Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem młodym człowiekiem
Urodziłem się w starym mieście
i uczyłem się od mądrzejszych ludzi.

Wypowiedziałem pierwsze słowo
poszedłem do szkoły
nauczyłem się co znaczy "być człowiekiem"
nauczyłem się co to "pokój i prawda"
Zostałem wychowany przez tych
którzy wówczas stali wyżej niż ja wzrokiem mogłem sięgnąć
Byłem pokorny
Nie pyskowałem
Nie myślałem za wiele
pochłaniałem wszystko- po prostu...

Teraz, jestem wciąż młody
i wciąż mieszkam w tym samym, coraz starszym mieście
ludzie wokół mnie pobledli
moja matka stała się smutną kobietą
mój ojciec zgredem trzymającym pilot
a mądrzy ludzie, od których się uczyłem
nie są już mądrzy.

Oglądam telewizję, czytam gazety...
Ci wszyscy nauczuyciele wręczyli mi klucz
który nie pasuje do żadnych drzwi.
Nauczyli mnie patrzeć- więc patrzę.
nauczyli jak stawiać litery- więc piszę
nauczyli mnie, że własne zdanie to nie grzech.
-więc, sprzeciwiam im się.
Teraz, piszę słowa których nikt nie czyta
buntuję się po kryjomu
patrzę na świat i widzę nie-człowieka
nie-pokój
nie-prawdę.

I gdzie tu nakuka ?
co z tego, że jestem młody ?
że "mogę wszystko"...
Mój młody, użyteczny umysł chłonie gorzkie nauki
Moje sprawne nogi toną w bezruchu, w ciemnym pokoju
Wrażliwość którą zdobyłem spawia mi ból
Miłość, którą niedawno, cudem zostałem obdarowany
niedługo też minie, przeze mnie...

Zamieniam się powoli w moją matkę
w mojego ojca.
Kiedyś chciałem być strażakiem
teraz wiem, że nie będę gasił płonących lasów.
Będę zwykłym, szarym człowiekiem
chorym, przygrabionym
bez niczego.
Zadręczony przez los będę odchodził od zmysłów
zdziecinnieję i wrócę do samego początku
kiedy nie potrafiłem wykonać samodzielnego kroku
kiedy nie umiałem wykrztusić z siebie słowa
i kiedy jeszcze nieczego nie wiedziałem...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...