Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pokój po gruntownym remoncie. Nie przypomina już o tych zdarzeniach; kartce, zapisanej dużym pismem, przekleństwami.

Szczęśliwie minął rok. Kot skacze po drzewach, sąsiadka rozwiesza pranie i patrzy w moje okno. Na podwórku pies, a raczej suka, denerwuje otoczenie szczekaniem. Drzewa znowu zrzucają na ziemię języki, kroi się kolejna jesień.

Ciepłe popołudnie w Gliwicach. Jadę Toszecką. Znowu wspomnienia, próbuję nie myśleć. Kiedyś się przecież uda.

Na dworcu jakieś znajome twarze. W oddali słyszę rozmowę. Trzy szablony rozmawiają o drogich prezentach i perfumach. O facetach, którzy podobno są idealni. Z prawej strony stoi dwóch żuli. Obciągają jabole, jeden z nich obleśnie się na mnie gapi. Polska rzeczywistość.

Właściwie włóczę się bez celu. Po drodze mijam galerię, wchodzę, oglądam, wychodzę. Tak po prostu. Czasami mam ochotę na bliski kontakt z kulturą. Szukam inspiracji wśród współczesnych malarzy, bo podobno sztuka musi się sprzedawać. Teraz wszystko jest dziwkowate, począwszy od muzyki, przez film i skończywszy na literaturze. Wszechobecny, komercyjny burdel.

Pod wpływem impulsu siadam na ławce. Rynek jest wypełniony ludźmi. Mam doskonały widok; w „iglo” znajomi zajmują się piwem. Zmęczona wszechobecnym uśmiechem, wyciągam z torby tomik poezji i zaczynam go czytać. Pesymistyczne wiersze szybko wprowadzają w inny świat. Teraz jestem w jakimś bloku, obok nastoletniego chłopaka. Pomagam mu odnaleźć kawałek zagrzanego kaloryfera.
„żeby jakiś Bóg przedarł się jak rdza
na moją stronę nieba i żeby do tego czasu
starczyło mi jeszcze moich cieni do wieszania
na ścianach ciemniejącej klatki schodowej”.

Próbuję się z nim utożsamić, podchodzę bliżej. Głos. Czyjaś ręka wędruje na moim ramieniu, więc się odwracam. A tam dzieciak, trochę młodszy od podmiotu lirycznego, prosi o kilka złotych. Na jedzenie, ewentualnie na paczkę Popularnych albo jednego skręta. Z przyzwyczajenia idę z nim w kierunku kobiety z preclami. Kupuję mu jednego.

Znowu ławka, ale inna perspektywa. To wciąż rynek, jednak bliżej Neptuna. Staruch dobrze się trzyma. Podobno pod nim spotykają się internetowi randkowicze.
Robi się coraz później. Powinnam iść do sklepu z antykami, jednak pozostaję jeszcze chwilę. Czytam. Właśnie wchodzę z peelem w nowy etap, jest już prawie dorosły i zaczyna mieć problemy z dziewczynami. Jest tak cholernie smutny.
„Wiele razy gwałciłem ją we śnie a ona się śmiała
Wiele razy po prostu rozmawialiśmy przez sen”

Przypomina mi się ten sen, w którym rozmawiaŁam z Wiktorem.
„Teraz ze słomką w ustach jest mi zupełnie obca"
Obcy. Zupełnie obcy.

