Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

patrzę na ułomna twarz - lód oślepia podbiegunowy maraton
pośród świateł i cieni, karłowate łodygi; głód i bezradność
w tym, co pomiędzy zwierciadłem a stawaniem się
stempluje przedmioty i innych

chwilowy ból głowy w tutejszym klimacie zmienia się w roztwór
bo jak nie pić? gdy szmer wychodzący z zatoki oznajmia przypływ
i twoje powroty: wiszące na włosku godziny, naprężenia mięśni
najważniejszy skok, odliczanie

w normalność czy złudzenie? jak drobiny łuszczącej się skóry
ciało i tak pokonane, wieko dachu wykruszy się
wszystko odejdzie białą doliną - i zagrają trąbki wiatru
bez polotu, bez nagłych pauz








Olesi

Opublikowano

Są dobre fragmenty, coda ładna bardzo. Miejscami się rozmywa czytelność. Nie wiem, czy konieczna jest kursywa, choć to raczej kwestia gustu, ale te znaki zapytania? Za dużo tego, w końcu irytują, nie widać sensu zastosowania. Dla takiego zabiegu potrzebna jest "wypasiona" kwestia, niosąca duży ładunek emocjonalny, tutaj pytajniki nie wnoszą nic, w większości. Tekst przypomina szkic, dobry szkic, ale do obróbki, bo i trochę waty się znajdzie np:

patrzę na jego twarz z pozycji człowieka ułomnego, - po co "człowieka" - może jakoś:


patrzę na jego twarz (ja, ułomny),
na światło i cień; balansujące łodygi – rytm,
w to, co pomiędzy zwierciadłem a stawaniem się,
w głód i bezradność;


...albo w ogóle pozbyć się słowa "ułomny", inaczej to ubrać:

patrzę na jego twarz z z bagażem swoich win

...no, możliwości jest wiele, powiedzmy:

garbaty przewinami, patrzę na jego twarz ....itp

...takie zdanie są niezbyt czytelne:

stempluje przedmioty i innych z uwagą
godną pożałowania.
???

No, jak wyżej - jest sporo dobrego, jest materiał. Trzeba przysiąść i popracować uważnie.

pozdrawiam.;-)

Opublikowano

Po pierwsze, przy pytajnikach inaczej się intonuje - to jest raz
dwa, w tym przypadku nie są one pytaniami, tylko stawiają pod znakiem zapytania porzedzające je kwestje, czyli podmiot jakby niedowierzał temu co robi i to wprowadza pewien nastrój, zmuszający czytelnika do zastanowienia, jakby nie o podmiot chodziło tylko o tego co czyta...

patrzenie z pozycji człowieka ułomnego to nie to samo co bycie ułomnym...

To maniera dystansowania się i wczuwania zarazem, mi bardzo bliska...

Nie jestem ułomnym, ale mógłbym byc, albo zastanawia mnie to co taki mógłby czuć, albo przybieram pozę ułomnego, bo mam taka ochotę a nie muszę....

Na koniec, propozycje szanownego przedmówcy rzeczywiście uczyniłyby ten wiersz bardziej poetyckim, ale właśnie w tej nieco prozatorskiej formie ma on pewien rozmach, taki, że przeniósł mnie on w klimat dwu sztuk teatralnych, których akcja nomen omen dzieje sie we Włoszech....

Tak więc chyba nie o to chodzi...

Opublikowano

Hmm... tego właśnie nie lubię w tym całym prądzie "współczesnej poezji". Tego, że "możliwości jest wiele". Dla mnie poezja, jaką lubię, to tekst w taki sposób zorgazniowany, że nie da się inaczej. Nic dodać, nic ująć, a tym bardziej - zmienić. To, że wiersz jest, jaki jest - uderza genialnością. A nadmiar dowolności sprawia, że wszystko się rozmywa, jest takie powszednie. Czuję potrzebę jakichś ram, czegoś, o co można się zaczepić, czegoś, co wyróżnia, przyciąga. To, co tu czytam, jest po prostu pociętą prozą niewprost, niekiedy liryczną. Tak to odbieram.

To taka generalna opinia, nie tylko o tym wierszu.

Opublikowano

)))...Panie Jarku, dajmy się może w tej kwestii wypowiedzieć Autorowi, ale proszę sobie wyobrazic taki takst:

wlazł kotek? na płotek?
i mruga? ładna to piosenka?
niedługa?


...i, proszę mi wierzyć, w sumie da się uzasadnic użycie pytajników. Ino po co?...)

