Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

"Do D.D." Mickiewicz - English translation


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tym razem będzie to Mickiewicz "Do D.D.", jeden z lepszych wczesnych jego utwórów, moim zdaniem. Trzynastozgłoskowiec, średniówka po 7 sylabie - tłumaczenie jedenastozgłoskowiec ze średniówką po 6 sylabie, rymy parzyste. Wyjaśnienia poniżej.


Do D.D.

1 Gdybyś ty na dzień jeden była w mojej duszy!
2 Na dzień cały? – Nie – takiej nie życzę katuszy.
3 Gdyby godzinę tylko – szczęśliwe stworzenie,
4 Poznałabyś natenczas, co to jest cierpienie.
5 Myśli me na torturach, w uczuciach mych burza,
6 To mi gniew serce miota i czoło zachmurza,
7 To mię smutek w ponure zadumanie wtrąca,
8 To nagle oczy zaćmi żalu łza gorąca.
9 Ty albo od mych gniewów uciekasz ze wstrętem,
10 Albo lękasz się nudy z żałosnym natrętem.

11 Ty mię nie znasz, namiętność zaćmiła me lice,
12 Ale spójrzyj w głąb duszy, tam znajdziesz skarbnice
13 Czułości, poświęcenia, łagodnej dobroci
14 I wyobraźni, która ziemską dolę złoci.
15 Dziś ich nie możesz dojrzeć. – Wszak i na dnie fali,
16 Kiedy ją wicher zmiesza, kiedy piorun pali,
17 Czyż widać kraśne konchy, perłowe jagody?
18 Nim mię osądzisz, czekaj słońca i pogody.
19 O, gdybym zyskał pewność, że jestem kochany,
20 Gdybym z serca na chwilę wygnał bojaźń zmiany,
21 Którą mię straszy nieraz doświadczana zdrada!
22 O, niech będę szczęśliwym, będziesz ze mnie rada.

23 Jak duch, przez dzielnej wróżki zaklęty wyrazy,
24 Żyłbym twoje wypełniać, zgadywać rozkazy;
25 A jeżeliby czasem duma rozdąsana
26 Kazała poddanemu udać humor pana,
27 Śmiej się, luba! Choć duma przyznać się zabrania,
28 Sługą będę; cóż miałbym do rozkazywania?
29 Abyś raczyła chwilą dłużej ze mną bawić,
30 Podług mej woli suknią i włosy poprawić,
31 Abyś drobnych zatrudnień odbiegła domowych
32 Słuchać starych oświadczeń i piosenek nowych;
33 Wszystko byś niewielkimi dokazała trudy:
34 Godziną cierpliwości, półgodziną nudy
35 Albo chwilką udania: kiedy będę mniemać,
36 Że słuchasz rymów moich, ty mogłabyś drzemać;
37 Choć oczy twoje będą co innego znaczyć,
38 Ja chcę w nich dobro czytać, na lepsze tłumaczyć.
39 W twe ręce powierzywszy moją przyszłą dolę,
40 Na twym złożyłbym łonie mój rozum i wolę.
41 Pamiątki nawet serce głęboko zagrzebie,
42 Aby nigdy nic nie czuć oddzielnie od ciebie.
43 Wtenczas by dziki zapęd, co mną dotąd miota,
44 Wypadł z duszy, jak z łodzi miotanej niecnota,
45 Który burze sprowadza i bałwany pieni;
46 Płynęlibyśmy cicho po życia przestrzeni,
47 Chociażby los groźnymi falami powiewał,
48 Jak syrena bym nad nie wzbijał się i śpiewał.


To D.D.


1 If only thee’d be in my soul for one day!
2 A whole day long? – No – don’t you please fall such prey.
3 But just for an hour – my happy creature,
4 You would find out then what suffering features.
5 My thoughts tortured, feelings in tempest entwine,
6 Rage rips my heartful chest, fallen from cloud nine,
7 Sorrow drives me into sombre seclusion,
8 Blinded by blazing tear into illusion.
9 You either flinch from spurts as if I was mad
10 Or fear of being bored with poor pushy lad.

11 Thee don’t know me, overheated by thine coal,
12 But please cast a thorough look inside my soul
13 Where all which is tender, willing to devote
14 Imaginative and kind blend, on thee dote.
15 Yet thee can’t spot them – Can under restless tide,
16 Shaken by squall, burnt by thunderbolt inside
17 Beauteous barnacles, pearl berries be beheld?
18 Refrain from judgement till sunny weather’s spell
19 Oh, were I certain to be loved in return,
20 Were I devoid of fear to sway on the turn,
21 Overwhelming my heart by unfaithful deeds!
22 Oh, let me live gaily just to make thee pleased.