Nagle zauważam nad sobą cień. Pod słońce nie potrafię zidentyfikować twarzy, podświadomie jednak czuję, że to znajoma osoba. Ten ktoś, przechodzi na moją prawą stronę i siada obok.
- Lucyna?
Głos kogoś bliskiego. Jego głos.
Odwracam głowę i spoglądam wprost w zielone oczy. A jednak, to Wiktor. Obciął włosy i postawił na żel. W różowej koszulce wygląda jak tysiące metroseksualnych pajaców. Mimo wszystko to on.
- Patrzysz na mnie, jakbym był duchem. Czy coś się stało?
- Co się stało? To chyba ja powinnam zadać takie pytanie. Zresztą, zamknęłam już ten rozdział.
- Jaki rozdział? O czym ty mówisz?
- O naszej pseudo znajomości. Zresztą, nie ma o czym gadać. Cieszę się, że żyjesz i tyle.
Wstaję, jednak odgradza mi drogę.
- Poczekaj, porozmawiajmy trochę. W końcu stara znajomość. Jak tam studia, facet?
- Wszystko w porządku. Od października ASP w Katowicach. A u ciebie?
- Wróciłem do Mileny. Tak ładnie mnie prosiła. Zresztą zrozumiałem, że nie mogę bez niej żyć. Dzięki mnie przestała ćpać i pić. Byliśmy w Grecji na wakacjach.

Uciekam. Nie chcę z nim mieć nic wspólnego.

Późny wieczór, właściwie noc. Wszędzie jest ciemno. Biegnę szybko, coraz szybciej, nie wiem skąd mam tyle sił. Dogoni mnie, czuję to. Dlaczego do diabła pogasły wszystkie lampy? Akurat teraz, kiedy są najbardziej potrzebne. Ale nie czas na analizowanie sytuacji, trzeba walczyć o życie. Jeśli zabił swoją żonę, nie cofnie się przed niczym. Ludzie, mnóstwo ludzi. Czy muszą wszyscy go informować, w którym kierunku się kieruję? Nareszcie dom, jestem już blisko. Wbiegam na podwórko i stukam do drzwi, stukam w okno. Gdzie się wszyscy podziali? …

Opublikowano

Witajcie :)

powróciłam na forum /narazie tylko prozy/ po dłuższej nieobecności.

postanowiłam rozwinąć historię Lucyny i Wiktora i dopisać kolejne części.

cytaty pochodzą z wiersza K.Siwczyka "Wiosna - wagary"

tszymaicie się Espena Sway :)

Opublikowano

Tak się złożyło, że czytałem twoje opowiadanie słuchając Sary Mclaughin - in the arms of the angel, 10 raz w kółko i może dlatego będę łagodny, a może naprawdę mi się podobało.?

pozwole sobie wyrazić swoją opinię. Ale tylko tej części, poniewaz nie mialem czasu wrócić do poprzednich, jak zdnajde chwile, skomentuje całość.

Jeśli chodzi o 3 czesc .

Moze to dlatego, ze jestem w bardzo melancholijnym nastroju, ale początek wydaje mi sie cudowny...wyrzuciłbym tylko kilka zdań, zaznacze je w nawiasie...

Pokój po gruntownym remoncie, nie przypomina już o wszystkich niefortunnych zdarzeniach. O kartce, zapisanej dużym pismem z inwektywami pod twoim imieniem. - śliczne zdanie otwierające...zapamiętam na długo . Dlaczego kursywą ? To cytat?

Szczęśliwie minął rok. Kot znowu skacze po drzewach, (a) sąsiadka rozwiesza pranie i patrzy w moje okno. Na podwórku pies, a raczej suka,( bo rodzaju żeńskiego), wkurza (otoczenie - znajdz lepszy synonim) nieustannym szczekaniem. I tak oto, drzewa znowu zrzucają na ziemię języki. Kroi się kolejna jesień. - dobrze Ci idzie jak narazie :P - fajniutkie zdaanie

Ciepłe popołudnie w Gliwicach. Jadę (Toszecką) - jakas inna ulica przydałaby się.

Znowu wspomnienia, które próbuję unicestwić. Uda się, przecież mam antidotum. (Antidotum na Wiktora.) - po pierwszym zdaniu, otwierającym wiem o czym piszesz i po przeczytaniu całości wiem, ze miałem rację , dlatego uważam że ten równoważnik jest niepotrzebny. Psuje klimat, i burzy napięcie.