Co do słowa "ułomny", ono jest, moim zdaniem, za duże, szczególnie w kontekście:

z pozycji człowieka ułomnego - to jest pusty dydaktyzm, Autor mówi "za miliony ", gdyby chcieć się zidentyfikować z tekstem. Lepiej podać to w bardziej "osobistej" formie. Oczywiście, to moje odczucia...))

Opublikowano

Dla czego zaraz za miliony?//

a może patrzy z pozycji człowieka ułomnego, bo ma taką fanaberię....

Ja tu nie widze pompatyzmu tylko opis jakiejś chwili, może dlatego, że mam zawsze dystans do przeżyć, to znaczy można przeżywac i mieć swiadomość mechanizmu przeżywania, a czasem to kontrolować, lub bawić się....

AD1.
Wlazł kotek, biurokrata (?) na płotek (?) cały w łatach
płot był dziełem brakoroba (?) więc zawalił się..
choroba?

;o)

Opublikowano

kłopot z poezją klasycystyczną (czy klasyczną) był /jest taki, że to po prostu był gotowy wzorzec. zreztąwidac do dziś jak snują się wciąz te same epitety, porównania, metafory itp. I dlatego po pewnym czasie zrezygnowany odbiorca zaczął ziewac i przerzucił się na romantyków. A co do współczesnej poezji - warto przeczytac eseje Rogera Cailloisa "Odpowiedzialnośc i styl" Warszawa 1967.
I to ogólnie, ale i trochę w strone wiersza - jeżeli utwór proponuje coś nowego, powiedzmy coś, co nie czytałem wczesniej, to już jest w porządku. a warsztat to delikatna, prawe niewidoczny wkład uszlachetniający wiersz. I dlatego warto miec go na uwadze. Ale czegoś takiego, jak poezja klasyczna, to chyba już nie ma...
Mnie w tym wierszu trochę ta interpunkcja razi, ale ogolnie - czemu nie ?
Pozdrawiam.

Opublikowano

A ja lubię klasyczną forme.. Nazwijmy ją może tradycyją. Co do Treści to różnie bywa ale opbstaje raczej również przy bardziej klasycznej. Nie lubię wierszy na zasadzie wyliczania jakichś pojedynczych słow,zdań wyjętych z kontekstu tworzenia jakichś wydumanych nowych słówek, z których czytający niewiele rozumie prócz tego, że to wyraz artystycznej rzeczywistości autora.

Nie uważam natomiast, że wiersz klasyczny czy tradycyjny musi od razu kopiować te same schematy, metafory zwroty tylko dlatego, że jest klasyczny. Każdy ma swój styl i nie sądze, że aż tak trzymamy się kanonów. Dobrze jest wymyśleć coś nowego i pod tym względem zgadzam się z Panem Krzywakiem, ale brak mi też czasem pewnych ram, pewnej granicy i tu się zgodzę z A.M.

Przepraszam, że nie konkretnie o wierszu. Ale na temat tego wiersza nie mogę jeszcze nic powiedzieć.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



No tak, ale tutaj chodzi o operowanie nazwami - jak miałem przykład z tym "obrazkiem". "Obrazek" to gatunek poetycki doby pozytywizmu. Oczywiście wiem, o co chodzi A. M, ale bardziej podpisałbym się pod tymi tradycjami. np. sonet, żeby był sonetem musi miec taką - a nie inną budowę. Inaczej sonetem nie jest. I dalej mamy prozodie itp, idt - dlatego ciężko jest napisac dobry, rzetelny wiersz. I trzena też miec świadomośc, że np. skopiowanie kilku wersów np. "Stepów arkemańskich" nie czyni od razu wiersza doskonałym. Dlatego wole taki wiersz jak Kyo, niż inne, np. o "miłości - czułości" - to nie jest przezież klasycyzm, tylko wtórnośc.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak tylko każdy autor musi do tego dojść. Wielu z nas zaczynało od tych banalnych wierszyków o miłości i tęsknocie i myśleliśmy, że jesteśmy oryginalni. Ja do tego doszłam dopiero jak zaczęłam czynnie uczestniczyć w życiu poetyckim. Wtedy okazało się, że takich wierszy jest miliony.

Ale nie zgodze się, że wiersz klasyczny czy tradycyjny powiela te same zwroty czy metafory (nie mówie tu oczywiście o tych rymowankach). Budowa owszem ma swoje ścisłe ramy, ale nie treść.
Opublikowano

Jako wychowany w nieco innej atmosferae, dodam coś od siebie...
W mojej mentalności oprócz oryginalnośic dobrze jest widziane, jak od czasu do czasu pokaże się, że jakaś klasyczna, lub ubrana w odium prawie że gatunkowości forma nie jest obca.