23 Like a ghost, bewitched by fairy’s words of spell,
24 I’d live to fulfill your orders, to foretell;
25 And were it, by some chance, for your sulky pride
26 To feign for the subject his lord’s frame of mind,
27 Rejoice, beloved! Though pride stops “confess” command,
28 Servant shall I be; what’d my orders demand?
29 Thee – would bother longer entertaining us:
30 Straighten thine frock, smooth down thine hair gently, thus
31 Thee – would desist awhile petty household chores
32 To hearken betrothals – the known ones and more;
33 Little burden from thee it would require:
34 Hour of patience, half of tedious mire.
35 Or feigning for a while: when I would suppose
36 That thee listen out for my rhymes, thee could doze;
37 Though my view of thine eyes much different maintain,
38 Good I want to see there, as better explain.
39 Entrusted firmly to thee my future lot,
40 I’d offer my reason and will on the spot.
41 Even heart would bury traces of memory,
42 Not to stand a single sense apart from Thee.
43 Then my heart’s desire, which batters and rips,
44 Would be jettisoned like from squall-battered ship,
45 Agitating rollers and evoking storms;
46 We’d sail placidly whatever life performs,
47 Despite ominous wave-stirring gusts of wind
48 Like a mermaid I’d float above them and sing.




Wyjaśniam co i dlaczego, linijkami:

5-10 – w oryginale występuje aliteracja-anafora „to”, która jest trudna do oddania w angielskim. Posłużyłem się więc rodzajem aliteracji, który pełni tę samą funkcję, jak w oryginale, czyli nadaje tekstowi rytm, co pozwala na bardziej emfatyczne czytanie: (5) „thoughts tortured”, „tempest entwine, (6) „Rage rips”, „fallen from”, (7) „Sorrow”, „sombre seclusion”, (8.) „Blinded by blazing”, (9) “flinch from”, (10) “being bored with poor pushy”. Jeśli chodzi o znaczenie: (6) “heartful chest” to neologizm, coś jakby “pierś pełna serca”, taka metafora ;-) Natomiast (6) “to be on cloud nine” oznacza "być w siódmym niebie”, więc “to fall from cloud nine” również będzie obrazową metaforą (mam nadzieję, że poprawną – romantycy mieli skłonność do neologizacji :-)

14 – „to dote on sb” oznacza „nie widzieć świata poza kimś”, u mnie „(wszystko, co w duszy) skupia się na tobie”

15-16 – w tym niezwykle plastycznym obrazie, w którym Mickiewicz porównuje duszę do morza, występują aliteracje, które właściwie pełnią rolę onomatopej – czytając tekst, wiatr zdaje się szumieć, piorun grzmieć, a konchy (archaizm, takie podwodne żyjątko) majaczyć na dnie morza. Wydaje mi się, że w tym miejscu udało mi się ładnie zachować aliterację, szczególnie w szesnastym wersie ("squall" – nagły, porywisty wiatr; "barnacle" – „pąkla”, czyli też podwodne żyjątko :-) ; "to behold "– ujrzeć (archaizm)):

(w oryginale występuje nagromadzenie spółgłosek: w, z, p, k oraz „szeleszczących”: ch, sz, ż, ć)

Wszak i na dnie fali,
Kiedy ją wicher zmiesza, kiedy piorun pali,
Czyż widać kraśne konchy, perłowe jagody?

(w tłumaczeniu uwydatniłem ten efekt dzięki: b, p, d oraz sh, s)

Can under restless tide,
Shaken by squall, burnt by thunderbolt inside
Beauteous barnacles, pearl berries be beheld?

18 – „sunny weather’s spell” ma tutaj kilka delikatnie tylko różniących się, ciekawych znaczeń – albo „czas, kiedy nadejdzie ocieplenie (w domyśle – uczuć)”, albo "zaklęcie, urok" (w domyśle – zmieniające uczucia podmiotu lirycznego”, albo „fala/ przypływ ciepła (w domyśle – zmiana nastroju)

19-22 – tu było ciężko. Podmiot liryczny mówi o tym, że chce pozbyć się obawy przed zmianą wyżej opisanego stanu emocjonalnego, która to obawa jest podsycana przez „zdradę”, czyli widok ukochanej w ramionach innego. Jakim cudem to zgrabnie zawrzeć w czterech linijkach?! Nie chcę się zbytnio rozpisywać, ale – wszystkie znaczenia „zdrady” w angielskim (które ja znam) mają kontekst seksualny (adultery, infidelity) lub polityczno-wojenny (treason, treachery, traitor). Z kolei „inconstancy” to „niestałość w uczuciach”, co sugerowałoby, że ukochana podmiotu lirycznego jest jakąś latawicą. Tutaj chodzi o coś subtelniejszego. Zatem moje „unfaithful deeds” jest bezpiecznym wyjściem, choć niestety pozostaje nieco ułomne w świetle oryginału...