Na dworcu jakieś znajome pyski. W oddali słyszę rozmowę trzech wypindrzonych dziewczyn, - styl!, nie mozesz zacząć łagodnie, romantycznie, kobieco, a potem pyski, wypindrzone, jedność stylu powinna być chyba zachowana, (nie znam się :( )

Z prawej strony dwóch facetów obciąga jabole i jeden z nich obleśnie się na mnie gapi - takie czasy. Polska rzeczywistość. - j w

i mam takie pytanie?? Dialog tych dziewczyn. Wiem, chcesz pokazać, że bohaterka dziwi sie pewnym zachowaniom ludzi, jest wrażliwa, "inna" ale czy to naprawdę konieczne? Czy warto psuć nastrój , klimat tego opowiadania, beznadzieją głupich lasek ???

Właściwie, to włóczę się bez celu. Po drodze mijam galerię, wchodzę, oglądam, wychodzę. Tak po prostu. Czasami mam ochotę na bliski kontakt z kulturą. Szukam inspiracji wśród współczesnych malarzy, bo podobno, sztuka musi się sprzedawać. Teraz wszystko jest dziwkowate, począwszy od muzyki, przez film i skończywszy na literaturze. Wszechobecny, komercyjny burdel - tiaaaaaaa

Pod wpływem impulsu siadam na ławce. Rynek, jak zwykle o tej porze roku jest (napęczniony - proszę cię, znajdz inny wyraz) ludźmi. Mam doskonały widok; w „iglo” znajomi (delektują się - inne określenie) piwem.



- Lucyna? Taka zaczytana, że ludzi nie poznajesz!
Głos kogoś bliskiego. Jego głos.
- Patrzysz na mnie, jakbym był duchem. Czy coś się stało?
- Co się stało? To chyba ja ci powinnam zadać takie pytanie. Zresztą, zamknęłam już ten rozdział.
- Jaki rozdział? O czym ty mówisz?
- O naszej pseudo znajomości. Zresztą, nie ma o czym gadać. Cieszę się, że żyjesz i tyle.
Wstaję, jednak odgradza mi drogę.
- Poczekaj, porozmawiajmy trochę. W końcu stara znajomość. Jak tam studia, facet?
- Wszystko w porządku. Od października ASP w Katowicach. A u ciebie?
- Wróciłem do Mileny. Tak ładnie mnie prosiła, że nie miałem sumienia. Zresztą zrozumiałem, że nie mogę bez niej żyć. Dzięki mnie przestała ćpać i pić. Byliśmy w Grecji na wakacjach – mówi i uśmiecha się z satysfakcją.

ten dialog zajeżdza za bardzo życiem. Blablanina nie literatura.

A ja uciekam. Nie chcę z nim mieć nic wspólnego. Już nie. - dlaej jest okej.


Wstęp powalił na kolana, dalej już przeciętnie , ale czytało się przyjemnie...jest treść, jest klimat...jak dla mnie może być...

pozdrawiam.

Opublikowano

Piotrze, dziękuję za obszerny komentarz. postaram się przemyśleć tekst, choć momenty, do których masz zastrzeżenia, są dla mnie /w większości/ istotne.

początek - może rzeczywiście powinnam go napisać bez kursywy. w końcu nie jest to cytat.

moment z psem - zmienię w najbliższym czasie

ulica Toszecka - pozostanie, bo musi zostać. jest nawiązaniem do mojego wiersza.

antidotum - prawdopodobnie przerobię

teraz ten nieszczęsny dworzec - masz rację, odbiegam od stylu, początek łagodny, ale wbrew pozorom, coś się zmienia. bohaterka przyjechała ze wsi do miasta. wieś kojarzy jej się ze spokojem, a miasto z niefortunną przeszłością. dlatego też zmienia sposób postrzegania.

dialog tych dziewczyn - miał podkreślić atmosferę panującą w mieście.

napęczniony, delektują się - pomyślę

dialog - miał być życiowy. zastanawiam się, jakby inaczej go skonstruować, bo wydawało mi się, że realizm też jest ważny :].