Tak więc jeśli już nie oryginalnie, to można o czymś w miarę wyświechtanym napisac dobrze w jakiejś zbliżonej do klasycznej formie....

Na szczęście okazuje się,ze od czasu do czasu coś nawiązujęce do klasyki jest piękne...

Ale jak powiedziałem dobrze widziane, nie jest to norma...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak tylko każdy autor musi do tego dojść. Wielu z nas zaczynało od tych banalnych wierszyków o miłości i tęsknocie i myśleliśmy, że jesteśmy oryginalni. Ja do tego doszłam dopiero jak zaczęłam czynnie uczestniczyć w życiu poetyckim. Wtedy okazało się, że takich wierszy jest miliony.

Ale nie zgodze się, że wiersz klasyczny czy tradycyjny powiela te same zwroty czy metafory (nie mówie tu oczywiście o tych rymowankach). Budowa owszem ma swoje ścisłe ramy, ale nie treść.

A dramat klasycystyczny ??? Czyli m. in. zasada trzech jedności ?
A dlaczego uczą nas o "Panu Tadeuszu" a nie o "Ziemiaństwie" Koźmiana ?
I dlaczego wśród milionów poetów każda epoka wybiera sobie kilku ?
Opublikowano

Zaraz, czy to co jest w programie szkolnym jest wykładnią wiedzy?

W niektórych tematach uczą bzdur, np w tematach historyczych.....

Uczą bo maja jakiś cel, głównie patriotyczny ,trochę z przyzwyczajenia, trochę po to, aby porozumiewać się podobnymi schematami i porozumiewać społecznie, szkoła ma wiele funkcji, niekonicznie podporzadkowanych wiedzy przedmiotu....

A jeśli ktoś ma trochę oleju w głowie, czas i szczęście to może sobie poszerzać horyzonty i powinien.

Ukończyć szkołę, o jeszcze nie znaczy posiadać wykształcenie a do wiedzy duuuuuga droga....
A jeszcze nauczyć się metod badawczych to juz zupełnia obstrakcja dla tzw. większości....

;o)

P.S. Teraz najwazniejsza jest i tak Polityka; panie to trzeba tak politycznie, panie, wie pan, że ten temat to sprawa polityczna, a pan mi tu jakieś wyliczenia....

I po co im szkoły..... hi hi hi....

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bez sensu, to jakby powiedzieć - "we współczesnej poezji nie lubię poezji współczesnej" no i huk i kwestia gustu. Dla mnie wiersz w porządku, zmusza do myślenia, zatrzymuje i wnosi coś nowego w sposobie myślenia i odbierania rzeczywistości, a niech mi ktoś powie,że ta tutaj nie jest przedstawiona poetycko. A skoro jest - to chyba wiersz, nie? I to dobry.
Opublikowano

witam i cieszę się, że text pobudził taką dyskusje:)
ale zacznijmy;

Lobo,
Nie wiem, czy konieczna jest kursywa, choć to raczej kwestia gustu, ale te znaki zapytania? Za dużo tego, w końcu irytują, nie widać sensu zastosowania. Dla takiego zabiegu potrzebna jest "wypasiona" kwestia, niosąca duży ładunek emocjonalny, tutaj pytajniki nie wnoszą nic, w większości.

tak więc, przyznam, że wiersz jest experymentam, ostatnio czytam troche nowej polskiej
poezji i jest ona najostrożniej mówiąc, trudna do opisania i mało jest rzetelnej krytyki tego nowego nurtu. Zafascynowały mnie wiersze Pawła Kozioła z jego ostatniego tomiku, stamtąd ściągnąłem ów pomysł z pytajnikami. Mógłbym przytoczyć kilka wierszy które pokazałyby w jaki sposób są używane etc. Tu nie wiem czy mogę się z Tobą, Lobo zgodzić; czy koniecznie musi być przekaz o dużym ładunku emocjonalnym, chyba Jaro ma trochę racji sądząc, że
chodzi bardziej o podkreślenie pewnych kwestii dotyczących podmiotu.

Jaro;
w tym przypadku nie są one pytaniami, tylko stawiają pod znakiem zapytania porzedzające je kwestje, czyli podmiot jakby niedowierzał temu co robi i to wprowadza pewien nastrój, zmuszający czytelnika do zastanowienia, jakby nie o podmiot chodziło tylko o tego co czyta...

patrzenie z pozycji człowieka ułomnego to nie to samo co bycie ułomnym...