22 – przysłówek „gaily”, utworzony od przymiotnika „gay” dawniej oznaczał tyle, co „szczęśliwy”

26 – „subject” oznacza też „osobę poddaną komuś, poddanego”; a „frame of mind” – „humor, nastrój”

31 – „to desist” to określenie na „zaniechanie robienia czegoś”; „household chores”- „prace domowe”

32 – „to hearken” – literackie określenie na „to hear”; „betrothals” – „zaręczyny, oświadczyny”, archaizm – lekko naginam kontekst, mam nadzieję, że nie odbiegam za daleko...

34 – “tedious mire” to w przenośnym znaczeniu “nużąca sytuacja, z której ciężko się wydostać”

41-42 – znów przepiękne wersy; znów robiłem wszystko, co w mej mocy, aby je zachować:

(w drugim wersie potrójne powtórzenie: „n”)

Pamiątki nawet serce głęboko zagrzebie,
Aby nigdy nic nie czuć oddzielnie od ciebie.

(w tłumaczeniu: „s”)

Even heart would bury traces of memory,
Not to stand a single sense apart from Thee.

43-46 – tu należało ocalić w tłumaczeniu dwuznaczność „miotania” duszy i „miotania” łodzi, z której ów dziki zapęd zostanie wyrzucony :-) „to jettison” oznacza „wyrzucać za burtę” (po prostu niesamowity czasownik...) lub odrzucać coś (tak jak "to reject"), a „to batter” [and rip] w dwóch znaczeniach: „targać [i rozdzierać] (w domyśle: duszę)” oraz „squall-battered ship”, czyli statek, targany przez szkwał (porywisty wiatr). „To agitate” (45) oznacza nie tylko „agitować”, ale równie dobrze znaczy „wzburzać”; „rollers” to takie duże fale, czyli bałwany. Czterdziesta szósta linijka wg mnie wyszła mi szczególnie ładnie znaczeniowo, wraz ze średniówką, awangardowo umieszczoną w połowie słowa „what-ever”, dodając emfatycznego akcentu na drugą sylabę :-)

47 – „to stir” w tym kontekście jest pozytywnie wieloznaczne, jako że przez cały wiersz przewija się paralelizm stanu duszy z burzliwą, niespokojną pogodą. Czasownik ten sugeruje oczywiście wzburzenie fal, ale też i emocji, pewne poruszenie, „potarganie” uczuciowe.

To tłumaczenie skończyłem ok. rok temu. Parę tygodni potem dowiedziałem się, że polskiego 13zgłoskowca z paroksytoniczną średniówką i klauzulą tłumaczy się na angielski pentametrem jambicznym... Cóż, szlag mnie trafił, ale przynajmniej z tego tłumaczenia wyszła niezła wprawka na przyszłość... Jest do tego parę oczywistych błędów - m.in. article i stylizacja, którą powinien zrewidować native speaker, bo stosowałem ją doraźnie, czyli zawsze wtedy, gdy znałem jakiś archaiczny ekwiwalent na słowa Mickiego.

Mam jeszcze parę tłumaczeń sonetów Mickiewicza na angielski, ale nie będę ich raczej publikował, bo odpadają ze względów formalnych - tłumaczyłem je 13zgłoskowcem, a nie pentametrem jambicznym... Ech...

Opublikowano

No, znowu profesjonalna robota :)

Super stylizacja z "thee" :) Od razu mi się przypomina angielski w : "Romeo, Romeo, why art thou Romeo?" ;)

Co do zdrady - adultry to cudzołóstwo, zupełnie odpada.

O co z betrayal? Albo unfaithfulness? Anglicy, chcąc powiedzięc "on cię zdradza" mówią "he is unfaithful", więc chyba unfaithfulness byłoby ok (btw. jest to dosłownie niewierność - nie jest to mocne słowo, nie jest też bardzo naznakowane seksem).

Co do reszty, jest raczej w porządku, jeszcze popatrzę w wolnej chwili :)

Gratuluję i pozdrawiam :)

PeeS. Skąd zainteresowanie tłumaczeniem na i z języka angielskiego? Czyżby studia filologiczne? :)

Opublikowano

Nawet studia tłumaczeniowe :-)

Co do tego tłumaczenia - raczej już go nie będę zmieniał, bo - jak już pisałem - okazało się, że 13zgł o takich cechach semantycznych powinno się tłumaczyć na angielski pentametrem jambicznym. Poprawianie byłoby czymś na kształt stawiania ładnego domu na podmokłym zboczu i jeszcze dokonywania w nim poprawek ;-)

  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...