dzięki za chwilę. poczekam jeszcze na innych. zaskoczyłeś mnie, że początek Cię powalił - myślałam, że to słabsza część tekstu. w ogóle, przyznaję, że ten pozytyw mnie zdziwił - może jeszcze kiedyś napiszę porządną prozę ;)

póki co, tszymai się

Espena Sway :)

Opublikowano

Espeno , zrobisz co zechcesz :) ty jesteś autorką, natomiast realizm w dialogu owszem, ale można go ciekawie skonstruować,

jest dużo informacji wcisnietych naraz, jest przegadany... i artystycznie wyglada na rozmowę o zupie pomidorowej :D, przydało by się trochę podtekstów, ciekawych myśli,

myślę jakby go zmienic..rzucę jakąś proposition...

Opublikowano

inwektywy chyba raczej pod adres się kieruje (zdaje się, że to frazeologizm)
pod wpływem impulsu siada na ławce - jak dla mnie to zbyt dowolne; równie dobrze pod wpływem impulsu mogła usiąść na ruchomych schodach na dworcu
ręka oblepiająca ramię - niefortunne użycie słowa (patrz. np.http://sjp.pwn.pl/lista.php?co=oblepia%E6)
zauważa nad sobą cień - to dosyć niezręcznie; wiem chyba o co chodzi, ale trudno to napisać; tak jak jest - to moim zdaniem niedobrze
-----
niestety nie czytałem poprzednich części, więc tylko o tym fragmencie mogę napisać; oprócz powyższych uwag i krytyki p. Piotra tekst jest niezgorszy lecz czegoś mu brakuje; możnaby powiedzieć, że jest bez jaj :) (ale podkreślam, że nie znam poprzednich części)

Opublikowano

Ja powiem: wow, ale tylko dlatego, że całkowicie pomijam warsztat.
Widzę, że jednak wróciłaś do tego tematu, a skutki są dobre. Ta proza jest bardzo poetycka, stanowi niejako połączenie elementów z wielu Twoich wierszy, a do tego przynosi własną treść, wzbogaconą w niezwykły, bardzo (przynajmniej do mnie) trafiający sposób wierszami Siwczyka.

Plusuję, choć zaznaczam, że technicznie nie jest wcale super.

Pozdrawiam serdecznie :-),
Kaspar.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kasparku, moim zdaniem nie jest super. jestem tutaj, żeby doskonalić swój warsztat i dojść wreszcie do jakiegoś przyzwoitego poziomu. mam nadzieję, że to się uda, poprzez powyższe opowiadanie, które postaram się rozbudować