To maniera dystansowania się i wczuwania zarazem, mi bardzo bliska...



Moim minusem jest to, że mam słaby warsztat, małą wiedzę - jeszcze - o technikaliach
pisania; bo kto by nie chciał pisać pięknych nieoklasycznych wierszy jak Dehnel?
dlatego moje pisanie jest może bardziej intuicyjne jeszcze, mniej przemyślane, ale staram
się nawiązywać i szukać nowych środków ekspresji.


Lobo;
patrzę na jego twarz z pozycji człowieka ułomnego, - po co "człowieka" - może jakoś:


patrzę na jego twarz (ja, ułomny),
na światło i cień; balansujące łodygi – rytm,
w to, co pomiędzy zwierciadłem a stawaniem się,
w głód i bezradność;

...albo w ogóle pozbyć się słowa "ułomny", inaczej to ubrać:

patrzę na jego twarz z z bagażem swoich win

...no, możliwości jest wiele, powiedzmy:

garbaty przewinami, patrzę na jego twarz ....itp

...takie zdanie są niezbyt czytelne:

stempluje przedmioty i innych z uwagą
godną pożałowania. ???


Jasne, to jest dla mnie szkic i tak go traktuję. kotoś na innym forum powiedział mi, że ten
wiersz jest zbyt hermetyczny; zdaje sobie z tego sprawę, może to co zaznaczyłeś jest właśnie zbyt gęste i czytelnikowi się nie chce przedzierać przez tą magmę - po krótce, zawiłoś między ja/on i ja/inny, bo chciałem uzyskać efekt w którym autor=peel, jest to widoczne, ale zagmatwane, stąd też i kursywa.

A.M.;
tego właśnie nie lubię w tym całym prądzie "współczesnej poezji". Tego, że "możliwości jest wiele".

ale przecież wiersz od tytułu do końca jest jednoznaczny, może nie jest idealny, no ale to już mój problem, hehe.

M.Krzywak;
I to ogólnie, ale i trochę w strone wiersza - jeżeli utwór proponuje coś nowego, powiedzmy coś, co nie czytałem wczesniej, to już jest w porządku. a warsztat to delikatna, prawe niewidoczny wkład uszlachetniający wiersz. I dlatego warto miec go na uwadze. Ale czegoś takiego, jak poezja klasyczna, to chyba już nie ma...
Mnie w tym wierszu trochę ta interpunkcja razi, ale ogolnie - czemu nie ?


przedobrzyłem z interpunkcją? bardzo możliwe, ale starałem się ukierunkować wiersz i przekaz, widocznie nieudolnie. ale dzięki wielkie za opinie i support ;)


Lobo;
z pozycji człowieka ułomnego - to jest pusty dydaktyzm, Autor mówi "za miliony ", gdyby chcieć się zidentyfikować z tekstem. Lepiej podać to w bardziej "osobistej" formie.

Ale dlaczego dydaktyzm? przecież autor nie poucza nikogo, nie strofuje etc., myśle, że się poniża raczej, zna swoją słabość - wiem, może jest to sformłuowanie chybione lub niefortunne, jak piszesz, no ale proszę nie pisać, że za "miliony" he,he.

mam nadzieję, że wyczerpałem choć w małym procencie, wątpliwośći Szanownych Czytelników?
Dziękuję serdecznie każdemu z osobna
i zapraszam:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak tylko każdy autor musi do tego dojść. Wielu z nas zaczynało od tych banalnych wierszyków o miłości i tęsknocie i myśleliśmy, że jesteśmy oryginalni. Ja do tego doszłam dopiero jak zaczęłam czynnie uczestniczyć w życiu poetyckim. Wtedy okazało się, że takich wierszy jest miliony.

Ale nie zgodze się, że wiersz klasyczny czy tradycyjny powiela te same zwroty czy metafory (nie mówie tu oczywiście o tych rymowankach). Budowa owszem ma swoje ścisłe ramy, ale nie treść.

A dramat klasycystyczny ??? Czyli m. in. zasada trzech jedności ?
A dlaczego uczą nas o "Panu Tadeuszu" a nie o "Ziemiaństwie" Koźmiana ?
I dlaczego wśród milionów poetów każda epoka wybiera sobie kilku ?

