Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie błądzić, nie sądzić,
A bawić się słowem.
I oddałbym głowę,
Że choć wiele umiesz,
To tyle zrozumiesz,
Jak byś nic nie wiedział.

- Lepiej nie mów – powiedział...
I po co to było obrażać?
I po cóż ludzi do siebie zrażać,
Skoro się wiedziało tak mało?
A że rozumku brakowało,
To już taka wada czasów,
Że poezja większych wydaje głuptasów.

Banalne, a takie proste,
Choć wiem, że zgotujecie chłostę,
Coś mi brzęknie, przeminą wiosny...
Z kolejnym czasem, a coraz bardziej żałosny.

Graj marsza na swoim flecie,
Nim w wielkim świecie
Wybuchną zbrojne działania,
Które teraz jeszcze głupota osłania.
Coraz mniej czuli, a więcej wiedzą,
Jeszcze dzień i słowa nie powiedzą,
Bo szczere i składne zdanie,
Jak Boga będzie przywołanie...
Więc klnijcie na wszystkie rzemiosła,
Jak szczerość wasza, mchem zarosła.

Opublikowano

Nie będzie chłosty, bo już sił nie mam.
Kiedy w końcu wyleziecie ze swoich skorupek? Chcecie pisać rymowanki, to przynajmniej utrzymajcie równą ilość zgłosek w wersie, a jeżeli to jest niemożliwe, kombinujcie z akcentami. Pisanie wiersza rymowanego, który jest płynny to nie natchnienie, a poczucie rytmu i kalkulator. Trzeba liczyć, liczyć i jeszcze raz liczyć. Nie wiem co jeszcze powiedzieć i jak przekonać, że jeżeli jedna osoba chwali, to wcale nie znaczy, że wiersz jest dobry. Nie zawsze jest zły, ale często technicznie kuleje.
Do roboty!
Pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Masz racje Mirku..Wiersz technicznie nie jest doskonaly..Ani rymy, ani rytm..Ale to jest tak ladnie ulozone ze tego nie widze..I mnie zachwyca..

Zaraz mi odpowiesz jak w Ferdydurke: Jak zachwyca, jak niezachwyca:)?
Opublikowano

No to czas na mnie. Powiem tak, mnie się podobało ale wcale się nie zachwyciłam, rymy troszke straszą, a zwlaszcza gdy nie wspolpracuja z reszta. Sadze jednak, że gdyby Ci się to udało to dopracować (co zapewne nie byloby latwe) wyszłoby coś nie tylko wartego uwagi.

Tak ot tak,
pozdrawiam!

Opublikowano

Dziękuję wszystkim którzy pochwalili, wiersza bronić nie bedę, bo miał być banalny i prosty w formie (chyba już sam tytuł i początek wskazuje na to, że chciałem przekazać myśl beztroską, zrodzoną w chwili, chociaż mającą sens).
Zaś co do złej budowy... no cóż, pisałem i wiersze sylabiczne. Tego typu rzeczy nie sa mi obce, uważam że wychodziły mi dobrze, a skoro zastosowałem "słowny chaos":) i częstą utratę rytmu, to celowo. Tym samym powtarzam, to nie miało być arcydzieło piękna i stylu, a jeśli ktoś tak to odebrał, to jest w błędzie.
Pozdrawiam

Opublikowano

Brawo Adamie! Juz ktorys raz przeczytalem ten wiersz i bardzo mi sie spodobal. Czyta sie go plynnie i z przyjemnoscia.

Nad technicznym aspektem moze sie nie bede wnikliwie wypowiadal, bo sie na tym po prostu nie znam... niech robia to tacy fachowcy jak np. oyey :P
Szkoda tylko,ze oni zwykli marudzic i nie umieja cieszyc sie dobrym wierszem.
Urzeka prostota, chociaz sporo w nim niedopracowac, jak np. :

Banalne, a takie proste, Pozdrawiam
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 03-02-2004 23:12.[/sub]

Opublikowano

Dzięki Coolt, a co do Pana Oyey'a, to pan zawsze ma słuszność mistrzu :), skąd taka przenikliwość? :]

ps. racja Coolt :) "banalne" i "proste" mają niezwykle podobne znaczenie, zmienił bym to, ale nie zwykłem edytować wierszy po napisaniu
[sub]Tekst był edytowany przez Adam Korelst dnia 04-02-2004 00:09.[/sub]

Opublikowano

Adamie:edytuj,śmiało! :)
Można w ten sposób z kiczowatego utworu,ale z ciekawym pomysłem zrobić naprawdę piękny utwór... jak zrobisz literówkę to też nie poprawisz? :P
Mój 'trener'-krytyk literacki twierdzi,że powininem/powinniśmy poprawiać teksty tak długo,aż będą zbliżone do naszego ideału, aż będziemy z nich w pełni zadowoleni... lub jeśli zostaną gdzieś opublikowane i zaczną żyć swoim życiem :P

W razie braku pomysłów na poprawienie tego, mogę coś tam podsunąć.
Pozdrawiam
Coolt
[sub]Tekst był edytowany przez Coolt dnia 05-02-2004 01:56.[/sub]

Opublikowano

Coolt, cóż, w sumie to nie wiem, co tu zmieniać, miało być prosto i banalnie, jest prosto banalnie. Miała być zachwiana rytmika, jest zachwiana rytmika. Co do rymów, też są proste i niech już tak zostanie, bo to zatraci swój sens. A co do edytowania, to literówki oczywiście, ale składnie raczej nie, chyba że po jakimś czasie zobaczę, że coś mnie razi. Dzięki za rady, postaram się je zastosować :).
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...