tszymai się Espena Sway :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję za szczery komentarz, bo to wszystko prawda. Cóź mogę powiedzieć.. Trzeba nieustannie dbać o to, żeby w merytoryczny i przystępny sposób przekazywać wiedzę kolejnym pokoleniom, żeby wiedziały więcej.. żeby np. rozumiały PRAKTYCZNĄ część zastosowania "nudnej" historii, a mianowicie, iż historia to dziennik zdarzeń, który wykorzystany w odpowiedni sposób pozwoli oszacować przyszłość. Najciekawsze w tym jest to, że pisze to człowiek, który raczej ukochał przedmioty ścisłe: matematykę, fizykę, chemię, biologię, etc. ;) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Poet Ka Jest mi bardzo miło, że mój skromny wierszyk się Tobie spodobał Poet Ko :) Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński   @Berenika97 Mam dokładnie to samo zdanie. Uważam, że jako Polacy posiadamy na tyle intelektu i sprytu, że powinniśmy to wykorzystać. Nie na darmo słowo wywiad i kontrwywiad po angielsku to odpowiednio: inteligence i counterinteligence. ;) Dziekuję za przepiękny, rymowany komentarz, który mógłby być doskonałym uzupełnieniem tegoż wiersza. Bardzo to doceniam Bereniko. Pozdrawiam serdecznie! J. J. Zieleziński      
    • porwane w ry- trzepot lekkich skrzydeł w wietrze nawzajem przycią- wpadają w quasi-śnieżny puch w impecie zaginają sobie skrzydła skra, rzucona w ogień zapalniczka słońce najcieplejszego dnia w tym roku smugi jak opatrzność bo- stęk połyka jej sapiący oddech pot to rosa miłości skraplana z trudnej do wdechu, ach, pa- pary, pary.. w powietrzu... smuga jego cienia ledwo widoczna z zniknęła jacy oni muszą być czer- jej skrzydło muska jego skrzydło tracą na chwilkę swe impety on ucieka, od tego, że goni ona goni, za tym by uciekać gorący wiatr po- porywa ziarnka piasku na rzęskach osiada więcej puchu za słabe skrzydła by je złamać trzeba by je zmiąć, czy podrzeć wir..zakręcił        ...nie nie widzę nie widzę cię a wiszę, wiszę kiedy ćmy wskakują w ognie wskaż mi dro- gi, drogę, drogi, drogi zderzenie samymi paliczkami odrywa z obu część energii aż padną oboje na ziemię   ============ dla najlepszego efektu sugeruje się, aby osoba recytująca wykonywała w międzyczasie deskę.
    • Zamknięty na pustej łące. Uwierzył. Ma przy sobie śniadanie, lecz usłyszał, że odczuwa głód. Uwierzył i opada z sił. Cisną go buty, chociaż idzie na bosaka. Też uwierzył. Pada deszcz, lecz nie może zwilżyć ust. Kolejny raz uwierzył. Ma dziesięć centymetrów wysoka, a trawa cholernie wysoka. Tak rzekł Głos.   –– A on uwierzył? –– Skąd wiedziałeś? Prorokiem jesteś? –– Jestem mówiącą małpą. Wierzysz? –– Wierzę. –– Akurat… zwierciadłem. Wierzysz? –– Wierzę. –– Cholera jasna. Czy jest coś, w co nie wierzysz? –– Tak. –– Co? –– Nie wierzę, że mógłbym w coś nie uwierzyć. –– To jest sprzeczność. –– Wierzę, że nie jest. –– Hmm… a zatem nic dziwnego, że jesteś... kim jestem.   ***   –– A kim jesteś? –– Tym, w co wierzysz. –– A w co wierzę? –– Skąd mi wiedzieć, konkretnie w co? Jestem wszystkim. –– Jak to wszystkim? –– Skoro wierzysz we wszystko, a ja jestem tym w co wierzysz, to jestem wszystkim.   –– Nie chce wierzysz we wszystko. Chce mieć wybór. –– Trudna sprawa. Szczególnie dla ciebie. Kolejna sprzeczność. –– A wiesz, że zawsze kłamię? –– Skoro powiedziałeś prawdę, że zawsze kłamiesz, to nie zawsze, bo przed chwilą nie skłamałeś. A jeżeli skłamałeś, że zawsze kłamiesz, to też nie zawsze kłamiesz. –– Ale wierzę, że kłamię. –– Czyli nie we wszystko wierzysz, bo w niektórych kwestiach mogłeś mnie okłamać? To ja już nie wiem, kim jestem. –– Wierzę, ale to nie zmienia faktu, że przez to zmienię realny świat. Pozostanie takim jakim jest faktycznie. Moje wierzenie lub nie, tego nie zmieni. –– Zatem dla każdego innym, w zależności od kontekstu, związanego z jego pojmowaniem świata. Czyli każdy ma swoje małe światki, z którymi się boryka w jednym dużym, takim samym dla wszystkich, w sensie niezmiennych zasad. –– Niezmiennych? Czy aby na pewno? Wierzę, że nie.   –– Skoro wierzysz, że potrafisz kłamać, to nie wiem, czy mogę ci zaufać? –– Nie możesz. A wiesz dlaczego? –– Wiem. Bo ty sam sobie nie ufasz? –– A ty? –– Nie można do końca ufać teatrowi, w którym gra się główną rolę. Kurtyna może być podniesiona za wcześnie. –– Lub za późno zasłonić nasze przedstawienie, przed publicznością. –– Chyba, że jej nie będzie. –– Ważne, by mieć dystans do samego siebie i wciąż ten dystans pokonywać, czasami na bieżni autoironii, co daje zupełnie inna perspektywę, spojrzenia na bliźniego swego i świat wokół. –– Jest jeszcze sufler. –– A co ma sufler do tego? Wierzysz, że jest i zawsze słusznie podpowie? –– Wierzę, że trzeba nam skończyć przynudzać, bo żaden rozumny tego nie przeczyta, ze zrozumieniem.   –– Rozumny w jakim zrozumieniu? W porównaniu, do jakich umysłów? Racjonalnych, zwariowanych, roztropnych, praktycznych, szalonych, abstrakcyjnych, stąpających twardo po ziemi lub kompilacji tego wszystkiego, co wymieniłem i nieskończonej reszty możliwości –– Wierzę, że umysł nie może stąpać twardo po ziemi. –– Ale jego transporter szarych fałd, już tak. –– Chyba, że się poślizgnę na własnej pewności, bo za gładko. –– Pewności czego? –– Wszystkiego w co wierzę, że uznaję za pewne. –– Na przykład życia po tym, jak zwalisz… –– Kupę? –– Nie. Kopnę nogą w kalendarz, a kołek w ścianie, za bardzo przerdzewiały? –– To akurat nie jest pewne, to całe: po tym, aczkolwiek możliwe. Na to nie mamy żadnego wpływu. Pozostaje jedynie cierpliwie czekać i tu akurat jest pewność, że każdy doczeka swój rozkład jazdy. –– Dokąd?   –– A skąd mam to wiedzieć? Nie byłem, nie wróciłem, a jak będę, to nie wrócę. Można jedynie domniemać, że jeżeli nic tam nie ma i znikniemy zupełnie absolutnie, razem z tym wszystkim, cośmy dokonali jako rasa ludzka, to można takie założenie, bardzo skrótowo przyrównać do sytuacji, kiedy człowiek przeżywa wiele wspaniałych przygód i nagle doznaje totalnej amnezji i nic nie pamięta, z tego co przeżył. To równie dobrze, mógłby tego wszystkiego nie zaznać i wyszło by na to samo. Szczęście nie pamiętane w nas umiera. Przestaje być szczęściem. –– Zło nie pamiętane, też przestaje nas męczyć jak diabli. Bo ta cała rasa, taka święta nie jest. I my razem z nią. Tfu! –– Ale jest czasami potrzebne w sensie porównawczym, by wiedzieć, co nas dobrego spotkało i co nam się udało uniknąć, gdyż czasami o tym zapominamy. Niezapominajki mają lepiej. Rosną i wszystko pamiętają. –– Nie wiem czy lepiej, skoro tak. No dobra. Kończmy, bo zgłodniałem. –– Chcesz mnie zjeść? A może wszystkie rozumy? –– Zgadnij w jakim zrozumieniu, jestem rozumny? –– Tak głupkowato skończymy naszą wspaniałą, jakże nowotarską dysputę? Jak tak można? Czterema razami o rozumach?   –– No przecież jesteśmy aż i tylko ludźmi. Potrafimy równie mocno miłować lub przeciwnie. Taki kogel mogel, cały czas przez los, lub nas samych mieszany. Mamy rozum, ale nie całą wiedzę, by pojąć chociażby własny umysł i nie podcinać gałęzi, na której siedzimy, od strony pnia. Już nie wspomnę o tym, co poza naszym pojmowaniem.   –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz? –– Co? Długo tak będziemy siedzieć i wspólnie milczeć. Nawiążmy wreszcie jakąś sensowną rozmowę. –– A o czym nie wspomnisz?...        
    • @Na liniach czasu   lato z miodem   niebo z konstelacjami gwiazd   łąka złocista od kwiatów    lgną i tak przenikają się   jak miód na tej kromce chleba     dając smak ciepłych miesięcy   i kwiatów w słońcu stopionych
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...