A jaki to ma związek z tym co napisałam.?.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A dramat klasycystyczny ??? Czyli m. in. zasada trzech jedności ?
A dlaczego uczą nas o "Panu Tadeuszu" a nie o "Ziemiaństwie" Koźmiana ?
I dlaczego wśród milionów poetów każda epoka wybiera sobie kilku ?

A jaki to ma związek z tym co napisałam.?.

Ma z tym stwierdzeniem a propo treści wiersza klasycznego. chociaz na dobrą sprawe ten termin jest tak już szeroko stosowany, że w sumie mogę się i do niego dostosowac. Tylko ostatnie pytanie - czym jest dla ciebie wiersz klasyczny ?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Wolność

       

      Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta ... i oświetlasz sobą kwiaty przyrody będą o tobie pisać poeci Ody ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia   
    • Wolność   Nie ma drugiego takiego słowa, które zrobiłoby tak oszałamiającą „karierę” w XXI wieku jak słowo wolność. Odmienia się je przez wszystkie przypadki. Manipuluje się nim na prawo i lewo. Wywraca się na drugą stronę tak aby znaczyło coś zupełnie przeciwnego, choć brzmi swojsko i krzepiąco. Propaguje się wolność wyboru i wolność od wyboru. Wmawia się, że można wybrać różne barwy wolności ale jednocześnie dodaje, że powinna to być barwa o określonej z góry nazwie. Można postawić pytanie: wolny wybór czy wolność wyboru? A co to jest wolność? Niektórzy „myśliciele” wmawiali, że wolność to uświadomiona konieczność. Wolność bywa mylona ze swawolą. Ale czy tak jest w istocie? Inaczej rozumie słowo wolność więzień w celi, a inaczej człowiek „wolny”. Dla więźnia w celi wolność oznacza rzeczywistość poza murami więzienia. Taki delikwent o tym marzy co to będzie robił, jak opuści mury więzienia: upije się alkoholem, napali się tytoniu, „trawki”, odwiedzi prostytutki..., no po prostu „zabawi się”. Taki człowiek jest podwójnym więźniem. Ma zniewolony umysł błędami moralnymi, które traktuje jako przejaw wolności. Kim zatem jest człowiek naprawdę wolny? To człowiek, który zna Prawdę. Prawdę, która wyzwala, a nie zniewala. Wyzwala z nałogów: alkoholizmu, narkomanii, seksoholizmu, etc. Wielu takich, którzy rozumieli wolność negatywnie zakończyło swoje życie przedwcześnie. Jaka to Prawda, która wyzwala człowieka? To Prawda Objawiona, którą możemy znaleźć w konserwatywnych kręgach Kościoła Powszechnego. Każdy, kto przyjmuje Prawdę, rozumie ją i wprowadza w życie, staje się wolnym człowiekiem, choćby był zamknięty w celi więziennej. Każdy, kto ma dobrze ukształtowane sumienie, uczy się siebie w kontekście nauk moralnych, doznaje czegoś więcej niż tylko doraźnej przyjemności. Doznaje wszechogarniającej radości, radości wewnętrznej, wewnętrznego poczucia szczęścia. Szczęścia, które polega na tym, iż udało się zrealizować w praktyce nauki moralne Mistrza z Nazaretu. Większość z nas zna obraz artysty malarza Delacroix „Wolność prowadząca lud na barykady”. Czy o taką wolność idzie? Czyżby rewolucja społeczna kiedykolwiek i komukolwiek przyniosła prawdziwą wolność? Czy raczej zniewolenie? Zwolennicy myśli rewolucyjnej uważają, że uczniowie Mistrza z Nazaretu są ograniczeni: tego nie wolno, tamtego nie wolno... . Tymczasem „my”, ojcowie i córki rewolucji, dajemy ludziom wolność totalną. Możesz robić co tylko zechcesz, co tylko przyjdzie ci do głowy. A to nie tak... . Granicą naszej wolności jest wolność innych ludzi. Prócz tego wszystkiego, wszyscy jesteśmy ograniczeni formą ludzkiej egzystencji (jako naturalną konsekwencję grzechu pierworodnego), a co za tym idzie tzw. „prawem naturalnym”. Doznawać wewnętrznej wolności, wewnętrznego szczęścia może tylko człowiek prawy, „dobry”. Czyż nie jest prawdą stwierdzenie, że