który przegrywa własne życie (nawiązuje do twych słów "ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie je"). Tutaj w ogóle nie chodzi o jakąś profesję.

Rozwinęłaś co rozumiesz pod "przegrać życie", że "śmierć", "utrata szacunku", "żal", "załamanie". Dla mnie np. "przegrać życie" to zupełnie coś innego. Mniej skrajnego - być może dlatego, że u mnie "małe rzeczy" mają wysoki priorytet.

Słój miłości to dość popularny zwrot, powiedziałbym nawet, że przegadany. Przed moimi oczami, kreuje się obraz człowieka, hulanki - co zmienia dziewczynę co miesiąc i wciąż szaleje na imprezach:).

Piszesz też: "a pewnie że można żyć chwilą ale nie za często, uzależnienie potem może być zgubne" - i tutaj nie zgadzam się z Tobą, co zresztą wynika z mojego wiersza. Nie tyle to sprawa dyskusyjna, co zupełna rozbieżność poglądów.

"nie można mieć za to chwili za nic! z pewnością." - tutaj zgadzamy się w 100%.

"a nie oglądać wstecz? można, bo czemu by nie" - a czy ja mówię, że nie ??
ja tylko napisałem wiersz, który zwraca się do pewnej osoby, która ma taki, a nie inny sposób bycia: żyje chwilą, nie ogląda się wstecz, niszczy miłość, na rzecz innych, jest marzycielem i wiecznym podróżnikiem. Więc ja mu mówię: jasne, można. Wszystko można. Ale uważaj, bo tak, jak nie trzeba być doktorem, żeby kogoś uleczyć, tak nie trzeba być muzykiem, żeby przegrać własne życie (i tutaj nie miałem tak daleko idących myśli jak śmierć, żał, itd.).

"no powiedzmy że lubię temat "chwili"...." - ja nie lubię, ale czasami trzeba posłużyć się "chwilą" żeby coś powiedzieć.


seweryn

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to teraz Ewo przesadzasz... i nie chodzi mi nawet o to czy tobie się podoba ten komentarz czy nie (to kwestia gustu) ale po pierwsze: nie rozumiem dlaczego aż tak bardzo ci przeszkadza, po drugie (i najważniejsze) jeżeli uważasz, że jak cośjest bełkotem to nadaje się do działu proza, polecam napisanie tam czegoś; to znacznie trudniejsze niż sklecenie wierszyka...
Opublikowano

nadal jednak uprę się przy swoim i myślę, że jeśli mowa o "przegranym życiu" to musi to byc coś naprawdę poważnego inaczej życie z pewnością nie jest (do końca) przegrane. "Małe rzeczy mają wysoki priorytet"... no dobrze, mają, ale jak to się ma do przegranego życia? Jeśli np nie zda się jednego egz to ma się przegrane życie? przeciez można poprawić, aż tak źle i trwale nie zmienia to naszego życia.

dziękuję za wyjaśnienie słoja miłości :)

nierozumiem co masz na myśli mówiąc "zupełna rozbieżność poglądów" kiedy ja tak naprawdę nie wyraziłam się jasno. Napisałeś, że myślisz odwrotnie do "można żyć chwilą ale nie za często" czyli uważasz, że...
nie można bo to zgubne? no ale widzisz......czasem trzeba, tzn nie że ktoś lub coś każe, tylko, no tak z samego siebie, zrobić coś nie myśląc w tej chwili o konsekwensjach, zaszaleć, oderwać od codzienności, to jest moim zdaniem czasem każdemu potrzebne...

moje "bo czemu by nie" było jak najbardziej aprobatą i nie miałam na myśli, że mówisz nie :)

"no powiedzmy że lubię temat "chwili"...."- ja tylko chciałam usprawiedliwić po trosze początek mego komentarza, który jak się domyślałam, może być różnie postrzegany. Ale oczywście nadal podtrzymuję, że o chwili mogłabym pisać książki :) tylko po co?...szkoda życia!

"ja tylko napisałem wiersz, który zwraca się do pewnej osoby, która ma taki, a nie inny sposób bycia: żyje chwilą, nie ogląda się wstecz, niszczy miłość, na rzecz innych, jest marzycielem i wiecznym podróżnikiem. Więc ja mu mówię: jasne, można. Wszystko można. Ale uważaj, bo tak, jak nie trzeba być doktorem, żeby kogoś uleczyć, tak nie trzeba być muzykiem, żeby przegrać własne życie (i tutaj nie miałem tak daleko idących myśli jak śmierć, żal, itd.)." - hmm a tym się zgadzam po części, taki sposób życia na kocią łapę, skakanie z kwiatka na kwiatek, wędrowanie z węzełkiem przez ramię może być szkodliwie, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy:
- osoba, ktora prowadzi taki tryb życia kogoś krzywdzi
- osoba ta często żałuje swoich decyzji
- osoba ta czuje się ze sobą nieszczęsliwa i często ma do siebie wyrzuty, że postępuje tak a nie inaczej i nie potrafi powiedzieć czasem "nie".
myślę, że w innych przypadkach nie ma co się wtrącać w czyjeś życie, być może ta osoba świetnie się czuje będąc takim pyłkiem na wietrze, bez stałego miejsca zamieszkania itp, a to, że świetnie się uczyła i mogła zrobić doktorat (same szóstki w szkole!)jest naprawdę sporo mniej ważne od tego, że po prostu czuje się szczęsliwa i kocha swoje życie.


"Tutaj nie chodzi o muzyka, który przegrywa własne życie (nawiązuje do twych słów "ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie je"). Tutaj w ogóle nie chodzi o jakąś profesję"- tak, tak, ja naturalnie rozumiem, mnie tylko poniosła wyobraźnia... :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...