gdy znajdzie się ktoś naprawdę dobry, to prędzej czy później takiego otrują (Sokrates) lub ukrzyżują (Jezus z Nazaretu). Cóż to za wolność dzięki której Mistrz kończy otruty lub ukrzyżowany? Otóż taka „wewnętrzna wolność” wedle niektórych jest wątpliwego dobra choć jest godna naśladowania i jest piękna. Tak w rzeczywistości nie jest; nie jest to wątpliwe dobro. Mistrz z Nazaretu zmartwychwstał (vide „Całun Turyński”) i cieszy się absolutną wolnością. I ci, którzy w całej pełni naśladują Mistrza z Nazaretu już tu na ziemi mają poczucie wolności absolutnej, która na nich czeka po śmierci. Więc wybór należy do ciebie, Czytelniku, albo wolność totalna albo wolność absolutna.    
    • @Poet Ka Nie jedna Berenika była. Jedna się u nas zadomowiła Nie tylko poetów wspiera  swoją poezją do nich dociera  I komentarze solidne daje  każdy w tym w tyle za Nią zostaje .   Pozdrawiam serdecznie  Miłego dnia 
    • -Opowiadanie-   Promienie słońca poczęły zalewać świat wokół swoim bursztynowym blaskiem. Godzinowa wskazówka zegara chyżo zbliżała się do ósemki, a niebo pokryte już było licznymi, szarawymi obłokami.    Do parku wybierała się pewna dziewczynka. Mocno trzymając w dłoni małą, miedzianą monetę, radośnie wędrowała brzegiem ulicy. Jej ubrania były niechlujne i ubłocone a włosy splecione w zaskakująco staranne warkocze, przewiązane czerwoną wstążeczką. Jej twarz promieniała szczęściem.    Idąc krętymi uliczkami, jej uwagę przykuł chłopiec siedzący na dębowej ławce pod drzewem, którego cień był ratunkiem przed letnimi upałami. Mimo szelestu liści, śpiewu ptaków i szmeru pobliskiego strumyka, można było usłyszeć ciche szlochanie.    Zaniepokojona dziewczynka podeszła bliżej. - Odejdź - rzekł, pociągając nosem, gdy usłyszał zbliżające się kroki. - Nie odejdę, póki nie upewnię się, czy wszystko dobrze - odpowiedziała z troską w głosie. - A więc co cię trapi? - wbiła w niego przenikliwy wzrok.    Chłopiec delikatnie otworzył usta, jakby miał coś powiedzieć, lecz szybko je zamknął i obrócił głowę ku górze. - Jesteś nieszczęśliwy? - spytała ostrożnie wcale nie oczekując odpowiedzi, bo było to oczywiste. - A ty nie? - Dlaczego tak sądzisz? - skrzywiła się. - Przecież jesteś biedna, pewnie ledwo stać cię na kromkę chleba. Nie masz pieniędzy, za które mogłabyś kupić sobie chociaż zabawkę. Jak tu być szczęśliwym?    Spojrzeli na siebie bez zrozumienia. - A ty jesteś bogaty, wszystko masz na wyciągnięcie ręki. Mógłbyś za kawałek majątku wykupić najdroższą chatkę w mieście oraz kupić całe stosy zabawek. Dlaczego więc jesteś nieszczęśliwy? Czyż pieniądze nie dały ci szczęścia? Czego ci brakuje, chłopcze? - Ja… - umilkł. Myśli w jego głowie krzyczały i plątały się - jednak nawet w nich nie znalazł odpowiedzi.    Pokazując monetę, znów zabrała głos: - Może i to jest jedyna rzecz, którą mam, ale i ona nie daje mi szczęścia. Pieniądze są jak woda - nie utrzymasz ich w miejscu. Za to będąc dobrym człowiekiem, utrzymasz przy sobie rodzinę, przyjaciół i rzeczy niematerialne, które dadzą ci szczęście, o którym nawet nie śniłeś - powiedziała, po czym poklepała go po ramieniu.    Chłopiec objął ją mocno, szlochając jeszcze głośniej.    Toteż i oni, po całym dniu rozmów, wrócili do swoich domów, ciesząc się i radując każdą chwilą. Jak się okazuje, szczęścia nie należy szukać w pieniądzach; nawet mając ich w nadmiarze, możemy go nie znaleźć.
    • Uśmiechasz się.   Ile razy oberwiesz tyle razy wstaniesz.   Czemu się uśmiechasz? Przecież przegrałeś.   Padłeś na deski.   Nie odklepałeś.   Znowu wstajesz.   Znowu chcesz oberwać?   Czemu się uśmiechasz…   Przecież przegrałeś.   Uśmiechasz się...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...